środa, 18 lipca 2018

Red Smoke Festival - Pleszew, 13-15 VII 2018 [relacja / galeria zdjęć]

Kolejny Red Smoke Festival za nami. Impreza, która wystartowała kilka lat temu jako lokalny event robiony przez grupkę maniaków dla tylko odrobinę większej grupki maniaków, rozrosła się do miana jednego z najciekawszych festiwali w Polsce i na pewno jednej z czołowych imprez w klimatach stoner/doom/psych w Europie, o czym świadczy to, że kolejny raz organizatorom udało się ściągnąć naprawdę spore nazwy z tych gatunków. Bliskość sklepów, odkrytych basenów, aquaparku czy takiego całkiem zwyczajnego nieaquaparku (no wiecie - drzewa, staw, kaczki... te sprawy) sprawia, że znacznie przyjemniej spędza się te kilka dni pod namiotami, niż na takim Woodstocku, gdzie wszędzie daleko, w powietrzu tona piachu, kolejki na każdym kroku gigantyczne, a do tego warunki sanitarne są, jakie są. Co nie przeszkadzało mi przez wiele lat na Woodstock jeździć, no ale z wiekiem jednak człowiek robi się wygodniejszy i bardziej leniwy. To lenistwo i wygodnictwo sprawiły zresztą, że w tym roku po raz pierwszy (a była to moja czwarta edycja RSF) wybrałem nocleg w wypasionym miejscu za miastem. Biorąc pod uwagę pogodę, była to słuszna decyzja.

Mythic Sunship - Upheaval [2018]


Ci to mają tempo. Ledwie rok temu pisałem o wydanej w kwietniu zeszłego roku piątej płycie duńskiej formacji Mythic Sunship, a na początku tego roku ukazał się kolejny krążek zespołu – Upheaval. Czemu napisanie o tym wydawnictwie zajęło mi aż tyle czasu? No cóż, płyt wychodzi wiele, więc czasem po prostu wydawnictwa grup, o których niedawno już pisałem, spadają na tył kolejki. Ale prawda jest też taka, że z grupą Mythic Sunship mam pewien problem. Lubię ich muzykę, dobrze mi się jej słucha, ale… zupełnie nie jestem w stanie odróżnić od siebie kolejnych płyt.

środa, 11 lipca 2018

Dead Man's Eyes - Words of Prey [2018]


Words of Prey to pierwszy album długogrający niemieckiej formacji Dead Man’s Eyes, która wydawniczo zadebiutowała EP-ką Meet Me in the Desert wydaną w 2013 roku. Choć tak długo to znowu ta płyta nam nie gra, bo ledwie o kilka minut przekracza pół godziny. Taka jednak teraz moda wśród grup obracających się w klimatach retro/psych i ja w zasadzie nie mam nic przeciwko tej modzie. Lepszy lekki niedosyt niż absolutny przesyt. Ważne, żeby muzycznie i brzmieniowo wszystko się zgadzało. A tu się zgadza – byłem o tym przekonany już od pierwszego odsłuchu Words of Prey.

poniedziałek, 2 lipca 2018

Low Hums - Night Magic Wine / Shine Rock [2017/2018]


Low Hums to kwartet z Seattle. Seattle kojarzy nam się muzycznie dość jednoznacznie, a jeśli dodamy do tego nazwisko producenta płyty – Jacka Endino, który pracował m. in. z Soundgarden czy Nirvaną – to szybko możemy sobie wyrobić oczekiwania. Zbyt szybko. Muzyka Low Hums nie ma wiele wspólnego z rockową sceną Seattle przełomu lat 80. i 90., a raczej ze słonecznym kalifornijskim rockiem i klimatycznym, psychodelicznym, mrocznym, bagnistym bluesem południa Stanów. Night Magic Wine to 10 numerów trwających zaledwie 27 minut (zdaje się, że grupa woli taką „epkową” długość swoich wydawnictw). Znajdziemy na niej mieszankę rock alternatywnego lat 90., może nawet trochę brit-popu, ale z drugiej strony rocka garażowego końca lat 60. i psychodelicznego pop-rocka z podobnego okresu. Wszystko razem tworzy niezwykle przebojową, bardzo przyjemną mieszankę, która szybko wpada w ucho i przez nie zagnieżdża się wygodnie w głowie, z której wcale nie chce wychodzić.

piątek, 29 czerwca 2018

The Choppy Bumpy Peaches - Sgt. Konfuzius & the Flowers of Venus [2018]


Mogę dość spokojnie założyć, że The Choppy Bumpy Peaches to pierwsza formacja z Luksemburga, jaką udało mi się poznać. Kraj dla nas niemal egzotyczny, choć w sumie przecież nieodległy, do tego śmieszna nazwa i dziwaczny tytuł debiutanckiej płyty. Co mogłoby pójść źle? W zasadzie to pewnie wiele, ale na szczęście nie w tym przypadku. Debiut sekstetu, w skład którego wchodzą dwie panie i czterech panów, to płyta, do której wracam coraz chętniej z każdym kolejnym odsłuchem.

wtorek, 26 czerwca 2018

The Sledge - On the Verge of Nothing [2018]


Rockowe granie z Danii biorę w ostatnich latach niemal w ciemno, bez względu na to, czy jest to coś mrocznego i klimatycznego jak Grusom, czy może bardziej psychodelicznego jak Syreregn, albo kosmicznego jak Mythic Sunship. Niemal każdy strzał jest celny. Dlatego do pierwszej dużej płyty formacji The Sledge – grupy debiutującej płytowo pod tą nazwą, ale działającej i wydającej już wcześniej pod innym szyldem, nie zaś z nowicjuszy – podszedłem ze sporą dawką zaufania i nadziei. I miło mi poinformować, że On the Verge of Nothing nie rozczarowuje.

