piątek, 13 września 2019

The Heavy Minds - Second Mind [2019]


The Heavy Minds poznałem cztery lata temu przy okazji premiery ich pierwszego albumu. Przyznam, że wtedy jeszcze moja orientacja w rejonach europejskiej retro-psychodelii była o wiele mniejsza, o czym najlepiej świadczy to, że w zasadzie nie kojarzyłem niemal żadnych innych współczesnych zespołów austriackich. Przez te cztery lata sporo się zmieniło, nie zmienia się natomiast to, że The Heavy Minds wydają dobrą muzykę. 

Choć produkcja płyty sprawia, że brzmienie jest momentami dość hmm… ostre, same kompozycje kontrastują to uczucie przyjemnymi dla ucha motywami i przystępnością. To oczywiście nie są czterominutowe kawałki ze schematem zwrotka-refren, ale panowie brak prostej, radiowej struktury utworów nadrabiają melodyjnością i odwołaniami do klasycznych, często blues-rockowych patentów z lekko stonerową polewą. A zaczynają od beatlesowskiego utworu tytułowego. Czy tak właśnie brzmieliby chłopcy z Liverpoolu, gdyby nagle zeszli do podziemia i zaczęli grać w XXI wieku w małych, piwnicznych klubach? Trochę więcej kosmicznych, psychodelicznych odlotów i zapętleń mamy w Footpath to Fortress. Niby numer trwa niewiele ponad pięć minut, ale zespołowi udało się zorganizować w tym czasie całkiem niezłego muzycznego tripa.

poniedziałek, 9 września 2019

Monarch - Beyond the Blue Sky [2019]


Monarch to formacja z Kalifornii. Zespołom z tamtych okolic jest z jednej strony łatwo, z drugiej niezmiernie trudno. Łatwo, no bo wskażcie mi lepsze miejsce do uprawiania muzyki niż ten najsłynniejszy z amerykańskich stanów – chyba tylko Nowy Jork i Londyn są na porównywalnym poziomie. Wszystko pod ręką, możliwości nieograniczone, nic tylko tworzyć, nagrywać, koncertować… Tyle że taki pomysł mają tysiące ludzi na niezbyt wielkim obszarze. I tu zaczyna się problem. Przebiją się najlepsi lub ci, którzy mają najwięcej szczęścia albo umiejętności sprzedania się (w tym dobrym znaczeniu tego słowa). Trudno mi w tej chwili stwierdzić, czy Monarch należy do którejś z tych grup, ale ich druga płyta – wydany w sierpniu album Beyond the Blue Sky – udowadnia, że mają na siebie pomysł i dysponują sporym muzycznym potencjałem.

sobota, 7 września 2019

Galaverna - Dodsdans [2015/2019]


Galaverna to kwintet z Werony, który specjalizuje się w bardzo klimatycznym graniu opartym w dużej mierze na mrocznym folk-rocku. Ich debiutancki album – Dodsdans – został zarejestrowany w 2015 roku. To co w takim razie robi na tym blogu w roku 2019? No cóż, płyta w jakiejś formie faktycznie wyszła w 2015 roku, ale ponownie i jednak chyba na nieco większą skalę ukazała się dopiero teraz, we wrześniu. Nie wiem, czy pierwotnie była dostępna w jakimkolwiek innym formacie niż cyfrowy. Bardzo trudno znaleźć o tym wydawnictwie jakiekolwiek informacje starsze niż kilka tygodni. Można odnieść wrażenie, że formacja dopiero teraz na dobre zaczyna promocję Dodsdans i tak naprawdę dopiero teraz ta płyta ma realną szansę trafić do jakiegoś nieco szerszego grona odbiorców. Wygląda na to, że do zeszłego roku grupa nie miała nawet profilu na Facebooku, co też może być pewnym wyznacznikiem tego, jak to z działalnością Galaverny wcześniej było, choć jednocześnie na YouTube można znaleźć materiały z ich koncertów sprzed dwóch czy trzech lat. W każdym razie płyta jest tak znakomita, że warto skorzystać z tej furtki i przemycić ją na bloga, nieco naginając jego zasady. I teraz kolejne pytanie – czy zespół z jakiegoś powodu sam zwlekał z przedstawieniem tych nagrań światu, czy może trafiał na głuchych ludzi, którzy kompletnie nie potrafili dostrzec magii w tych dźwiękach i nie byli zainteresowani ich wydaniem? Na to pytanie odpowiedzi też niestety nie znam, wiem za to na pewno, że Dodsdans to jedna z moich największych muzycznych niespodzianek tego roku.

poniedziałek, 2 września 2019

The Mothercrow - Magara [2019]


The Mothercrow to kataloński kwartet, który zadebiutował trzy lata temu EP-ką zatytułowaną po prostu The Mothercrow, a po niej wypuścił jeszcze kilka pojedynczych nagrań. Od tamtej pory w zespole zaszły pewne zmiany personalne – grupę od kilkunastu miesięcy tworzą wokalistka Karen Asensio i basistka/flecistka/sitarzystka (istnieje w ogóle takie słowo?) Claudia González oraz dwaj „nowi”: gitarzysta Max Eriksson (sądząc po nazwisku, zapewne Szwed, choć nic sobie uciąć za to nie dam) i perkusista Pep Carabante. Właśnie w takim zestawieniu osobowym nagrali swoją pierwszą dużą płytę zatytułowaną Magara.

sobota, 31 sierpnia 2019

Sacri Monti - Waiting Room for the Magic Hour [2019]


