piątek, 22 marca 2019

J.D. Simo - Off at 11 [2019]


Po kilku świetnych płytach wydanych pod szyldem Simo, wokalista i gitarzysta tej formacji – J.D. Simo – postanowił wypuścić album solowy. Może to wyglądać nieco dziwnie, wszak zespół też przecież firmował własnym nazwiskiem, ale może tym razem, po rozwiązaniu tria, potrzebował podkreślić jeszcze bardziej, że te kompozycje to jego osobiste dzieło? Choć w sumie autorstwo poszczególnych numerów tej tezy nie potwierdza. Przyznam, że nie do końca wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Grunt, że muzyczny klimat w zasadzie się nie zmienił, nie zmieniła się też stale wysoka jakość kompozycji i ich wykonania, a to w tym wszystkim najważniejsze. Nagrany w nowym, własnym studiu w Nashville album Off at 11 to zatem oficjalnie pierwszy prawdziwie solowy studyjny krążek amerykańskiego muzyka.

piątek, 15 marca 2019

Siena Root - Piekary Śląskie [Andaluzja], 14 III 2019 [galeria zdjęć]

Pomieszczenie przypominające świetlicę szkolną to chyba ostatnie miejsce, gdzie spodziewałbym się zobaczyć zespół Siena Root. A jednak właśnie w takim miejscu - w OK Andaluzja w Piekarach Śląskich - grupa zainaugurowała swoją trzecią wizytę w Polsce. Niby blisko chorzowskiej Leśniczówki, w której grali dwukrotnie w ostatnich dwóch latach, a jakże daleko jeśli chodzi o klimat miejsca. Ale dobre zespoły poznać można na przykład po tym, że wszędzie zaprezentują się świetnie. Nawet na świetlicy. Poznać można je też po tym, że potrafią błyskawicznie przystosować się do sytuacji awaryjnych. W połowie jednej z kompozycji padła część zasilania - scena pogrążyła się w ciemnościach, straciliśmy też nagle część mocy odsłuchowej. Wystarczyły jedno czy dwa szybkie spojrzenia i gesty pomiędzy muzykami i nagle w środku utworu dostaliśmy solo na perkusji, które szybko przerodziło się w improwizację muzyków szwedzkiej grupy. Równie gładko poszło, gdy po kilku minutach w trakcie tego samego utworu moc wróciła. Gdybyśmy słuchali bootlegu audio z tego koncertu, osoba, która na występie nie była, nie zauważyłaby nawet, że cokolwiek się stało. Chyba że po entuzjastycznej reakcji publiczności, która doceniła ten nagły zwrot akcji i sposób, w jaki artyści wyszli z opresji. Takie sytuacje pokazują, czy na scenie mamy prawdziwych muzyków, czy chałturników jadących po tych samych wyuczonych schematach.

czwartek, 14 marca 2019

Dream Theater - Distance Over Time [2019]


The Astonishing to pierwsza płyta Dream Theater, której nie kupiłem. To dość stanowczy krok dla kogoś, kto do tej pory kupował wszystkie albumy studyjne i koncertowe oraz większość oficjalnych bootlegów grupy, a jednocześnie cierpi na ten rodzaj zbieractwa, przy którym brak jednej czy dwóch płyt w dużej kolekcji jest nie do zniesienia niczym niedomknięta szuflada albo firanka zaczepiona o kwiatek (ups, przy okazji wydało się też inne moje dziwactwo…). A jednak The Astonishing nie kupiłem. Ani wtedy, ani przez kolejne trzy lata. To było zbyt wiele. Potrafiłem odnaleźć ciekawe rzeczy na dwóch pierwszych płytach po odejściu Mike’a Portnoya, choć nie zachwycały mnie jako całość. Niestety The Astonishing było kilkoma krokami za daleko. Postawiłem na tym zespole krzyżyk. Na premierę Distance Over Time – pierwszej płyty Dream Theater od trzech lat – nie czekałem wcale. Nie ekscytowałem się, nie wypatrywałem dat i pierwszych szczegółów. Kompletny brak zainteresowania. I może dlatego – wobec całkowitego braku oczekiwań – jestem na niej w stanie znaleźć pewne pozytywy, co nie miało miejsca przy poprzedniczce.

wtorek, 12 marca 2019

Motorpsycho - The Crucible [2019]


Grupa Motorpsycho to jeden z tych zespołów, które ciągle ewoluują. Trudno znaleźć dwie płyty tej formacji, które byłyby do siebie jakoś bardzo podobne. Nic więc dziwnego, że na The Crucible nie zdecydowali się na powtórzenie formuły z The Tower i to mimo tego, że klimat okładki (ten sam autor) oraz ogólne brzmienie do poprzedniczki nawiązują. Słychać od razu, że to ten sam zespół, co na ostatniej płycie, tyle że tam mieliśmy około 80 minut muzyki podzielonej na dwie dość mocno poszatkowane na mniejsze fragmenty płyty, tymczasem tu mamy ledwie 40 minut dźwięków podzielonych na zaledwie trzy bardzo rozbudowane numery. Czyli niby brzmienie od The Tower specjalnie się nie zmieniło, ale już odbiór krążka i samo podejście do niego na pewno muszą być inne.

niedziela, 10 marca 2019

Spidergawd - V [2019]


Spidergawd to rockowy kwartet z Norwegii, który do niedawna łączyły mocne personalne więzy z chyba jednak bardziej znaną u nas formacją Motorpsycho. Więzy te już od jakiegoś czasu nie istnieją wobec zmian w składach obu zespołów, ale nie oznacza to absolutnie, że nagle którakolwiek z tych grup ucierpiała na tym muzycznie. Obie wydały w pierwszych miesiącach tego roku nowe płyty. Motorpsycho – o czym już niedługo – skupili się tym razem na długich formach i budowaniu klimatu, Spidergawd robią zaś to, co lubią najbardziej. Kopią rockowe odwłoki wysokooktanowym, dynamicznym, gęstym, ale jednocześnie cholernie przebojowym hard rockiem, łączącym klimat lat 70. z latami 90.

środa, 6 marca 2019

The Claypool Lennon Delirium - South of Reality [2019]


Les Claypool to jeden z największych kosmitów w świecie rocka, ale też niewątpliwie jeden z najbardziej cenionych w branży basistów. Znany przede wszystkim jako właśnie basista i wokalista eksperymentalnej grupy Primus, która w swojej muzyce łączy elementy rocka progresywnego, funku, rocka alternatywnego czy muzyki awangardowej. Swego czasu nie wybrany na następcę Cliffa Burtona w Metallice, bo był wedle samych muzyków grupy „za dobry”, ma na koncie współpracę z takimi artystami jak Tom Waits, Alex Lifeson, Jerry Cantrell, Adrian Belew czy Gov’t Mule. No i z Metalliką, bo przecież pojawił się jako jeden z przyjaciół grupy w coverze Tuesday’s Gone. Sean Lennon, z tych Lennonów… Urodzony w 1975 roku syn Johna Lennona i Yoko Ono to muzyk, kompozytor, autor muzyki filmowej, producent i aktor. Ma na koncie m.in. występ w filmie Moonwalker, dwa albumy solowe, był też członkiem reaktywowanej w XXI wieku grupy Plastik Ono Band, dowodzonej przez jego matkę. Na szczęście talent muzyczny odziedziczył zdecydowanie po ojcu, podobnie zresztą jak głos. Od 2015 roku ci dwaj panowie tworzą wspólnie grupę The Claypool Lennon Delirium. W 2016 roku wydali pierwszą płytę, w 2017 roku wypuścili Ep-kę z coverami, na której znalazły się m.in. nagrania Pink Floyd, The Who i King Crimson, zaś pod koniec lutego ukazał się drugi duży album formacji, zatytułowany South of Reality.

wtorek, 5 marca 2019

Reignwolf - Hear Me Out [2019]


Reignwolf to ciekawe zjawisko na scenie muzycznej. Projekt, który w zasadzie niczego jeszcze wielkiego nie dokonał, nie dał jakichś poważniejszych podstaw do tego, żeby wyczekiwać pierwszego oficjalnego wydawnictwa z niecierpliwością i ekscytacją, ale… no cóż, tak w pewnym sensie właśnie było. Formacja była obecna w świadomości słuchaczy już od ładnych kilku lat, zaliczyła trasę z Black Sabbath, wypuściła parę singli, pojawiała się na YouTube przy okazji różnych sesji muzycznych dla stacji radiowych, generalnie robiła wokół siebie sporo zamieszania, ale wciąż nie miała na koncie dużej płyty. To się właśnie zmieniło, choć… no nie do końca, bo krążek Hear Me Out trwa poniżej 30 minut. Technicznie jest więc według amerykańskich zasad EP-ką, a według brytyjskich pełnoprawnym albumem. I bądź tu mądry. To jednak tylko nie do końca istotne kwestie techniczne. Grunt, że zespół w końcu coś wydał. Ale chwila – czy to w ogóle jest zespół? Zaczyna boleć mnie głowa.