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Death Alley - Superbia [2018]


Holenderską formację Death Alley poznałem w zeszłym roku, gdy panowie grali jako support przed warszawskim występem grupy Kadavar. Musze przyznać, że jakiegoś wielkiego wrażenia na mnie nie zrobili, miałem wrażenie, że było trochę zbyt hałaśliwie i chaotycznie, ale jednocześnie wyraziłem opinię, że dostrzegam szansę na to, że w wersji studyjnej ich muzyka może się prezentować lepiej niż tamtego dnia na scenie Progresji. Nie sprawdziłem tego przy okazji jedynej dostępnej wtedy płyty tej grupy, sprawdzam za to teraz, gdy pojawił się album numer dwa amsterdamskiego kwartetu – Superbia.

piątek, 22 czerwca 2018

Holy Mushroom - Moon [2018]


Nie trzeba być Sherlockiem, żeby domyślić się, jaki rodzaj muzyki może grać grupa o nazwie Holy Mushroom, dam sobie zatem spokój z przybliżaniem wam ogólnej stylistyki we wstępie i ograniczę się do podania informacji, że trio pochodzi z hiszpańskiego miasta Oviedo, w 2016 roku wydało własnym nakładem swój pierwszy album, a w tym roku światło dzienne ujrzała druga płyta, zatytułowana Moon. Oprócz tego w ostatnich tygodniach formacja dorzuciła EP-kę składającą się z dwóch niepublikowanych wcześniej utworów, ale na razie zajmę się drugim dużym albumem. Znajdziecie na nim pięć utworów trwających w sumie niemal 44 minuty, więc macie już ogólny ogląd sytuacji. Przejdźmy do konkretów.

wtorek, 19 czerwca 2018

All Them Witches - Lost and Found [2018]


Amerykańska formacja All Them Witches zdążyła już przyzwyczaić swoich fanów, że duże płyty przeplata EP-kami. A EP-ki mają swoje wady i zalety. Niewątpliwie jedną z zalet jest to, że często zespoły pozwalają sobie na nich na nieco więcej – mówiąc inaczej, umieszczają tam czasem rzeczy, które być może nie miałyby szans trafić na duże płyty. I choćby z tego powodu warto sięgnąć po Lost and Found – ten materiał po prostu brzmi zupełnie inaczej niż to, co grupa prezentowała na bardzo udanym, zeszłorocznym albumie Sleeping Through the War.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

The Watchers - Black Abyss [2018]



The Watchers to grupa wciąż dość świeża na rynku, co absolutnie nie przekłada się na brak doświadczenia muzyków. Połowę składu stanowią panowie, którzy jeszcze niedawno działali ze znakomitym skutkiem pod szyldem SpiralArms. Do tego jeszcze choćby były garkotłuk z grupy Orchid – naprawdę sporej nazwy w świecie kalifornijskiego stoner/doom rocka. Niespełna dwa lata temu zadebiutowali EP-ką Sabbath Highway, a teraz ukazał się pierwszy duży album formacji – Black Abyss. Po prawdzie wydawnictwo to czasowo wiele poza długość epkową nie wykracza, ale mamy osiem numerów trwających w sumie nieco ponad 37 minut, a trzeba napisać, że jest to 37 minut bardzo uczciwego rockowego łojenia w stylu amerykańskiego południa.

sobota, 16 czerwca 2018

Svartanatt - Starry Eagle Eye [2018]


Istnieje spore prawdopodobieństwo, że nie mieliście okazji do tej pory zetknąć się bliżej z grupą Svartanatt. Kwintet ze Sztokholmu zadebiutował dwa lata temu płytą zatytułowaną po prostu Svartanatt, której… no cóż, do tej pory nie miałem okazji usłyszeć. Ale spokojnie, zaległości nadrobię w stosownym czasie, bo album numer dwa – wydana w marcu płyta Starry Eagle Eye – zdecydowanie do tego nadrabiania zachęca. Nie tylko miłą dla oka okładką, ale także przede wszystkim klasycznym, mocno oldschoolowym, ale odpowiadającym mojemu gustowi brzmieniem, łączącym sprawną pracę sekcji rytmicznej z fantastycznym, gęstym rockowym graniem na dwie gitary i organy. Czy jest w  tym graniu cokolwiek nowego? Absolutnie nie. Czy mi to w czymkolwiek przeszkadza? Absolutnie nie [2].

środa, 13 czerwca 2018

Friendship - Ain't No Shame [2018]


Historia poznania przeze mnie tej formacji przedstawia się następująco. W zeszłym roku w trakcie robienia wspólnych zakupów z kilkoma znajomymi osobami w jednym z moich ulubionych internetowych sklepów płytowych, jedna z tych osób zamówiła pierwszy krążek norweskiej formacji Friendship. „To dobre jest”, usłyszałem. Dobre i tanie, bo płyta po ostrej przecenie kosztowała ze dwa albo trzy euro. Za takie pieniądze mogę wziąć niemal w ciemno (no, jednak polegając na zdaniu osoby, która jest pewniakiem w kwestiach muzycznych). Zamówiłem i dla siebie, posłuchałem i faktycznie – dobre to jest! Dlatego po album numer dwa, wydany niedawno krążek Ain’t No Shame, sięgałem już z pewnymi oczekiwaniami i w pełni świadomie. W pełni świadomie także go polecam.

czwartek, 7 czerwca 2018

Mountain Dust - Seven Storms [2018]


Dwa lata temu kompletnie mnie zaskoczyli swoją pierwszą prawdziwą dużą płytą – Nine Years. Kilka sekund po odpaleniu pierwszego utworu byłem już niemal pewny, że ten album mi się spodoba. Przeczucie nie zawiodło – płyta wylądowała w czołówce moich ulubionych krążków 2016 roku. Nic więc dziwnego, że – jak to zwykle bywa przy takich okazjach – album numer dwa był równie wysoko na liście oczekiwań tegorocznych, co naturalnie mogło się skończyć klapą i sporym zawodem, ale znowu miałem przeczucie, że to mi raczej nie grozi. Nie myliłem się. Ekipa z Montrealu, która ledwie kilka dni temu wpadła na koncert do Wrocławia (niestety przez konflikt dat koncertowych nie miałem okazji ich zobaczyć i cholernie żałuję), wydała właśnie swój drugi album – Seven Storms – który absolutnie w niczym nie ustępuje fantastycznemu debiutowi, a nawet jest chyba od niego bardziej różnorodny i jeszcze ciekawszy, a przy tym równie klimatyczny.

wtorek, 5 czerwca 2018

Church of the Cosmic Skull - Science Fiction [2018]


Niespełna dwa lata temu byli dla mnie prawdziwym objawieniem i sensacją – pojawili się znikąd, wyskoczyli z dziwną okładką i nieco paździerzowym wizerunkiem oraz kapitalną muzyką będącą połączeniem prog rocka, musicalu, klasycznego hard rocka i klimatów stonerowo-psychodelicznych. I jakimś cudem to wszystko trzymało się „kupy”. Teraz wracają z płytą numer dwa, zatytułowaną Science Fiction. I w zasadzie zmieniło się pod każdym względem bardzo niewiele. I chyba dobrze, bo tu nie za bardzo było co zmieniać.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Camel - Zabrza [Dom Muzyki i Tańca], 3 VI 2018 [relacja / galeria zdjęć]

Nie jestem wielkim fanem zespołu Camel. Piszę o tym już w pierwszym zdaniu, żebyście mogli spojrzeć na ten tekst z odpowiedniej perspektywy. Bardzo lubię, momentami wręcz uwielbiam pierwsze cztery płyty tej formacji, ale reszta (z nielicznymi wyjątkami w rodzaju utworu tytułowego z płyty Stationary Traveller) nigdy nie robiła na mnie wielkiego wrażenia. To Camel, Mirage, The Snow Goose i Moonmadness są tymi wydawnictwami, które chciałem mieć na swojej półce. Nie jestem zatem "wyznawcą" wielbłądziej religii i nie użyję w opisie całości tego zabrzańskiego koncertu słów takich jak "niepowtarzalny", "genialny" czy "najlepszy". Ale odebrałem go pozytywnie i to wam chyba musi w kwestii substytutu zachwytów wystarczyć.

piątek, 1 czerwca 2018

Ghost - Prequelle [2018]


Ghost powraca. Już bez wielkiej tajemnicy dotyczącej tożsamości lidera, za to w poszerzonym składzie. W wersji koncertowej formacja ma obecnie trzech gitarzystów, dwie „ghuletki” grające na klawiszach i śpiewające w chórkach, a nawet pojawiającego się w jednym numerze saksofonistę. No jak w pomalowany pysk strzelił sytuacja z trasy Use Your Illusion Gunsów. Również brzmienie uległo pewnej zmianie, choć oczywiście odejście od mrocznego, chłodnego i przeważnie ciężkiego (choć nie zawsze metalowego) łojenia znanego z pierwszych płyt miało już miejsce na fantastycznym poprzednim albumie – Meliora – oraz przede wszystkim na EP-kach, na których grupa zawsze pozwalała sobie na niego więcej w kwestii wycieczek w świat muzyki pop i pop-rock. Tym razem te wycieczki przenoszą się także na duży album. Prequelle to opowieść o śmierci w czasach zarazy. A zaraza wiele może mieć postaci: może być roznoszona przez gryzonie powoli opanowujące miasto i zamieniające życie ludzi w piekło, może też mieć twarz samych ludzi i ich zachowań. O tym wszystkim usłyszymy na Prequelle.

poniedziałek, 28 maja 2018

Graveyard - Peace [2018]


Tej płyty miało w zasadzie nie być. Widziałem kapitalny koncert grupy Graveyard w Dreźnie, w listopadzie 2015 roku. Promowali wtedy album Innocence & Decadence, który – z perspektywy czasu – jednak cenię mniej niż choćby płytę Lights Out, wciąż pozostającą moim ulubionym krążkiem tej szwedzkiej formacji. Kilka miesięcy później panowie ogłosili, że kończą działalność. Szok dość spory, tym bardziej, że to absolutna czołówka sceny retro i jedna z tych formacji, które tę modę w muzyce zaczęły kilka lat temu przywracać. Na szczęście muzycy długo w swoim postanowieniu nie wytrwali. Lekko się przegrupowali (w ekipie jest nowy perkusista) i zapowiedzieli, że będą łoili dalej. I łoją, oj łoją.

środa, 23 maja 2018

Lunatic Soul - Under the Fragmented Sky [2018]


Historia jest już znana wszystkim zainteresowanym, więc w olbrzymim skrócie: to miał być rok Riverside (chociaż Chińczycy twierdzą, że psa), a w strefie oznaczonej tabliczką z napisem „Lunatic Soul” miało się dziać raczej niewiele. Zostały jakieś pomysły niewykorzystane w trakcie sesji nagraniowej do płyty Fractured, więc Mariusz Duda postanowił nadać im ostateczny kształt i wydać na singlu. Z singla szybko zrobiła się EP-ka, a z EP-ki w zasadzie pełnowymiarowy album. Po drodze w internecie pojawił się ładny diagram przedstawiający pewne zależności pomiędzy dotychczasowymi płytami Lunatic Soul, z którego wynika, że jeszcze na dwa wydawnictwa pod tym szyldem możemy liczyć. Do tego jednak dojdziemy kiedy indziej. Teraz przewijamy życie do końcówki maja i oto mamy Under the Fragmented Sky – płytę Lunatic Soul, której miało nie być. Ale jest. I jak dobrze, że jest.

piątek, 18 maja 2018

DeWolff - Thrust [2018]


Poprzedni krążek holenderskiego tria DeWolff – album Roux-Ga-Roux – zachwycił mnie i szturmem wdarł się do czołówki moich ulubionych wydawnictw 2016 roku, sprawiając, że DeWolff z miejsca awansowali z kolei do czołówki moich ulubionych współczesnych zespołów. Powalający koncert w Berlinie z końca 2016 roku umocnił tę pozycję. Można zatem śmiało powiedzieć, że Thrust to jeden z tych krążków, na które w tym roku czekałem najbardziej, zwłaszcza, że nowe nagrania panowie prezentowali już pod koniec 2016 roku. Na cały album przyszło nam trochę poczekać, ale zawierający 11 numerów szósty studyjny krążek DeWolff w końcu jest i z radością informuję, że spełnia moje bardzo wysokie w tym przypadku wymagania i oczekiwana.

czwartek, 17 maja 2018

A Perfect Circle - Eat the Elephant [2018]


W każdym roku trafia się kilka albumów, które robią olbrzymie zamieszanie wśród fanów rocka i w zasadzie już w chwili premiery wiadomo, że pod koniec grudnia trafią do bardzo wielu zestawień najlepszych płyt roku. Czy to z powodu samej nazwy grupy lub okoliczności (pierwsza płyta od dawna, ważna zmiana składu itd.), czy po prostu dlatego, że album jest znakomity i ludzie masowo się nim zachwycają. W tym roku jednym z takich krążków niewątpliwie jest nowy album formacji A Perfect Circle – niby w cieniu wyczekiwanego i chyba w końcu nagranego wydawnictwa grupy Tool, no ale to przecież pierwsza płyta APC od 14 lat, więc musi być o niej głośno. A głośno było tak bardzo, że zacząłem sobie myśleć – może coś w tym jest. Nic to, że nigdy nie byłem fanem tego zespołu. Nie żebym nie lubił – po prostu nigdy nie zainteresowali mnie sobą na tyle, żebym się zagłębiał w ich twórczość. Ale i poprzedni krążek wychodził w czasach, kiedy nie miałem nawyku grzebania i słuchania ponad 150 nowych płyt rocznie… W ostatnich latach często odkrywam nowe płyty znanych zespołów, których wcześniej nie słuchałem. Często przeradza się to w zainteresowanie wcześniejszą twórczością i sporą, zaskakującą dla mnie sympatię dla nowego wydawnictwa. Tym razem tak jednak nie będzie.

wtorek, 15 maja 2018

Kaiser - 1st Sound [2018]


Kaiser to trzyosobowy muzyczny walec z Finlandii. Panowie Otu, Pex i RiQ zebrali się w 2013 roku, a rok późnej wydali swoją debiutancką EP-kę. Od tamtej pory w kwestii nowej muzyki cisza, więc zapewne trio szlifowało numery na pierwszy duży album. No i w końcu je doszlifowało, a o tym, że nie był to czas stracony, świadczy jakość materiału na pierwszym długograju zespołu z Helsinek (lub Hellsinek – jak sami piszą), który ukaże się pod koniec maja. Wśród inspiracji panowie wymieniają takie formacje jak Black Sabbath, Kyuss, Sleep, Red Fang, Down, ale też Alice in Chains, Led Zeppelin czy Pink Floyd. Hmm… no nie każdy z tych wpływów słychać na muzyce zawartej na 1st Sound, ale na pewno jest ciężko, głośno, intensywnie i w dodatku przyjemnie łaskocze po bebechach.

środa, 9 maja 2018

MaidaVale - Madness Is Too Pure [2018]


Muszę przyznać, że debiutancka płyta MaidaVale – wydana w 2016 roku Tales from the Wicked West – przeleciała obok moich radarów kompletnie niezauważona. Właściwie to odkryłem ją dopiero przy okazji premiery płyty numer dwa i postanowiłem sprawdzić, co tam panie ze szwedzkiego kwartetu wymodziły dwa lata temu. I odkryłem całkiem ciekawe granie, będące do pewnego stopnia połączeniem hendrixowskiego brzmienia i klimatu z rytmami rodem z twórczości Jacka White – a wszystko podlane sosem klasycznego hard rocka i psychodelii. W zeszłym roku udało mi się zobaczyć zespół na żywo – na Red Smoke Festival w Pleszewie – ale z jakiegoś powodu występ ten mnie nie powalił. Może to wina bardzo wczesnej pory, może ogólnego festiwalowego zmęczenia? Nie mam pojęcia, ale fakt faktem, że nie wiązałem z premierą drugiej płyty kwartetu wielkich oczekiwań i nadziei. Ale płyta wyszła – nosi tytuł Madness Is Too Pure i… jest naprawdę bardzo przyjemna…

piątek, 4 maja 2018

Blackwater Holylight - s/t [2018]


Okładka, czcionka, a do tego obecność w stajni RidingEasy Records – to wszystko zwróciło moją uwagę na grupę Blackwater Holylight i jej debiutancki album. Reklama płyty i jej zbliżającej się premiery trafiała przed moje oczy tak często, że oczywiście nie mogłem tego albumu przegapić. I zupełnie nie wiem czemu, ale miałem jakieś dziwne przeczucie, że to może być coś, co mi się spodoba. To w zasadzie głupie, bo przecież opierałem się wyłącznie na tej ciekawej, ciepłej kolorystycznie okładce i psychodelicznej czcionce, nie mając pojęcia, co ten zespół prezentuje sobą muzycznie. A jednak do pierwszego odsłuchu przystąpiłem z całkiem sporymi nadziejami, co mogło być zarówno dobrym jak i złym znakiem dla tego krążka. Ładnych kilka odsłuchów całości później wracam do niego coraz chętniej i coraz częściej zaczynam myśleć, że to może być czołówka mojej listy ulubionych tegorocznych płyt.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Spiders - Killer Machine [2018]


Spiders to nie jest zespół, który łamie ustalony muzyczny porządek, wprowadza rewolucję w rocku, przełamuje bariery, elektryzuje nowinkami brzmieniowymi… Spiders to formacja, która gra prostego, melodyjnego i bardzo chwytliwego hard rocka. To sprawdzało się na pierwszej płycie – Flash Point z 2012 roku – sprawdzało się także na jej następczymi – Shake Electric z roku 2014 – a także podczas koncertów – a na żywo ten szwedzki kwartet widziałem do tej pory dwa razy. Nie jest więc większą niespodzianką, że sprawdza się po raz kolejny – na najnowszym albumie formacji, Killer Machine. I nawet brak niespodzianek muzycznych na tej płycie też nie jest żadną… niespodzianką.

niedziela, 29 kwietnia 2018

Ugly Kid Joe [support: Yellow Cake / The Heavy Clouds] - Warszawa [Proxima], 25 IV 2018 [galeria zdjęć]

W zeszłym roku płyta America's Least Wanted grupy Ugly Kid Joe skończyła 25 lat. Tak, 25 lat! Z tej okazji panowie grają ją niemal w całości na koncertach, dodając co nieco z innych swoich wydawnictw. Tak właśnie było w Proximie. Relację słowną oraz inny zestaw zdjęć znajdziecie na stronie rockserwis.fm

Supportami były: polska formacja The Heavy Clouds oraz międzynarodowy zespół Yellow Cake, w którym śpiewa... wokalista Ugly Kid Joe.

Podziękowania dla Go Ahead za photo passa.







niedziela, 22 kwietnia 2018

Sunnata - Outlands [2018]


Polska scena psychodeliczna we wszelkich tej psychodelii odcieniach ma się całkiem nie najgorzej. Oczywiście to wciąż podziemie, ale popularność koncertów z tego typu muzyką w dużych miastach czy prawdziwy sukces festiwalu Red Smoke wskazują na to, że jest głód takich dźwięków. A że psychodelia to bardzo szerokie pojęcie, wiele osób znajdzie na tym polu coś dla siebie. Warszawska Sunnata łoi aż miło, serwując mocne riffy, opętańcze zaśpiewy, szczyptę bliskowschodnich motywów i trochę transowych, hipnotycznych klimatów. Z jednej strony gitary atakują jak walec, z drugiej ponury klimat w połączeniu z charakterystycznym wokalem prowadzą nas w kierunku północno-zachodnich Stanów początku lat 90. Na ich trzecim krążku – płycie Outlands – nie będzie ani łatwo, ani ładnie, ani tym bardziej przyjemnie. Będzie za to klimatycznie, trochę strasznie i brzydko, a czasem i przytłaczająco. Nie brzmi zachęcająco? A powinno!

