poniedziałek, 11 listopada 2019

Joe Bonamassa - Live at the Sydney Opera House [2019]


Aleeeee jaaak tooooo? Rok bez wydawnictwa Joego Bonamassy? No już, już, spokojnie. Bonamassa zlitował się nad fanami i pod koniec roku jednak coś wydał – tym czymś jest co prawda album koncertowy i to wcale nie z ostatniej trasy, ale czy ma to znaczenie? No w zasadzie to ma – i wcale nie jest złym pomysłem. Album Live at the Sydney Opera House został zarejestrowany w 2016 roku w… niespodzianka – Sydney. Joe był wtedy w trakcie trasy promocyjnej albumu Blues of Desperation, a podkreślam to dlatego, że był to świetny album, według mnie o wiele ciekawszy od zeszłorocznej płyty Redemption, więc i zawartość koncertówki zdecydowanie odpowiada mojemu zapotrzebowaniu na dobrą muzykę od Bonamassy.

piątek, 8 listopada 2019

War Cloud - State of Shock [2019]


War Cloud to kalifornijskie power trio, które od kilku lat młóci zgrabnie w klimatach łączących NWOBHM, kalifornijską scenę thrashową i tradycyjnego hard rocka. Czyli kompletnie nic odkrywczego, ale umówmy się – niektóre zespoły z tej muzycznej bajki po prostu mają „to coś” i brzmią naprawdę solidnie, a inne próbują, ale coś nie gra. Mam wrażenie, że War Cloud można zaliczyć do tej pierwszej grupy. Warsztat jest, produkcja stoi na dobrym poziomie, w zasadzie wszystko się tu zgadza i nic nie zgrzyta, a to już dobry początek.

środa, 6 listopada 2019

Grande Royale - Take It Easy [2019]


Szwedzką formację Grande Royale poznałem dwa lata temu. Wtedy to ukazała się trzecia płyta zespołu – Breaking Newso której zresztą pisałem na blogu. Przyznałem wtedy, że nie znam płyt poprzednich, ale – sądząc po tym, jak brzmią na nowej – mogę sobie wyobrazić, że są utrzymane w bardzo podobnej stylistyce. No cóż, wciąż nie znam pierwszych dwóch albumów Grande Royale, ale płyta czwarta… hmm, no brzmi dość podobnie do trzeciej. Jest w dużej mierze przewidywalnie i… wcale mi to nie przeszkadza.

poniedziałek, 4 listopada 2019

Opeth - In Cauda Venenum [2019]

Opeth to jeden z tych zespołów, które zawsze będą wzbudzały ostre dyskusje przy okazji premiery kolejnych płyt. Choćby nie wiem, co robili, zawsze będzie spore grono niezadowolonych. Bo albo nie grają już tak jak na pierwszych płytach, albo nie grają już tak jak na ostatnich płytach, albo… No zawsze, kurwa, coś – jak w sławnym filmiku z muchą z internetowej prehistorii. Lider zespołu – Mikael Åkerfeldt – ma zdaje się na to wszystko mocno… no, że spływa po nim. To zresztą gość obdarzony ogromnym, mocno (auto)ironicznym poczuciem humoru, co niewątpliwie pomaga mu w zachowaniu odpowiedniego dystansu. Zespół maszeruje więc dalej, nie przejmując się narzekaniami. I tak domaszerował do płyty numer 13 – In Cauda Venenum.

niedziela, 27 października 2019

VIII Memoriał Jona Lorda - Warszawa [Hybrydy], 24 X 2019 [galeria zdjęć]

Warszawski Memoriał Jona Lorda organizowany przez Łukasza Jakubowicza na stałe wszedł do kalendarza hardrockowych imprez muzycznych i - w zależności od formuły w danym roku -  gromadzi mniejszą lub większą grupę muzyków, ale także zawsze całkiem sporą rzeszę fanów. Od jakiegoś czasu formuła memoriału uległa pewnej modyfikacji i teraz już ze sceny możemy usłyszeć nie tylko kompozycje Deep Purple i Whitesnake, ale także Rainbow - zespołu, w którym Jon Lord nigdy nie grał, ale przecież jak najbardziej należącego do bardzo licznej i różnorodnej rodziny Deep Purple. Uznajmy zatem, że ta impreza w pewien sposób naturalnie staje się celebracją twórczości "rodziny Deep Purple". Jak zwykle trzon muzycznej ekipy stanowił projekt Made in Warsaw. Wśród gości pojawili się m.in. stali bywalcy memoriałów - Grzegorz Kupczyk, Michu Przybylski i Piotr Brzychcy. Nie zabrakło żeńskiego pierwiastka w postaci Natalii Kwiatkowskiej z Cheap Tobacco. Towarzystwo zaserwowało publiczności trzy godziny klasycznego rockowego grania - set był wypełniony klasykami rocka spod znaku trzech wymienionych grup. Nie da się ukryć, że właśnie na takie utwory czekali zgromadzeni słuchacze, którzy bawili się jak zwykle świetnie, choć przyznam też, że nie pogniewałbym się, gdyby na kolejnych edycjach pojawiły się w ramach odmiany kompozycje projektu Paice, Ashton, Lord czy choćby jeden albo dwa solowe numery klawiszowca. Wiem, że to może nie ma potencjału porwania fanów do wspólnych śpiewów, ale byłoby miłą niespodzianką pomiędzy wielkimi rockowymi hitami.

