Pokazywanie postów oznaczonych etykietą heavy psych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą heavy psych. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 marca 2026

Gjenferd - Black Smoke Rising [2026]

Choć formacja Gjenferd zadebiutowała niespełna dwa lata temu, nie mamy tu do czynienia z początkującymi muzykami. Panowie – jak to często w Skandynawii bywa – pojawiali się już w przeszłości (a nawet i obecnie) w składach różnych formacji, a najbardziej znaną fanom klimatów retro jest pewnie Kryptograf. Debiut Norwegów pod szyldem Gjenferd trochę mi umknął, gdy płyta się ukazała. Poznałem ją dopiero z rok po premierze, więc i nie było szans, by trafiła na bloga, ale wiedziałem już, że należy mieć na nich oko i ucho, więc premiera albumu drugiego nie jest już dla mnie zaskoczeniem. Black Smoke Rising to niemal 42 minuty kapitalnego grania w klimatach retro podzielonego na dziesięć numerów (a właściwie to osiem + dwa przerywniki).

poniedziałek, 30 czerwca 2025

Paralyzed - Rumble&Roar [2025]

Pochodzącą z Bambergu w Bawarii formację Paralyzed poznałem jakieś trzy lata temu, gdy kwartet wydawał swój drugi album, Heavy Road. Właściwie kupili mnie od razu. Zaprezentowali klasyczną, ale brzmiącą znakomicie i naturalnie mieszankę ciężkiego, gęstego i momentami mrocznego bluesa z psychodelią rodem z przełomu lat 60. i 70. oraz stonera. Po trzech latach wracają z nową płytą w niezmienionym składzie. Klimat muzyczny ogólnie też się nie zmienił, choć mam wrażenie, że w brzmieniu jednak lekka zmiana zaszła.

poniedziałek, 11 listopada 2024

Old Blood - Midnight Climax [2024]

Kalifornijską formację Old Blood poznałem w 2016 roku, tuż po premierze jej debiutanckiej płyty, o której zresztą pisałem na blogu. Spodobała mi się ich mieszanka hard rocka, stonera, doomu i psychodelii. Jakoś tak jednak wyszło, że ich drugi album, wydany cztery lata później, przeleciał gdzieś obok mnie cichaczem, bo zupełnie nie zarejestrowałem w głowie faktu jego wydania. Jak do tego doszło? Nie wiem. Tak bywa. Chyba za dużo zespołów znajduje się w orbicie moich zainteresowań. Minęły kolejne cztery lata i tym razem już mi nie umknęli. Co prawda okładka nowego wydawnictwa – w przeciwieństwie do tego pierwszego – specjalnie mnie nie zachęciła do zapoznania się z płytą, ale na szczęście wystarczyła nazwa i dobre wspomnienia sprzed ośmiu lat. Na szczęście, bo to bardzo dobry album.

środa, 18 maja 2022

JIRM - The Tunnel, The Well, Holy Bedlam [2022]

Poczynania formacji JIRM (dawniej znanej jako Jeremy Irons & the Ratgang Malibus) śledzę dość pilnie już od paru dobrych lat, w 2018 roku udało mi się zresztą zobaczyć ich udany koncert podczas Red Smoke Festival, a na poprzednich płytach znajdowałem dla siebie dość sporo, więc i oczekiwania po nowym krążku Szwedów miałem umiarkowanie wysokie. No bo, wiecie, może nie jest to jeden z moich absolutnie ulubionych współczesnych zespołów, ale jednak zawsze jest u nich solidnie i zasadniczo nigdy mnie nie zawiedli. Mam jednak wrażenie, że swoim nowym albumem do tej mojej współczesnej czołówki się przybliżyli, bo nie przypominam sobie, by którykolwiek z ich wcześniejszych krążków wywoływał u mnie aż tak pozytywne emocje i pojawiał się w moim wirtualnym odtwarzaczu aż tak często, jak The Tunnel, The Well, Holy Bedlam.

niedziela, 13 października 2019

Palace in Thunderland - The King of the Empty Aeon [2019]


