wtorek, 12 marca 2019

Motorpsycho - The Crucible [2019]


Grupa Motorpsycho to jeden z tych zespołów, które ciągle ewoluują. Trudno znaleźć dwie płyty tej formacji, które byłyby do siebie jakoś bardzo podobne. Nic więc dziwnego, że na The Crucible nie zdecydowali się na powtórzenie formuły z The Tower i to mimo tego, że klimat okładki (ten sam autor) oraz ogólne brzmienie do poprzedniczki nawiązują. Słychać od razu, że to ten sam zespół, co na ostatniej płycie, tyle że tam mieliśmy około 80 minut muzyki podzielonej na dwie dość mocno poszatkowane na mniejsze fragmenty płyty, tymczasem tu mamy ledwie 40 minut dźwięków podzielonych na zaledwie trzy bardzo rozbudowane numery. Czyli niby brzmienie od The Tower specjalnie się nie zmieniło, ale już odbiór krążka i samo podejście do niego na pewno muszą być inne.

Bez względu na to, czy dane wydawnictwo bardziej skręca w stronę ciężkiego łojenia, psychodelicznych odlotów, klasycznego hard rocka czy wreszcie eksperymentów z pół-akustycznym folkiem, kolejne płyty Motorpsycho zawsze czymś zaskakują i niezmiennie zapewniają wysoki poziom. The Crucible absolutnie nie będzie wyjątkiem, choć ze względu na długość kompozycji z pewnością nie jest to najbardziej przystępna z płyt grupy. O ile w otwierającym album Psychotzar jeszcze tego tak nie odczujemy, bo utwór trwa „zaledwie” niecałe dziewięć minut, a swoją dynamiką i nawet pewną chwytliwością niektórych motywów sprawia, że „przelatuje” nam niezwykle szybko, o tyle z pewnością pozostałe kompozycje nie są dla tych, którzy mają problem ze spokojnym wysłuchaniem czegoś dłuższego niż przeciętny radiowy singiel bazujący na jednym czy dwóch motywach. Grupie w tym pierwszym utworze znakomicie udaje się trzymać napięcie i intrygować brzmieniem. A potem jest jeszcze lepiej. Jedenastominutowe, nieco crimsonowe Lux Aeterna to mój ulubiony z trzech utworów na The Crucible. Pięknie rozkręca się po subtelnym początku, zachwyca wspaniałą melodią i nieco jesiennym, melancholijnym klimatem, a także brzmieniem melotronu i instrumentów dętych, na których gościnnie gra Lars Horntveth. Panowie pięknie równoważą tu intensywność i gęstość brzmienia z kapitalnie snującą się melodią, tworząc w pewnym sensie typowy numer Motorpsycho – typowo dla tego zespołu powalający. Całą stronę B wydania winylowego zajmuje trzecia i ostatnia kompozycja na The Crucible, czyli trwający 21 minut utwór tytułowy. Ten wspomniany nieco crimsonowy klimat też nas tu nie opuszcza, bo przecież motyw, który pojawia się w trzeciej minucie, jest jakby żywcem wyjęty z podręcznika gitarowych zagrywek autorstwa Roberta Frippa. Przy czym naturalnie nie jest to kwestia bezczelnego podrabiania. Chodzi raczej o pojawiające się tu i ówdzie smaczki, które fani King Crimson mogą rozpoznać, ale całość zmierza jednak w nieco innym kierunku. Co oczywiste w przypadku tak długiej kompozycji, mamy tu zarówno dynamiczniejsze fragmenty, jak i chwile wyciszenia, uspokojenia, muzycznej subtelności, a także mroczny chaos w środkowej części dzieła. Wszystko wymieszane tak, by ta cała strona wydania winylowego zamknięta w jednym utworze jednak ani przez moment nie nudziła.

The Crucible nie oferuje żadnego muzycznego przełomu, nie jest nowatorska, nie wywraca wszystkiego, co wiemy o roku czy nawet zespole Motorpsycho, do góry nutami, ale podobnie jak niemal wszystkie płyty tej formacji jest to album intrygujący, wciągający, różnorodny oraz wymagający od słuchacza pewnego wysiłku w celu pełnego docenienia tego, co dzieje się tu w warstwie kompozycyjnej i aranżacyjnej. To przede wszystkim album, który potwierdza, że Motorpsycho to grupa, która od dawna już powinna być dużo lepiej znana i bardziej doceniana na europejskiej scenie rockowej. Jeśli po tylu latach wciąż są na takim poziomie popularności, na jakim są (jakieś sto osób na polskim koncercie zespołu w Warszawie kilka lat temu mówi wszystko…), to trudno liczyć, by którakolwiek z kolejnych płyt cokolwiek tu zmieniła, bez względu na ich jakość. Na szczęście popularność (a raczej jej brak) nijak się ma do poziomu artystycznego kolejnych wydawnictw grupy. I niech to będzie podsumowaniem mojej opinii o nowej płycie norweskiej formacji.

1. Psychotzar (8:43)
2. Lux Aeterna (10:55)
3. The Crucible (20:51)



--
Zapraszam na prowadzone przeze mnie audycje Lepszy Punkt Słyszenia oraz Purple FM w radiu Rock Serwis FM w każdy piątek o 21 i sobotę o 19
http://rockserwis.fm
http://facebook.com/lepszypunktslyszenia - profil audycji
http://facebook.com/groups/rockserwisfm - tu można porozmawiać ze mną oraz z innymi słuchaczami w trakcie audycji

5 komentarzy:

  1. Jak dla mnie płyta rewelacyjna... i chociaż nie ma w niej nic nowatorskiego to kupili mnie od pierwszych dźwięków i nie pozwalają się nudzić:)

    OdpowiedzUsuń
  2. "...Motorpsycho to grupa, która od dawna już powinna być dużo lepiej znana i bardziej doceniana na europejskiej scenie rockowej"
    A to dlaczego?
    Dlaczego tylko europejskiej a nie także antarktycznej i afrykańskiej?
    Czyżby Bizon uważał, że antarktyczna scena rockowa jest zbyt zimna, a dla naprzykładu afrykańska zbyt gorąca?
    Ja uważam, że zespół zasługuje na to by być gwiazdą także tam... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również uważam że to jest płyta rewelacyjna! I pisze to mając za sobą 7 odsłuchów. Nie przeszkadza mi w ogóle forma trzech długich utworów składających się na całość albumu. Znakomity Psychotzar na poczatek, wprost kapitalny Lux Aeterna (również mój ulubiony) przy którym za każdym razem mam ciary nawet na wacku (mocny kandydat na miejsce w pierwszej dziesiątce najlepszych utworów roku) i bardzo dobry utwór tytułowy na koniec. Oczywiście muzyka Motorpsycho nie jest dla każdego (chociaż wielką tajemnicą jest dla mnie, że zespół mimo że dał już tyle świetnej muzyki jest praktycznie nieznany), ale ja taką muzykę po prostu kocham. Polecam tą płytę każdemu, kto pokochał King Crimson, kto lubi muzykę eksperymentalną, ale też taką która zawiera ładne melodie i sporo szaleństwa w jednym. Gdzie jest miejsce i na spokój i ekspresje. Muzykę,która rozwija się stopniowo i wwierca w mózg na bardzo długo. Taka właśnie jest ta płyta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie póki co płyta roku: świetnie zagrana, przemyślana i w dodatku, co niestety nie jest dzisiaj regułą, kapitalnie nagrana (dynamika, brak zbytniej kompresji).
    Słucham w samochodzie, słucham na spacerze i słucham na domowym sprzęcie i z każdym przesłuchaniem jestem pod coraz większym wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń