Swoje 35-lecie zespół Quidam celebruje bardzo godnie - ukazały się oficjalne bootlegi z archiwalnymi koncertami, grupa nagrała także garść starszych kompozycji w zupełnie nowych wersjach, pojechała także w krótką trasę w poszerzonym składzie. Na scenie obok muzyków, którzy w zeszłym roku po 11 latach reaktywowali formację, pojawia się Emilia Nazaruk - wokalistka znana z pierwszych kilku płyt Quidam, która odeszła z zespołu w 2003 roku - a także Colin Bass, bardzo lubiany u nas muzyk zespołu Camel, którego z grupą Quidam łączy długa historia.
sobota, 17 października 2026
niedziela, 6 września 2026
Ino-Rock Festival - 29 VIII 2026 [galeria zdjęć]
Kolejna edycja Ino-Rock Festival za nami. Pierwszy raz od roku wyjąłem aparat z plecaka. No dobrze, jeżdżę z nim na wycieczki, ale jeśli chodzi o koncerty, od zeszłorocznego Ino-Rocka nie miałem okazji działać. Miło było do fosy wrócić, choć coraz mniej osób tam rozpoznaję. Skład festiwalowy jak zwykle międzynarodowy. Na początek dwa klimatyczne występy polskich formacji - młodzieży z Sad Smiles i dużo bardziej doświadczonej ekipy Hedone - następnie Francuzi z Kwoon, dla wielu najlepszy występ tej edycji, okraszony dodatkowo pojawieniem się na scenie dzieci muzyków zespołu. A potem już brytyjsko-portugalski spadkobierca Anathemy, czyli Weather Systems, oraz Midge Ure - być może największe nazwisko, jakie pojawiło się kiedykolwiek na ino-rockowej scenie. Ta edycja zapewniła zatem słuchaczom zarówno elementy progrockowe, jak i trochę elektroniki i grania syntezatorowego, naleciałości punkrockowych, ale też nieco popowych przebojów z lat 80.
Etykiety:
2026,
anathema,
festiwal,
foto,
galeria zdjęć,
hedone,
ino-rock festival,
inowrocław,
kwoon,
midge ure,
sad smiles,
ultravox,
visage,
weather systems,
zdjęcia
wtorek, 25 sierpnia 2026
Flea - Honora [2026]
Fanom Red Hot Chili Peppers pisać
tego nie trzeba, ale zakładam, że jednak nie wszyscy na świecie znają na wylot
historię tego zespołu oraz życiorysy jego członków. Napiszę zatem: Flea to nie
tylko szalony basista wyginający się na scenie często w stroju mocno
niekompletnym, sprawiający wrażenie, jakby właśnie pierwszy raz wypuszczono go
z domu do ludzi, zakochany w funk-rockowym szaleństwie. Flea to także człowiek,
który potrzebuje bliskiego kontaktu z naturą, trębacz i fan jazzu. Można
odnieść wrażenie, że to dwie zupełnie różne osoby zamknięte w jednym,
niespecjalnie wielkim ciele. A jednak jakoś się tam mieszczą. To drugie oblicze
australijskiego basisty było do tej pory mocno w cieniu pierwszego, ale w końcu
przedarło się na powierzchnię, a efektem tych wysiłków jest wydany w tym roku
pierwszy solowy album muzyka – Honora.
poniedziałek, 6 lipca 2026
Onségen Ensemble - A Tale [2026]
Niełatwo w obecnych czasach
wyłowić na rynku wydawnictw muzycznych prawdziwą perełkę. Z jednej strony komercyjne
media zupełnie tego nie ułatwiają, rzucając w nas zazwyczaj chłamem, z drugiej zaś
strony internet ułatwił nam dostęp do wszystkiego, przez co bez trudu możemy
słuchać kilkuset nowych płyt rocznie, a i tak zaledwie nadgryziemy temat w
interesującym nas gatunku. Słuchamy masy nowych rzeczy, często bardzo dobrych,
ale i tak nie ma szans, by nie przegapić czegoś naprawdę znakomitego. Bywa
nawet i tak, że trafi się na taki wyjątkowy zespół, ale brak czasu, by naprawdę
skupić się na jego muzyce, i to wszystko gdzieś umyka. Tym bardziej cenię sobie
to, że kiedyś jednak moje oko i ucho zatrzymało się na dłużej na płycie
fińskiego muzycznego kolektywu Onségen
Ensemble, bo po latach mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że to jeden z
moich ulubionych zespołów XXI wieku. Nowa płyta jest tego znakomitym
potwierdzeniem.
czwartek, 21 maja 2026
The Claypool Lennon Delirium - The Great Parrot-Ox and the Golden Egg of Empathy [2026]
Aż siedem lat Les Claypool i Sean
Lennon kazali czekać swoim fanom na swój nowy, trzeci album studyjny. Czekanie
było tym większą udręką, że płyta druga, South of Reality, jest
absolutnie kapitalna i wygrała w moim rankingu ulubionych płyt 2019 roku. Oczywiście
jest całe mnóstwo zespołów, które umilały mi muzycznie życie w międzyczasie,
więc na niedobór świetnej muzyki narzekać nie mogłem, ale The Claypool Lennon
Delirium to jeden z tych wyjątkowych zespołów ostatnich lat, a w dodatku nowy
album był pierwszym, na który tak naprawdę czekałem, bo choć płytę South of
Reality poznałem w zasadzie w momencie, kiedy się ukazała, poprzednich
dokonań formacji (płyty i EP-ki) wcześniej nie znałem i dopiero po tym, jak okazało
się, że album numer dwa to mistrzostwo świata i okolic, nadrabiałem zaległości.
