niedziela, 30 grudnia 2018

Still Corners - Slow Air [2018]


Nie da się ukryć, że pewnie grubo ponad 90 procent tekstów na tym blogu dotyczy płyt z szeroko pojętego rockowego poletka. Wszystko jedno czy jest to psychodelia, stoner, doom, hard, blues, czy progresja – wspólnym elementem zdecydowanej większości albumów jest rockowe instrumentarium i takie też brzmienie, choć oczywiście poszczególni wykonawcy często w tej rockowej szufladce mimo wszystko są dość daleko od siebie. Ale od czasu do czasu jakaś płyta spoza tej szufladki spodoba mi się na tyle, że trafia do szerokiej czołówki mojego zestawienia ulubionych krążków danego roku, a wtedy to już w zasadzie nie ma wyjścia – musi pojawić się także na blogu. Tak jest z albumem Slow Air grupy Still Corners.

Slow Air to czwarta duża płyta duetu z Londynu, który powstał w 2007 roku. Przyciągnęła mnie do niej ciekawa okładka i opis znaleziony przypadkiem na jednej ze stron. Ze mną i muzyką najczęściej określaną jako dream pop jest tak, że mogę przesłuchać kilkadziesiąt płyt teoretycznie brzmiących podobnie i oferujących zbliżony klimat – większość nie zrobi na mnie żadnego wrażenia i szybko o nich zapomnę, a kilka z niezrozumiałych dla mnie samego powodów zostanie ze mną i będę do nich wracał często i chętnie. Tak jest właśnie z tym albumem. To 40 minut fantastycznego, lekkiego grania właśnie w takim mocno onirycznym klimacie. Grania bardzo przyjemnego, trochę tajemniczego, niezwykle melodyjnego. Zespół tworzą obdarzona idealnie nadającym się do takich klimatów, nieco „baśniowym” głosem wokalistka Tessa Murray oraz multiinstrumentalista i producent Greg Hughes. Na koncertach towarzyszą im inni muzycy, ale studyjnie za materiał Still Corners odpowiada właśnie ta dwójka.

Czuć w tym wszystkim nieco ducha ścieżki dźwiękowej do Twin Peaks, tak w kwestii wokalu, jak i muzyki, choć mniej tu na pewno mroku i niepokoju. Sporo też odniesień do brzmień lat 80. Na przykład Black Lagoon pożycza sobie całkiem sporo ze Smalltown Boy i nie jest to jedyny moment, kiedy do głowy przychodzi mi jakiś wielki hit właśnie ze wspomnianej dekady. Na płycie znajdziemy zarówno mocno senne, ale piękne, spokojne numery jak Sad Movies czy Welcome to Slow Air, jak i rzeczy nieco bardziej dynamiczne jak Fade Out, The Message czy wspomniane już wcześniej Black Lagoon. Balans jest dobrze wyważony i tworzy niezwykle przyjemną całość – jednocześnie lekką i łatwostrawną, ale też nie wpadającą w banał. Dream pop, synthwave i lata 80. łączą się tu niezwykle udanie z lekką psychodelią i klimatami filmowymi.

Slow Air to dowód na to, że nawet fan rocka i gitarowo-organowych brzmień może znaleźć sporo dla siebie poza tą strefą rockowego komfortu. To płyta, która idealnie sprawdza się podczas wieczorno-nocnych spacerów po mieście (potwierdzone na sobie), ale także choćby jako tło dla lektury (także potwierdzone na sobie). To po prostu cholernie dobra płyta.


1. In the Middle of the Night (3:39)
2. The Message (4:52)
3. Sad Movies (4:04)
4. Welcome to Slow Air (5:37)
5. Black Lagoon (5:33)
6. Dreamlands (4:24)
7. Whisper (3:21)
8. Fade Out (2:27)
9. The Photograph (3:40)
10. Long Goodbyes (3:01)



--
Zapraszam na prowadzone przeze mnie audycje Lepszy Punkt Słyszenia oraz Purple FM w radiu Rock Serwis FM w każdy piątek o 21 i sobotę o 19
http://rockserwis.fm
http://facebook.com/lepszypunktslyszenia - profil audycji
http://facebook.com/groups/rockserwisfm - tu można porozmawiać ze mną oraz z innymi słuchaczami w trakcie audycji

2 komentarze:

  1. A czymże jest to rockowe instrumentarium i takie też brzmienie? ;) Muzyka rockowa ma tak wiele różnych odmian, że brzmienie z jednego stylu czasem nie ma żadnych cech wspólnych z innym stylem. A instrumentarium też jest bardzo różne, czasem skromne, czasem bardzo bogate. Są nawet zespoły, które nie używają gitary, gitary basowej lub - rzadko - perkusji. Poza tym, instrumenty te nie są zarezerwowane wyłącznie dla rocka, pojawiają się w praktycznie każdym gatunku. Dlatego nie uważam, żeby istniało coś takiego, jak rockowe brzmienie czy instrumentarium.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy istnieje coś takiego jak kolor Afrykanów?
    Czarny nie jest zarezerwowany wyłącznie dla Afryki, pojawia się praktycznie na każdym kontynencie,
    Ale co myślimy mówiąc Afryka? Ja, że tam mieszkają przeważnie czarni.
    Ale dziś w moim prymitywnym i schematycznym postrzeganiu zasiano ziarno niepewności. A co jeśli się mylę, i tam owszem, czarny bywa, ale dominuje żółć…?

    OdpowiedzUsuń