Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychedelic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychedelic. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 grudnia 2024

Electric Eye - Dyp Tid [2024]

W obozie norweskiej formacji Electric Eye było w ostatnich kilku latach trochę ciszej, choć w zasadzie kilkuletnie przerwy między kolejnymi płytami to w ich przypadku nic nowego. Może to i dobra droga. Nie ukrywam, że mam problem z nadążaniem za zespołami, które serwują nam nowe płyty co rok. Czwarty album ekipy z Bergen – Horizons – ukazał się w 2021 roku, więc był czas trochę za nimi zatęsknić. Nie znaczy to jednak wcale, że zespół nic w tym czasie nie robił. Panowie pracowali nad płytą, która w opinii wielu słuchaczy jest ich najambitniejszym jak dotąd dziełem. W efekcie powstał album Dyp Tid, na którym nie tylko norweski tytuł jest pewną odmianą.

poniedziałek, 19 sierpnia 2024

The Lunar Effect - Sounds of Green & Blue [2024]

Londyńska formacja The Lunar Effect obiła mi się o oczy i uszy przy okazji premiery wydanej w 2019 roku pierwszej dużej płyty – Calm Before the Calm. Zaprezentowałem nawet kilka rzeczy z tamtego albumu w mojej audycji (przy wrzucaniu tego tekstu na bloga okazało się, że nawet napisałem tu o ich debiucie...) i ogólnie bardzo pozytywnie odebrałem to wydawnictwo, ale jakoś potem zupełnie nie śledziłem, czy coś u nich słychać, nie wypatrywałem też nowej płyty. Mówiąc wprost – trafili do bardzo obszernego zbioru zespołów, których muzyka podoba mi się, ale jakoś nie mam czasu, żeby do niej wracać. Tymczasem kilka miesięcy temu zauważyłem, że jest nowa płyta tej formacji. Co więcej – zdobi ją bardzo ciekawa okładka. Uznałem, że to wystarczy, żeby przypomnieć sobie, co to za jedni, skoro gdzieś tam w zakamarkach pamięci tkwili, choć niezbyt wyraźnie. Kilka miesięcy później z pewnym zdziwieniem stwierdzam, że album Sounds of Green & Blue to jedna z najczęściej słuchanych przeze mnie tegorocznych płyt.

sobota, 1 czerwca 2024

Vitskär Süden - Vessel [2024]

Często jest tak, że poznaję jakiś zespół, który gdzieś tam wcześniej zdążył już wydać trochę płyt, i zastanawiam się, jak mogłem to wtedy przegapić. No cóż, prawda jest taka, że nie da się odkryć wszystkiego, nawet jeśli człowiek bardzo się stara i przesłuchuje ponad ćwierć tysiąca nowych płyt rocznie. Z Vitskär Süden jest inaczej. Na nich trafiłem tuż po wydaniu debiutanckiego albumu – czyli cztery lata temu. Zachwyciła mnie okładka, a potem okazało się, że muzyka jej dorównuje. Płyta druga, wydana dwa lata później, muzycznie chyba jeszcze ją przebiła, w każdym razie obie należą do mojej czołówki ulubionych płyt w swoich rocznikach. Po kolejnych dwóch latach mamy album numer trzy. Zmienił się nieco klimat szaty graficznej (a także sam jej autor), zaszły pewne zmiany w brzmieniu, wynikające z chęci poeksperymentowania i odkrycia nowych rejonów, nie zmieniło się natomiast to, że panowie z Kalifornii wydają kapitalną muzykę.

poniedziałek, 25 marca 2024

Sean Ono Lennon - Asterisms [2024]

W zeszłym roku zaczęły się wreszcie pojawiać pierwsze informacje o tym, że powstaje nowa płyta formacji The Claypool Lennon Delirium. Album poprzedni, South of Reality, to moja płyta roku 2019, nie muszę więc chyba pisać, jak bardzo czekam na trzeci krążek tego zespołu. No to sobie jeszcze poczekam, ale na osłodę mamy nowy solowy album Seana Lennona. Album, na który zupełnie nie czekałem, bo nie miałem pojęcia, że powstaje, ale który od pierwszego odsłuchu mocno mnie oczarował. Nie spodziewajcie się jednak klimatu płyt nagranych z Lesem Claypoolem. Nowy, pierwszy od wielu lat solowy krążek syna Johna i Yoko (pomijając soundtracki) to rzecz z nieco innej muzycznej bajki niż jego dotychczasowe dokonania.

środa, 11 stycznia 2023

Condor Gruppe - Gulliver [2022]

Belgijska formacja Condor Gruppe to jeden z tych przypadków, gdy poznaję nową płytę jakiegoś nieznanego mi wcześniej zespołu, niemal od razu podejmuję decyzję o jej kupnie, a nie znam nawet sekundy z poprzednich wydawnictw. Nie wiem, co oni robili wcześniej, choć oczywiście prędzej czy później się dowiem. Nie wyobrażam sobie jednak, by nie było to świetne, bo skoro na nowym albumie, Gulliver, oczarowali mnie swoją muzyką tak bardzo, to nie mogło wziąć się nagle teraz z niczego. Czemu nie trafiłem na nich wcześniej? Nie mam pojęcia. Nic to jednak. Lepiej późno niż później.

wtorek, 3 maja 2022

Rosalie Cunningham - Two Piece Puzzle [2022]

Kilka lat temu pisałem o niezwykle udanej płycie Desire’s Magic Theatre angielskiej grupy Purson dowodzonej przez Rosalie Cunningham. Wciąż często wracam do muzyki tej formacji. Niestety zespołu Purson już od jakiegoś czasu nie ma, ale liderka kontynuuje swoją muzyczną podróż solo i z radością donoszę, że materiał sygnowany jej własnym imieniem i nazwiskiem w niczym nie ustępuje dokonaniom jej dawnego zespołu.

poniedziałek, 14 lutego 2022

Al-Sarwib - Loin des Terres [2021]

Gdyby ktoś włączył mi muzykę zespołu Al-Sarwib i kazał odgadnąć, skąd może pochodzić ta formacja, poniósłbym sromotną klęskę. Na właściwy trop nie naprowadziłby mnie nawet język. Muzyczne klimaty w połączeniu z francuszczyzną zapewne zasugerowałyby mi północną Afrykę. A tu niespodzianka. Al-Serwib to grupa szwajcarska. Zupełnie nie utożsamiałem szwajcarskiej sceny muzycznej z takimi klimatami, choć oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że znam ją bardzo szczątkowo i wyrabianie sobie opinii na podstawie tych kilku znanych mi zespołów to głupota. Nic to jednak. Trafiłem na nowy album tej grupy, zaintrygowała mnie nazwa, okładka i opis muzyki, a po odsłuchu okazało się szybko, że jeszcze bardziej intrygująca jest sama muzyka.

środa, 27 października 2021

Fuzzy Lights - Burials [2021]

Cambridge to miasto o bogatych tradycjach nie tylko akademickich, ale także muzycznych. Do grupy zacnych zespołów z tych okolic, które zdołałem już poznać, dołącza formacja Fuzzy Lights. Zespół nie jest nowy, ale dopiero przy okazji ich nowej płyty, Burials, trafiłem na tę nazwę i muzykę. Istnieją od 17 lat, mieli już na koncie trzy albumy studyjne, lecz ostatni z nich ukazał się w 2013 roku, więc mają za sobą sporą przerwę. Dużo się wydarzyło przez ten czas. Niektóre historie miały wpływ na zawartość materiału na nowej płycie. A płyta to niezwykła, przepełniona klimatyczną muzyką i mrocznymi tekstami.

piątek, 23 kwietnia 2021

Mariusz Duda - Claustrophobic Universe [2021]

O ile wydany w zeszłym roku album Lockdown Spaces mógł być pewnym zaskoczeniem dla fanów Mariusza Dudy (choć mam wrażenie, że głównie dla tych nowych albo niezbyt dokładnie śledzących wcześniejsze dokonania artysty czy jego wypowiedzi o muzycznych inspiracjach), o tyle przy Claustrophobic Universe tego zaskoczenia już nie będzie, choćby dlatego, że Mariusz od jakiegoś czasu otwarcie zapowiada, że powstaną trzy płyty w cyklu lockdownowym (i oby się nie okazało, że czasu wystarczy w lockdownie na nagranie kilku następnych…). Druga część trylogii z jednej strony naturalnie jest pewną kontynuacją, a może raczej rozwinięciem tego, co znalazło się w części pierwszej, ale nie są to płyty bliźniaczo do siebie podobne.

środa, 18 listopada 2020

Zombi - 2020 [2020]


Zombi to duet, który nagrywa od niemal dwóch dekad. Steve Moore i A. E. Paterra wspólnie tworzą intrygującą mieszankę muzyki progresywnej, elektroniki i psychodelicznego space rocka. To skoro robią to od niemal 20 lat, czemu ja o nich nigdy nie słyszałem? No cóż, usłyszałem teraz. Co ciekawe, tegoroczna płyta, zatytułowana po prostu 2020, jest ich najniżej ocenianym albumem na portalu rateyourmusic. Chyba trzeba będzie w takim razie uważnie posłuchać tych wcześniejszych, bo mnie nowy album duetu bardzo odpowiada.

środa, 4 listopada 2020

Gösta Berlings Saga - Konkret Musik [2020]


Dwa lata temu pisałem o poprzedniej płycie szwedzkiej formacji Gösta Berlings Saga. Słyszałem już wcześniej ich pojedyncze nagrania, ale i tak byli dla mnie sporą zagadką. Płyta mnie zachwyciła, trafiła do mojej czołówki albumów wydanych w 2018 roku i wciąż często do niej wracam. Na następczynię czekałem już z pełną świadomością potencjału, który ten zespół posiada. I choć może album Konkret Musik nie zachwycił mnie aż tak, jak wydawnictwo sprzed dwóch lat, jest to płyta, którą mogę z czystym sumieniem polecić.

czwartek, 1 października 2020

Wight - Spank the World [2020]


Wight znam i lubię od kilku lat, choć z pewnością nie jest to jedna z tych formacji, które śledzę najbardziej – nie wyczekuję z niecierpliwością na wszelkie wieści ze studia, nie odliczam dni do premiery nowej płyty, nie trzymam kciuków przed ogłoszeniem trasy, żeby może jakimś cudem byli gdzieś w okolicy. Ale jednocześnie wiem, że jak już wypuszczą coś nowego, to zdecydowanie będzie czego słuchać. To jest gwarantowane. Ich wcześniejsze nagrania to przede wszystkim kapitalny klimat jambandowy – często długie, instrumentalne improwizacje, trochę bluesa i klasycznego rocka, szczypta psychodelii, ale też klimat czarnej muzyki. Zdecydowanie czuć było już na poprzedniej płycie soulowo-funkowy luz w niektórych numerach. Mniej więcej tego się właśnie spodziewałem także po albumie Spank the World. No to się zdziwiłem.

niedziela, 9 sierpnia 2020

Forming the Void - Reverie [2020]


Pochodzący z Luizjany kwartet Forming the Void poznałem przy okazji jego trzeciej płyty – wydanego w 2018 roku albumu Rift. Zrobili na pewno pozytywne wrażenie, bo zaprezentowałem fragmenty tej płyty w swojej audycji, ale kłamałbym, gdybym twierdził, że zapadli mi w pamięć na tyle, że pamiętam dokładnie tamtą płytę i jakoś bardzo czekałem na nową. Po to świeże wydawnictwo oczywiście sięgnąłem, choćby po to, żeby ponownie wykorzystać je w radiu, ale raczej bez większej nadziei na to, że zainteresuje mnie na tyle, bym chciał o nim pisać na blogu w roku, w którym robię znacznie dokładniejszy odsiew i piszę raczej rzadko. I tak płyta „leżała” sobie na dysku, wracałem do niej co jakiś czas, prezentowałem ją w audycji ze dwa razy, aż w końcu po kilkunastu odsłuchach całości dotarło do mnie, że to może być jeden z ciekawszych tegorocznych albumów z szeroko pojętego pola stoner-doomowego.

piątek, 5 lipca 2019

The Comet Is Coming - Trust in the Lifeforce of the Deep Mystery [2019]


Zaczęło się od przeglądania rankingu najlepszych tegorocznych płyt według średniej na rateyourmusic.com. Czasem tak robię, żeby sprawdzić, czy nie umknął mi jakiś świetny album z gatunków, które mnie interesują. Potem następuje częściowo losowy odsłuch obcych mi rzeczy, z wyborem w dużej mierze opartym na tym, czy okładka przyciągnie moją uwagę. Może to niesprawiedliwe, ale wszystkiego odsłuchać się nie da, więc jakimś kryterium kierować się muszę. A wspomnianą uwagę najskuteczniej przyciągnęła kapitalna, niezwykle kolorowa, nieco psychodeliczna grafika autorstwa Nat Girsberger. Zdobiła płytę zespołu The Comet Is Coming. Spojrzałem na tagi: nu-jazz, jazz fusion… Rzuciłem okiem na opis wspominający o elektronice i psychodelii. Pomyślałem, że to może być coś dla mnie. Tak właśnie trafiłem na album o długim i trudnym do zapamiętania tytule Trust in the Lifeforce of the Deep Mystery – drugą płytę wspomnianego londyńskiego projektu. Jakże trafna była decyzja o wyborze do odsłuchu właśnie tej płyty!

sobota, 1 grudnia 2018

Futuropaco - s/t [2018]


Debiutancka płyta projektu Futuropaco to typowy przykład albumu, który czekał na liście rzeczy do poznania ładnych kilka miesięcy, a pewnie nie czekałby wcale, gdybym od razu przesłuchał choćby fragment tej płyty. Czasem jednak nie da się ze wszystkim wyrobić i człowiek sobie odsuwa w czasie poznanie pewnych wydawnictw, a jak już pozna, to okazuje się, że to kapitalne płyty, które będą się biły o czołówkę w rankingu ulubionych krążków wydanych w danym roczniku. Tak właśnie jest tutaj. Moją uwagę przyciągnęła bardzo ciekawa okładka, typowa dla płyt wypuszczanych przez duński label El Paraiso. Okazało się, że muzyka jest równie klimatyczna, jak zdobiąca krążek grafika.

piątek, 29 czerwca 2018

The Choppy Bumpy Peaches - Sgt. Konfuzius & the Flowers of Venus [2018]


Mogę dość spokojnie założyć, że The Choppy Bumpy Peaches to pierwsza formacja z Luksemburga, jaką udało mi się poznać. Kraj dla nas niemal egzotyczny, choć w sumie przecież nieodległy, do tego śmieszna nazwa i dziwaczny tytuł debiutanckiej płyty. Co mogłoby pójść źle? W zasadzie to pewnie wiele, ale na szczęście nie w tym przypadku. Debiut sekstetu, w skład którego wchodzą dwie panie i czterech panów, to płyta, do której wracam coraz chętniej z każdym kolejnym odsłuchem.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Sunnata - Outlands [2018]


Polska scena psychodeliczna we wszelkich tej psychodelii odcieniach ma się całkiem nie najgorzej. Oczywiście to wciąż podziemie, ale popularność koncertów z tego typu muzyką w dużych miastach czy prawdziwy sukces festiwalu Red Smoke wskazują na to, że jest głód takich dźwięków. A że psychodelia to bardzo szerokie pojęcie, wiele osób znajdzie na tym polu coś dla siebie. Warszawska Sunnata łoi aż miło, serwując mocne riffy, opętańcze zaśpiewy, szczyptę bliskowschodnich motywów i trochę transowych, hipnotycznych klimatów. Z jednej strony gitary atakują jak walec, z drugiej ponury klimat w połączeniu z charakterystycznym wokalem prowadzą nas w kierunku północno-zachodnich Stanów początku lat 90. Na ich trzecim krążku – płycie Outlands – nie będzie ani łatwo, ani ładnie, ani tym bardziej przyjemnie. Będzie za to klimatycznie, trochę strasznie i brzydko, a czasem i przytłaczająco. Nie brzmi zachęcająco? A powinno!

wtorek, 21 listopada 2017

Electric Eye - From the Poisonous Tree [2017]



Poznałem ich muzykę kilkanaście miesięcy temu, najpierw za sprawą numeru, który brzmiał niczym alternatywna wersja pewnego przeboju T. Rex. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że domeną norweskiej formacji Electric Eye jest przede wszystkim muzyka psychodeliczna. Kupili mnie w zasadzie od pierwszego odsłuchu całej płyty Different Sun, więc tegorocznego, trzeciego studyjnego krążka formacji, wyczekiwałem z pełną świadomością, że może to być czarny koń w walce o czołówkę mojej listy ulubionych tegorocznych płyt. Nie zawiedli. From the Poisonous Tree od pierwszych singli wydanych wiele tygodni temu zapowiadało się kapitalnie i cała płyta niewątpliwie dorównała moim dość sporym oczekiwaniom.

środa, 8 listopada 2017

Malefic House - Tetramorph [2017]



Rosyjski kwartet Malefic House działa już – według informacji z facebookowego profilu – od ośmiu lat, ale do tej pory miał na koncie jedynie single (m.in. z coverami utworów The Jimi Hendrix Experience i Led Zeppelin) oraz EP-kę. Tymi nagraniami zdołali jednak zdobyć całkiem liczne grono fanów w stonerowym podziemiu w swojej ojczyźnie. Na debiutancki album trzeba było trochę poczekać, ale kilka miesięcy temu zespół w końcu wydał płytę Tetramorph. Niech was te odniesienia do Hendrixa i Zeppelinów nie zmylą – na Tetramorph próżno szukać klasycznego hard rocka czy blusowych odniesień. To płyta osadzono głęboko w klimatach stonerowej psychodelii. Znajdziemy na niej trzy kwadranse muzyki podzielonej na zaledwie cztery kompozycje.

środa, 25 października 2017

Savanah - The Healer [2017]



Jedną z mądrości, które zachowam z 2017 roku, było przekonanie się o tym, że w Austrii dzieją się naprawdę przyjemne rzeczy na scenie psychodelicznej. Poznałem w tym roku cztery naprawdę bardzo solidne formacje psychodeliczne z tego kraju, a jestem przekonany, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej, więc nastawiam się na więcej. Najnowszym tego typu odkryciem jest zespół Savanah, który powstał w 2014 roku i rok później zadebiutował albumem Deep Shades, zdobionym zresztą bardzo klimatyczną okładką. The Healer to ich drugi krążek. Okładka ponownie intrygująca, ponownie także panowie postawili na dłuższe formy. Na debiucie nagrali pięć numerów, na płycie numer dwa w zasadzie też, bo choć ścieżek jest sześć, to album otwiera niespełna minutowe intro zatytułowane… Intro.