Palace in Thunderland (kapitalna nazwa) to ciekawostka na scenie muzycznej. Podobno grupa powstała w 1998 roku, ale próżno szukać jakichkolwiek wydawnictw tego zespołu starszych niż EP-ka Into the Maelstrom z 2007 roku, a pierwszą dużą płytę panowie wydali zaledwie cztery lata temu. No nic, wnikać nie będę w prawdziwość dat. Trzymajmy się pewnych faktów, a do tych należy premiera albumu numer dwa – The King of the Empty Aeon – która miała miejsce w lutym tego roku. Co muzycznie ma do zaoferowania kwartet (choć obecnie właściwie trio, bo perkusista odszedł tuż po nagraniu płyty, a następcy na razie nie ma) ze wschodnich rejonów Stanów Zjednoczonych? To całkiem ciekawa mieszanka stonera, ciężkiej psychodelii i heavy metalu.

piątek, 13 września 2019

The Heavy Minds - Second Mind [2019]


The Heavy Minds poznałem cztery lata temu przy okazji premiery ich pierwszego albumu. Przyznam, że wtedy jeszcze moja orientacja w rejonach europejskiej retro-psychodelii była o wiele mniejsza, o czym najlepiej świadczy to, że w zasadzie nie kojarzyłem niemal żadnych innych współczesnych zespołów austriackich. Przez te cztery lata sporo się zmieniło, nie zmienia się natomiast to, że The Heavy Minds wydają dobrą muzykę. 

Choć produkcja płyty sprawia, że brzmienie jest momentami dość hmm… ostre, same kompozycje kontrastują to uczucie przyjemnymi dla ucha motywami i przystępnością. To oczywiście nie są czterominutowe kawałki ze schematem zwrotka-refren, ale panowie brak prostej, radiowej struktury utworów nadrabiają melodyjnością i odwołaniami do klasycznych, często blues-rockowych patentów z lekko stonerową polewą. A zaczynają od beatlesowskiego utworu tytułowego. Czy tak właśnie brzmieliby chłopcy z Liverpoolu, gdyby nagle zeszli do podziemia i zaczęli grać w XXI wieku w małych, piwnicznych klubach? Trochę więcej kosmicznych, psychodelicznych odlotów i zapętleń mamy w Footpath to Fortress. Niby numer trwa niewiele ponad pięć minut, ale zespołowi udało się zorganizować w tym czasie całkiem niezłego muzycznego tripa.

piątek, 24 maja 2019

Cavem3n - The Stalefield Incident [2019]


Cavem3n to nieznana mi do tej pory formacja ze Szwecji, która muzykę wydaje już od niemal dekady. Ich nowa płyta zatytułowana The Stalefield Incident zainteresowała mnie najpierw opisem, który wraz z okładką tworzył całkiem intrygujące pierwsze wrażenie. Okazało się, że decyzja, by poznać muzykę Cavem3n, to strzał w dziesiątkę. Album zachwycił mnie od pierwszego odsłuchu, po którym szybko dodałem go do przygotowywanego zamówienia w pewnym sklepie płytowym. Nasza znajomość rozwija się w szybkim tempie i na razie przebiega bez zgrzytów.

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Sweven - Red Giant to White Dwarf [2019]


Sweven to francuski kwintet, o którym mieliście wszelkie prawo do tej pory nie słyszeć, bo powstali trzy lata temu, niedawno ukazała się dopiero ich pierwsza płyta, a w dodatku jest to zespół na razie mocno anonimowy (choć muszę zaznaczyć, ze wszyscy instrumentaliści grali wcześniej razem w innej formacji i wydali z nią dwie płyty, nie są to zatem kompletni debiutanci). Dość powiedzieć, że na Facebooku polubiło ich jak na razie niecałe 400 osób, co w obecnych czasach jest pewnym wyznacznikiem popularności lub jej braku. Próżno szukać o nich wzmianki na RateYourMusic czy Discogs, a wspomniany profil na FB oferuje informacje jedynie w języku francuskim. To wszystko tworzy wrażenie, że zespół jest mocno niszowy i znany niezwykle wąskiej grupie słuchaczy. Tyle że oczywiście nijak się to ma do jakości muzycznej. Ba, pójdę dalej – stosunek liczby polubień do muzycznej jakości debiutanckiej płyty tego zespołu to jedna z największych niesprawiedliwości w świecie muzyki w 2019 roku. Trafiłem na nich zupełnie przypadkowo, naprowadzony przez jednego z czytelników tego bloga, za co jestem mu niesamowicie wdzięczny, bo z pełną odpowiedzialnością i przekonaniem stwierdzam, że to jedna z najlepszych płyt, jakie ukazały się i jeszcze ukażą w 2019 roku.

