Kolejna edycja Ino-Rock Festival za nami. Pierwszy raz od roku wyjąłem aparat z plecaka. No dobrze, jeżdżę z nim na wycieczki, ale jeśli chodzi o koncerty, od zeszłorocznego Ino-Rocka nie miałem okazji działać. Miło było do fosy wrócić, choć coraz mniej osób tam rozpoznaję. Skład festiwalowy jak zwykle międzynarodowy. Na początek dwa klimatyczne występy polskich formacji - młodzieży z Sad Smiles i dużo bardziej doświadczonej ekipy Hedone - następnie Francuzi z Kwoon, dla wielu najlepszy występ tej edycji, okraszony dodatkowo pojawieniem się na scenie dzieci muzyków zespołu. A potem już brytyjsko-portugalski spadkobierca Anathemy, czyli Weather Systems, oraz Midge Ure - być może największe nazwisko, jakie pojawiło się kiedykolwiek na ino-rockowej scenie. Ta edycja zapewniła zatem słuchaczom zarówno elementy progrockowe, jak i trochę elektroniki i grania syntezatorowego, naleciałości punkrockowych, ale też nieco popowych przebojów z lat 80.
