Fanom Red Hot Chili Peppers pisać
tego nie trzeba, ale zakładam, że jednak nie wszyscy na świecie znają na wylot
historię tego zespołu oraz życiorysy jego członków. Napiszę zatem: Flea to nie
tylko szalony basista wyginający się na scenie często w stroju mocno
niekompletnym, sprawiający wrażenie, jakby właśnie pierwszy raz wypuszczono go
z domu do ludzi, zakochany w funk-rockowym szaleństwie. Flea to także człowiek,
który potrzebuje bliskiego kontaktu z naturą, trębacz i fan jazzu. Można
odnieść wrażenie, że to dwie zupełnie różne osoby zamknięte w jednym,
niespecjalnie wielkim ciele. A jednak jakoś się tam mieszczą. To drugie oblicze
australijskiego basisty było do tej pory mocno w cieniu pierwszego, ale w końcu
przedarło się na powierzchnię, a efektem tych wysiłków jest wydany w tym roku
pierwszy solowy album muzyka – Honora.









