wtorek, 17 kwietnia 2018

Fungus Hill - Cosmic Construction on Proxima B [2018]


Skoro są ze Szwecji, to muszą grać retro rocka, prawda? Hmm, i tak, i nie. Skoro nazywają się Fungus Hill, to musi to mieć mocno psychodeliczno-stonerowy posmak, prawda? Hmm, i tak, i nie. Skoro nowa płyta nosi tytuł Cosmic Construction on Proxima B, to na pewno jest to coś dla fanów space rocka, prawda? Hmm – zgadliście – i tak, i nie. Z zespołem Fungus Hill sprawa ma się tak, że pozory często mylą. Łatwo ich z góry zaszufladkować po nazwie, tytule płyty czy okładkach, ale kiedy posłuchamy ich twórczości uważniej, okazuje się, że wiele razy będziemy zaskoczeni. Wspomniany album to ich drugie wydawnictwo. Pierwsze – EP-ka Creatures – zainteresowała mnie w zeszłym roku na tyle, że postanowiłem mieć na nich oko. Całkiem słusznie, bo nową płytą pokazują, że mają potencjał.

sobota, 14 kwietnia 2018

Bjørn Riis - Coming Home [2018]


Wydawać by się mogło, że EP-ka to już gatunek mocno zagrożony w muzycznym środowisku. A już na pewno taka wydana w formacie cyfrowym. Ale jednak od czasu do czasu ktoś wciąż wpada na pomysł, by właśnie w takiej formie wydawać nową muzykę. Jedną z takich osób jest gitarzysta i lider grupy Airbag, Bjørn Riis. Do tego, że Riis wydaje muzykę „na boku” już się przyzwyczailiśmy. Do tego, że brzmi ona w zasadzie bardzo podobnie do twórczości Airbag – także. Nic dziwnego, wszak jest on w obu przypadkach głównym kompozytorem, a i koledzy z zespołu często wspierają go na solowych nagraniach. Riis mówił niedawno, że formuła wydawania muzyki solowej na EP-kach bardzo mu odpowiada, niewykluczone zatem, że co jakiś czas będziemy od niego dostawali 25-30 minut nowej muzyki właśnie pod taką postacią.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Blå Lotus - Tube Alloys [2018]




Tube Alloys to pierwszy album formacji Blå Lotus. Kolejny zespół ze Szwecji grający w starym stylu? I tak, i nie. Nie da się ukryć, że brzmią bardzo klasycznie, że uwielbiają brzmienia lat 60. i 70., że znakomicie wpisują się w modę na retro rocka panującą ku mojej radości na północy Europy. Ale tę formację coś niewątpliwie wyróżnia z tej olbrzymiej masy świetnie grających szwedzkich grup – panowie z Blå Lotus nie korzystają z gitary elektrycznej! Tak, da się grać szeroko pojętego hard/prog rocka i nie korzystać z sześciostrunowca. I w dodatku brzmi to kapitalnie.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Stone Temple Pilots - s/t [2018]


Po kilkunastu sekundach odsłuchu tej płyty pomyślałem sobie: „To brzmi jak Velvet Revolver”. Tyleż głupie, co w pewnym sensie uzasadnione skojarzenie. Głupie z jednego powodu – żaden z twórców tego albumu nie ma nic wspólnego z Velvet Revolver. Ale chwila, to przecież Stone Temple Pilots, a ich nowym wokalistą jest głosowy klon Scotta Weilanda – gościa, który obie te formacje łączył. Niełatwe zadanie stoi przed Jeffem Guttem. Jeśli on (i poziom jego sławy i uznania w środowisku) jest stopą, a sława poprzedników butami, to drobną, bardzo przeciętną jeśli chodzi o wielkość stopę musi wsadzić w buty, które mogliby nosić najwyżsi gracze NBA – i jakimś cudem nie wybić sobie zębów przy próbie chodzenia. Wchodzi do zespołu, w którym śpiewała nie jedna, ale dwie spore gwiazdy muzyki rockowej ostatnich 30 lat. Oczywiście STP utożsamiamy przede wszystkim ze zmarłym w grudniu 2015 roku Scottem Weilandem, ale nie zapominajmy także, że po drugim wywaleniu Weilanda z zespołu, przez kilka lat współpracował z grupą zmarły tragicznie w lipcu zeszłego roku Chester Bennington. Zastąpić jednego czy dwóch bardzo cenionych wokalistów to jedna sprawa – zastąpić wokalistów, którzy skończyli tak tragicznie i na zawsze stali się kolejnymi, którzy nie poradzili sobie ze sławą i na własne życzenie odeszli stanowczo zbyt młodo, to zadanie jeszcze trudniejsze, bo takie postaci zajmują w sercach fanów szczególne miejsce. Los takich grup jak Blind Melon czy INXS udowodnił, że nawet jeśli reszta składu trzyma się blisko, zadanie zastąpienia zmarłego tragicznie lidera może być misją z gatunku tych niemożliwych do wykonania. Tu tym trudniejszą, że z tych trzech formacji STP cieszyło się – śmiem twierdzić – zdecydowanie największą estymą. Zadanie staje się jeszcze trudniejsze (jeśli to w ogóle możliwe), gdy okazuje się, że nowy wokalista jest klonem tego najbardziej znanego.