wtorek, 28 czerwca 2022

Porcupine Tree - Closure/Continuation [2022]

Porcupine Tree wracają po 11 latach. Jedno krótkie zdanie, a tyle kontrowersji i niejasności. Po pierwsze, zespół nigdy oficjalnie nie zakończył działalności. Po prostu… przestał wspólnie grać. Nie doczekaliśmy się nigdy jednoznacznego oświadczenia, a wypowiedzi Stevena Wilsona o tym, że Porcupine Tree już nie ma, przeplatały się z takimi, które sugerowały, że kiedyś być może znowu panowie wydadzą coś pod tym szyldem. Po drugie, te 11 lat to przerwa w jawnej działalności, bo – jak już wiemy – w zasadzie przez cały ten okres powstawały nowe kompozycje, tylko nikt poza trójką zainteresowanych muzyków o tym nie wiedział. I po trzecie – jak powiedzą (a w zasadzie już mówią) niektórzy – co to za Porcupine Tree bez basisty Colina Edwina? Powodów do dyskusji, sporów czy wątpliwości jest sporo. Czy nowa płyta te wszystkie znaki zapytania odeśle w niepamięć? Nie mam bladego pojęcia!

poniedziałek, 13 czerwca 2022

Church of the Cosmic Skull - There Is No Time [2022]

Church of the Cosmic Skull to niewątpliwie jeden z moich ulubionych współczesnych zespołów. Nieco szalona ekipa z Nottingham jest już z nami od siedmiu lat i niedawno wydała swój czwarty album. Pierwsze dwie płyty mnie zachwyciły, trafiały do czołówki moich zestawień ulubionych płyt swoich roczników. Album trzeci nieco mnie zawiódł, bo choć ogólnie słucha się go całkiem dobrze, to jednak miałem wrażenie, że grupa poszła tam jednak trochę za bardzo w kosmiczny, kwaśny musical, kosztem trochę bardziej wyrazistego grania. Stąd miałem lekkie obawy, jak będzie brzmiała nowa płyta, There Is No Time. Obawy w sumie niepotrzebne, bo jest bardzo zacnie, chociaż…

niedziela, 29 maja 2022

Nick Mason's Saucerful of Secrets - Łódź [Wytwórnia], 28 V 2022 [galeria zdjęć]

Rozpisywać się o drugiej wizycie perkusisty Pink Floyd i jego grupy w Polsce nie będę, bo w zasadzie niemal wszystko to, co napisałem o ich koncercie na Torwarze w 2019 roku, mógłbym wkleić i tutaj. Odsyłam więc do tamtego wpisu. Oczywiście pewne różnice były - lepsze nagłośnienie w Wytwórni, znacznie lepsze procentowe wypełnienie sali (dużo mniejszej oczywiście od Torwaru, więc w sumie ludzi było pewnie nieco mniej niż trzy lata temu, ale wyglądało to dużo lepiej), ale w sumie w dalszym ciągu obowiązuje to, co pisałem wtedy. Koncerty Masona i spółki to świetny wehikuł czasu, pozycja obowiązkowa dla fanów wczesnych Floydów, a do tego po prostu świetna zabawa, bo widać, że panowie na scenie kapitalnie się bawią i w przeciwieństwie do Watersa idącego w teatr i wielką produkcję oraz Gilmoura stawiającego na podniosły klimat i brzmieniowo-wizualny monumentalizm, tu mamy do czynienia z luzackim graniem w świetnej atmosferze. Jeśli chodzi o set, to był on niemal identyczny z tym, który widziałem już na żywo w Londynie i Warszawie. Wymieniono ze trzy numery. Oczywiście jedna z tych trzech różnic stanowiła największą atrakcję na tej trasie - grupa zagrała Echoes. Zdecydowanie największy ze wszystkich prezentowanych klasyków, można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że jedyny, bo przecież czy ktoś poza fanami Floydów pamięta u nas takie rzeczy jak Arnold Layne czy Set the Controls for the Heart of the Sun? Dla mnie to też klasyki, ale stali bywalcy koncertów floydowych cover bandów, którzy po raz 30. zachwycają się wykonaniem Wish You Were Here i High Hopes, mieliby pewnie inne zdanie na ten temat. Tym większe brawa dla Kubica Production za ściągnięcie do nas Nicka po raz kolejny, bo to zdecydowanie nie było pójście na łatwiznę.

poniedziałek, 23 maja 2022

Schiller / Michał Łapaj - Warszawa [Progresja], 21 V 2022 [galeria zdjęć]

Sobotni wieczór w Progresji upłynął pod znakiem brzmień klawiszowych. Do Warszawy pojechałem przede wszystkim na koncert Michała Łapaja, bo to dopiero jego trzeci solowy występ (drugi miał miejsce dzień wcześniej), więc okazja rzadka, by posłuchać solowego materiału klawiszowca Riverside. A tego już się trochę nazbierało, bo mamy przecież i instrumentalne, ambientowo-elektroniczne Sessions, i znakomicie przyjęty album Are You There, na którym muzyka instrumentalna przeplata się z kompozycjami, w których pojawia się wokal. I to kolejny powód mojej obecności w Warszawie - na scenie z Michałem oraz perkusistą Arturem Szolcem pojawili się także oboje wokaliści, którzy śpiewają na Are You There - Mick Moss z zespołu Antimatter oraz Bela Komoszyńska z formacji Sorry Boys. Nietrudno było zatem natknąć się na znajomych fanów Riverside czy solowej twórczości Michała.

środa, 18 maja 2022

JIRM - The Tunnel, The Well, Holy Bedlam [2022]

Poczynania formacji JIRM (dawniej znanej jako Jeremy Irons & the Ratgang Malibus) śledzę dość pilnie już od paru dobrych lat, w 2018 roku udało mi się zresztą zobaczyć ich udany koncert podczas Red Smoke Festival, a na poprzednich płytach znajdowałem dla siebie dość sporo, więc i oczekiwania po nowym krążku Szwedów miałem umiarkowanie wysokie. No bo, wiecie, może nie jest to jeden z moich absolutnie ulubionych współczesnych zespołów, ale jednak zawsze jest u nich solidnie i zasadniczo nigdy mnie nie zawiedli. Mam jednak wrażenie, że swoim nowym albumem do tej mojej współczesnej czołówki się przybliżyli, bo nie przypominam sobie, by którykolwiek z ich wcześniejszych krążków wywoływał u mnie aż tak pozytywne emocje i pojawiał się w moim wirtualnym odtwarzaczu aż tak często, jak The Tunnel, The Well, Holy Bedlam.

wtorek, 3 maja 2022

Rosalie Cunningham - Two Piece Puzzle [2022]

Kilka lat temu pisałem o niezwykle udanej płycie Desire’s Magic Theatre angielskiej grupy Purson dowodzonej przez Rosalie Cunningham. Wciąż często wracam do muzyki tej formacji. Niestety zespołu Purson już od jakiegoś czasu nie ma, ale liderka kontynuuje swoją muzyczną podróż solo i z radością donoszę, że materiał sygnowany jej własnym imieniem i nazwiskiem w niczym nie ustępuje dokonaniom jej dawnego zespołu.

czwartek, 14 kwietnia 2022

Marillion Weekend - Łódź [Wytwórnia], 8-10 IV 2022 [galeria zdjęć]

Łódź już po raz trzeci gościła Marillion Weekend. Impreza chyba już na dobre wpisała się w kalendarz nie tylko zespołu, ale i fanów z tej części świata (bo przecież nie tylko z Polski, o czym można się było po raz kolejny przekonać). Trzy dni koncertów, trzy kompletnie różne sety, luźna atmosfera, mnóstwo znajomych, rozmowy, żarty, piękna muzyka. What's not to love? - jak spytaliby władający językiem Szekspira (oraz Hogartha). Tradycyjnie jeden z koncertów poświęcono płycie z przeszłości. Tym razem padło na album Seasons End z 1989 roku - pierwszy nagrany po dołączeniu Steve'a Hogartha, a zatem i pierwszy, na którym słyszymy w całości obecny skład grupy. Mnie ten wybór jak najbardziej pasował, bo to jedna z moich ulubionych płyt Marillion. Na bis między innymi Gaza. Sobotni występ zdominowała nowa płyta - świetnie przyjęty krążek An Hour Before It's Dark. Przyznam, że na razie miałem okazję przesłuchać go w całości zaledwie kilka razy i jeszcze zbyt dobrze go nie znam, ale wrażenia tak ze studyjnej, jak i z koncertowej wersji mam jak najbardziej pozytywne. Tym razem wśród dodatków choćby Neverland - mocny kandydat do miana mojej ulubionej kompozycji Marillion. Niedziela to z kolei koncert chyba najbardziej kontrowersyjny z tegorocznych, bo wypełniony utworami dynamicznymi. Nie są to rzeczy, z których zespół jest najbardziej znany, więc niektórzy pewnie kręcili nosem na wybór mniej popularnych kompozycji, ale myślę, że była to jednak bardzo przyjemna odmiana. A przy okazji jedyna okazja w trakcie tego weekendu, by usłyszeć też kilka kompozycji (dokładnie zdaje się trzy) z czasów prehistorycznych, gdy za mikrofonem w zespole stał Fish.

środa, 6 kwietnia 2022

Naxatras - IV [2022]

Zespół Naxatras jest mi znany niemal od początków swojego istnienia. Trafiłem na nich jakoś niedługo po tym, jak pojawiła się ich pierwsza płyta, a dwie kolejne opisywałem na blogu, wielokrotnie pojawiali się także w moich audycjach. To niewątpliwie jedni z liderów znakomitej sceny stoner-doom-psych w Grecji. Widać także, że trafiają do coraz szerszego grona słuchaczy, bo przy okazji płyty poprzedniej odnotowałem, ilu mają fanów na FB, a obecnie ta liczba jest niemal dwukrotnie większa. Najważniejsze jednak, że rozwój widać także – a może przede wszystkim – na kolejnych wydawnictwach. Przy okazji poprzednich płyt wyrażałem się o twórczości grupy pozytywnie, ale jednocześnie zawsze zauważałem pewne niedociągnięcia – czasami wynikały ze zbyt garażowej jak na mój gust produkcji, innym znowu razem z chęci umieszczenia na płycie zbyt wielu minut muzyki. Mam wrażenie, że te wady na czwartej płycie zatytułowanej niezbyt zaskakująco IV udało się wyeliminować, w efekcie czego mamy do czynienia z najlepszym  i prawdziwie przełomowym krążkiem w historii grupy.

niedziela, 20 marca 2022

Steve Hackett - Warszawa [Progresja], 17 III 2022 [galeria zdjęć]

Rok 2022 pod wieloma względami rozpieszcza nas tak samo jak poprzednie dwa - czyli wcale - ale akurat fani Genesis mają w pewnym sensie swoje święto. Trasę kontynuuje sam zespół  (w składzie trzyosobowym+), tradycyjnie z programem największych przebojów z "rodziny" Genesis Europę objeżdża nasz własny Ray Wilson, a do tego kolejną wspominkową, genesisową trasę gra w końcu (po dwóch latach jej przekładania) Steve Hackett. Skład - jak to w przypadku grupy Hacketta - zacny: Nad Sylvan, Jonas Reingold, Craig Blundell, Roger King i Rob Townsend. Koncert podzielony był na dwa sety. Krótszy, który występ otwierał, to wybór kilku solowych nagrań Hacketta z różnych płyt. Po przerwie rozpoczął się set dłuższy i - śmiem twierdzić - ten, na który przede wszystkim czekali fani, czyli program z koncertówki Seconds Out grupy Genesis. To tuż po jej nagraniu, gdy album był miksowany, Hackett opuścił zespół. Jest to zatem w pewnym sensie zwieńczenie jego wspólnej drogi z tą formacją, nic więc dziwnego, że gitarzysta postanowił uhonorować ten album właśnie taką wspominkową trasą.

środa, 16 marca 2022

Ghost - Impera [2022]

Nie należę do osób, którym przeszkadza „pójście w popy” grupy Ghost. Trzeci album zespołu, Meliora – na którym Ghost zdecydowanie odważniej zaczął sięgać po chwytliwe melodie (choć one oczywiście pojawiały się już od pierwszej płyty) – to wciąż moje ulubione wydawnictwo zespołu. To się nie zmieni po premierze płyty Impera, choć muszę przyznać, że po lekkiej rezerwie i co najwyżej średnio-ciepłym przyjęciu przeze mnie tej płyty po pierwszych dwóch czy trzech odsłuchach, po kilku kolejnych moja opinia o niej jest znacznie bardziej pozytywna.