wtorek, 17 kwietnia 2018

Fungus Hill - Cosmic Construction on Proxima B [2018]


Skoro są ze Szwecji, to muszą grać retro rocka, prawda? Hmm, i tak, i nie. Skoro nazywają się Fungus Hill, to musi to mieć mocno psychodeliczno-stonerowy posmak, prawda? Hmm, i tak, i nie. Skoro nowa płyta nosi tytuł Cosmic Construction on Proxima B, to na pewno jest to coś dla fanów space rocka, prawda? Hmm – zgadliście – i tak, i nie. Z zespołem Fungus Hill sprawa ma się tak, że pozory często mylą. Łatwo ich z góry zaszufladkować po nazwie, tytule płyty czy okładkach, ale kiedy posłuchamy ich twórczości uważniej, okazuje się, że wiele razy będziemy zaskoczeni. Wspomniany album to ich drugie wydawnictwo. Pierwsze – EP-ka Creatures – zainteresowała mnie w zeszłym roku na tyle, że postanowiłem mieć na nich oko. Całkiem słusznie, bo nową płytą pokazują, że mają potencjał.

sobota, 14 kwietnia 2018

Bjørn Riis - Coming Home [2018]


Wydawać by się mogło, że EP-ka to już gatunek mocno zagrożony w muzycznym środowisku. A już na pewno taka wydana w formacie cyfrowym. Ale jednak od czasu do czasu ktoś wciąż wpada na pomysł, by właśnie w takiej formie wydawać nową muzykę. Jedną z takich osób jest gitarzysta i lider grupy Airbag, Bjørn Riis. Do tego, że Riis wydaje muzykę „na boku” już się przyzwyczailiśmy. Do tego, że brzmi ona w zasadzie bardzo podobnie do twórczości Airbag – także. Nic dziwnego, wszak jest on w obu przypadkach głównym kompozytorem, a i koledzy z zespołu często wspierają go na solowych nagraniach. Riis mówił niedawno, że formuła wydawania muzyki solowej na EP-kach bardzo mu odpowiada, niewykluczone zatem, że co jakiś czas będziemy od niego dostawali 25-30 minut nowej muzyki właśnie pod taką postacią.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Blå Lotus - Tube Alloys [2018]




Tube Alloys to pierwszy album formacji Blå Lotus. Kolejny zespół ze Szwecji grający w starym stylu? I tak, i nie. Nie da się ukryć, że brzmią bardzo klasycznie, że uwielbiają brzmienia lat 60. i 70., że znakomicie wpisują się w modę na retro rocka panującą ku mojej radości na północy Europy. Ale tę formację coś niewątpliwie wyróżnia z tej olbrzymiej masy świetnie grających szwedzkich grup – panowie z Blå Lotus nie korzystają z gitary elektrycznej! Tak, da się grać szeroko pojętego hard/prog rocka i nie korzystać z sześciostrunowca. I w dodatku brzmi to kapitalnie.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Stone Temple Pilots - s/t [2018]


Po kilkunastu sekundach odsłuchu tej płyty pomyślałem sobie: „To brzmi jak Velvet Revolver”. Tyleż głupie, co w pewnym sensie uzasadnione skojarzenie. Głupie z jednego powodu – żaden z twórców tego albumu nie ma nic wspólnego z Velvet Revolver. Ale chwila, to przecież Stone Temple Pilots, a ich nowym wokalistą jest głosowy klon Scotta Weilanda – gościa, który obie te formacje łączył. Niełatwe zadanie stoi przed Jeffem Guttem. Jeśli on (i poziom jego sławy i uznania w środowisku) jest stopą, a sława poprzedników butami, to drobną, bardzo przeciętną jeśli chodzi o wielkość stopę musi wsadzić w buty, które mogliby nosić najwyżsi gracze NBA – i jakimś cudem nie wybić sobie zębów przy próbie chodzenia. Wchodzi do zespołu, w którym śpiewała nie jedna, ale dwie spore gwiazdy muzyki rockowej ostatnich 30 lat. Oczywiście STP utożsamiamy przede wszystkim ze zmarłym w grudniu 2015 roku Scottem Weilandem, ale nie zapominajmy także, że po drugim wywaleniu Weilanda z zespołu, przez kilka lat współpracował z grupą zmarły tragicznie w lipcu zeszłego roku Chester Bennington. Zastąpić jednego czy dwóch bardzo cenionych wokalistów to jedna sprawa – zastąpić wokalistów, którzy skończyli tak tragicznie i na zawsze stali się kolejnymi, którzy nie poradzili sobie ze sławą i na własne życzenie odeszli stanowczo zbyt młodo, to zadanie jeszcze trudniejsze, bo takie postaci zajmują w sercach fanów szczególne miejsce. Los takich grup jak Blind Melon czy INXS udowodnił, że nawet jeśli reszta składu trzyma się blisko, zadanie zastąpienia zmarłego tragicznie lidera może być misją z gatunku tych niemożliwych do wykonania. Tu tym trudniejszą, że z tych trzech formacji STP cieszyło się – śmiem twierdzić – zdecydowanie największą estymą. Zadanie staje się jeszcze trudniejsze (jeśli to w ogóle możliwe), gdy okazuje się, że nowy wokalista jest klonem tego najbardziej znanego.

piątek, 30 marca 2018

VOJD - The Outer Ocean [2018]


Kilkanaście miesięcy temu członkowie szwedzkiej formacji Black Trip postanowili po nagraniu dwóch płyt zrobić wszystkim numer i zmienić nazwę. Zdarza się. Przerabiałem to już (z kapitalnym skutkiem) z formacją Black Bonzo / Gin Lady jak i (ze znacznie gorszym) z zespołem The Socks / Sunder (i nie chodzi o samo brzmienie nazw, a o jakość muzyki po zmianie nazwy). Skąd taka decyzja? Nie mam pojęcia. Może okazało się, że jest już gdzieś inny zespół o tej nazwie (no, jest), robiący Szwedom kłopoty, może „Black Trip” dawało zbyt wiele innych wyników w wyszukiwarkach (mądry Szwed po szkodzie), a może po prostu nazwa przestała im się podobać. (Zespół wyjaśnia, że po wcześniejszej zmianie perkusisty chcieli to traktować jako nowy start - nuda! Wolę któreś z moich wytłumaczeń.) W każdym razie jakiś czas po wydaniu płyty Shadowline, o której pisałem na blogu, formacja ogłosiła, że od teraz nazywać się będzie VOJD. Co do samego składu, to sprawa jest dość skomplikowana, bo informacje o tym, czy wszyscy członkowie Black Trip znaleźli się w nowym zespole, są sprzeczne. Nie ma to jednak aż tak wielkiego znaczenia (choć w sumie dla samych muzyków pewnie jednak ma…). Najważniejsze, że nowy-stary zespół zadebiutował pod koniec lutego albumem The Outer Ocean. Muzycznie wiele się od czasów Black Trip nie zmieniło.

środa, 28 marca 2018

Adam Holzman - Truth Decay [2018]


Adama Holzmana – nie da się ukryć – znam głównie z tego, że jest klawiszowcem w grupie Stevena Wilsona. Smutna prawda o mnie. Ale wiem też, że jest synem założyciela Elektry, Jaca Holzmana, oraz że grywał z wielkimi – przede wszystkim z Milesem Davisem (lepiej się nie da), Marcusem Millerem i całą masą zacnych jazzmanów. Nie jest więc ze mną aż tak źle. Zarówno jazzowy życiorys, jak i gra w zespole Wilsona odbijają się mocno na nowym solowym albumie Holzmana. To pierwsze – ze względu na muzykę. Bo jakby na to nie patrzeć, Truth Decay to płyta z mocno jazzowym klimatem, nawet jeśli zahacza tak o progresję, jak i czasem nawet o funk. Element Wilsonowy to w mniejszym stopniu same dźwięki (choć tu i tam daleko od takiego Ravena nie odchodzą), ale przede wszystkim nazwiska, bo na płycie pojawia się niemal w komplecie obecne koncertowe wcielenie grupy bosonogiego. Nie on jest tu jednak głównym bohaterem, więc wróćmy do Holzmana.

poniedziałek, 26 marca 2018

Killer Boogie - Acid Cream [2018]


Wszystko – począwszy od nazwy grupy przez tytuł płyty po okładkę – sugeruje, że Killer Boogie na swoim drugim samodzielnym dużym krążku będzie nam prezentowało muzykę zakorzenioną w przełomie lat 60. i 70. Po odpaleniu pierwszego nagrania nie ma zatem wielkiej niespodzianki, że trio z Włoch prezentuje właśnie takie, a nie inne muzyczne klimaty, choć nie jest to czyste brzmienie wspomnianej ery. Zadebiutowali w 2015 roku płytą Detroit. Teraz, po trzech latach, powracają z albumem numer dwa i jest to moje pierwsze zetknięcie się z ich twórczością. Klasyczne power trio, to i brzmienie w pewnym sensie z czasów pierwszych tego typu grup, choć mocno podrasowane. Gdyby ich muzyka była zdjęciem na Instagramie, powiedziałbym, że to klasyczny obrazek z lat 70. – długie włosy, kolorowe stroje, szerokie spodnie, zielsko – ale z nałożonym filtrem o nazwie „lata 90.” (gdyby taki istniał).

piątek, 23 marca 2018

Jack White - Boarding House Reach [2018]


Dziwna to płyta. Dziwny to wykonawca. Jack White to niewątpliwie jedna z najciekawszych postaci w świecie rocka ostatnich 25 lat. Jest tym dla mainstreamowego rocka, kim dla prog rocka jest Steven Wilson. I podobnie jak jego bosonogi, wątły odpowiednik, wydaje płyty pod różnymi szyldami. Mnie zawsze najbardziej odpowiadała muzyka wydawana po prostu pod jego imieniem i nazwiskiem, stąd na następczynię Blunderbuss i Lazaretto czekałem z dość dużą ekscytacją, wszak zwłaszcza druga z tych płyt to według mnie absolutna czołówka tej dekady. Boarding House Reach ukazała się dzisiaj i jest hmmm – czy ja już tego nie pisałem? – dziwna.

środa, 21 marca 2018

Naxatras - III [2018]



W 2018 roku moc greckiej sceny psychodeliczno-stonerowej nie jest już dla nikogo zaskoczeniem. Zespołów poruszających się sprawnie na tym poletku jest bardzo dużo, a niewątpliwie jednym z najbardziej znanych (o ile nie numerem jeden) jest Naxatras – ponad 33 tysiące fanów na Facebooku, miliony odsłuchów ich płyt na YouTube i pozycja jednego z czołowych przedstawicieli tego nurtu muzycznego w Europie. Takie rzeczy nie są dziełem przypadku. Na trzeciej płycie – zatytułowanej niezwykle odkrywczo III – grupa nie oferuje czegoś dramatycznie innego, niż na dwóch wcześniejszych albumach o równie wyszukanych tytułach, ale trudno też powiedzieć, by się powtarzała. Wszystko dzięki temu, że składniki są generalnie niemal te same, ale już ich proporcje dość mocno się zmieniły.

niedziela, 18 marca 2018

The Fratellis - In Your Own Sweet Time [2018]



Indie rock, garage rock revival, pop rock i acoustic rock – takie tagi umieszczone są obok nazwy The Fratellis na stronie RYM. Czy to wygląda jak coś, co mogłoby mi się spodobać? Czy to coś, co będzie pasowało na bloga? W obu przypadkach nasuwa się odpowiedź – „nie”. Ale skoro już mam pod ręką płytę od wydawcy, to przecież mogę chociaż dać im szansę, prawda? No to daję. Szybki research i wiem, że The Fratellis to trzech braci o nazwisku (niespodzianka) Fratelli, którzy są z Glasgow, zaczęli grać razem w 2005 roku i mają na koncie pięć płyt studyjnych. Ta ostatnia ukazała się w ostatnich dniach i zatytułowana jest In Your Own Sweet Time. 11 utworów, 46 minut i z pozoru słabe perspektywy na porwanie mnie. Jedziemy.

wtorek, 13 marca 2018

Michael Landau - Rock Bottom [2018]



Michael Landau nie jest może gwiazdą pierwszej wielkości, nie pojawia się na okładkach popularnych magazynów muzycznych, a jego nazwisko nie elektryzuje przeciętnego słuchacza muzyki gitarowej, ale jest to muzyk niezwykle ceniony w środowisku. Jako gitarzysta sesyjny współpracował z ogromną liczbą artystów, wśród których znajdziemy takie nazwiska i nazwy jak: Joni Mitchell, Seal, Michael Jackson, James Taylor, Steve Perry, Pink Floyd czy Miles Davis. Ktoś jeszcze ma wątpliwości co do pozycji tego faceta? Jeśli nawet nie znało się wcześniej nazwiska, to lista współpracowników mówi bardzo wiele. Ale oprócz pomagania innym artystom, Landau wydaje także płyty solowe. Najnowsze tego typu wydawnictwo to płyta Rock Bottom, która ukazała się 23 lutego nakładem Mascot Records.