niedziela, 3 marca 2019

The Lunar Effect - Calm Before the Calm [2019]


The Lunar Effect to kwartet z Londynu. Okładka ich nowej płyty – pierwszego dużego wydawnictwa, bo do tej pory formacja mogła się pochwalić wydanymi niezależnie EP-kami – powinna zdradzać mniej więcej, w jakich muzycznych rejonach porusza się ten zespół. Choć gdy już włączymy samą płytę, okazuje się, że jednak być może zdradza mniej niż więcej… Co wcale nie jest złą wiadomością, bo efekt finalny jest znacznie ciekawszy, niż się spodziewałem.

środa, 18 lipca 2018

Mythic Sunship - Upheaval [2018]


Ci to mają tempo. Ledwie rok temu pisałem o wydanej w kwietniu zeszłego roku piątej płycie duńskiej formacji Mythic Sunship, a na początku tego roku ukazał się kolejny krążek zespołu – Upheaval. Czemu napisanie o tym wydawnictwie zajęło mi aż tyle czasu? No cóż, płyt wychodzi wiele, więc czasem po prostu wydawnictwa grup, o których niedawno już pisałem, spadają na tył kolejki. Ale prawda jest też taka, że z grupą Mythic Sunship mam pewien problem. Lubię ich muzykę, dobrze mi się jej słucha, ale… zupełnie nie jestem w stanie odróżnić od siebie kolejnych płyt.

wtorek, 26 czerwca 2018

The Sledge - On the Verge of Nothing [2018]


Rockowe granie z Danii biorę w ostatnich latach niemal w ciemno, bez względu na to, czy jest to coś mrocznego i klimatycznego jak Grusom, czy może bardziej psychodelicznego jak Syreregn, albo kosmicznego jak Mythic Sunship. Niemal każdy strzał jest celny. Dlatego do pierwszej dużej płyty formacji The Sledge – grupy debiutującej płytowo pod tą nazwą, ale działającej i wydającej już wcześniej pod innym szyldem, nie zaś z nowicjuszy – podszedłem ze sporą dawką zaufania i nadziei. I miło mi poinformować, że On the Verge of Nothing nie rozczarowuje.

czwartek, 7 czerwca 2018

Mountain Dust - Seven Storms [2018]


Dwa lata temu kompletnie mnie zaskoczyli swoją pierwszą prawdziwą dużą płytą – Nine Years. Kilka sekund po odpaleniu pierwszego utworu byłem już niemal pewny, że ten album mi się spodoba. Przeczucie nie zawiodło – płyta wylądowała w czołówce moich ulubionych krążków 2016 roku. Nic więc dziwnego, że – jak to zwykle bywa przy takich okazjach – album numer dwa był równie wysoko na liście oczekiwań tegorocznych, co naturalnie mogło się skończyć klapą i sporym zawodem, ale znowu miałem przeczucie, że to mi raczej nie grozi. Nie myliłem się. Ekipa z Montrealu, która ledwie kilka dni temu wpadła na koncert do Wrocławia (niestety przez konflikt dat koncertowych nie miałem okazji ich zobaczyć i cholernie żałuję), wydała właśnie swój drugi album – Seven Storms – który absolutnie w niczym nie ustępuje fantastycznemu debiutowi, a nawet jest chyba od niego bardziej różnorodny i jeszcze ciekawszy, a przy tym równie klimatyczny.

poniedziałek, 26 marca 2018

Killer Boogie - Acid Cream [2018]


Wszystko – począwszy od nazwy grupy przez tytuł płyty po okładkę – sugeruje, że Killer Boogie na swoim drugim samodzielnym dużym krążku będzie nam prezentowało muzykę zakorzenioną w przełomie lat 60. i 70. Po odpaleniu pierwszego nagrania nie ma zatem wielkiej niespodzianki, że trio z Włoch prezentuje właśnie takie, a nie inne muzyczne klimaty, choć nie jest to czyste brzmienie wspomnianej ery. Zadebiutowali w 2015 roku płytą Detroit. Teraz, po trzech latach, powracają z albumem numer dwa i jest to moje pierwsze zetknięcie się z ich twórczością. Klasyczne power trio, to i brzmienie w pewnym sensie z czasów pierwszych tego typu grup, choć mocno podrasowane. Gdyby ich muzyka była zdjęciem na Instagramie, powiedziałbym, że to klasyczny obrazek z lat 70. – długie włosy, kolorowe stroje, szerokie spodnie, zielsko – ale z nałożonym filtrem o nazwie „lata 90.” (gdyby taki istniał).

środa, 21 marca 2018

Naxatras - III [2018]



W 2018 roku moc greckiej sceny psychodeliczno-stonerowej nie jest już dla nikogo zaskoczeniem. Zespołów poruszających się sprawnie na tym poletku jest bardzo dużo, a niewątpliwie jednym z najbardziej znanych (o ile nie numerem jeden) jest Naxatras – ponad 33 tysiące fanów na Facebooku, miliony odsłuchów ich płyt na YouTube i pozycja jednego z czołowych przedstawicieli tego nurtu muzycznego w Europie. Takie rzeczy nie są dziełem przypadku. Na trzeciej płycie – zatytułowanej niezwykle odkrywczo III – grupa nie oferuje czegoś dramatycznie innego, niż na dwóch wcześniejszych albumach o równie wyszukanych tytułach, ale trudno też powiedzieć, by się powtarzała. Wszystko dzięki temu, że składniki są generalnie niemal te same, ale już ich proporcje dość mocno się zmieniły.

piątek, 9 lutego 2018

Weedpecker - III [2018]



To już nie „młodzi zdolni” albo „obiecujący z potencjałem”. Warszawski Weedpecker to doświadczona, zaprawiona w bojach formacja, która cieszy się coraz większym szacuneczkiem na psychostonerowej dzielni. Zapraszają ich na zacne festiwale, dają możliwość występów ze sporymi w tej muzycznej działce grupami, z zachwytem wypowiadają się o nich fani ciężkiej psychodelii z całego świata – to już nie pilnie strzeżona tajemnica polskiego muzycznego podziemia, ale naprawdę robiący duże wrażenie zespół. Wydana w 2015 roku płyta II zgruzowała i zwalcowała mnie przy odsłuchu. Oczekiwania w przypadku albumu numer III musiały być zatem dość spore, choć efekt tym razem jest nieco inny.

środa, 31 stycznia 2018

King Buffalo - Repeater [2018]



Coś zdecydowanie łączy dwa pierwsze zespoły, które pojawiają się na blogu w sezonie 2018. Łącznikiem jest zeszłoroczny Red Smoke Festival w Pleszewie. O ile grupę Ouzo Bazooka zdążyłem już choć trochę poznać w miesiącach poprzedzających festiwal, o tyle King Buffalo byli dla mnie w zasadzie całkowitą zagadką. Zespół ze stanu Nowy Jork wyszedł na scenę i zaczął grać… a gdy kończył, ja stałem już przy ich stoisku w namiocie na czele sporej kolejki, która ustawiła się, żeby zakupić ich jedyną wówczas płytę – wydany w 2016 roku album Orion. Nie da się ukryć, że panowie zyskali w trakcie tych kilkudziesięciu minut całkiem pokaźne grono fanów w naszym kraju, co jest o tyle cenne, że w krótkiej rozmowie po koncercie udało mi się dowiedzieć, że jest to ich pierwsza wizyta w Europie i w zasadzie kompletnie nie wiedzieli, czego się mają spodziewać. Myślę, że na ich kolejne koncerty u nas, które już na początku maja u boku grupy Elder, wpadną z dużą większą pewnością siebie. Tymczasem rok rozpoczęli od wydania EP-ki Repeater.