niedziela, 3 marca 2019

The Lunar Effect - Calm Before the Calm [2019]


The Lunar Effect to kwartet z Londynu. Okładka ich nowej płyty – pierwszego dużego wydawnictwa, bo do tej pory formacja mogła się pochwalić wydanymi niezależnie EP-kami – powinna zdradzać mniej więcej, w jakich muzycznych rejonach porusza się ten zespół. Choć gdy już włączymy samą płytę, okazuje się, że jednak być może zdradza mniej niż więcej… Co wcale nie jest złą wiadomością, bo efekt finalny jest znacznie ciekawszy, niż się spodziewałem.

poniedziałek, 25 lutego 2019

Caravan [support: Fren] - Warszawa [Progresja], 23 II 2019 [galeria zdjęć]

Zespół Caravan po raz pierwszy widziałem na żywo na małej scenie High Voltage Festival w Londynie, latem 2011 roku. Skład festiwalu był niezwykle mocny, ale udało się dotrzeć na występ legendy, którą jednak znałem w zasadzie jedynie z nazwy i ogólnego pojęcia o tym, jaki rodzaj muzyki zespół wykonuje. No cóż, nie będę kłamał, że przez te siedem i pół roku wiele się w tym temacie zmieniło. Rock progresywny nie jest gatunkiem, który w ostatnich latach jakoś mocno do mnie przemawia, a i poznawać ostatnio wolałem nowe zespoły, a nie te, które być może poznać należało już wieki temu. Więc po dziś dzień oprócz ogólnego zarysu historycznego i paru motywów z płyty In the Land of Grey and Pink nie mam o Caravan większej wiedzy. Postanowiłem jednak pojawić się w warszawskiej Progresji na jednym z dwóch polskich koncertów zespołu, bo... no cóż... legenda to legenda. Nawet w nieco przetrzebionym upływem czasu składzie.

sobota, 23 lutego 2019

Rival Sons [support: The Sheepdogs] - Warszawa [Stodoła], 21 II 2019 [relacja / galeria zdjęć]

Słabo to wyszło. Mam oczywiście na myśli to, że w czwartkowy wieczór fani świetnego rocka musieli wybierać między koncertem Uriah Heep w Progresji a Rival Sons w Stodole. Ja wiem, że od przybytku głowa nie boli, ale jednak dobrze byłoby mieć możliwość bycia na obu koncertach. No trudno. Oba stołeczne kluby wypełniły się w tym samym czasie w bardzo dużym stopniu. Podobno koncert Uriah Heep był świetny i ja w to wierzę, bo widziałem ten zespół na żywo tyle razy, że nie mam podstaw, by w takie opinie wątpić. Wiem na pewno, że niemal wyprzedany występ Rival Sons był absolutnie znakomity. Co do tego w zasadzie już przed koncertem też wątpliwości nie miałem, bo w Stodole widziałem ich na scenie po raz ósmy, ale nawet ja byłem nieco zaskoczony tym, jak bardzo mi się podobało. Jak bardzo podobało się chyba wszystkim w klubie. Lubię nową płytę zespołu, ale nie jestem jakimś jej wielkim entuzjastą. Marne raczej szanse, by ten krążek wdarł się do mojego top 3 w dyskografii Rival Sons, a przecież to właśnie nagrania z Feral Roots stanowiły podstawę setlisty w Warszawie. Usłyszeliśmy aż dziewięć z 11 kompozycji z płyty i większość zabrzmiała znakomicie. Too Bad wyrasta na mój ulubiony jak na razie utwór tego roku i warszawski koncert tylko to potwierdził. Moc w tym numerze jest niesamowita, podobnie jak i w granym do tej pory rzadziej, ale chyba już na stałe przebijającym się do setu Look Away. Ale podobne wrażenie zrobiło zagrane na bis Shooting Stars. Chóru gospel co prawda u nas nie było (pojawił się w Londynie), ale nic nie szkodzi - co trzeba, dośpiewaliśmy sobie sami, zresztą publiczność przez cały wieczór korzystała z głosów niezwykle często i entuzjastycznie. Nowe numery przeplatane były Rivalsowymi klasykami takimi jak Open My Eyes, Pressure and Time, Electric Man, Torture, Jordan czy Face of Light. Miłą niespodzianką było wplecenie w ten ostatni utwór kompozycji Sacred Tongue z wydanej osiem lat temu EP-ki. Całość tradycyjnie już zamknęło Keep on Swinging.