niedziela, 11 marca 2018

Lance Lopez - Tell the Truth [2018]



Lance Lopez może nie należy do najbardziej znanych w naszym kraju amerykańskich gitarzystów, ale z pewnością nie jest to postać anonimowa, zwłaszcza dla fanów soczystego, amerykańskiego blues-rocka. Od kilkunastu lat solidnie pracuje na swoją pozycję, wydając kolejne albumy czy to studyjne, czy koncertowe. W ostatnich latach było z tym nieco słabiej, ale tylko pozornie – ten czas Lopez poświęcił grupie Supersonic Blues Machine, o której drugiej płycie pisałem zaledwie dwa miesiące temu. Rok 2018 Lopez rozpoczyna jednak od powrotu do aktywności solowej. Tell the Truth to jego pierwsza od siedmiu lat płyta studyjna i tak sobie myślę, że fani takiego grania, jakie Lopez najczęściej prezentuje, powinni być z tego nowego krążka zadowoleni.

sobota, 10 marca 2018

Michael Schenker Fest - Resurrection [2018]



Michael Schenker nie musi już niczym zaskakiwać muzycznego świata. Podbił go już jako członek UFO w latach 70., a wcześniej miał olbrzymi wkład w nagranie jednej z najlepszych (i najmniej znanych) płyt grupy Scorpions, choć był to zupełnie inny zespół od tego, który znamy obecnie. I nie oszukujmy się – Michael w dużej mierze „jedzie” na swojej sławie sprzed 40 lat, nagrywając co jakiś czas płyty pod kolejnymi szyldami zawierającymi jego imię i nazwisko. Tym razem nowa grupa nazywa się Michael Schenker Fest, bo to faktycznie prawdziwe święto dla fanów dokonań niemieckiego gitarzysty z czasów po UFO – na płycie Resurrection usłyszymy bowiem muzyków i (przede wszystkim) wokalistów, z którymi Michael współpracował od lat 80.

środa, 7 marca 2018

Koch Marshall Trio - Toby Arrives [2018]



Greg Koch – postać może nie z pierwszych stron muzycznych gazet, ale bardzo ceniona w środowisku. Ba, „najlepszy gitarzysta ma świecie” według Joego Bonamassy. Niezła rekomendacja, co? Dylan Koch – perkusista, syn Grega, młody, ale już nie nowicjusz. I jeszcze do kompletu spec od brzmień organowych Toby Marshall. Żadne gwiazdy, za to bardzo sprawni muzycy. I postanowili nagrać razem płytę. Choć słowo „nagrać” nie do końca oddaje to, co się wydarzyło. Oni po prostu weszli do studia i zaczęli grać. A jak skończyli, to okazało się, że jest gotowy materiał, który można wydać.

poniedziałek, 5 marca 2018

Birth of Joy - Hyper Focus [2018]



Niespełna dwa lata minęły od mojego pierwszego kontaktu z muzyką holenderskiego tria Birth of Joy. Poznałem ich kilka miesięcy po premierze ich czwartej płyty – Get Well – która oczarowała mnie fantastycznym połączeniem elementów soczystego hard rocka i nieco kosmicznej psychodelii. Rok 2018 panowie przywitali premierą następcy Get Well – albumu Hyper Focus. Pewne rzeczy się zmieniły – zwłaszcza balans między ciężarem, a wspomnianą klimatyczną psychodelią – a inne pozostały bez zmian – na przykład wysoka jakość muzyczna.

czwartek, 1 marca 2018

Sisare - Leaving the Land [2018]



Przyznam, że zupełnie nie zarejestrowałem wydania pierwszej płyty formacji Sisare. Album Nature’s Despair ukazał się w 2013 roku, ale jest spora szansa, że nawet o oczy mi się ta nazwa nie obiła. Pewności nie mam, wszak przy tylu nowych płytach nie da się zapamiętać absolutnie wszystkich, ale w roku 2013 dopiero zaczynałem intensywniejsze muzyczne wykopki i być może akurat nasze drogi w żadnym momencie się nie zeszły. Przechodzimy do roku 2018 i oto pojawia się album numer dwa – Leaving the Land. Długa przerwa, ale nikt nie mówił, że trzeba obowiązkowo wydawać nową muzykę co maksimum dwa lata. Ja to nawet czasem lubię, jak zespoły nie zabierają się zbyt szybko za nowe nagrania, bo gdyby tak wszyscy koniecznie chcieli nas uszczęśliwiać co kilkanaście miesięcy, nie dałoby się tego wszystkiego ogarnąć. No ale wracając do nowej płyty – zdobi ją bardzo przyjemna okładka w klimatach bliskich miłośnikom natury, a na nieco ponad 41 minut składa się sześć kompozycji trwających od sześciu do niespełna ośmiu minut. Klasycznie.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Wedge - Killing Tongue [2018]



Poznałem ich cztery lata temu. Zagrali kapitalny koncert na moim pierwszym Red Smoke Festival. Niestety nie udało mi się wtedy złapać ich na merchu i kupić ich debiutanckiej płyty. Grupa z Berlina dowodzona przez urodzonego w Polsce muzyka i grafika Kiryka Drewińskiego absolutnie rozłożyła mnie kapitalnym retro rockiem zagranym z niesamowitym wyczuciem i gracją. A potem długo nic. Żadnych zapowiedzi nowej muzyki. Już nawet myślałem, że może dali sobie spokój z takiego czy innego powodu. Ale nie, na szczęście nie. 9 lutego ukazał się drugi album formacji, zatytułowany Killing Tongue, i znowu świat stał się odrobinę lepszy.

czwartek, 22 lutego 2018

Joe Perry - Sweetzerland Manifesto [2018]



Szanse na kolejny studyjny album Aerosmith maleją z każdym rokiem, zresztą jedyne dwie płyty „chłopców z Bostonu” z ich własnym materiałem wydane w XXI wieku są albo słabiutkie (Just Push Play), albo bardzo nierówne (Music from Another Dimension). Nic dziwnego, że panowie jakoś chętniej nagrywają na boku i z dala od siebie. W lipcu 2016 roku Steven Tyler wydał przyzwoity debiutancki album solowy We’re All Somebody from Somewhere, na którym flirtował z modern country, pop-rockiem czy americaną. Solowa kariera Joego Perry’ego jest znacznie bogatsza, bo oprócz trzech albumów wydanych w latach 80. pod szyldem The Joe Perry Project, mamy także już trzy płyty wypuszczone „bezprojektowo” pod własnym nazwiskiem. Ale czy nawet większość fanów Aerosmith jest w stanie wymienić choć jeden tytuł solowego utworu gitarzysty, może poza Let the Music Do the Talking, które trafiło także po jakimś czasie na jedną z płyt Aerosmith? No właśnie…

poniedziałek, 19 lutego 2018

The Temperance Movement - A Deeper Cut [2018]



