środa, 23 maja 2018

Lunatic Soul - Under the Fragmented Sky [2018]


Historia jest już znana wszystkim zainteresowanym, więc w olbrzymim skrócie: to miał być rok Riverside (chociaż Chińczycy twierdzą, że psa), a w strefie oznaczonej tabliczką z napisem „Lunatic Soul” miało się dziać raczej niewiele. Zostały jakieś pomysły niewykorzystane w trakcie sesji nagraniowej do płyty Fractured, więc Mariusz Duda postanowił nadać im ostateczny kształt i wydać na singlu. Z singla szybko zrobiła się EP-ka, a z EP-ki w zasadzie pełnowymiarowy album. Po drodze w internecie pojawił się ładny diagram przedstawiający pewne zależności pomiędzy dotychczasowymi płytami Lunatic Soul, z którego wynika, że jeszcze na dwa wydawnictwa pod tym szyldem możemy liczyć. Do tego jednak dojdziemy kiedy indziej. Teraz przewijamy życie do końcówki maja i oto mamy Under the Fragmented Sky – płytę Lunatic Soul, której miało nie być. Ale jest. I jak dobrze, że jest.

piątek, 18 maja 2018

DeWolff - Thrust [2018]


Poprzedni krążek holenderskiego tria DeWolff – album Roux-Ga-Roux – zachwycił mnie i szturmem wdarł się do czołówki moich ulubionych wydawnictw 2016 roku, sprawiając, że DeWolff z miejsca awansowali z kolei do czołówki moich ulubionych współczesnych zespołów. Powalający koncert w Berlinie z końca 2016 roku umocnił tę pozycję. Można zatem śmiało powiedzieć, że Thrust to jeden z tych krążków, na które w tym roku czekałem najbardziej, zwłaszcza, że nowe nagrania panowie prezentowali już pod koniec 2016 roku. Na cały album przyszło nam trochę poczekać, ale zawierający 11 numerów szósty studyjny krążek DeWolff w końcu jest i z radością informuję, że spełnia moje bardzo wysokie w tym przypadku wymagania i oczekiwana.

czwartek, 17 maja 2018

A Perfect Circle - Eat the Elephant [2018]


W każdym roku trafia się kilka albumów, które robią olbrzymie zamieszanie wśród fanów rocka i w zasadzie już w chwili premiery wiadomo, że pod koniec grudnia trafią do bardzo wielu zestawień najlepszych płyt roku. Czy to z powodu samej nazwy grupy lub okoliczności (pierwsza płyta od dawna, ważna zmiana składu itd.), czy po prostu dlatego, że album jest znakomity i ludzie masowo się nim zachwycają. W tym roku jednym z takich krążków niewątpliwie jest nowy album formacji A Perfect Circle – niby w cieniu wyczekiwanego i chyba w końcu nagranego wydawnictwa grupy Tool, no ale to przecież pierwsza płyta APC od 14 lat, więc musi być o niej głośno. A głośno było tak bardzo, że zacząłem sobie myśleć – może coś w tym jest. Nic to, że nigdy nie byłem fanem tego zespołu. Nie żebym nie lubił – po prostu nigdy nie zainteresowali mnie sobą na tyle, żebym się zagłębiał w ich twórczość. Ale i poprzedni krążek wychodził w czasach, kiedy nie miałem nawyku grzebania i słuchania ponad 150 nowych płyt rocznie… W ostatnich latach często odkrywam nowe płyty znanych zespołów, których wcześniej nie słuchałem. Często przeradza się to w zainteresowanie wcześniejszą twórczością i sporą, zaskakującą dla mnie sympatię dla nowego wydawnictwa. Tym razem tak jednak nie będzie.

wtorek, 15 maja 2018

Kaiser - 1st Sound [2018]


Kaiser to trzyosobowy muzyczny walec z Finlandii. Panowie Otu, Pex i RiQ zebrali się w 2013 roku, a rok późnej wydali swoją debiutancką EP-kę. Od tamtej pory w kwestii nowej muzyki cisza, więc zapewne trio szlifowało numery na pierwszy duży album. No i w końcu je doszlifowało, a o tym, że nie był to czas stracony, świadczy jakość materiału na pierwszym długograju zespołu z Helsinek (lub Hellsinek – jak sami piszą), który ukaże się pod koniec maja. Wśród inspiracji panowie wymieniają takie formacje jak Black Sabbath, Kyuss, Sleep, Red Fang, Down, ale też Alice in Chains, Led Zeppelin czy Pink Floyd. Hmm… no nie każdy z tych wpływów słychać na muzyce zawartej na 1st Sound, ale na pewno jest ciężko, głośno, intensywnie i w dodatku przyjemnie łaskocze po bebechach.

środa, 9 maja 2018

MaidaVale - Madness Is Too Pure [2018]


Muszę przyznać, że debiutancka płyta MaidaVale – wydana w 2016 roku Tales from the Wicked West – przeleciała obok moich radarów kompletnie niezauważona. Właściwie to odkryłem ją dopiero przy okazji premiery płyty numer dwa i postanowiłem sprawdzić, co tam panie ze szwedzkiego kwartetu wymodziły dwa lata temu. I odkryłem całkiem ciekawe granie, będące do pewnego stopnia połączeniem hendrixowskiego brzmienia i klimatu z rytmami rodem z twórczości Jacka White – a wszystko podlane sosem klasycznego hard rocka i psychodelii. W zeszłym roku udało mi się zobaczyć zespół na żywo – na Red Smoke Festival w Pleszewie – ale z jakiegoś powodu występ ten mnie nie powalił. Może to wina bardzo wczesnej pory, może ogólnego festiwalowego zmęczenia? Nie mam pojęcia, ale fakt faktem, że nie wiązałem z premierą drugiej płyty kwartetu wielkich oczekiwań i nadziei. Ale płyta wyszła – nosi tytuł Madness Is Too Pure i… jest naprawdę bardzo przyjemna…

piątek, 4 maja 2018

Blackwater Holylight - s/t [2018]


Okładka, czcionka, a do tego obecność w stajni RidingEasy Records – to wszystko zwróciło moją uwagę na grupę Blackwater Holylight i jej debiutancki album. Reklama płyty i jej zbliżającej się premiery trafiała przed moje oczy tak często, że oczywiście nie mogłem tego albumu przegapić. I zupełnie nie wiem czemu, ale miałem jakieś dziwne przeczucie, że to może być coś, co mi się spodoba. To w zasadzie głupie, bo przecież opierałem się wyłącznie na tej ciekawej, ciepłej kolorystycznie okładce i psychodelicznej czcionce, nie mając pojęcia, co ten zespół prezentuje sobą muzycznie. A jednak do pierwszego odsłuchu przystąpiłem z całkiem sporymi nadziejami, co mogło być zarówno dobrym jak i złym znakiem dla tego krążka. Ładnych kilka odsłuchów całości później wracam do niego coraz chętniej i coraz częściej zaczynam myśleć, że to może być czołówka mojej listy ulubionych tegorocznych płyt.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Spiders - Killer Machine [2018]


Spiders to nie jest zespół, który łamie ustalony muzyczny porządek, wprowadza rewolucję w rocku, przełamuje bariery, elektryzuje nowinkami brzmieniowymi… Spiders to formacja, która gra prostego, melodyjnego i bardzo chwytliwego hard rocka. To sprawdzało się na pierwszej płycie – Flash Point z 2012 roku – sprawdzało się także na jej następczymi – Shake Electric z roku 2014 – a także podczas koncertów – a na żywo ten szwedzki kwartet widziałem do tej pory dwa razy. Nie jest więc większą niespodzianką, że sprawdza się po raz kolejny – na najnowszym albumie formacji, Killer Machine. I nawet brak niespodzianek muzycznych na tej płycie też nie jest żadną… niespodzianką.

niedziela, 29 kwietnia 2018

Ugly Kid Joe [support: Yellow Cake / The Heavy Clouds] - Warszawa [Proxima], 25 IV 2018 [galeria zdjęć]

W zeszłym roku płyta America's Least Wanted grupy Ugly Kid Joe skończyła 25 lat. Tak, 25 lat! Z tej okazji panowie grają ją niemal w całości na koncertach, dodając co nieco z innych swoich wydawnictw. Tak właśnie było w Proximie. Relację słowną oraz inny zestaw zdjęć znajdziecie na stronie rockserwis.fm

Supportami były: polska formacja The Heavy Clouds oraz międzynarodowy zespół Yellow Cake, w którym śpiewa... wokalista Ugly Kid Joe.

Podziękowania dla Go Ahead za photo passa.







niedziela, 22 kwietnia 2018

Sunnata - Outlands [2018]


Polska scena psychodeliczna we wszelkich tej psychodelii odcieniach ma się całkiem nie najgorzej. Oczywiście to wciąż podziemie, ale popularność koncertów z tego typu muzyką w dużych miastach czy prawdziwy sukces festiwalu Red Smoke wskazują na to, że jest głód takich dźwięków. A że psychodelia to bardzo szerokie pojęcie, wiele osób znajdzie na tym polu coś dla siebie. Warszawska Sunnata łoi aż miło, serwując mocne riffy, opętańcze zaśpiewy, szczyptę bliskowschodnich motywów i trochę transowych, hipnotycznych klimatów. Z jednej strony gitary atakują jak walec, z drugiej ponury klimat w połączeniu z charakterystycznym wokalem prowadzą nas w kierunku północno-zachodnich Stanów początku lat 90. Na ich trzecim krążku – płycie Outlands – nie będzie ani łatwo, ani ładnie, ani tym bardziej przyjemnie. Będzie za to klimatycznie, trochę strasznie i brzydko, a czasem i przytłaczająco. Nie brzmi zachęcająco? A powinno!

wtorek, 17 kwietnia 2018

Fungus Hill - Cosmic Construction on Proxima B [2018]


Skoro są ze Szwecji, to muszą grać retro rocka, prawda? Hmm, i tak, i nie. Skoro nazywają się Fungus Hill, to musi to mieć mocno psychodeliczno-stonerowy posmak, prawda? Hmm, i tak, i nie. Skoro nowa płyta nosi tytuł Cosmic Construction on Proxima B, to na pewno jest to coś dla fanów space rocka, prawda? Hmm – zgadliście – i tak, i nie. Z zespołem Fungus Hill sprawa ma się tak, że pozory często mylą. Łatwo ich z góry zaszufladkować po nazwie, tytule płyty czy okładkach, ale kiedy posłuchamy ich twórczości uważniej, okazuje się, że wiele razy będziemy zaskoczeni. Wspomniany album to ich drugie wydawnictwo. Pierwsze – EP-ka Creatures – zainteresowała mnie w zeszłym roku na tyle, że postanowiłem mieć na nich oko. Całkiem słusznie, bo nową płytą pokazują, że mają potencjał.

sobota, 14 kwietnia 2018

Bjørn Riis - Coming Home [2018]


Wydawać by się mogło, że EP-ka to już gatunek mocno zagrożony w muzycznym środowisku. A już na pewno taka wydana w formacie cyfrowym. Ale jednak od czasu do czasu ktoś wciąż wpada na pomysł, by właśnie w takiej formie wydawać nową muzykę. Jedną z takich osób jest gitarzysta i lider grupy Airbag, Bjørn Riis. Do tego, że Riis wydaje muzykę „na boku” już się przyzwyczailiśmy. Do tego, że brzmi ona w zasadzie bardzo podobnie do twórczości Airbag – także. Nic dziwnego, wszak jest on w obu przypadkach głównym kompozytorem, a i koledzy z zespołu często wspierają go na solowych nagraniach. Riis mówił niedawno, że formuła wydawania muzyki solowej na EP-kach bardzo mu odpowiada, niewykluczone zatem, że co jakiś czas będziemy od niego dostawali 25-30 minut nowej muzyki właśnie pod taką postacią.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Blå Lotus - Tube Alloys [2018]




Tube Alloys to pierwszy album formacji Blå Lotus. Kolejny zespół ze Szwecji grający w starym stylu? I tak, i nie. Nie da się ukryć, że brzmią bardzo klasycznie, że uwielbiają brzmienia lat 60. i 70., że znakomicie wpisują się w modę na retro rocka panującą ku mojej radości na północy Europy. Ale tę formację coś niewątpliwie wyróżnia z tej olbrzymiej masy świetnie grających szwedzkich grup – panowie z Blå Lotus nie korzystają z gitary elektrycznej! Tak, da się grać szeroko pojętego hard/prog rocka i nie korzystać z sześciostrunowca. I w dodatku brzmi to kapitalnie.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Stone Temple Pilots - s/t [2018]


Po kilkunastu sekundach odsłuchu tej płyty pomyślałem sobie: „To brzmi jak Velvet Revolver”. Tyleż głupie, co w pewnym sensie uzasadnione skojarzenie. Głupie z jednego powodu – żaden z twórców tego albumu nie ma nic wspólnego z Velvet Revolver. Ale chwila, to przecież Stone Temple Pilots, a ich nowym wokalistą jest głosowy klon Scotta Weilanda – gościa, który obie te formacje łączył. Niełatwe zadanie stoi przed Jeffem Guttem. Jeśli on (i poziom jego sławy i uznania w środowisku) jest stopą, a sława poprzedników butami, to drobną, bardzo przeciętną jeśli chodzi o wielkość stopę musi wsadzić w buty, które mogliby nosić najwyżsi gracze NBA – i jakimś cudem nie wybić sobie zębów przy próbie chodzenia. Wchodzi do zespołu, w którym śpiewała nie jedna, ale dwie spore gwiazdy muzyki rockowej ostatnich 30 lat. Oczywiście STP utożsamiamy przede wszystkim ze zmarłym w grudniu 2015 roku Scottem Weilandem, ale nie zapominajmy także, że po drugim wywaleniu Weilanda z zespołu, przez kilka lat współpracował z grupą zmarły tragicznie w lipcu zeszłego roku Chester Bennington. Zastąpić jednego czy dwóch bardzo cenionych wokalistów to jedna sprawa – zastąpić wokalistów, którzy skończyli tak tragicznie i na zawsze stali się kolejnymi, którzy nie poradzili sobie ze sławą i na własne życzenie odeszli stanowczo zbyt młodo, to zadanie jeszcze trudniejsze, bo takie postaci zajmują w sercach fanów szczególne miejsce. Los takich grup jak Blind Melon czy INXS udowodnił, że nawet jeśli reszta składu trzyma się blisko, zadanie zastąpienia zmarłego tragicznie lidera może być misją z gatunku tych niemożliwych do wykonania. Tu tym trudniejszą, że z tych trzech formacji STP cieszyło się – śmiem twierdzić – zdecydowanie największą estymą. Zadanie staje się jeszcze trudniejsze (jeśli to w ogóle możliwe), gdy okazuje się, że nowy wokalista jest klonem tego najbardziej znanego.

piątek, 30 marca 2018

VOJD - The Outer Ocean [2018]


Kilkanaście miesięcy temu członkowie szwedzkiej formacji Black Trip postanowili po nagraniu dwóch płyt zrobić wszystkim numer i zmienić nazwę. Zdarza się. Przerabiałem to już (z kapitalnym skutkiem) z formacją Black Bonzo / Gin Lady jak i (ze znacznie gorszym) z zespołem The Socks / Sunder (i nie chodzi o samo brzmienie nazw, a o jakość muzyki po zmianie nazwy). Skąd taka decyzja? Nie mam pojęcia. Może okazało się, że jest już gdzieś inny zespół o tej nazwie (no, jest), robiący Szwedom kłopoty, może „Black Trip” dawało zbyt wiele innych wyników w wyszukiwarkach (mądry Szwed po szkodzie), a może po prostu nazwa przestała im się podobać. (Zespół wyjaśnia, że po wcześniejszej zmianie perkusisty chcieli to traktować jako nowy start - nuda! Wolę któreś z moich wytłumaczeń.) W każdym razie jakiś czas po wydaniu płyty Shadowline, o której pisałem na blogu, formacja ogłosiła, że od teraz nazywać się będzie VOJD. Co do samego składu, to sprawa jest dość skomplikowana, bo informacje o tym, czy wszyscy członkowie Black Trip znaleźli się w nowym zespole, są sprzeczne. Nie ma to jednak aż tak wielkiego znaczenia (choć w sumie dla samych muzyków pewnie jednak ma…). Najważniejsze, że nowy-stary zespół zadebiutował pod koniec lutego albumem The Outer Ocean. Muzycznie wiele się od czasów Black Trip nie zmieniło.

środa, 28 marca 2018

Adam Holzman - Truth Decay [2018]


Adama Holzmana – nie da się ukryć – znam głównie z tego, że jest klawiszowcem w grupie Stevena Wilsona. Smutna prawda o mnie. Ale wiem też, że jest synem założyciela Elektry, Jaca Holzmana, oraz że grywał z wielkimi – przede wszystkim z Milesem Davisem (lepiej się nie da), Marcusem Millerem i całą masą zacnych jazzmanów. Nie jest więc ze mną aż tak źle. Zarówno jazzowy życiorys, jak i gra w zespole Wilsona odbijają się mocno na nowym solowym albumie Holzmana. To pierwsze – ze względu na muzykę. Bo jakby na to nie patrzeć, Truth Decay to płyta z mocno jazzowym klimatem, nawet jeśli zahacza tak o progresję, jak i czasem nawet o funk. Element Wilsonowy to w mniejszym stopniu same dźwięki (choć tu i tam daleko od takiego Ravena nie odchodzą), ale przede wszystkim nazwiska, bo na płycie pojawia się niemal w komplecie obecne koncertowe wcielenie grupy bosonogiego. Nie on jest tu jednak głównym bohaterem, więc wróćmy do Holzmana.

poniedziałek, 26 marca 2018

Killer Boogie - Acid Cream [2018]


Wszystko – począwszy od nazwy grupy przez tytuł płyty po okładkę – sugeruje, że Killer Boogie na swoim drugim samodzielnym dużym krążku będzie nam prezentowało muzykę zakorzenioną w przełomie lat 60. i 70. Po odpaleniu pierwszego nagrania nie ma zatem wielkiej niespodzianki, że trio z Włoch prezentuje właśnie takie, a nie inne muzyczne klimaty, choć nie jest to czyste brzmienie wspomnianej ery. Zadebiutowali w 2015 roku płytą Detroit. Teraz, po trzech latach, powracają z albumem numer dwa i jest to moje pierwsze zetknięcie się z ich twórczością. Klasyczne power trio, to i brzmienie w pewnym sensie z czasów pierwszych tego typu grup, choć mocno podrasowane. Gdyby ich muzyka była zdjęciem na Instagramie, powiedziałbym, że to klasyczny obrazek z lat 70. – długie włosy, kolorowe stroje, szerokie spodnie, zielsko – ale z nałożonym filtrem o nazwie „lata 90.” (gdyby taki istniał).

piątek, 23 marca 2018

Jack White - Boarding House Reach [2018]


Dziwna to płyta. Dziwny to wykonawca. Jack White to niewątpliwie jedna z najciekawszych postaci w świecie rocka ostatnich 25 lat. Jest tym dla mainstreamowego rocka, kim dla prog rocka jest Steven Wilson. I podobnie jak jego bosonogi, wątły odpowiednik, wydaje płyty pod różnymi szyldami. Mnie zawsze najbardziej odpowiadała muzyka wydawana po prostu pod jego imieniem i nazwiskiem, stąd na następczynię Blunderbuss i Lazaretto czekałem z dość dużą ekscytacją, wszak zwłaszcza druga z tych płyt to według mnie absolutna czołówka tej dekady. Boarding House Reach ukazała się dzisiaj i jest hmmm – czy ja już tego nie pisałem? – dziwna.

środa, 21 marca 2018

Naxatras - III [2018]



W 2018 roku moc greckiej sceny psychodeliczno-stonerowej nie jest już dla nikogo zaskoczeniem. Zespołów poruszających się sprawnie na tym poletku jest bardzo dużo, a niewątpliwie jednym z najbardziej znanych (o ile nie numerem jeden) jest Naxatras – ponad 33 tysiące fanów na Facebooku, miliony odsłuchów ich płyt na YouTube i pozycja jednego z czołowych przedstawicieli tego nurtu muzycznego w Europie. Takie rzeczy nie są dziełem przypadku. Na trzeciej płycie – zatytułowanej niezwykle odkrywczo III – grupa nie oferuje czegoś dramatycznie innego, niż na dwóch wcześniejszych albumach o równie wyszukanych tytułach, ale trudno też powiedzieć, by się powtarzała. Wszystko dzięki temu, że składniki są generalnie niemal te same, ale już ich proporcje dość mocno się zmieniły.

niedziela, 18 marca 2018

The Fratellis - In Your Own Sweet Time [2018]



Indie rock, garage rock revival, pop rock i acoustic rock – takie tagi umieszczone są obok nazwy The Fratellis na stronie RYM. Czy to wygląda jak coś, co mogłoby mi się spodobać? Czy to coś, co będzie pasowało na bloga? W obu przypadkach nasuwa się odpowiedź – „nie”. Ale skoro już mam pod ręką płytę od wydawcy, to przecież mogę chociaż dać im szansę, prawda? No to daję. Szybki research i wiem, że The Fratellis to trzech braci o nazwisku (niespodzianka) Fratelli, którzy są z Glasgow, zaczęli grać razem w 2005 roku i mają na koncie pięć płyt studyjnych. Ta ostatnia ukazała się w ostatnich dniach i zatytułowana jest In Your Own Sweet Time. 11 utworów, 46 minut i z pozoru słabe perspektywy na porwanie mnie. Jedziemy.

wtorek, 13 marca 2018

Michael Landau - Rock Bottom [2018]



Michael Landau nie jest może gwiazdą pierwszej wielkości, nie pojawia się na okładkach popularnych magazynów muzycznych, a jego nazwisko nie elektryzuje przeciętnego słuchacza muzyki gitarowej, ale jest to muzyk niezwykle ceniony w środowisku. Jako gitarzysta sesyjny współpracował z ogromną liczbą artystów, wśród których znajdziemy takie nazwiska i nazwy jak: Joni Mitchell, Seal, Michael Jackson, James Taylor, Steve Perry, Pink Floyd czy Miles Davis. Ktoś jeszcze ma wątpliwości co do pozycji tego faceta? Jeśli nawet nie znało się wcześniej nazwiska, to lista współpracowników mówi bardzo wiele. Ale oprócz pomagania innym artystom, Landau wydaje także płyty solowe. Najnowsze tego typu wydawnictwo to płyta Rock Bottom, która ukazała się 23 lutego nakładem Mascot Records.

niedziela, 11 marca 2018

Lance Lopez - Tell the Truth [2018]



Lance Lopez może nie należy do najbardziej znanych w naszym kraju amerykańskich gitarzystów, ale z pewnością nie jest to postać anonimowa, zwłaszcza dla fanów soczystego, amerykańskiego blues-rocka. Od kilkunastu lat solidnie pracuje na swoją pozycję, wydając kolejne albumy czy to studyjne, czy koncertowe. W ostatnich latach było z tym nieco słabiej, ale tylko pozornie – ten czas Lopez poświęcił grupie Supersonic Blues Machine, o której drugiej płycie pisałem zaledwie dwa miesiące temu. Rok 2018 Lopez rozpoczyna jednak od powrotu do aktywności solowej. Tell the Truth to jego pierwsza od siedmiu lat płyta studyjna i tak sobie myślę, że fani takiego grania, jakie Lopez najczęściej prezentuje, powinni być z tego nowego krążka zadowoleni.

sobota, 10 marca 2018

Michael Schenker Fest - Resurrection [2018]



Michael Schenker nie musi już niczym zaskakiwać muzycznego świata. Podbił go już jako członek UFO w latach 70., a wcześniej miał olbrzymi wkład w nagranie jednej z najlepszych (i najmniej znanych) płyt grupy Scorpions, choć był to zupełnie inny zespół od tego, który znamy obecnie. I nie oszukujmy się – Michael w dużej mierze „jedzie” na swojej sławie sprzed 40 lat, nagrywając co jakiś czas płyty pod kolejnymi szyldami zawierającymi jego imię i nazwisko. Tym razem nowa grupa nazywa się Michael Schenker Fest, bo to faktycznie prawdziwe święto dla fanów dokonań niemieckiego gitarzysty z czasów po UFO – na płycie Resurrection usłyszymy bowiem muzyków i (przede wszystkim) wokalistów, z którymi Michael współpracował od lat 80.

środa, 7 marca 2018

Koch Marshall Trio - Toby Arrives [2018]



Greg Koch – postać może nie z pierwszych stron muzycznych gazet, ale bardzo ceniona w środowisku. Ba, „najlepszy gitarzysta ma świecie” według Joego Bonamassy. Niezła rekomendacja, co? Dylan Koch – perkusista, syn Grega, młody, ale już nie nowicjusz. I jeszcze do kompletu spec od brzmień organowych Toby Marshall. Żadne gwiazdy, za to bardzo sprawni muzycy. I postanowili nagrać razem płytę. Choć słowo „nagrać” nie do końca oddaje to, co się wydarzyło. Oni po prostu weszli do studia i zaczęli grać. A jak skończyli, to okazało się, że jest gotowy materiał, który można wydać.

poniedziałek, 5 marca 2018

Birth of Joy - Hyper Focus [2018]



Niespełna dwa lata minęły od mojego pierwszego kontaktu z muzyką holenderskiego tria Birth of Joy. Poznałem ich kilka miesięcy po premierze ich czwartej płyty – Get Well – która oczarowała mnie fantastycznym połączeniem elementów soczystego hard rocka i nieco kosmicznej psychodelii. Rok 2018 panowie przywitali premierą następcy Get Well – albumu Hyper Focus. Pewne rzeczy się zmieniły – zwłaszcza balans między ciężarem, a wspomnianą klimatyczną psychodelią – a inne pozostały bez zmian – na przykład wysoka jakość muzyczna.

czwartek, 1 marca 2018

Sisare - Leaving the Land [2018]



Przyznam, że zupełnie nie zarejestrowałem wydania pierwszej płyty formacji Sisare. Album Nature’s Despair ukazał się w 2013 roku, ale jest spora szansa, że nawet o oczy mi się ta nazwa nie obiła. Pewności nie mam, wszak przy tylu nowych płytach nie da się zapamiętać absolutnie wszystkich, ale w roku 2013 dopiero zaczynałem intensywniejsze muzyczne wykopki i być może akurat nasze drogi w żadnym momencie się nie zeszły. Przechodzimy do roku 2018 i oto pojawia się album numer dwa – Leaving the Land. Długa przerwa, ale nikt nie mówił, że trzeba obowiązkowo wydawać nową muzykę co maksimum dwa lata. Ja to nawet czasem lubię, jak zespoły nie zabierają się zbyt szybko za nowe nagrania, bo gdyby tak wszyscy koniecznie chcieli nas uszczęśliwiać co kilkanaście miesięcy, nie dałoby się tego wszystkiego ogarnąć. No ale wracając do nowej płyty – zdobi ją bardzo przyjemna okładka w klimatach bliskich miłośnikom natury, a na nieco ponad 41 minut składa się sześć kompozycji trwających od sześciu do niespełna ośmiu minut. Klasycznie.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Wedge - Killing Tongue [2018]



Poznałem ich cztery lata temu. Zagrali kapitalny koncert na moim pierwszym Red Smoke Festival. Niestety nie udało mi się wtedy złapać ich na merchu i kupić ich debiutanckiej płyty. Grupa z Berlina dowodzona przez urodzonego w Polsce muzyka i grafika Kiryka Drewińskiego absolutnie rozłożyła mnie kapitalnym retro rockiem zagranym z niesamowitym wyczuciem i gracją. A potem długo nic. Żadnych zapowiedzi nowej muzyki. Już nawet myślałem, że może dali sobie spokój z takiego czy innego powodu. Ale nie, na szczęście nie. 9 lutego ukazał się drugi album formacji, zatytułowany Killing Tongue, i znowu świat stał się odrobinę lepszy.

czwartek, 22 lutego 2018

Joe Perry - Sweetzerland Manifesto [2018]



Szanse na kolejny studyjny album Aerosmith maleją z każdym rokiem, zresztą jedyne dwie płyty „chłopców z Bostonu” z ich własnym materiałem wydane w XXI wieku są albo słabiutkie (Just Push Play), albo bardzo nierówne (Music from Another Dimension). Nic dziwnego, że panowie jakoś chętniej nagrywają na boku i z dala od siebie. W lipcu 2016 roku Steven Tyler wydał przyzwoity debiutancki album solowy We’re All Somebody from Somewhere, na którym flirtował z modern country, pop-rockiem czy americaną. Solowa kariera Joego Perry’ego jest znacznie bogatsza, bo oprócz trzech albumów wydanych w latach 80. pod szyldem The Joe Perry Project, mamy także już trzy płyty wypuszczone „bezprojektowo” pod własnym nazwiskiem. Ale czy nawet większość fanów Aerosmith jest w stanie wymienić choć jeden tytuł solowego utworu gitarzysty, może poza Let the Music Do the Talking, które trafiło także po jakimś czasie na jedną z płyt Aerosmith? No właśnie…

poniedziałek, 19 lutego 2018

The Temperance Movement - A Deeper Cut [2018]



The Temperance Movement to bardzo dobry zespół. Uznałem, że warto to na początku tego tekstu podkreślić, choćby po to, żeby rozwiać wasze wątpliwości, jeśli nie mieliście jeszcze okazji trafić na ich muzykę. Brak decyzji o szybkim nadrobieniu tej zaległości byłby głupotą. To też chciałbym od razu podkreślić. Brytyjska formacja gra na luzie, z takim czujem, że ręce same składają się do oklasków, do tego ma kapitalnego wokalistę, który na żywo robi z publicznością, co chce. A właśnie. Koncerty. Te zespół The Temperance Movement gra absolutnie fenomenalne. To też zdecydowanie trzeba podkreślić. Czasem, co pewnie też jest warte podkreślenia, bardzo dobre zespoły, które grają fenomenalne koncerty, nagrywają z jakiegoś powodu słabe płyty. To nie jest jeden z tych przypadków.

niedziela, 18 lutego 2018

Steven Wilson - Zabrze [Dom Muzyki i Tańca], 17 II 2018 [relacja / galeria zdjęć]

Nie jestem maniakiem twórczości Stevena Wilsona. Cenię go, ma gość głowę do muzyki, ma też swoje dziwactwa, ale to akurat domena wielu wybitnych artystów, a za takiego go uważam. Nagrał kilka płyt, które absolutnie uwielbiam i dość sporo takich, które są mi absolutnie obojętne. Nie rzucam się na każdy jego dźwięk jak piłkarze na boisko w polu karnym przy mocniejszym podmuchu wiatru, ale jak coś jest po prostu cholernie dobre, to trzeba to napisać, bez względu na to, czy akurat panuje moda na bałwochwalstwo w stosunku do Wilsona, czy na mieszanie go z błotem. Koncert w Zabrzu był CHOLERNIE dobry.

środa, 14 lutego 2018

Warsaw Prog Days - Warszawa [Progresja], 10 II 2018 [galeria zdjęć]

Historia mojego udziału w Warsaw Prog Days 2018 w skrócie - miało być sześć zespołów, było pięć, zdążyłem na cztery, zostałem na trzech. Niestety rozpoczynanie ostatniego występu grubo po północy nawet w weekend nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, zwłaszcza dla osób, które muszą jeszcze po wszystkim wrócić do domów w innych miastach. Z przykrością ponownie odpuściłem Coogans Bluff. Może kiedyś w końcu się uda. Za to Colin Bass i Amarok zapewnili sporo przyjemnych, różnorodnych brzmień, a grupa Gallileous w końcu mnie do siebie przekonała, bo okazało się, że jednak koncertowo trafiają do mnie bardziej niż studyjnie.

Colin Bass & Amarok + Maciej Meller / Amarok


wtorek, 13 lutego 2018

Joe Satriani - What Happens Next [2018]



Joe Satriani – gitarowy kosmita, który grał u Micka Jaggera czy w Deep Purple, występuje w supergrupie Chickenfoot, uczył kilku sławnych wymiataczy takich jak Steve Vai czy Kirk Hammett, założył gitarowe wesołe miasteczko o nazwie G3, ma na koncie 15 nominacji do Grammy (choć ani razu nie wygrał), a także 16 albumów solowych. Ten ostatni – What Happens Next – ukazał się 12 stycznia tego roku. Mamy na nim 12 dynamicznych, rockowych numerów instrumentalnych. Aha, i grają tu dwaj członkowie Rock & Roll Hall of Fame – Glenn Hughes i Chad Smith. Nieźle, co? Płyta też jest… no właśnie, niezła.

piątek, 9 lutego 2018

Weedpecker - III [2018]



To już nie „młodzi zdolni” albo „obiecujący z potencjałem”. Warszawski Weedpecker to doświadczona, zaprawiona w bojach formacja, która cieszy się coraz większym szacuneczkiem na psychostonerowej dzielni. Zapraszają ich na zacne festiwale, dają możliwość występów ze sporymi w tej muzycznej działce grupami, z zachwytem wypowiadają się o nich fani ciężkiej psychodelii z całego świata – to już nie pilnie strzeżona tajemnica polskiego muzycznego podziemia, ale naprawdę robiący duże wrażenie zespół. Wydana w 2015 roku płyta II zgruzowała i zwalcowała mnie przy odsłuchu. Oczekiwania w przypadku albumu numer III musiały być zatem dość spore, choć efekt tym razem jest nieco inny.

wtorek, 6 lutego 2018

Walking Papers - WP2 [2018]



Szczerze mówiąc, żaden ze mnie fan Walking Papers. Niektóre supergrupy człowiek łyka od momentu ogłoszenia i jara się jak norweskie kościoły przy bliskim kontakcie z blackmetalowcami. Tak miałem z Velvet Revolver – w końcu na bezgunsiu i… Z Walking Papers w zasadzie powinno być podobnie – w końcu w składzie jest Duff McKagan właśnie z Gn’R i Velvet Revolver, jest Barrett Martin z Mad Season, gościnnie na pierwszej płycie pojawił się Mike McCready z Pearl Jamu, w grupie są też mniej mi znani członkowie The Missionary Position – wokalista Jeff Angell i klawiszowiec Benjamin Anderson. Pierwsza płyta – wydany w 2013 roku album Walking Papers – narobiła nieco zamieszania, była zachwalana przez niektórych znajomych, ba – nawet udało się zobaczyć zespół na żywo, choć w bardzo krótkim secie. Wrażenia były ogólnie pozytywne, ale kłamałbym, gdybym twierdził, że czekałem na ciąg dalszy i ekscytowałem się doniesieniami o nowej płycie. Zresztą od jej nagrania minęło już sporo czasu, bo album był podobno gotowy już w 2015 roku, ale nie było sensu go wydawać wobec powrotu Duffa do Gn’R i związanej z tym długiej trasy koncertowej. Płyta jednak w końcu się ukazała i… no cóż, jest po prostu bardzo dobra. BARDZO bardzo dobra.

niedziela, 4 lutego 2018

Beth Hart & Joe Bonamassa - Black Coffee [2018]



Kazali na siebie trochę czekać, oj kazali! Pierwszy wspólny album Józia i Beci narobił w 2011 roku sporo zamieszania na rockowej scenie muzycznej. Płyta numer dwa – co zrozumiałe – powstała dość szybko, bo już po dwóch latach. A potem długa cisza. Oczywiście oboje byli solidnie zajęci. Nowe płyty solowe, trasy, powrót Black Country Communion. Zresztą Joe Bonamassa nie odpoczywa, a i Beth Hart do leni nie należy. Pięć lat minęło, w międzyczasie pojawiały się zapowiedzi (a może tylko plotki?), że może na kolejnej wspólnej płycie znajdzie się jakiś autorski numer duetu. Nic z tego – trzecia płyta, zatytułowana Black Coffee, to znowu wyłącznie zbiór coverów. Nic to jednak – wychodzi im to znakomicie, więc nie ma powodu, by zmieniać formułę.

piątek, 2 lutego 2018

Krzysztof Zalewski - Zalewski śpiewa Niemena [2018]



Tribute albumy to często śliska historia. Motywy są różne i czasem dość podejrzane, koncepcja też nie zawsze się sprawdza. Dobór utworów to w zasadzie za każdym razem kontrowersyjna kwestia, no a potem trzeba je jeszcze wykonać i zrobić to tak, żeby fani oryginalnego artysty nie dostali ataku wściekłości albo z drugiej strony nie narzekali, że przecież te nowe wersje nie różnią się niczym od oryginałów, więc po co słuchać „podróbki”. Oj tak, tribute albumy to często śliska historia. Ale nie tym razem. Za twórczość prawdopodobnie najbardziej uwielbianego artysty w historii polskiej muzyki popularnej wziął się Krzysztof Zalewski – człowiek, który kilkanaście lat temu zasłynął jako długowłosy rockman śpiewający numery Iron Maiden czy Pearl Jam w drugiej edycji Idola, którą zresztą wygrał. Ale to było w zupełnie innym życiu – przynajmniej tym muzycznym. Od kilku lat Zalewski po dłuższej przerwie próbuje wrócić do świadomości polskich słuchaczy, ma na siebie pomysł i nie jest spętany żadną umową wynikającą z wygranej w programie typu talent show (a żebyście wiedzieli, co w takich umowach jest… ubaw po pachy, no chyba że akurat się je podpisuje, to takiej osobie akurat do śmiechu mniej). A teraz porywa się na klasykę. Najklasyczniejszą klasykę, jaka tylko istnieje w polskiej muzyce. Odważny (już nie tak znowu) młody człowiek.

środa, 31 stycznia 2018

King Buffalo - Repeater [2018]



Coś zdecydowanie łączy dwa pierwsze zespoły, które pojawiają się na blogu w sezonie 2018. Łącznikiem jest zeszłoroczny Red Smoke Festival w Pleszewie. O ile grupę Ouzo Bazooka zdążyłem już choć trochę poznać w miesiącach poprzedzających festiwal, o tyle King Buffalo byli dla mnie w zasadzie całkowitą zagadką. Zespół ze stanu Nowy Jork wyszedł na scenę i zaczął grać… a gdy kończył, ja stałem już przy ich stoisku w namiocie na czele sporej kolejki, która ustawiła się, żeby zakupić ich jedyną wówczas płytę – wydany w 2016 roku album Orion. Nie da się ukryć, że panowie zyskali w trakcie tych kilkudziesięciu minut całkiem pokaźne grono fanów w naszym kraju, co jest o tyle cenne, że w krótkiej rozmowie po koncercie udało mi się dowiedzieć, że jest to ich pierwsza wizyta w Europie i w zasadzie kompletnie nie wiedzieli, czego się mają spodziewać. Myślę, że na ich kolejne koncerty u nas, które już na początku maja u boku grupy Elder, wpadną z dużą większą pewnością siebie. Tymczasem rok rozpoczęli od wydania EP-ki Repeater.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Ouzo Bazooka - Songs from 1001 Nights [2018]



Moja znajomość z grupą Ouzo Bazooka nie jest zbyt długa, ale dość intensywna. Poznałem tę nazwę wiosną zeszłego roku, kiedy pojawił się temat potencjalnego zorganizowania koncertu tego zespołu w jednym z polskich miast. Posłuchałem kilku nagrań, obejrzałem do tego kilka teledysków i przy każdym z nich czułem, że mózg mi się topi. Absolutne szaleństwo – kwintesencja grzybkowych odlotów tak w kwestii fonii jak i wizji. Z koncertu nic nie wyszło, ale poznane wkrótce dwie pierwsze płyty tego zespołu przesłuchane w całości naprawdę zrobiły spore wrażenie. A potem do kompletu absolutnie fantastyczny koncert na Red Smoke Festival w Pleszewie. Pośród stonerowych brodaczy łaskoczących publiczność po jelitach niskimi basami, grupa kolorowych wariatów z Izraela wyglądała i brzmiała jak przybysze z innej planety. Zarówno okładka jak i muzyczna zawartość nowej EP-ki kwartetu z Tel Awiwu tylko potęgują te odczucia z pierwszych kontaktów z grupą.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