W tym roku uczczenie pamięci Lorda będzie miało ciąg dalszy. Zespół Made in Warsaw w lekko zmodyfikowanym składzie pojedzie w krótką trasę, która przedstawia się następująco:

14 XI - Wrocław [Liverpool]
15 XI - Częstochowa [Scena TfP]
16 XI - Chorzów [Leśniczówka]
28 XI - Poznań [Klub u Bazyla]
29 XI - Bydgoszcz [Estrada]
30 XI - Piła [Barka]



czwartek, 24 października 2019

Lloyd - Black Haze [2019]


Trzej bracia, którzy tworzą wspólnie grupę muzyczną zręcznie poruszającą się w rejonach zarówno rockowych, jak i momentami wręcz popowych. Historia zna już takie przypadki. Czy grupa pochodzących z Paryża braci Lloyd ma szansę nawiązać do tych rodzeństw, które odnosiły ogromne sukcesy z tworzoną przez siebie muzyką? No cóż, czasy inne, muzyka, którą panowie prezentują, jest raczej dość odległa od mainstreamu (choć może nie aż tak bardzo?), ale pierwsze kroki napawają optymizmem, bo debiutancki album tria to rzecz naprawdę znakomita.

wtorek, 22 października 2019

Larska - Can't Steal It [2019]


Larska to prawdopodobnie pierwszy zespół z Serbii, jaki poznałem. Pierwszy, ale już w pewnym sensie nietuzinkowy. Panów jest trzech, co akurat niczym niezwykłym nie jest, ale jeśli zdradzę wam, że dwóch z nich to basiści, to już zaczyna się robić ciekawie. Perkusja i dwa basy? Różne pomysły mieliśmy w ostatnich kilkunastu latach – gitara i bębny, bas i bębny… Dwóch basów z bębnami chyba jeszcze nie przerabiali. Oczywiście do tego dochodzi milion efektów, które sprawiają, że jeden z basów wcale jak bas nie brzmi, ale to już zupełnie inna historia.

piątek, 18 października 2019

Tool - Fear Inoculum [2019]


Historia powstania i wydania piątego studyjnego albumu grupy Tool jest tak znana i wałkowana na wszystkie strony od wielu lat, a szczególnie teraz, gdy płyta ta w końcu się ukazała, że nie czuję nawet najmniejszej potrzeby, by przypominać wam, ile czasu minęło od ukazania się wydawnictwa poprzedniego, albo wspominać o tym, jak panowie bawili się uczuciami biednych fanów w ostatnich latach. Moimi się nie bawili. Nigdy nie byłem fanem zespołu Tool. Raczej obserwatorem doceniającym pewne elementy ich twórczości. Mają w dorobku rzeczy, które naprawdę mi się podobają i intrygują mnie za każdym razem, gdy po nie sięgnę (a nie dzieje się to zbyt często). Natomiast kłamałbym, gdybym twierdził, że kiedykolwiek wpadałem w zachwyt nad ich twórczością. Nowa płyta tego nie zmieni, ale choćby ze względu na ten tekst przesłuchałem ją w całości już więcej razy niż którąkolwiek z poprzednich.

czwartek, 17 października 2019

Saturna - Atlantis [2019]


Saturna to kwartet z Barcelony, który początkowo uformował się w 2010 roku, by zarejestrować kilka pomysłów stworzonych przez basistę formacji. Po kilku zmianach w składzie mamy stan obecny – dwóch gitarzystów (jeden z nich śpiewa – mam jednocześnie wrażenie, że kwestia drugiego wiosłowego nie została jeszcze ostatecznie rozstrzygnięta, bo na zdjęciach z ostatnich tygodni znalazłem dwóch różnych gości na tej pozycji) i sekcję rytmiczną. Zespół może się pochwalić już całkiem sensownym dorobkiem twórczym. Atlantis to pierwszy ich album, na jaki trafiłem, choć już czwarty wydany przez zespół. Okładka dość mocno sugeruje zawartość stonerowo-psychodeliczną, zresztą właśnie „stoner” to słowo, które przy okazji internetowego szufladkowania grupy pada dość często. I jest to, przyznam, nieco mylące, przynajmniej w przypadku nowej płyty, bo muzyka grupy zdecydowanie nie przypomina ciężkiego, szorstkiego łojenia. Owszem, pewne elementy stoner rocka tu znajdziemy, ale…

wtorek, 15 października 2019

Acid Alice - The Road [2019]

Acid Alice to kwartet z Meksyku, który gra w klasycznym rockowym ustawieniu – wokal, gitara, bas, perkusja. Klasycznie też brzmią. Gdy słuchamy ich debiutanckiej płyty, nie sposób nie pomyśleć o kilku zespołach, które zaczynały nieco ponad 50 lat temu, a dziś uznawane są za… no właśnie – klasyków. Oczywiście to wszystko już kiedyś było – można nawet mówić, że w lepszym, bo oryginalnym wydaniu. Zgoda, ale nie przekreślałbym jednak z góry starań meksykańskiej formacji, bo jak na debiutantów z hardrockowo-psychodelicznego podziemia panowie naprawdę prezentują się bardzo profesjonalnie i solidnie.