czwartek, 9 sierpnia 2018

Willow Child - Paradise & Nadir [2018]


Niemiecką formację Willow Child poznałem – jak to często bywa – przez przypadek. Ale był to przypadek sprowokowany. Szukaniem. Tak, misie pysie. „Jak ty wynajdujesz te wszystkie zespoły?”, słyszę często. Żeby coś znaleźć, bardzo często trzeba tego szukać. Ja na przykład szukam dobrej muzyki. Takie tam hobby. I czasem na taką właśnie trafiam. Muzyka zawarta na pierwszej dużej płycie tego kwintetu zauroczyła mnie od pierwszych momentów kompozycji otwierającej album Paradise & Nadir. Od razu też nasunęła jednoznaczne skojarzenia, które jednak w żaden sposób nie przeszkodziły mi w cieszeniu się tymi dźwiękami.

sobota, 4 sierpnia 2018

Lucifer - Lucifer II [2018]


Niemiecka formacja Lucifer zadebiutowała trzy lata temu i zdołała od razu zainteresować swoim okultystycznym retro rockiem spore grono fanów tego typu klimatów. Przyjemne, z jednej strony ciężkie, lecz z drugiej bardzo melodyjne granie i bardzo miły dla ucha głos wokalistki sprawiły, że od razu dotarli do całkiem licznej grupy odbiorców. Ale potem nastąpiło parę zmian w składzie (m.in. odejście głównego – poza wokalistą – kompozytora Gaza Jenningsa, byłego gitarzysty Cathedral), a zapowiadana płyta numer dwa jakoś się nie ukazywała. Do teraz. Album zatytułowany po prostu II już jest dostępny i zdecydowanie nie zawodzi rozbudzonych przez bardzo przyjemną Jedynkę nadziei.

środa, 1 sierpnia 2018

Welshly Arms - No Place Is Home [2018]

Pochodzącą z Cleveland formację Welshly Arms poznałem w 2015 roku, krótko po premierze jej debiutanckiego albumu. Zrobili na mnie naprawdę spore wrażenie swoją mieszanką blues rocka, R&B, nowoczesnej rockowej alternatywy czy nawet glam rocka. Nic dziwnego, że trafili do czołówki moich ulubionych płyt 2015 roku. Oczekiwania wobec kolejnych nagrań miałem więc duże i niestety dość szybko zostałem sprowadzony na ziemię. O ile niesamowicie przebojowemu singlowi Legendary nie sposób odmówić tego, że całkiem słusznie pozwolił grupie przebić się do mainstreamu, o tyle pozostałe nowe nagrania nie napawały optymizmem. Podobnie zresztą jak promocja „na bogato” ze strony wielkiej wytwórni, występy w popularnych programach amerykańskiej telewizji, wykorzystanie Legendary w reklamach, filmach, serialach, programach telewizyjnych i wszystkich innych możliwych miejscach oraz inne historie, które świadczyły o tym, że formacja „idzie w komercje”. No ale chwilunia. Przecież Rival Sons też występują w sławnych programach typu talk show, jeżdżą w trasy z największymi zespołami w historii rocka (i na pewno nie jest to tylko kwestia tego, że temu czy tamtemu muzykowi się spodobali – nie bądźmy naiwni), a przy tym absolutnie nie zaprzedali się demonowi komercji, więc i Welshly Arms sobie poradzą z pokusą, prawda? Nieprawda. No kurwa, nieprawda…