Dwa lata temu kompletnie mnie
zaskoczyli swoją pierwszą prawdziwą dużą płytą – Nine Years. Kilka sekund po
odpaleniu pierwszego utworu byłem już niemal pewny, że ten album mi się
spodoba. Przeczucie nie zawiodło – płyta wylądowała w czołówce moich ulubionych
krążków 2016 roku. Nic więc dziwnego, że – jak to zwykle bywa przy takich
okazjach – album numer dwa był równie wysoko na liście oczekiwań tegorocznych,
co naturalnie mogło się skończyć klapą i sporym zawodem, ale znowu miałem
przeczucie, że to mi raczej nie grozi. Nie myliłem się. Ekipa z Montrealu,
która ledwie kilka dni temu wpadła na koncert do Wrocławia (niestety przez
konflikt dat koncertowych nie miałem okazji ich zobaczyć i cholernie żałuję),
wydała właśnie swój drugi album – Seven Storms – który absolutnie w niczym nie
ustępuje fantastycznemu debiutowi, a nawet jest chyba od niego bardziej
różnorodny i jeszcze ciekawszy, a przy tym równie klimatyczny.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mountain dust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mountain dust. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 czerwca 2018
środa, 4 stycznia 2017
Bizon's Best of 2016 - płytowe podsumowanie roku
Rok temu wydawało się, że ciężko będzie pobić dorobek tamtych 12 miesięcy tak szybko. W końcu w 2015 roku wyszło mnóstwo kapitalnych płyt. No to niespodzianka - rok 2016 był pod tym względem chyba jeszcze lepszy. Co więcej, były to w dużej mierze płyty wykonawców, których jeszcze 12 miesięcy temu kompletnie nie znałem. Po raz kolejny mogliśmy się przekonać, ile jeszcze wszyscy mamy do odkrycia na rynku muzycznym. Rok ten zapamiętamy oczywiście głównie ze względu na odejście wielu wielkich sceny muzycznej - i to nie zawsze gwiazd znanych tylko z telewizji, ale także tych, z którymi wielokrotnie mieliśmy okazję spotykać się i rozmawiać. Obyśmy prędko nie mieli tak złego roku pod tym względem, choć niestety wiek idoli sprzed lat sugeruje coś innego. Jednak wydawniczo było to 12 kapitalnych miesięcy i postarajmy się zapamiętać przede wszystkim właśnie to. Spośród ponad 150 płyt, które udało się przesłuchać przynajmniej kilka razy, przynajmniej połowa stała na niezwykle wysokim poziomie, a niemal pół setki to albumy, które należy obowiązkowo poznać. Wybranie z tego zestawienia 21 płyt było zadaniem dość karkołomnym. Nie podejmuję się uszeregowania ich wszystkich, stąd druga część poniższego zestawienia jest podana w kolejności alfabetycznej. Pierwsza dziesiątka musiała tym razem pomieścić 11 pozycji, bo nie miałem serca wyrzucić z niej ani Messengera, ani Dungen.
Etykiety:
2016,
best of 2016,
black mountain,
dewolff,
dungen,
gadi caplan,
messenger,
mondo drag,
mountain dust,
recenzja,
Rival Sons,
riverside,
salem's pot,
stonerider,
svin,
the re-stoned,
tiebreaker
poniedziałek, 12 września 2016
Mountain Dust - Nine Years [2016]
Czasem jak trafia, to z pełną
mocą i idealnie w środek tarczy, i to od pierwszych sekund. Zakochanie się w
dźwiękach, które nieznana mi wcześniej kompletnie grupa Mountain Dust zawarła
na swoim debiutanckim albumie Nine Years,
zajęło zaledwie chwilę, pewnie jakoś między dziewięcioma sekundami a
dziewięcioma minutami. Mniej więcej w połowie pierwszego numeru byłem już
przekonany, że to będzie dobra płyta, po drugim kawałku byłem już w stu
procentach kupiony, a pod koniec pierwszego odsłuchu wiedziałem już, że to
będzie jedna z moich ulubionych płyt wydanych w tym roku. Kolejne odtworzenia
całości tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Kwartet z Montrealu, który wcześniej
miał na koncie zaledwie demówkę, swoim pierwszym albumem natychmiast wdarł się
do czołówki moich ulubionych formacji sceny heavy psych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


