sobota, 29 lipca 2017

Lion Shepherd - Heat [2017]



Lion Shepherd wyewoluowali kilka lat temu z grupy Maqama i pod koniec 2015 roku zadebiutowali kapitalnym albumem Hiraeth. Trasa w charakterze supportu Riverside niewątpliwie pozwoliła dotrzeć do sporego grona odbiorców, podobnie jak występ na małej (choć głównie z nazwy, bo na pewno nie ze względu na rozmiary) scenie Przystanku Woodstock. O pracach nad drugą płytą słyszeliśmy już od jakiegoś czasu i można śmiało powiedzieć, że wiele osób na ten krążek czekało. Po takim debiucie – nic dziwnego! To oczywiście sprawiało, że i oczekiwania były naprawdę duże. Czy grupie udało się je spełnić? A czy dzik sra w lesie?

To, co rzuca się w uszy już przy pierwszym odsłuchu Heat, to ogromny potencjał radiowy tego materiału. Choć płyta rozpoczyna się od doskonale znanych z debiutu motywów folkowych w klimatach Bliskiego Wschodu w utworze On the Road Again, to już dwa kolejne kawałki – Heat i Code of Life – od razu wpadają w ucho dzięki chwytliwym refrenom i porywającym partiom gitary Mateusza Owczarka, a także kapitalnym żeńskim chórkom, które świetnie „zgrywają się” z głównym wokalem Kamila Haidara. Czyli da się jednak nagrać w Polsce rockowy numer, który będzie jednocześnie ambitny i chwytliwy. Takich momentów, które sprawiają, że spora porcja tej płyty może się z powodzeniem bić o miejsce na playlistach co ambitniejszych z większych stacji radiowych, jest tu zresztą więcej (bo tego, że stacje mniejsze będą grały ten materiał, jestem pewny). Farewell i Swamp Song – dwa ostatnie numery na płycie – absolutnie nie lecą w banał i trudno nazwać je utworami o „piosenkowej” czy radiowej konstrukcji, ale mimo wszystko ten element pewnej chwytliwości czy przebojowości niewątpliwie mają. Ale oczywiście to, co sprawiało, że muzyka Lion Shepherd tak zachwycała na debiucie – łączenie rockowych elementów z tajemniczymi brzmieniami Bliskiego Wschodu – wciąż jest w muzyce grupy obecne. Słychać to wyraźnie zwłaszcza w spokojniejszych fragmentach When the Curtain Falls, w singlowym Dream on, do którego powstał przejmujący klip, i w sprawnie łączącym te spokojne, nieco tajemnicze fragmenty z mocniejszym, bardziej podniosłym klimatem Dazed by Glory.

Po nagraniu kapitalnego, pełnego niezwykłego klimatu debiutu Hiraeth, panowie z Lion Shepherd zrobili najlepszą rzecz, jaką mogli – zarejestrowali płytę z jednej strony nawiązującą klimatem do albumu debiutanckiego, z drugiej zaś zupełnie jednak inną. Heat jest bardziej przystępna, bardziej… przebojowa, zrobiona z większym rozmachem. Elementy muzyki bliskowschodniej kapitalnie łączyli z brzmieniami rockowymi już na Hiraeth, teraz jeszcze to połączenie udoskonalili. Do tego nie mogę nie wspomnieć o oprawie graficznej – płyta jest wydana przepięknie, w gustownym rozkładanym pudełku z tłoczonym wzorem, z mapą okolic Półwyspu Arabskiego i z wkładką na matowym papierze zawierającą świetne zdjęcia autorstwa Wiktora Franko. To sprawia, że płyty nie tylko chce się ciągle słuchać, ale też chce się na to wydawnictwo patrzeć, dotykać go, delektować się każdym jego elementem, jak za starych dobrych czasów, kiedy wzięcie do ręki nowej płyty było niemal nabożeństwem. Nie bójmy się tego powiedzieć – mamy kolejny zespół na światowym poziomie!


1. On the Road Again (2:37)
2. Heat (4:27)
3. Code of Life (4:32)
4. When the Curtain Falls (4:22)
5. Dream On (5:21)
6. Fail (5:05)
7. Storm Is Coming (4:42)
8. Dazed by Glory (4:27)
9. Farewell (6:14)
10. Swamp Song (5:58)



--
Zapraszam na prowadzoną przeze mnie audycję Lepszy Punkt Słyszenia w radiu Rock Serwis FM w każdy piątek o 21 (powtórki w niedziele o 14)
http://rockserwis.fm - tu można mnie słuchać
http://facebook.com/lepszypunktslyszenia - a tu porozmawiać ze mną w trakcie audycji
Zapraszam też na współprowadzoną przeze mnie audycję Nie Dla Singli w każdą sobotę o 20
http://zak.lodz.pl - tu można nas słuchać
http://facebook.com/niedlasingli - a tu z nami porozmawiać w trakcie audycji

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza