Świadomie podjęta decyzja o
ograniczeniu pisania na blogu nie zbiegła się z podobną, dotyczącą odsłuchu
nowej muzyki, w efekcie czego w tym roku „przerobiłem” chyba rekordową liczbę
już w tej chwili pewnie grubo ponad dwustu płyt, lecz na bloga trafił zaledwie
niewielki procent tego materiału i jeszcze nigdy zespoły wydające nową muzykę
nie miały na tym blogu tak małych szans na pojawienie się ze swoją nową muzyką.
Hollow Drifter to jeden z zespołów w wiecznym zawieszeniu w tym kontekście.
Płyta spodobała mi się od pierwszego odsłuchu, jakoś w lipcu albo sierpniu, ale
cały czas nie byłem pewny, czy na tyle, żebym o niej pisał. A gdy już
wymyśliłem, że chyba faktycznie napisać by należało, to co chwilę ktoś inny
wskakiwał do kolejki i spychał Holendrów na dalsze miejsca. W końcu jednak
postanowiłem, że trzeba podjąć ostateczną decyzję. Włączyłem ten album jeszcze
raz – wóz albo przewóz. Albo napiszę teraz, albo wcale. Wyszło, że teraz.
