Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doom rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doom rock. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 listopada 2024

Old Blood - Midnight Climax [2024]

Kalifornijską formację Old Blood poznałem w 2016 roku, tuż po premierze jej debiutanckiej płyty, o której zresztą pisałem na blogu. Spodobała mi się ich mieszanka hard rocka, stonera, doomu i psychodelii. Jakoś tak jednak wyszło, że ich drugi album, wydany cztery lata później, przeleciał gdzieś obok mnie cichaczem, bo zupełnie nie zarejestrowałem w głowie faktu jego wydania. Jak do tego doszło? Nie wiem. Tak bywa. Chyba za dużo zespołów znajduje się w orbicie moich zainteresowań. Minęły kolejne cztery lata i tym razem już mi nie umknęli. Co prawda okładka nowego wydawnictwa – w przeciwieństwie do tego pierwszego – specjalnie mnie nie zachęciła do zapoznania się z płytą, ale na szczęście wystarczyła nazwa i dobre wspomnienia sprzed ośmiu lat. Na szczęście, bo to bardzo dobry album.

wtorek, 17 października 2023

Uzupełnianie zaległości 2023 - część 4

Czas na kolejny zbiorczy tekst o interesujących płytach, które naczekały się trochę na swoją kolej. Mamy tu ciekawy zestaw, zróżnicowany zarówno geograficznie, jak i muzycznie. Znajdziecie w tych propozycjach zarówno psychodelię, jak i stonera, doom, progresję, art rocka czy klimaty retro.


środa, 10 maja 2023

Child - Soul Murder [2023]

Child raczej nie znajdzie się wśród miliona najlepszych nazw, jakie można nadać swojemu zespołowi. Z kilku powodów, ale głównie dlatego, że wpadło już na to stanowczo zbyt wielu muzyków. Nie sprzyja to z pewnością poszukiwaniu jakichkolwiek informacji o takiej grupie. A jednak tak to właśnie 11 lat temu wymyślili sobie trzej goście z Melbourne. Mimo tych trudności udało mi się jakiś czas temu trafić na ich muzykę, a nawet na ich koncert w ramach Red Smoke Festival. Bardzo podobały mi się ich dwie płyty wydane w latach 2014 i 2016. Zgodnie z nieoficjalnym harmonogramem płyta trzecia powinna się była ukazać w roku 2018. I faktycznie została wtedy nagrana. Jak to się stało, że światło dzienne ujrzała dopiero w 2023 roku? Powodów tego mogę się jedynie domyślać. Najważniejsze jednak, że w końcu jest.

poniedziałek, 21 września 2020

Elephant Tree - Habits [2020]


To prawdziwy rok słonia w rockowym podziemiu. Mieliśmy już w tym roku nowe płyty Shaman Elephant i Black Elephant, zapewne ukaże się także nowy album The Ivory Elephant, ale absolutnie nie należy przeoczyć świeżego krążka grupy Elephant Tree. To niegdyś trio, a obecnie kwartet z Londynu, który zadebiutował wydanym w 2014 roku minialbumem Theia i poprawił płytą Elephant Tree dwa lata później. Habits to zatem trzecie oficjalne studyjne wydawnictwo tego zespołu. Przyznaję, że nie miałem chyba przyjemności przesłuchać poprzednich, jest to prawdopodobnie mój pierwszy kontakt z tym zespołem, ale to raczej z rodzaju tych, które skłaniają do poświęcenia paru chwil na zapoznanie się z wcześniejszymi dokonaniami, bo Habits zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

środa, 24 czerwca 2020

High Priestess - Casting the Circle [2020]


High Priestess to żeńskie trio z Los Angeles, które powstało kilka lat temu dzięki staremu dobremu ogłoszeniu. Panie może i trafiły na siebie przypadkiem, ale wygląda na to, że dogadują się na muzycznej płaszczyźnie znakomicie, bo po udanym debiucie wskoczyły o poziom wyżej na swojej drugiej płycie, zatytułowanej Casting the Circle. Zakochałem się w tej płycie od pierwszego odsłuchu, bo jest tu w zasadzie wszystko, co lubię w tego typu muzyce. W zasadzie mogłem ten tekst napisać właśnie po pierwszym odsłuchu i nie różniłby się jakoś znacznie od tego, co czytacie w tej chwili, ale po kilkunastu kolejnych jestem jeszcze bardziej przekonany, że będzie to moja tegoroczna czołówka.

czwartek, 21 maja 2020

The Dhaze - Deaf Dumb Blind [2020]

The Dhaze to trzyosobowa ekipa z Włoch, która w tym roku debiutuje pod tym szyldem, ale z tego, co udało mi się znaleźć w internecie, nie są to absolutnie muzycy początkujący. Deaf Dumb Blind przykuwa uwagę w pierwszej kolejności ciekawą, klimatyczną okładką, a nawet intrygującym logiem, ale jak się szybko okazuje, utrzymuje ją bardzo skutecznie równie ciekawą muzyką. Choć na randkę raczej tej płyty wydanej w walentynki nie polecam…

wtorek, 21 kwietnia 2020

Lucifer - Lucifer III [2020]


Szwedzko-niemiecka formacja Lucifer regularnie stawia kolejne kroki w stronę retrorockowej czołówki. W zaledwie sześcioletniej historii grupy następowało już wiele przetasowań w składzie, a na poprzednich płytach grali muzycy tworzący okazałą międzynarodową mieszankę, ale od samego początku zarządza tym wszystkim charyzmatyczna wokalistka, Johanna Sadonis. Pierwsza płyta utrzymana była w klimatach okultystycznego doom rocka – było z jednej strony dość melodyjnie, ale jednocześnie monetami całkiem ciężko i raczej surowo w kwestii aranży i produkcji. To był ciekawy start, jednak według mnie druga płyta przebiła debiut atrakcyjnością brzmienia oraz jeszcze większym naciskiem na dobre, rockowe melodie. Po wymianie w zasadzie całego składu Johanna odeszła nieco od doomrockowych klimatów i poszła w stronę cholernie melodyjnego retro rocka, co bardzo mnie cieszy. Jeszcze bardziej cieszy mnie to, że kierunek ten kontynuuje mocniej na trzecim albumie grupy, zatytułowanym Lucifer III.

piątek, 10 kwietnia 2020

King Buffalo - Dead Star [2020]


Dziwny podział stosują muzycy King Buffalo. Granica między EP-kami a płytami długogrającymi w przypadku ich dyskografii jest nie tyle cienka, ile niezwykle zawiła, pokręcona i trudna do ogarnięcia. Oficjalnie zatem ich nowe wydawnictwo – Dead Star – to piątka EP-ka w dorobku formacji (a może czwarta, jeśli nie liczyć dema lub splitu z nieistniejącym już niestety szwedzkim Le Bétre?), który uzupełniają też dwie duże płyty. Ale co to za EP-ka, skoro nawet bez dodatkowego utworu – okrojonej mocno wersji najdłuższej kompozycji z krążka – wydawnictwo trwa ponad 35 minut? To jednak w zasadzie niezbyt istotne szczegóły. Najważniejsze, że te 35 minut to po raz kolejny kapitalna muzyka od kwartetu ze stanu Nowy Jork.

niedziela, 24 listopada 2019

Kadavar - For the Dead Travel Fast [2019]


Z muzyką grupy Kadavar to u mnie jest tak, że niby odbieram ją pozytywnie, ale „zawsze coś”. Pierwsze dwie płyty były zacne, ale w sumie kompletnie się od siebie nie różniły i można było utwory z obu włączać w trybie losowym. Płyta trzecia niby przynosiła jakąś zmianę, zwłaszcza w kwestii produkcji, ale była jednak zbyt monotonna, a najciekawszy z niej numer był coverem i to w dodatku dodanym tylko w niektórych wersjach. Album ostatni – Rough Times – to z kolei Kadavar próbujący odejść od utartych schematów, ale miałem wrażenie, że nie wszystkie pomysły na to odejście się sprawdziły, i że sam zespół nie do końca wiedział, jak konkretnie chce to zrobić. Ze skrajności w skrajność. I może z tego właśnie powodu nie miałem jakichś wielkich oczekiwań odnośnie do nowej płyty niemieckiego tria. Uznałem, że jeśli coś mi się na niej spodoba, to fajnie, ale jeśli jakoś nie zatrybi, to wielkiej afery z tego powodu robił nie będę. I teraz nie wiem, czy to zasługa takiego właśnie nastawienia, czy może po prostu faktycznie jest to płyta o wiele ciekawsza od przynajmniej dwóch poprzednich, ale albumu For the Dead Travel Fast słucha mi się bardzo dobrze.

czwartek, 21 listopada 2019

Blackwater Holylight - Veils of Winter [2019]

Kiedy w zeszłym roku pisałem o pierwszej płycie Blackwater Holylight i zaczynałem grać muzykę tego zespołu w swojej audycji, formacja z Portland nie miała jeszcze nawet swojego profilu na Facebooku, a w Polsce słyszało o niej pewnie kilka osób. Trochę się od tamtej pory pozmieniało. Teraz panie mają kilka tysięcy obserwujących, pograły już sporo, także jako support przed występami nieco bardziej rozpoznawalnych wykonawców, odwiedziły nawet Polskę (niestety Szczecin to dla reszty kraju raczej średnia lokalizacja, więc byłem zmuszony odpuścić) i po wielu zmianach na stanowisku perkusistki w końcu chyba ustabilizowały skład. Szybko też zarejestrowały album numer dwa – Veils of Winter. Przy okazji premiery pierwszej płyty pojawił się tu komentarz, że zespół brzmi „dziewczyńsko”. Może i coś w tym jest, może faktycznie w riffach granych przez zespół brakuje elementu męskiej agresji. Może właśnie na tym polega urok tego zespołu? Z drugiej strony – to absolutnie nie jest „dobra muzyka jak na dziewczyny” (z czymś takim też się spotkałem w zagranicznych internetach), bo to byłoby nie tylko stwierdzenie szowinistyczne, ale zwyczajnie krzywdzące dla pań tworzących ten zespół (i właściwie dla wszystkich innych też). To po prosto dobra muzyka i tyle.

środa, 7 sierpnia 2019

Roadsaw - Tinnitus the Night [2019]


Amerykańska formacja Roadsaw istnieje już ponad ćwierć wieku i w latach 1995-2011 wydała sześć krążków wypełnionych treściwym rockowym graniem w stylu typowego amerykańskiego stonera. Ale od wydania albumu Roadsaw w 2011 roku grupa milczała w temacie nowej muzyki. W czerwcu tego roku powróciła wydawnictwem Tinnitus the Night, które faktycznie przy zbyt głośnym słuchaniu może u niejednego wywołać tytułowe dzwonienie w uszach. Na szczęście słuchając tego krążka przy rozsądniejszym poziomie głośności, doświadczymy głównie całkiem przyjemnych muzycznych doznań.

wtorek, 27 listopada 2018

Dunbarrow - II [2018]


Niemal trzy lata temu wydali swój pierwszy album, w orbicie moich muzycznych zainteresowań znaleźli się jednak dopiero w zeszłym roku, gdy ta debiutancka płyta została wypuszczona na kompakcie. Na bloga wtedy nie trafili – jako „fałszywa” nowość – ale jak się okazuje długo jednak czekać nie musieli. Może i norweski zespół Dunbarrow nie jest mistrzem w wymyślaniu tytułów płyt, ale przynajmniej w temacie tworzenia dobrych numerów i dobrze brzmiących aranżacji nie można im wiele zarzucić. We wrześniu ukazał się drugi album formacji, zatytułowany po prostu II.

środa, 22 sierpnia 2018

Grusom - II [2018]


To były bardzo długie trzy lata. Tyle czasu trzeba było czekać na drugi album duńskiej formacji Grusom. W 2015 roku absolutnie powalili mnie swoim debiutem. Właściwie już po pierwszym odsłuchu byłem pewny, że to będzie jedna z moich ulubionych płyt 2015 roku. Kilka miesięcy później okazało się, że żadna inna jej nie przebiła w moim osobistym rankingu. Płyty słucham z dużą częstotliwością po dziś dzień i z pełnym przekonaniem umieszczam w gronie najlepszych albumów XXI wieku, a zespół trafił z miejsca do grupy moich ulubionych współczesnych wykonawców. Dodam nawet nieskromnie, że udało się przekonać do tej formacji dość pokaźne (jak na moje skromne możliwości) grono czytelników bloga i słuchaczy mojej audycji w rockserwis.fm. Tak, to były bardzo długie trzy lata. Na szczęście dłużej nie trzeba już czekać. Już za kilka dni do sprzedaży trafi Grusom II i powiem wam jedno – jeśli uwielbiacie debiut tak mocno, jak ja, możecie dwójkę brać w ciemno.

środa, 18 lipca 2018

Mythic Sunship - Upheaval [2018]


Ci to mają tempo. Ledwie rok temu pisałem o wydanej w kwietniu zeszłego roku piątej płycie duńskiej formacji Mythic Sunship, a na początku tego roku ukazał się kolejny krążek zespołu – Upheaval. Czemu napisanie o tym wydawnictwie zajęło mi aż tyle czasu? No cóż, płyt wychodzi wiele, więc czasem po prostu wydawnictwa grup, o których niedawno już pisałem, spadają na tył kolejki. Ale prawda jest też taka, że z grupą Mythic Sunship mam pewien problem. Lubię ich muzykę, dobrze mi się jej słucha, ale… zupełnie nie jestem w stanie odróżnić od siebie kolejnych płyt.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

The Watchers - Black Abyss [2018]



The Watchers to grupa wciąż dość świeża na rynku, co absolutnie nie przekłada się na brak doświadczenia muzyków. Połowę składu stanowią panowie, którzy jeszcze niedawno działali ze znakomitym skutkiem pod szyldem SpiralArms. Do tego jeszcze choćby były garkotłuk z grupy Orchid – naprawdę sporej nazwy w świecie kalifornijskiego stoner/doom rocka. Niespełna dwa lata temu zadebiutowali EP-ką Sabbath Highway, a teraz ukazał się pierwszy duży album formacji – Black Abyss. Po prawdzie wydawnictwo to czasowo wiele poza długość epkową nie wykracza, ale mamy osiem numerów trwających w sumie nieco ponad 37 minut, a trzeba napisać, że jest to 37 minut bardzo uczciwego rockowego łojenia w stylu amerykańskiego południa.

wtorek, 5 grudnia 2017

Causa Sui - Vibraciones Doradas [2017]



Duńska formacja Causa Sui to z pewnością jedna z tych nazw, które elektryzują wielu słuchaczy stonerowej psychodelii w całej Europie. Istnieją 13 lat, ale na koncie mają już kilkanaście wydawnictw – tak dużych płyt, jak i EP-ek oraz koncertówek. Nic zatem dziwnego, że nieco ponad półtora roku po premierze Return to Sky ukazuje się kolejne wydawnictwo grupy – płyta o intrygującym tytule Vibraciones Doradas. Pięć numerów, 37 minut i klimaty, które każdemu fanowi duńskiego zespołu będą znajome i bardzo bliskie.

środa, 25 października 2017

Savanah - The Healer [2017]



Jedną z mądrości, które zachowam z 2017 roku, było przekonanie się o tym, że w Austrii dzieją się naprawdę przyjemne rzeczy na scenie psychodelicznej. Poznałem w tym roku cztery naprawdę bardzo solidne formacje psychodeliczne z tego kraju, a jestem przekonany, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej, więc nastawiam się na więcej. Najnowszym tego typu odkryciem jest zespół Savanah, który powstał w 2014 roku i rok później zadebiutował albumem Deep Shades, zdobionym zresztą bardzo klimatyczną okładką. The Healer to ich drugi krążek. Okładka ponownie intrygująca, ponownie także panowie postawili na dłuższe formy. Na debiucie nagrali pięć numerów, na płycie numer dwa w zasadzie też, bo choć ścieżek jest sześć, to album otwiera niespełna minutowe intro zatytułowane… Intro.

czwartek, 12 października 2017

Kadavar - Rough Times [2017]



Czas zap… w sensie, że leci niezwykle szybko. Ciągle wydaje mi się czasem, że Kadavar to jeden z tych „nowych, ciekawych” zespołów. Tymczasem brodacze z Niemiec prezentujący dość specyficzny gust odzieżowy właśnie wydali swój czwarty studyjny album. No to już nie tacy początkujący. O ile dwa pierwsze krążki były do siebie muzycznie mocno podobne, to Berlin przynosił już pewną zmianę, choć był według mnie nieco monotonny w sensie charakterystyki utworów. Jeśli ktoś miał podstawową wersję, bez kapitalnego Reich der Träume, mógł się czuć jak podczas odsłuchu jednego, długiego, kopiącego cztery litery mocnego numeru. Domagałem się wtedy większej różnorodności na kolejnym albumie zespołu. Jest takie przysłowie – uważaj, o co prosisz, bo możesz to dostać.

środa, 30 sierpnia 2017

Ruby the Hatchet - Planetary Space Child [2017]



Poznałem ich dwa lata temu, gdy najpierw wznowili w nieco zmienionej formie swój pierwszy album, a chwilę później wydali płytę numer dwa – Valley of the Snake. Słuchało się tego niezwykle przyjemnie, bo zespół z Filadelfii zręcznie łączył sabbathowy walec z wpływami bluesowymi czy psychodelicznymi. Było ciężko, fuzzowo, z „dołami”, ale też melodyjnie. Po dwóch latach Ruby the Hatchet powracają z płytą numer trzy – Planetary Space Child. I – czego można się było domyślać po samym tytule – momentami jest faktycznie trochę bardziej kosmicznie, a mniej walcowato. Wciąż jednak jest przede wszystkim bardzo dobrze.

niedziela, 14 maja 2017

Geezer - Psychoriffadelia [2017]



Nie, Geezer to nie zespół basisty Black Sabbath, choć i on wydawał albumy pod tym szyldem. Geezer to amerykańskie trio, które już od paru lat przygniata fanów narkotycznego łojenia ciężkimi riffami, bulgoczącym basem i teksturą utworów gęstą jak smoła. Psychoriffadelia to trzeci album tej formacji, choć na jej koncie jest też EP-ka oraz wydany w 2015 roku split z Borracho – grupą, której muzyka także była opisywana na tym blogu. Nie mamy więc do czynienia z muzykami początkującymi i to oczywiście na tym albumie doskonale słychać. Kapitalna okładka „w klimacie” mówi sporo o muzycznych odcieniach, które znajdziemy na tym krążku. Będzie ciężko, będzie gitarowo, będzie brudno, nisko i z morzem przesteru. I, co jeszcze ważniejsze, będzie bardzo solidnie!