The Temperance Movement to bardzo dobry zespół. Uznałem, że warto to na początku tego tekstu podkreślić, choćby po to, żeby rozwiać wasze wątpliwości, jeśli nie mieliście jeszcze okazji trafić na ich muzykę. Brak decyzji o szybkim nadrobieniu tej zaległości byłby głupotą. To też chciałbym od razu podkreślić. Brytyjska formacja gra na luzie, z takim czujem, że ręce same składają się do oklasków, do tego ma kapitalnego wokalistę, który na żywo robi z publicznością, co chce. A właśnie. Koncerty. Te zespół The Temperance Movement gra absolutnie fenomenalne. To też zdecydowanie trzeba podkreślić. Czasem, co pewnie też jest warte podkreślenia, bardzo dobre zespoły, które grają fenomenalne koncerty, nagrywają z jakiegoś powodu słabe płyty. To nie jest jeden z tych przypadków.

niedziela, 18 lutego 2018

Steven Wilson - Zabrze [Dom Muzyki i Tańca], 17 II 2018 [relacja / galeria zdjęć]

Nie jestem maniakiem twórczości Stevena Wilsona. Cenię go, ma gość głowę do muzyki, ma też swoje dziwactwa, ale to akurat domena wielu wybitnych artystów, a za takiego go uważam. Nagrał kilka płyt, które absolutnie uwielbiam i dość sporo takich, które są mi absolutnie obojętne. Nie rzucam się na każdy jego dźwięk jak piłkarze na boisko w polu karnym przy mocniejszym podmuchu wiatru, ale jak coś jest po prostu cholernie dobre, to trzeba to napisać, bez względu na to, czy akurat panuje moda na bałwochwalstwo w stosunku do Wilsona, czy na mieszanie go z błotem. Koncert w Zabrzu był CHOLERNIE dobry.

środa, 14 lutego 2018

Warsaw Prog Days - Warszawa [Progresja], 10 II 2018 [galeria zdjęć]

Historia mojego udziału w Warsaw Prog Days 2018 w skrócie - miało być sześć zespołów, było pięć, zdążyłem na cztery, zostałem na trzech. Niestety rozpoczynanie ostatniego występu grubo po północy nawet w weekend nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, zwłaszcza dla osób, które muszą jeszcze po wszystkim wrócić do domów w innych miastach. Z przykrością ponownie odpuściłem Coogans Bluff. Może kiedyś w końcu się uda. Za to Colin Bass i Amarok zapewnili sporo przyjemnych, różnorodnych brzmień, a grupa Gallileous w końcu mnie do siebie przekonała, bo okazało się, że jednak koncertowo trafiają do mnie bardziej niż studyjnie.

Colin Bass & Amarok + Maciej Meller / Amarok


wtorek, 13 lutego 2018

Joe Satriani - What Happens Next [2018]



Joe Satriani – gitarowy kosmita, który grał u Micka Jaggera czy w Deep Purple, występuje w supergrupie Chickenfoot, uczył kilku sławnych wymiataczy takich jak Steve Vai czy Kirk Hammett, założył gitarowe wesołe miasteczko o nazwie G3, ma na koncie 15 nominacji do Grammy (choć ani razu nie wygrał), a także 16 albumów solowych. Ten ostatni – What Happens Next – ukazał się 12 stycznia tego roku. Mamy na nim 12 dynamicznych, rockowych numerów instrumentalnych. Aha, i grają tu dwaj członkowie Rock & Roll Hall of Fame – Glenn Hughes i Chad Smith. Nieźle, co? Płyta też jest… no właśnie, niezła.

piątek, 9 lutego 2018

Weedpecker - III [2018]



To już nie „młodzi zdolni” albo „obiecujący z potencjałem”. Warszawski Weedpecker to doświadczona, zaprawiona w bojach formacja, która cieszy się coraz większym szacuneczkiem na psychostonerowej dzielni. Zapraszają ich na zacne festiwale, dają możliwość występów ze sporymi w tej muzycznej działce grupami, z zachwytem wypowiadają się o nich fani ciężkiej psychodelii z całego świata – to już nie pilnie strzeżona tajemnica polskiego muzycznego podziemia, ale naprawdę robiący duże wrażenie zespół. Wydana w 2015 roku płyta II zgruzowała i zwalcowała mnie przy odsłuchu. Oczekiwania w przypadku albumu numer III musiały być zatem dość spore, choć efekt tym razem jest nieco inny.

wtorek, 6 lutego 2018

Walking Papers - WP2 [2018]



Szczerze mówiąc, żaden ze mnie fan Walking Papers. Niektóre supergrupy człowiek łyka od momentu ogłoszenia i jara się jak norweskie kościoły przy bliskim kontakcie z blackmetalowcami. Tak miałem z Velvet Revolver – w końcu na bezgunsiu i… Z Walking Papers w zasadzie powinno być podobnie – w końcu w składzie jest Duff McKagan właśnie z Gn’R i Velvet Revolver, jest Barrett Martin z Mad Season, gościnnie na pierwszej płycie pojawił się Mike McCready z Pearl Jamu, w grupie są też mniej mi znani członkowie The Missionary Position – wokalista Jeff Angell i klawiszowiec Benjamin Anderson. Pierwsza płyta – wydany w 2013 roku album Walking Papers – narobiła nieco zamieszania, była zachwalana przez niektórych znajomych, ba – nawet udało się zobaczyć zespół na żywo, choć w bardzo krótkim secie. Wrażenia były ogólnie pozytywne, ale kłamałbym, gdybym twierdził, że czekałem na ciąg dalszy i ekscytowałem się doniesieniami o nowej płycie. Zresztą od jej nagrania minęło już sporo czasu, bo album był podobno gotowy już w 2015 roku, ale nie było sensu go wydawać wobec powrotu Duffa do Gn’R i związanej z tym długiej trasy koncertowej. Płyta jednak w końcu się ukazała i… no cóż, jest po prostu bardzo dobra. BARDZO bardzo dobra.