sobota, 13 stycznia 2018

Pontiak - Dialectic of Ignorance [2017]



Dużo w ostatnich miesiącach mówiło się i pisało o trzech braciach o swojsko brzmiącym nazwisku Kiszka, którzy wraz z kumplem podbijają świat jako Greta Van Fleet. Historia muzyki zna sporo przypadków, gdy przynajmniej trójka rodzeństwa odnosiła spore sukcesy pod wspólnym szyldem – Bee Gees, Beach Boys, Jackson 5, a współcześnie choćby Anathema. Grupa Pontiak ze swoją muzyką do mainstreamu raczej nie ma szans się przebić, ale bracia Jennings, Van i Lain Carneyowie ze stanu Virginia od kilkunastu już lat grają naprawdę solidnego psychodelicznego stonera i mają już na koncie osiem albumów oraz kilka EP-ek. Najnowsza płyta tria – Dialectic of Ignorance – ukazała się wiosną 2017 roku i powinna zainteresować fanów lekko narkotycznych odlotów.

wtorek, 5 grudnia 2017

Causa Sui - Vibraciones Doradas [2017]



Duńska formacja Causa Sui to z pewnością jedna z tych nazw, które elektryzują wielu słuchaczy stonerowej psychodelii w całej Europie. Istnieją 13 lat, ale na koncie mają już kilkanaście wydawnictw – tak dużych płyt, jak i EP-ek oraz koncertówek. Nic zatem dziwnego, że nieco ponad półtora roku po premierze Return to Sky ukazuje się kolejne wydawnictwo grupy – płyta o intrygującym tytule Vibraciones Doradas. Pięć numerów, 37 minut i klimaty, które każdemu fanowi duńskiego zespołu będą znajome i bardzo bliskie.

środa, 8 listopada 2017

Malefic House - Tetramorph [2017]



Rosyjski kwartet Malefic House działa już – według informacji z facebookowego profilu – od ośmiu lat, ale do tej pory miał na koncie jedynie single (m.in. z coverami utworów The Jimi Hendrix Experience i Led Zeppelin) oraz EP-kę. Tymi nagraniami zdołali jednak zdobyć całkiem liczne grono fanów w stonerowym podziemiu w swojej ojczyźnie. Na debiutancki album trzeba było trochę poczekać, ale kilka miesięcy temu zespół w końcu wydał płytę Tetramorph. Niech was te odniesienia do Hendrixa i Zeppelinów nie zmylą – na Tetramorph próżno szukać klasycznego hard rocka czy blusowych odniesień. To płyta osadzono głęboko w klimatach stonerowej psychodelii. Znajdziemy na niej trzy kwadranse muzyki podzielonej na zaledwie cztery kompozycje.

środa, 25 października 2017

Savanah - The Healer [2017]



Jedną z mądrości, które zachowam z 2017 roku, było przekonanie się o tym, że w Austrii dzieją się naprawdę przyjemne rzeczy na scenie psychodelicznej. Poznałem w tym roku cztery naprawdę bardzo solidne formacje psychodeliczne z tego kraju, a jestem przekonany, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej, więc nastawiam się na więcej. Najnowszym tego typu odkryciem jest zespół Savanah, który powstał w 2014 roku i rok później zadebiutował albumem Deep Shades, zdobionym zresztą bardzo klimatyczną okładką. The Healer to ich drugi krążek. Okładka ponownie intrygująca, ponownie także panowie postawili na dłuższe formy. Na debiucie nagrali pięć numerów, na płycie numer dwa w zasadzie też, bo choć ścieżek jest sześć, to album otwiera niespełna minutowe intro zatytułowane… Intro.