wtorek, 20 kwietnia 2021

Mercurials - Shrine [2021]

Znacie francuską formację Mercurials z tego bloga i moich audycji, choć być może nazwa niewiele wam mówi. Dwa lata temu powalili mnie kapitalną i pięknie wydaną płytą Red Giant to White Dwarf. Tyle że wtedy jeszcze nazywali się Sweven. Istniał jednak drugi zespół Sweven – ze Szwecji – też zresztą przynajmniej jeśli chodzi o aspekt wizualny wydawnictw ciekawy, choć prezentujący cięższą muzykę. To oczywiście wprowadzało z pewnością nieco zamieszania w internecie, gdy słuchacze usiłowali znaleźć muzykę jednych lub drugich. I choć francuskie Sweven jako pierwsze wypuściło debiutancki album, to właśnie ta formacja postanowiła z tym chaosem coś zrobić i zmieniła nazwę, uznając, że szwedzcy odpowiednicy są chyba bardziej widoczni w mediach społecznościowych. I tak właśnie Sweven przerodziło się w Mercurials, a miał to być początkowo tytuł nowego wydawnictwa. To ostatecznie zatytułowano Shrine.

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Yossi Sassi & The Oriental Rock Orchestra - Hear and Dare [2021]

Yossi Sassi – izraelski gitarzysta i kompozytor – niegdyś znany był przede wszystkim jako założyciel i lider formacji Orphaned Land. Jednak od czasu opuszczenia zespołu konsekwentnie rozwija karierę solową. Hear and Dare to już piąty album solowy w jego dorobku, a drugi wydany pod szyldem Yossi Sassi & the Oriental Rock Orchestra. Płytą Desert Butterflies z 2014 roku zwrócił moją uwagę, a oczarował mnie klimatem i kilkoma znakomitymi kompozycjami z wydanego w 2016 rok krążka Roots and Roads. Nie wiem zatem, jak to się stało, że kompletnie przegapiłem wypuszczony w 2018 roku album Illusion of Choice. Nic to jednak, nadrobię prędzej czy później. Na razie czas zająć się krążkiem najnowszym, właśnie Hear and Dare, który zdecydowanie spodobał mi się już od pierwszego odsłuchu.

wtorek, 6 kwietnia 2021

Nepal Death - s/t [2021]

Na zespół Nepal Death i jego pierwszą płytę trafiłem przypadkowo, docierając do ich muzyki nieco w ciemno, tylko na podstawie klimatycznej okładki i nazwy grupy. Ta okładka, logo zespołu oraz ogólny opis muzyki sprawiły, że uznałem to za coś potencjalnie ciekawego dla mnie, choć nie słyszałem wtedy jeszcze ani jednego dźwięku z tej płyty. Już po tym, jak przesłuchałem album po raz pierwszy (wrażenia były bardzo pozytywne), dowiedziałem się, że jest to nowa formacja założona przez Tobiasa Pettersona, byłego basistę uwielbianej przeze mnie grupy Agusa (tu Tobias jest gitarzystą). No to w sumie wszystko jasne.

czwartek, 25 marca 2021

Xixa - Genesis [2021]

Pisałem już o tym kilka razy, ale powtórzę – czasami o tym, czy dana płyta dotrze do moich uszu, decyduje przypadek. W sumie to nawet całkiem często. Bywało już tak, że albumy, po które sięgałem właściwie wyłącznie dzięki temu, że rzuciła mi się w oko okładka, stawały się moimi ulubionymi płytami roczników, w których wyszły. Wiem, że nie okładka zdobi płytę (no nie, bez sensu, jednak zdobi…), ale jeśli mam przed sobą wirtualny stos 40 czy 50 płyt rockowych, które ukazały się w ostatnich tygodniach, to wybieram w pierwszej kolejności te, które zostały nagrane przez zespoły już mi znane, a jeśli takich w zestawie brak, sięgam po te płyty, które przyciągną moją uwagę ciekawym opisem albo świetną okładką. W przypadku amerykańskiej formacji Xixa zadziałały oba te czynniki.

poniedziałek, 22 marca 2021

Komatsu - Rose of Jericho [2021]

Eindhoven do tej pory kojarzyło mi się głównie ze sławnym klubem piłkarskim oraz z firmą Philips, która jest w tym mieście obecna w zasadzie na każdym kroku. Od teraz będę to miasto kojarzył także z zespołem Komatsu, który poznałem dzięki nowej, czwartej płycie formacji, zatytułowanej Rose of Jericho. Nie miałem wcześniej okazji natknąć się na muzykę grupy, choć w powiązanych osobowo zespołach znalazłem jeden czy dwa, które już słyszałem (jeden z nich nawet pojawił się dawno temu na tym blogu). Mieli zresztą okazję koncertować z paroma sporymi nazwami/nazwiskami, jak choćby John Garcia z grupy Kyuss, a ich kumplem (zaśpiewał także z nimi na jednej z poprzednich płyt) jest kolejny muzyk związany m.in. z Kyuss, Nick Oliveri – gość, którego fanom stoner/desert rocka przedstawiać nie trzeba. To jednak ma drugorzędne znaczenie. Najważniejsze jest to, że uwagę przyciąga sama muzyka, a ta może nie od razu, ale stopniowo coraz bardziej mnie do siebie przekonywała.

czwartek, 4 marca 2021

Walking Papers - The Light Below [2021]

Jak zapewne większość osób poznałem Walking Papers kilka lat temu jako „zespół, w którym grają Duff McKagan z Gunsów i Barrett Martin ze Screaming Trees i Mad Season”. To oni mieli nazwiska, które przyciągały nowych słuchaczy. Nie zapominajmy jednak, ze Walking Papers to projekt, który z Martinem założył wokalista i gitarzysta Jeff Angell, a od pierwszej płyty ważną rolę odgrywał w nim także klawiszowiec Benjamin Anderson, z którym Angell grał wcześniej w grupie The Missionary Position. I to Angell i Anderson pozostali z pierwotnego składu formacji na trzeciej płycie. Duff i Barrett zajęli się swoimi innymi licznymi muzycznymi projektami muzycznymi wkrótce po wydaniu drugiej płyty zespołu i ani w trasie promocyjnej WP2, ani w rejestracji trzeciego krążka już nie uczestniczyli. To znakomita szansa, by w końcu spojrzeć na ten zespół z nieco innej perspektywy, a konkluzje po tym spoglądaniu muszą być jednoznaczne – Walking Papers to znakomita formacja, która mimo odejścia swojej bardzo rozpoznawalnej sekcji rytmicznej, nagrywa kapitalną, klimatyczną muzykę.

sobota, 27 lutego 2021

DeWolff - Wolffpack [2021]

Tascam Tapes – ostatnia płyta DeWolff – to pierwszy zgrzyt w moich relacjach z muzyką tego zespołu. Do tej pory podobało mi się wszystko, co nagrywali, a do tego zachwyciłem się ich koncertem, na którym byłem kilka lat temu. Tascam Tapes to według mnie eksperyment, który w teorii może i był ciekawy, ale wyszedł bardzo średnio. Przypomnę – to album, który zespół nagrał w trasie, na małym rejestratorze, w sposób mocno minimalistyczny, niemal bezkosztowo. Miało to chyba dowieść, że da się zrobić współcześnie dobrą i brzmiącą zacnie płytę rockową w vanie, z minimalną ilością sprzętu. No cóż, może się da, ale tamta płyta akurat tego nie potwierdziła, bo choć nie brakowało na niej fajnych pomysłów, to całość przybrała po prostu formę zalążków utworów, które nie zostały dostatecznie dopracowane oraz dopieszczone w studiu. Na szczęście tym razem holenderskie trio nie eksperymentowało – przynajmniej nie w taki sposób – i wypuściło regularny, „normalny” album DeWolff.

niedziela, 21 lutego 2021

The Dead Daisies - Holy Ground [2021]

Nie wszyscy lubią Glenna Hughesa. No trudno. Nawet jestem w stanie to w pewnym sensie zrozumieć, bo przyjmuję do wiadomości, że jego „oversinging” może czasami drażnić. Nawet ci, którzy za nim nie przepadają, muszą jednak przyznać, że to legenda rocka i gość, który odcisnął swoje piętno na tej muzyce, a przede wszystkim facet, który mimo niemal siedemdziesiątki na karku wciąż jest w znakomitej formie. W zeszłym roku dołączył do supergrupy The Dead Daisies i z miejsca zmienił nieco charakter wykonywanej przez ten zespół muzyki. Słychać to doskonale na ich nowej płycie – Holy Ground.

czwartek, 18 lutego 2021

Wedge - Like No Tomorrow [2021]

Ostatnią rzeczą, jaką mógłbym powiedzieć o nowej płycie Wedge, jest to, że Like No Tomorrow to album zaskakujący. Tych, którzy doskonale znają tę berlińską formację z pewnym polskim pierwiastkiem, dźwięki zawarte na trzecim krążku tria zaskoczyć chyba nie będą w stanie. Można by to pewnie odczytać jako wadę, ale z drugiej strony zespół gra tak przyjemnie, że zupełnie mi to nie przeszkadza – w dodatku w tym przypadku konstrukcja utworów jest często na tyle luźna, że trudno mówić o recyklingu tych samych motywów. To nie AC/DC.

piątek, 12 lutego 2021

Wardruna - Kvitravn [2021]

Ostatnie lata obrodziły w przypadki muzycznych rewolucji w twórczości wielu artystów. Rockmani idą w „ejtisy”, gwiazdy pop zapuszczają się w alternatywę, a muzycy znani z formacji grających ekstremalne odmiany metalu, prezentują „ludzki głos” i udowadniają, że potrafią nie tylko masakrować natężeniem dźwięku, ale też tworzyć intrygujące, subtelne aranżacje. Znamy takich przypadków sporo. Jest to temat także nieobcy grupom norweskim i świetnym przykładem jest Wardruna, która zrzesza przecież muzyków z rodowodem choćby blackmetalowym, a wszystko to pod przewodnictwem multiinstrumentalisty i wokalisty Einara Selvika, który w odsłonie studyjnej odpowiada niemal w całości za brzmienie projektu. I jest to także kolejny dowód na to, że jak ktoś jest dobrym muzykiem i kompozytorem, to sprawdzi się pewnie w każdym gatunku, za który się weźmie. Nie sądzę, żebym miał kiedykolwiek słuchać z przyjemnością choćby grup Gorgoroth czy Dead to This World, bo to kompletnie nie moja muzyczna bajka, ale twórczości muzyka tych formacji, liderującego projektowi Wardruna, słucham bardzo chętnie.