piątek, 17 maja 2019

Whitesnake - Flesh & Blood [2019]


Latka lecą i aktywność studyjna Davida Coverdale’a, jednego z moich absolutnie najbardziej ulubionych wokalistów w historii rocka, drastycznie spada. Zupełnie jak jego forma wokalna… Cholera, miałem się powstrzymywać jak najdłużej od złośliwości, a tu pierwsza już w drugim zdaniu… No nic. David jaki jest każdy słyszy. Po dawnej głębi głosu, którą czarował w czasach Deep Purple, na pierwszych płytach Whitesnake czy nawet jeszcze na magicznej koncertówce Starkers in Tokyo, nie ma śladu. Jest jakaś taka dziwna szorstkość i mocno siłowe śpiewanie. Ale wciąż nie ma zamiaru się poddawać i jednak od czasu do czasu wypuszcza coś nowego ze swoimi pracownikami występującymi jako Whitesnake. O płycie auto-coverowej z utworami Deep Purple lepiej sobie nie przypominać, bo niewiele tam się udało. Własny materiał to jednak zawsze nieco inna bajka. Lubię ostatnią autorską płytę Whitesnake – Forevermore. Absolutnie nie zamierzam twierdzić, że zbliża się do poziomu albumów tego prawdziwego Whitesnake z pierwszej połowy lat 80., ale wracam do niej o wiele częściej niż do takiego Slip of the Tongue. Ale mimo wszystko miałem nie najlepsze przeczucia co do Flesh & Blood. Sytuacji nie poprawiały pierwsze single. W końcu płyta wyszła i… no cóż… przeczucia mnie nie zawiodły.

środa, 15 maja 2019

Märvel - Guilty Pleasures [2019]

Märvel to założone w 2002 roku szwedzkie trio, które jednak – jeśli ufać wszechwiedzącym internetom – powstało w Stanach Zjednoczonych. Mają na koncie pięć płyt i kilka EP-ek, a niedawno wpadli na pomysł nagrania kilku lubianych przez siebie mniej lub bardziej znanych numerów i wydania ich na płycie. Tak powstał album Guilty Pleasures, na którym grupa łojąca niezwykle przyjemne, czerpiące dość mocno z lat 80. hard n’ heavy, dokłada solidnie do pieca, prezentując swoje własne zwariowane nieraz spojrzenie na te często już mocno wiekowe i nie zawsze rockowe kompozycje. Jak wyszło? Jak to zwykle bywa z płytami coverowymi. Puryści będą oburzeni niektórymi wersjami klasyków, ale ci, którzy są nieco bardziej otwarci na całą koncepcję przerabiania cudzych utworów po swojemu i w dodatku na hardrockowo-heavymetalową modłę, zdecydowanie powinni znaleźć tu coś dla siebie.

poniedziałek, 13 maja 2019

Pristine - Road Back to Ruin [2019]


Road Back to Ruin to już piąty studyjny krążek w dorobku norweskiego zespołu Pristine. Poznałem ich dwie płyty temu i muszę przyznać, że formacja z Tromsø na razie nie dała mi żadnych podstaw do wątpienia w nią. Poziom w studiu utrzymują naprawdę wysoki, na koncertach prezentują się świetnie, o czym można się było przekonać w naszym kraju niespełna dwa lata temu. To po prostu bardzo solidna firma. Najnowszy album w pełni to potwierdza.

wtorek, 7 maja 2019

No Man's Valley - Outside the Dream [2019]


Dymiące kominy, skały, droga, ośmiornice, ryby, oko, planeta mknąca ku zagładzie, ocean… czego nie ma na okładce tej płyty? Przyznam, że gdy ją zobaczyłem, pierwsze wrażenie było mocno średnie. Czułem, że po prostu jest na niej za dużo wszystkiego i bałem się, że podobnie będzie muzycznie. I nagle po rozpoczęciu pierwszego odsłuchu wielka ulga – muzyka jest kapitalna! Tak wyglądały pierwsze chwile mojej znajomości z twórczością holenderskiej formacji No Man’s Valley. Album Outside the Dream porwał mnie od pierwszego odsłuchu i szturmem wszedł do ścisłej czołówki moich ulubionych płyt 2019 roku.

czwartek, 2 maja 2019

On the Raw - Climbing the Air [2019]


Katalońska formacja On the Raw wychodzi nieco poza obszar, którym najczęściej zajmuję się na tym blogu. Zespół istnieje od 2015 roku i 1 marca wydal swój drugi album – Climbing the Air. Muzyka grupy w niektórych miejscach wszechinternetów bardzo ogólnie określana jest jako rock progresywny, co według mnie jest w ich przypadku pojęciem mocno mylącym, bo w mojej opinii znacznie więcej jest tu elementów jazzu czy fusion niż klasycznego rocka progresywnego. To zresztą znajdziemy na profilach samego zespołu w mediach społecznościowych. Nie to, żeby zespoły zawsze najlepiej wiedziały, co grają, ale w tym przypadku można muzykom zaufać. Jest to jednak jednocześnie muzyka na tyle od klasycznego jazzu czy nawet fusion odbiegająca, że może zainteresować słuchaczy szeroko pojętego rocka.

sobota, 20 kwietnia 2019

Crypt Trip - Haze County [2019]

Pochodzącą z Dallas formację Crypt Trip poznałem przy okazji wydanej na początku zeszłego roku płyty Rootstock. Spodobało mi się ich luzackie granie czerpiące śmiało z bogatego dorobku amerykańskiego rocka. To był ich drugi album. Na trzeci nie musieliśmy czekać zbyt długo. Płyta Haze County wyszła w marcu i niespodzianek w brzmieniu i muzycznym kierunku obranym przez zespół nie przynosi, przynosi za to po raz kolejny trzydzieści kilka minut bardzo przyjemnego klimatu muzycznego.

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Marillion Weekend 2019 - Łódź [Wytwórnia], 12-14 IV 2019 [galeria zdjęć]

Po raz drugi w historii Marillion Weekend odbył się w Polsce i - podobnie jak dwa lata temu - przyciągnął do łódzkiej Wytwórni pokaźną liczbę fanów przede wszystkim z zagranicy, choć nie brakowało oczywiście osób, które przyjechały z różnych zakątków naszego kraju. Tradycyjnie też zespół zaprezentował trzy kompletnie różne koncertowe sety, w trakcie których nie powtórzyła się ani jedna kompozycja. W związku z trzydziestoleciem dołączenia do grupy wokalisty Steve'a Hogartha formacja zagrała przekrojowy set podsumowujący dokonania właśnie ostatnich 30 lat. Pierwszego dnia przed Marillion zagrał ze swoim solowym zespołem pianista iamthemorning Gleb Kolyadin, drugiego dnia przed gwiazdą wystąpiła lubiana u nas norweska formacja Gazpacho, zaś ostatniego dnia zamiast supportu na scenie pojawili się muzycy Marillion, którzy przez kilkadziesiąt minut opowiadali o sobie i odpowiadali na pytania nadsyłane wcześniej przez swoich fanów. Atmosfera była tradycyjnie rodzinno-rozrywkowa, a jak pokazała rockoteka, która odbyła się po sobotnich koncertach, fani Marillion są w stanie bawić się przy bardzo różnej muzyce, także przy klasykach ery disco.

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Sweven - Red Giant to White Dwarf [2019]


Sweven to francuski kwintet, o którym mieliście wszelkie prawo do tej pory nie słyszeć, bo powstali trzy lata temu, niedawno ukazała się dopiero ich pierwsza płyta, a w dodatku jest to zespół na razie mocno anonimowy (choć muszę zaznaczyć, ze wszyscy instrumentaliści grali wcześniej razem w innej formacji i wydali z nią dwie płyty, nie są to zatem kompletni debiutanci). Dość powiedzieć, że na Facebooku polubiło ich jak na razie niecałe 400 osób, co w obecnych czasach jest pewnym wyznacznikiem popularności lub jej braku. Próżno szukać o nich wzmianki na RateYourMusic czy Discogs, a wspomniany profil na FB oferuje informacje jedynie w języku francuskim. To wszystko tworzy wrażenie, że zespół jest mocno niszowy i znany niezwykle wąskiej grupie słuchaczy. Tyle że oczywiście nijak się to ma do jakości muzycznej. Ba, pójdę dalej – stosunek liczby polubień do muzycznej jakości debiutanckiej płyty tego zespołu to jedna z największych niesprawiedliwości w świecie muzyki w 2019 roku. Trafiłem na nich zupełnie przypadkowo, naprowadzony przez jednego z czytelników tego bloga, za co jestem mu niesamowicie wdzięczny, bo z pełną odpowiedzialnością i przekonaniem stwierdzam, że to jedna z najlepszych płyt, jakie ukazały się i jeszcze ukażą w 2019 roku.

środa, 3 kwietnia 2019

The Last Internationale - Soul on Fire [2019]


The Last Internationale to grupa z Nowego Jorku, która zadebiutowała dobrą dekadę temu i zdążyła już wypuścić kilka interesujących wydawnictw, choć mam wrażenie, że pewien rozpęd, który był udziałem zespołu, gdy dołączył do niego Brad Wilk z Rage Against the Machine, a potem udało się dostać jako support na trasy kilku legend rocka, jakoś stracił w ostatnim czasie na mocy. Zastanawiałem się nawet, czy to aby nie koniec zespołu. Tak to jakoś jest ostatnimi czasy, że te nowe, wyskakujące z różnych miejsc dwu i trzyosobowe formacje grające nowoczesną wersją garażowego rocka, często pojawiają się nagle i równie nagle znikają po jednej czy dwóch płytach. Na szczęście The Last Internationale nie zniknęli. Duet Delili Paz (wokale, bas, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe) i Edgeya Piresa (gitara) – tym razem wspomagany przez Joeya Castillo (większość płyty) i Claudia Tavaresa (trzy utwory) na perkusji – powrócił bardzo udanie albumem Soul on Fire, na którym znajdziemy dziesięć raczej niezbyt skomplikowanych, ale bardzo przyjemnych i wpadających w ucho, przeważnie niezwykle dynamicznych i efektownych rockowych numerów.

niedziela, 31 marca 2019

Lion Shepherd - III [2019]


Gdy w 2015 roku zespół Lion Shepherd – formacja stworzona niejako na gruzach grupy Maqama – wydawał swój debiutancki album, narobił sporo zamieszania na rodzimej scenie rockowej. O płycie Hiraeth szybko zrobiło się głośno, bo zespół proponował muzycznie coś, czego za dużo w polskim rocku nie ma – znakomite połączenie mocy i intensywności z wplecionymi niezwykle sprawnie elementami muzyki bliskowschodniej. I być może niemal cztery lata później, przy okazji trzeciego studyjnego krążka formacji, takie połączenie już nie zaskakuje, ale w niczym nie traci na jakości. III – bo taki tytuł nosi album – to także w pewnym sensie świeży start, bo po raz pierwszy do wokalisty Kamila Haidara i gitarzysty Mateusza Owczarka dołączył trzeci stały muzyk formacji – perkusista Maciej Gołyźniak.

piątek, 22 marca 2019

J.D. Simo - Off at 11 [2019]


Po kilku świetnych płytach wydanych pod szyldem Simo, wokalista i gitarzysta tej formacji – J.D. Simo – postanowił wypuścić album solowy. Może to wyglądać nieco dziwnie, wszak zespół też przecież firmował własnym nazwiskiem, ale może tym razem, po rozwiązaniu tria, potrzebował podkreślić jeszcze bardziej, że te kompozycje to jego osobiste dzieło? Choć w sumie autorstwo poszczególnych numerów tej tezy nie potwierdza. Przyznam, że nie do końca wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Grunt, że muzyczny klimat w zasadzie się nie zmienił, nie zmieniła się też stale wysoka jakość kompozycji i ich wykonania, a to w tym wszystkim najważniejsze. Nagrany w nowym, własnym studiu w Nashville album Off at 11 to zatem oficjalnie pierwszy prawdziwie solowy studyjny krążek amerykańskiego muzyka.

piątek, 15 marca 2019

Siena Root - Piekary Śląskie [Andaluzja], 14 III 2019 [galeria zdjęć]

Pomieszczenie przypominające świetlicę szkolną to chyba ostatnie miejsce, gdzie spodziewałbym się zobaczyć zespół Siena Root. A jednak właśnie w takim miejscu - w OK Andaluzja w Piekarach Śląskich - grupa zainaugurowała swoją trzecią wizytę w Polsce. Niby blisko chorzowskiej Leśniczówki, w której grali dwukrotnie w ostatnich dwóch latach, a jakże daleko jeśli chodzi o klimat miejsca. Ale dobre zespoły poznać można na przykład po tym, że wszędzie zaprezentują się świetnie. Nawet na świetlicy. Poznać można je też po tym, że potrafią błyskawicznie przystosować się do sytuacji awaryjnych. W połowie jednej z kompozycji padła część zasilania - scena pogrążyła się w ciemnościach, straciliśmy też nagle część mocy odsłuchowej. Wystarczyły jedno czy dwa szybkie spojrzenia i gesty pomiędzy muzykami i nagle w środku utworu dostaliśmy solo na perkusji, które szybko przerodziło się w improwizację muzyków szwedzkiej grupy. Równie gładko poszło, gdy po kilku minutach w trakcie tego samego utworu moc wróciła. Gdybyśmy słuchali bootlegu audio z tego koncertu, osoba, która na występie nie była, nie zauważyłaby nawet, że cokolwiek się stało. Chyba że po entuzjastycznej reakcji publiczności, która doceniła ten nagły zwrot akcji i sposób, w jaki artyści wyszli z opresji. Takie sytuacje pokazują, czy na scenie mamy prawdziwych muzyków, czy chałturników jadących po tych samych wyuczonych schematach.

czwartek, 14 marca 2019

Dream Theater - Distance Over Time [2019]


The Astonishing to pierwsza płyta Dream Theater, której nie kupiłem. To dość stanowczy krok dla kogoś, kto do tej pory kupował wszystkie albumy studyjne i koncertowe oraz większość oficjalnych bootlegów grupy, a jednocześnie cierpi na ten rodzaj zbieractwa, przy którym brak jednej czy dwóch płyt w dużej kolekcji jest nie do zniesienia niczym niedomknięta szuflada albo firanka zaczepiona o kwiatek (ups, przy okazji wydało się też inne moje dziwactwo…). A jednak The Astonishing nie kupiłem. Ani wtedy, ani przez kolejne trzy lata. To było zbyt wiele. Potrafiłem odnaleźć ciekawe rzeczy na dwóch pierwszych płytach po odejściu Mike’a Portnoya, choć nie zachwycały mnie jako całość. Niestety The Astonishing było kilkoma krokami za daleko. Postawiłem na tym zespole krzyżyk. Na premierę Distance Over Time – pierwszej płyty Dream Theater od trzech lat – nie czekałem wcale. Nie ekscytowałem się, nie wypatrywałem dat i pierwszych szczegółów. Kompletny brak zainteresowania. I może dlatego – wobec całkowitego braku oczekiwań – jestem na niej w stanie znaleźć pewne pozytywy, co nie miało miejsca przy poprzedniczce.

wtorek, 12 marca 2019

Motorpsycho - The Crucible [2019]


Grupa Motorpsycho to jeden z tych zespołów, które ciągle ewoluują. Trudno znaleźć dwie płyty tej formacji, które byłyby do siebie jakoś bardzo podobne. Nic więc dziwnego, że na The Crucible nie zdecydowali się na powtórzenie formuły z The Tower i to mimo tego, że klimat okładki (ten sam autor) oraz ogólne brzmienie do poprzedniczki nawiązują. Słychać od razu, że to ten sam zespół, co na ostatniej płycie, tyle że tam mieliśmy około 80 minut muzyki podzielonej na dwie dość mocno poszatkowane na mniejsze fragmenty płyty, tymczasem tu mamy ledwie 40 minut dźwięków podzielonych na zaledwie trzy bardzo rozbudowane numery. Czyli niby brzmienie od The Tower specjalnie się nie zmieniło, ale już odbiór krążka i samo podejście do niego na pewno muszą być inne.

niedziela, 10 marca 2019

Spidergawd - V [2019]


Spidergawd to rockowy kwartet z Norwegii, który do niedawna łączyły mocne personalne więzy z chyba jednak bardziej znaną u nas formacją Motorpsycho. Więzy te już od jakiegoś czasu nie istnieją wobec zmian w składach obu zespołów, ale nie oznacza to absolutnie, że nagle którakolwiek z tych grup ucierpiała na tym muzycznie. Obie wydały w pierwszych miesiącach tego roku nowe płyty. Motorpsycho – o czym już niedługo – skupili się tym razem na długich formach i budowaniu klimatu, Spidergawd robią zaś to, co lubią najbardziej. Kopią rockowe odwłoki wysokooktanowym, dynamicznym, gęstym, ale jednocześnie cholernie przebojowym hard rockiem, łączącym klimat lat 70. z latami 90.

środa, 6 marca 2019

The Claypool Lennon Delirium - South of Reality [2019]


Les Claypool to jeden z największych kosmitów w świecie rocka, ale też niewątpliwie jeden z najbardziej cenionych w branży basistów. Znany przede wszystkim jako właśnie basista i wokalista eksperymentalnej grupy Primus, która w swojej muzyce łączy elementy rocka progresywnego, funku, rocka alternatywnego czy muzyki awangardowej. Swego czasu nie wybrany na następcę Cliffa Burtona w Metallice, bo był wedle samych muzyków grupy „za dobry”, ma na koncie współpracę z takimi artystami jak Tom Waits, Alex Lifeson, Jerry Cantrell, Adrian Belew czy Gov’t Mule. No i z Metalliką, bo przecież pojawił się jako jeden z przyjaciół grupy w coverze Tuesday’s Gone. Sean Lennon, z tych Lennonów… Urodzony w 1975 roku syn Johna Lennona i Yoko Ono to muzyk, kompozytor, autor muzyki filmowej, producent i aktor. Ma na koncie m.in. występ w filmie Moonwalker, dwa albumy solowe, był też członkiem reaktywowanej w XXI wieku grupy Plastik Ono Band, dowodzonej przez jego matkę. Na szczęście talent muzyczny odziedziczył zdecydowanie po ojcu, podobnie zresztą jak głos. Od 2015 roku ci dwaj panowie tworzą wspólnie grupę The Claypool Lennon Delirium. W 2016 roku wydali pierwszą płytę, w 2017 roku wypuścili Ep-kę z coverami, na której znalazły się m.in. nagrania Pink Floyd, The Who i King Crimson, zaś pod koniec lutego ukazał się drugi duży album formacji, zatytułowany South of Reality.

wtorek, 5 marca 2019

Reignwolf - Hear Me Out [2019]


Reignwolf to ciekawe zjawisko na scenie muzycznej. Projekt, który w zasadzie niczego jeszcze wielkiego nie dokonał, nie dał jakichś poważniejszych podstaw do tego, żeby wyczekiwać pierwszego oficjalnego wydawnictwa z niecierpliwością i ekscytacją, ale… no cóż, tak w pewnym sensie właśnie było. Formacja była obecna w świadomości słuchaczy już od ładnych kilku lat, zaliczyła trasę z Black Sabbath, wypuściła parę singli, pojawiała się na YouTube przy okazji różnych sesji muzycznych dla stacji radiowych, generalnie robiła wokół siebie sporo zamieszania, ale wciąż nie miała na koncie dużej płyty. To się właśnie zmieniło, choć… no nie do końca, bo krążek Hear Me Out trwa poniżej 30 minut. Technicznie jest więc według amerykańskich zasad EP-ką, a według brytyjskich pełnoprawnym albumem. I bądź tu mądry. To jednak tylko nie do końca istotne kwestie techniczne. Grunt, że zespół w końcu coś wydał. Ale chwila – czy to w ogóle jest zespół? Zaczyna boleć mnie głowa.

niedziela, 3 marca 2019

The Lunar Effect - Calm Before the Calm [2019]


The Lunar Effect to kwartet z Londynu. Okładka ich nowej płyty – pierwszego dużego wydawnictwa, bo do tej pory formacja mogła się pochwalić wydanymi niezależnie EP-kami – powinna zdradzać mniej więcej, w jakich muzycznych rejonach porusza się ten zespół. Choć gdy już włączymy samą płytę, okazuje się, że jednak być może zdradza mniej niż więcej… Co wcale nie jest złą wiadomością, bo efekt finalny jest znacznie ciekawszy, niż się spodziewałem.

poniedziałek, 25 lutego 2019

Caravan [support: Fren] - Warszawa [Progresja], 23 II 2019 [galeria zdjęć]

Zespół Caravan po raz pierwszy widziałem na żywo na małej scenie High Voltage Festival w Londynie, latem 2011 roku. Skład festiwalu był niezwykle mocny, ale udało się dotrzeć na występ legendy, którą jednak znałem w zasadzie jedynie z nazwy i ogólnego pojęcia o tym, jaki rodzaj muzyki zespół wykonuje. No cóż, nie będę kłamał, że przez te siedem i pół roku wiele się w tym temacie zmieniło. Rock progresywny nie jest gatunkiem, który w ostatnich latach jakoś mocno do mnie przemawia, a i poznawać ostatnio wolałem nowe zespoły, a nie te, które być może poznać należało już wieki temu. Więc po dziś dzień oprócz ogólnego zarysu historycznego i paru motywów z płyty In the Land of Grey and Pink nie mam o Caravan większej wiedzy. Postanowiłem jednak pojawić się w warszawskiej Progresji na jednym z dwóch polskich koncertów zespołu, bo... no cóż... legenda to legenda. Nawet w nieco przetrzebionym upływem czasu składzie.

sobota, 23 lutego 2019

Rival Sons [support: The Sheepdogs] - Warszawa [Stodoła], 21 II 2019 [relacja / galeria zdjęć]

Słabo to wyszło. Mam oczywiście na myśli to, że w czwartkowy wieczór fani świetnego rocka musieli wybierać między koncertem Uriah Heep w Progresji a Rival Sons w Stodole. Ja wiem, że od przybytku głowa nie boli, ale jednak dobrze byłoby mieć możliwość bycia na obu koncertach. No trudno. Oba stołeczne kluby wypełniły się w tym samym czasie w bardzo dużym stopniu. Podobno koncert Uriah Heep był świetny i ja w to wierzę, bo widziałem ten zespół na żywo tyle razy, że nie mam podstaw, by w takie opinie wątpić. Wiem na pewno, że niemal wyprzedany występ Rival Sons był absolutnie znakomity. Co do tego w zasadzie już przed koncertem też wątpliwości nie miałem, bo w Stodole widziałem ich na scenie po raz ósmy, ale nawet ja byłem nieco zaskoczony tym, jak bardzo mi się podobało. Jak bardzo podobało się chyba wszystkim w klubie. Lubię nową płytę zespołu, ale nie jestem jakimś jej wielkim entuzjastą. Marne raczej szanse, by ten krążek wdarł się do mojego top 3 w dyskografii Rival Sons, a przecież to właśnie nagrania z Feral Roots stanowiły podstawę setlisty w Warszawie. Usłyszeliśmy aż dziewięć z 11 kompozycji z płyty i większość zabrzmiała znakomicie. Too Bad wyrasta na mój ulubiony jak na razie utwór tego roku i warszawski koncert tylko to potwierdził. Moc w tym numerze jest niesamowita, podobnie jak i w granym do tej pory rzadziej, ale chyba już na stałe przebijającym się do setu Look Away. Ale podobne wrażenie zrobiło zagrane na bis Shooting Stars. Chóru gospel co prawda u nas nie było (pojawił się w Londynie), ale nic nie szkodzi - co trzeba, dośpiewaliśmy sobie sami, zresztą publiczność przez cały wieczór korzystała z głosów niezwykle często i entuzjastycznie. Nowe numery przeplatane były Rivalsowymi klasykami takimi jak Open My Eyes, Pressure and Time, Electric Man, Torture, Jordan czy Face of Light. Miłą niespodzianką było wplecenie w ten ostatni utwór kompozycji Sacred Tongue z wydanej osiem lat temu EP-ki. Całość tradycyjnie już zamknęło Keep on Swinging.

czwartek, 21 lutego 2019

The Sonic Dawn - Eclipse [2019]


Ani się obejrzeliśmy, a debiutująca jeszcze niedawno duńska formacja The Sonic Dawn wydaje swoją trzecią studyjną płytę. Polubiłem ich bardzo od pierwszego kontaktu z ich muzyką dwa czy trzy lata temu, bo to taki rodzaj niezwykle lekkiej, bezpretensjonalnej pop-rockowej psychodelii końca lat 60., który ja bardzo lubię. Trio jest wierne tej obranej na poprzednich płytach ścieżce i także w przypadku Eclipse mamy do czynienia właśnie z taką jak poprzednio muzyką podaną w podobnej dawce nieco powyżej 35 minut. Ponownie też grupę na instrumentach klawiszowych wspomaga Erik Petersson ze Siena Root. W zasadzie wszystko po staremu.

czwartek, 14 lutego 2019

Ouzo Bazooka - Transporter [2019]


Dwa lata temu, gdy poznawałem dopiero izraelską formację Ouzo Bazooka, grupa zaskoczyła mnie swoją muzyką – niezwykle lekką, bardzo melodyjną, przesiąkniętą wpływami klimatów śródziemnomorskich, orientalnych i arabskich. Dzisiaj – dwie płyty i dwa koncerty później – nie jest to już dla mnie żadną niespodzianką, ale jedno pozostaje niezmienne: wciąż odsłuch kolejnych albumów tego zespołu sprawia mi wiele frajdy. Dokładnie tak jest też w przypadku trzeciej dużej płyty Ouzo Bazooka zatytułowanej Transporter, którą zespół wydał w styczniu tego roku.

