Zdziwiłem się nieco, gdy przeczytałem, że Buffalo Summer
to walijska formacja. Brzmią dość amerykańsko. To melodyjna, chwytliwa muzyka,
mocno ukorzeniona w klasycznych, rockowych brzmieniach, ale podana w sposób tak
przystępny, że z powodzeniem mogłaby się pojawiać w mainstreamowych stacjach
rockowych obok takich zespołów jak Alter Bridge, przez co zakładałem, że muszą
być ze Stanów. No to mnie zaskoczyli na początek. Mieli na koncie dwie płyty
wydane w 2013 i 2016 roku. W tym wyszła trzecia – Desolation Blue – ozdobiona
bardzo przyjemną, klimatyczną okładką. Być może jest ona przyczyną kolejnego,
niewielkiego zaskoczenia, bo spodziewałem się chyba czegoś mrocznego, ponurego,
może nieco przytłaczającego, a jednocześnie nawiązującego do dark folku czy
może post-rocka (niekoniecznie do obu jednocześnie, bo to mogłoby być trudne).
A tymczasem, jak już pisałem, jest melodyjnie, dość prosto, bez wielkich
kombinacji, ale bardzo przyjemnie.