His Masters Voice - The Devil's Blues - s/t [2017]



O tym, że australijska scena rockowa – zwłaszcza rejony stonerowe, doomowe i psychodeliczne – ma się świetnie, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Na blogu wielokrotnie opisywałem płyty zespołów z tamtego rejonu świata i trzeba przyznać, że tamtejsi muzycy znaleźli swoją niszę, w której starają się robić ciekawe rzeczy. Ale po sąsiedzku także nie próżnują. Grupa His Masters Voice – The Devil’s Blues (w dalszej części będę używał pierwszego członu) pochodzi z Nowej Zelandii. W 2014 roku wypuściła swoją pierwszą EP-kę zatytułowaną Possession. EP-ka numer dwa – Save My Soul – ukazała się w 2016 roku. Końcówka zeszłego roku to z jednej strony wydanie EP-ki numer trzy, z drugiej zaś pierwsze dłuższe wydawnictwo – His Masters Voice – The Devil’s Blues – będące zbiorem nagrań z dwóch pierwszych małych płyt.

sobota, 13 stycznia 2018

Pontiak - Dialectic of Ignorance [2017]



Dużo w ostatnich miesiącach mówiło się i pisało o trzech braciach o swojsko brzmiącym nazwisku Kiszka, którzy wraz z kumplem podbijają świat jako Greta Van Fleet. Historia muzyki zna sporo przypadków, gdy przynajmniej trójka rodzeństwa odnosiła spore sukcesy pod wspólnym szyldem – Bee Gees, Beach Boys, Jackson 5, a współcześnie choćby Anathema. Grupa Pontiak ze swoją muzyką do mainstreamu raczej nie ma szans się przebić, ale bracia Jennings, Van i Lain Carneyowie ze stanu Virginia od kilkunastu już lat grają naprawdę solidnego psychodelicznego stonera i mają już na koncie osiem albumów oraz kilka EP-ek. Najnowsza płyta tria – Dialectic of Ignorance – ukazała się wiosną 2017 roku i powinna zainteresować fanów lekko narkotycznych odlotów.

piątek, 12 stycznia 2018

Sundus Abdulghani & Trunk - Sundus Abdulghani & Trunk [2017]



Przyznam, że nie wiem wiele o formacji Sundus Abdulghani & Trunk poza tym, że są ze Szwecji, w ich składzie jest gitarzysta uwielbianego przeze mnie Gin Lady i że grają kapitalnego, oldschoolowego rocka. Zresztą czego innego spodziewać się po zespole, w którym gra muzyk Gin Lady? Tym razem sprawa jest o tyle inna niż we wspomnianej grupie, że głosem tej formacji jest pani – Sundus Abdulghani. Pani, która zdecydowanie śpiewać umie i brzmi niezwykle przyjemnie, co jest sporym ułatwieniem, gdyby ktoś na przykład chciał polubić twórczość tego zespołu. Ja chciałem i udało się nad wyraz szybko.

wtorek, 9 stycznia 2018

Three Seasons - Things Change [2017]



Na szwedzką formację Three Seasons trafiłem ładnych już kilka lat temu – w dużej mierze przypadkiem, choć nie do końca. W znalezieniu ich pomogły personalne „łączniki”. Tak to często bywa, że odkrywasz jakiś zespół, potem się okazuje, że ten zespół w przeszłości grał w zupełnie innym składzie, więc szukasz informacji o byłych muzykach i czasem trafiasz na nazwę ich obecnego bandu. Przy odrobinie szczęścia jest na czym zawiesić ucho. Sartez Faraj był przez jakiś czas wokalistą uwielbianej przeze mnie formacji Siena Root. Po rozstaniu z tą grupą obdarzony dość charakterystycznym, wysokim głosem wokalista założył trio Three Seasons. Przez jakiś czas panowie regularnie wydawali nowe albumy, jednak od czasu płyty numer trzy – wydanego w 2014 roku krążka zatytułowanego Grow – mijało coraz więcej czasu, a informacji o kolejnym krążku jakoś nie było. Sądziłem już nawet, że być może to koniec tego zespołu, ale kilka miesięcy temu zespół nieoczekiwanie obwieścił, że pracuje nad czwartym albumem. Płyta Things Change ukazała się pod koniec roku. Czy faktycznie – zgodnie z tytułem – zaszły jakieś zmiany? Jedna na pewno – na stanowisku perkusisty. A muzycznie? I tak, i nie.

czwartek, 4 stycznia 2018

Supersonic Blues Machine - Californisoul [2017]



Przyznam, że nazwa Supersonic Blues Machine nie mówiła mi kompletnie nic. Tym bardziej zdziwiony byłem, gdy zobaczyłem listę gości na drugim albumie tej formacji – wydanej pod koniec października płycie Californisoul. Sprawdziłem następnie, kto ukrywa się za tą przydługą nazwą, bo przecież było wiadomo, że na pewno nie jest to zespół złożony z nieznanych muzyków. No i szybko się wyjaśniło. Gitara i wokal – Lance Lopez, czyli dość znany, ceniony bluesrockowy wymiatacz ze sporym doświadczeniem. Bas – chyba najmniej rozpoznawalny w tym towarzystwie w naszym kraju włoski basista, organista i producent Fabrizio Grossi. Za perkusją zaś jeden z najbardziej cenionych „sesyjnych” w branży, Kenny Aronoff, który nagrywał i koncertował z takimi sławami jak Tony Iommi, Glenn Hughes, Chickenfoot, John Mellencamp, Jon Bon Jovi, Bob Dylan, Belinda Carlisle, John Fogerty czy Iggy Pop. Czyli skład zdecydowanie niegwiazdorski, ale na poziomie i ze znajomościami.