poniedziałek, 11 lutego 2019

The Sonic Dawn [support: Fren] - Warszawa [Chmury], 9 II 2019 [galeria zdjęć]

Duńska formacja The Sonic Dawn już od jakiegoś czasu należała do grona zespołów, które chciałem zobaczyć na żywo w naszym kraju. Przymiarki były już jakiś czas temu, jednak ostatecznie zespół przyjechał do nas dopiero  na początku 2019 roku. Trio przywiozło ze sobą swoją świeżą, trzecią płytę Eclipse, która ukazała się ledwie tydzień wcześniej. Wszystkie trzy płyty formacji to udane wydawnictwa, które śmiało nawiązują do stylistyki lekkiego psychodelicznego pop-rocka końca lat 60. Byłem ciekaw, jak się to przełoży na koncert. Przełożyło się naprawdę bardzo sympatycznie, tym bardziej, że zespół kilka razy pozwolił sobie na trochę dłuższe instrumentalne odloty, co bardzo dobrze zrobiło temu przeważnie dość prostemu w wersji studyjnej materiałowi. Choć chciałbym, żeby w półtoragodzinnym secie znalazło się trochę więcej miejsca na takie zabawy z psychodelią i może też dźwiękowymi orientalizmami, bo nie zawsze to, co sprawdza się przez 40 minut na płycie, będzie sprawdzało się przez 90 minut na scenie, ale ogólnie nie da się ukryć, że był to niezwykle udany debiut grupy przed polską publicznością. Publicznością niestety dużo mniej liczną, niż bym chciał, zwłaszcza we Wrocławiu. Na szczęście w Warszawie frekwencja dopisała nieco bardziej i w niewielkich, ale jednak pojemniejszych niż mogłoby się wydawać Chmurach, stawiło się na oko z 80 osób. Nie sądzę, żeby w tym gronie ktoś poczuł się zawiedziony koncertem, co zresztą potwierdza entuzjastyczne przyjęcie formacji, liczmy więc, że zespół wróci do nas szybko i z każdą kolejną wizytą będzie przyciągał na swoje występy stopniowo coraz więcej osób.

piątek, 8 lutego 2019

Steven Wilson - Łódź (Wytwórnia), 7 II 2019 [galeria zdjęć]

To już kolejna, choć wszystko wskazuje na to, że ostatnia wizyta Stevena Wilsona w Polsce w ramach trasy promującej album To the Bone. Wielu obawiało się, że po raz kolejny dostaniemy to samo show, ale okazało się, że Wilson jest doskonale świadom tego, że nie można zanudzać nawet najbardziej wiernych słuchaczy. Choć na początku tego odcinka trasy wydawało się, że faktycznie zmieni się niewiele, każdy kolejny koncert przynosił kolejne ciekawostki w secie. Ten łódzki był w ostatnim czasie jednym z dłuższych i w opinii wielu fanów także zdecydowanie jednym z najlepszych. Steven i jego znakomity zespół wykonali aż 21 kompozycji, wśród których oczywiście znalazło się miejsce na materiał z ostatniej solowej płyty muzyka, ale także choćby na przyjmowane entuzjastycznie The Sound of Muzak, Lazarus czy Sleep Together z repertuaru Porcupine Tree oraz Blackfield z dorobku grupy Blackfield. Największym zaskoczeniem było jednak chyba Porcupine'owe Sentimental, niesłyszane już na żywo od bardzo dawna - tu wykonane jedynie przez Wilsona i pianistę Adama Holzmana.

piątek, 1 lutego 2019

Rival Sons - Feral Roots [2019]


Inaugurowałem istnienie tego bloga tekstem o płycie Great Western Valkyrie – moim ulubionym albumie Rival Sons i wciąż najlepszej według mnie płycie wydanej w XXI wieku. Właściwie to chęć podzielenia się entuzjazmem związanym z tamtym wydawnictwem była jednym z powodów, że dałem się w końcu namówić na założenie bloga, choć broniłem się przed takim krokiem ładnych kilka lat. Dzisiaj, cztery i pół roku oraz dwie płyty Rival Sons później, przerywam blogową hibernację dla najnowszego albumu jednego z moich dwóch ulubionych obecnie zespołów na scenie rockowej.