Tym razem oczekiwania z mojej strony musiały być siłą rzeczy naprawdę spore,
ale już wydane przed całością single uspokoiły mnie, że żadnej wpadki nie
będzie.
czwartek, 26 marca 2026
Gjenferd - Black Smoke Rising [2026]
Choć formacja Gjenferd zadebiutowała
niespełna dwa lata temu, nie mamy tu do czynienia z początkującymi muzykami.
Panowie – jak to często w Skandynawii bywa – pojawiali się już w przeszłości (a
nawet i obecnie) w składach różnych formacji, a najbardziej znaną fanom
klimatów retro jest pewnie Kryptograf. Debiut Norwegów pod szyldem Gjenferd trochę
mi umknął, gdy płyta się ukazała. Poznałem ją dopiero z rok po premierze, więc
i nie było szans, by trafiła na bloga, ale wiedziałem już, że należy mieć na
nich oko i ucho, więc premiera albumu drugiego nie jest już dla mnie
zaskoczeniem. Black Smoke Rising to niemal 42 minuty kapitalnego grania
w klimatach retro podzielonego na dziesięć numerów (a właściwie to osiem + dwa
przerywniki).
sobota, 14 marca 2026
Jay Buchanan - Weapons of Beauty [2026]
Gdy w okolicach 2009 roku Jay
Buchanan łączył siły z muzykami grupy The Black Summer Crush, tworząc zespół
Rival Sons, miał plan jednoczesnego kontynuowania kariery solowej, w której – w
przeciwieństwie do zespołu – skłaniał się raczej ku muzyce spokojniejszej, w
klimatach, na które za oceanem wymyślono określenie Americana. Kolejne lata zweryfikowały
te plany, bo zespół odniósł tak wielki sukces, że na nagrania „na boku” zwyczajnie
nie było najczęściej czasu. Ten znalazł się teraz, mniej więcej 20 lat po
ostatnich własnych dokonaniach Jaya. Płyta Weapons of Beauty przypomina
o jego muzycznych korzeniach.
piątek, 2 stycznia 2026
Bizon's Best of 2025 - płytowe podsumowanie roku
Blog w zasadzie w minionym roku budził się z rzadka, ale jakieś podsumowanie wypadałoby wrzucić. Wyszło naprawdę sporo płyt fajnych, takich, do których wracałem przynajmniej po kilka razy, natomiast brakowało mi albumów, które zmiotłyby mnie całkowicie i zostawiły resztę stawki w tyle. Stąd wybór ulubionych wydawnictw był mocno utrudniony i ostatecznie chyba po raz drugi nie byłem w stanie wskazać na jeden krążek. Poniżej czołowa dziesiątka w ustalonej w bólach kolejności oraz druga dziesiątka już alfabetycznie. I jeszcze trochę innych interesujących tytułów na koniec, choć do tej listy coś ciągle jeszcze dodaję, przecież odsłuch płyt z 2025 roku tak szybko się nie skończy.
Etykiety:
bizon's best of 2025,
gadi caplan,
gin lady,
grusom,
lunatic soul,
monkey okay,
naxatras,
paralyzed,
podsumowanie roku,
spidergawd,
the sun or the moon,
warlung
piątek, 14 listopada 2025
The Vintage Caravan - Portals [2025]
Portals – tym tytułem
islandzka formacja The Vintage Caravan poniekąd uhonorowała miasto Porto, w
którym powstawał najnowszy album tria. To już szósty krążek w dorobku zespołu.
Zaczynali jako nastoletni chłopcy w kraju, którego wówczas zupełnie nie kojarzyliśmy
jeszcze z prężnie działającą sceną muzyczną, co oczywiście nie było winą samej
sceny, a raczej naszego błędnego postrzegania Islandii jako końca świata, gdzie
muzyka nie powstaje, a jeśli już powstaje, to brzmi zawsze jak dokonania Björk. Ostatnie kilkanaście lat
pokazało, że i scena rockowa czy metalowa ma się tam znakomicie. My dojrzeliśmy
jako słuchacze, panowie z The Vintage Caravan dojrzeli jako ludzie i muzycy.
Nic dziwnego, że Portals to prawdopodobnie właśnie najdojrzalszy album w
już przecież dość długiej historii formacji.
piątek, 24 października 2025
Grusom - III [2025]
Pamiętam doskonale, jak w 2015
roku wytwórnia Kozmik Artifactz wysłała mi mp3 niewydanej jeszcze płyty grupy,
której nazwa kompletnie nic mi nie mówiła, bo i mówić nie mogła – to był
debiutancki krążek zespołu. Wiedziałem już wtedy, że rockowa scena skandynawska
to w zasadzie studnia bez dna i z każdym miesiącem coraz bardziej się o tym
przekonywałem, choć wciąż znacznie lepiej orientowałem się w muzyce ze Szwecji
czy Norwegii niż z Danii. Okładka albumu też z miejsca zaintrygowała. Okazało
się, że muzyka jest równie tajemnicza, mroczna i intrygująca. Tak zaczęła się
moja miłość do twórczości formacji Grusom. Wydany trzy lata później drugi album
potwierdził tylko, że to zespół idealnie trafiający w mój obecny gust muzyczny.
A potem… nadeszła smutna wiadomość, że grupa kończy działalność. Na szczęście
długo w tym postanowieniu nie wytrwali i już jakiś czas temu dowiedzieliśmy
się, że wracają. Najpierw koncertowo, potem dwuutworowym singlem w nieco innym
klimacie (pamiętam, że bardziej skojarzył mi się z twórczością Ghost niż z
wcześniejszymi płytami Grusom), a teraz dostaliśmy wreszcie nowy, trzeci album
Duńczyków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