Zespół Sacri Monti poznałem cztery lata temu, kiedy ukazała się ich debiutancka płyta. Płyta może nie z gatunku tych zmieniających życie słuchacza, ale na pewno bardzo udana, jedna z najlepszych w swoim roczniku, dająca podstawy do tego, by uważać Sacri Monti za jednego z ciekawszych przedstawicieli amerykańskiej sceny psychodelicznego hard rocka. Na album numer dwa przyszło nam nieco poczekać, ale jeśli kolejne płyty kalifornijskiej formacji mają być tak udane, to ja chętnie będę na nie czekał za każdym razem te cztery lata albo i dłużej. Oczywiście panowie tworzący ten zespół nie są nowicjuszami. To, że grupa wydaje dopiero drugi album, może niektórych zwieść, ale ci goście grają w wielu innych formacjach i zapewne niejeden wzmacniacz już spalili. To zresztą też (w sensie gra w wielu formacjach, a nie palenie wzmacniaczy) zapewne jest przyczyną aż czteroletniej przerwy między płytami. Nic to jednak – w końcu wydali, a ja w końcu mogę znowu o nich pisać.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Ino-Rock Festival - Inowrocław [Teatr Letni], 24 VIII 2019 [galeria zdjęć]

W zeszłym roku, podczas jedenastej edycji Ino-Rock Festival, na scenie obok grup polskich prezentowały się formacje z Norwegii. Tym razem, podczas edycji dwunastej, obok rodzimych wykonawców mogliśmy słuchać występów zespołów angielskich. To oczywiście bardziej zbieg okoliczności (no, może lekko wspomagany) niż celowe działanie - w końcu to nie zawody sportowe, żeby tworzyć rywalizację. Rekord frekwencyjny sprawił, że - w przeciwieństwie do poprzednich edycji - już w trakcie pierwszych dwóch koncertów teren Teatru Letniego w Inowrocławiu był solidnie zapełniony, co miało swoje dobre i złe strony, o których zapewne przeczytacie u ludzi, którzy będą bardziej szczegółowo opisywali przebieg imprezy. Ja skupię się na zdjęciach.

wtorek, 20 sierpnia 2019

Numidia - s/t [2019]


Numidia to sekstet z Sydney, który zadebiutował płytowo w styczniu tego roku albumem Numidia. W swojej muzyce formacja łączy elementy psychodeliczne i progresywne z pewną dawką folkowych klimatów – czy to w postaci motywów bliskowschodnich, czy kojarzących się być może nieco bardziej z plemiennymi, hipnotycznymi tańcami Australii i okolic. Choć debiutancki krążek zawiera zaledwie sześć kompozycji, to wystarcza, by z całą pewnością stwierdzić, że oto pojawiła się kolejna grupa z tego kraju, która może wkrótce całkiem mocno namieszać w podziemnej, psychodelicznej scenie nie tylko swojego kontynentu, lecz także Europy, wszak to tu prędzej czy później zjeżdżają na koncerty wszystkie wybijające się podziemne formacje z tych muzycznych rejonów.

niedziela, 18 sierpnia 2019

Chris Forsyth - All Time Present [2019]


Chris Forsyth to muzyk ze wschodnich rejonów Stanów Zjednoczonych, który muzykę wydaje od ponad 20 lat. Czyni to często i chętnie, bo ma na koncie już grubo ponad 20 płyt, a jak policzymy jeszcze te wydane z różnymi zespołami (jedną z grup, w których grał Chris, jest Phantom Limb & Bison – to tak z ciekawostek…), okaże się, że Forsyth ma w dorobku więcej płyt studyjnych niż Deep Purple koncertowych. A to już jakiś wyczyn. Najnowsza z nich – All Time Present – ukazała się w kwietniu. Forsyth gra tu na gitarze i śpiewa, a do pomocy ma kolegów obsługujących sekcję rytmiczną, instrumenty klawiszowe oraz saksofon.

piątek, 16 sierpnia 2019

Dreamtime - Tidal Mind [2019]


Pochodząca z Brisbane formacja Dreamtime to jeden z wielu australijskich zespołów, które ostatnio wparowały z impetem w orbitę moich muzycznych zainteresowań. Wydający od początku obecnej dekady kwintet wykonuje, mówiąc ogólnie, muzykę psychodeliczną, dość mocno opartą na brzmieniach syntezatorów i klawiszy – kosmiczną, eteryczną, czasem nieco oniryczną, zbudowaną jednak zazwyczaj na sporej dynamice. Wypuszczony w maju album Tidal Mind to ich czwarta płyta i jeśli poprzednie zbliżają się do niej poziomem, trzeba będzie wkrótce poznać całą dyskografię Dreamtime.

wtorek, 13 sierpnia 2019

The Black Keys - "Let's Rock" [2019]


Po sporym sukcesie, jaki był udziałem The Black Keys na wcześniejszym etapie historii duetu, można śmiało założyć, że każde nowe studyjne wydawnictwo formacji ze stanu Ohio będzie sporym wydarzeniem w branży muzycznej. Ale Dan Auerbach i Patrick Carney swoich fanów ostatnimi czasy nie rozpieszczają. Ja po raz pierwszy zetknąłem się z nazwą The Black Keys w okolicach premiery siódmego krążka grupy – El Camino. Był to rok 2011, może 2012, zespół był wtedy na scenie już dekadę i – jak wspomniałem – wydawał już swój siódmy album. Na następny trzeba było czekać aż trzy lata, a na ten najnowszy aż pięć kolejnych. Znudzenie? Zmęczenie? Zwykła przezorność, żeby nie „przedobrzyć”? Pewnie wszystko po trochu plus zmiany w życiu osobistym. W sumie trzyletnia przerwa w jakiejkolwiek aktywności The Black Keys nie wyszła im chyba na złe.

piątek, 9 sierpnia 2019

Children of the Sün - Flowers [2019]


Children of the Sün to szwedzki oktet, który na swojej pierwszej dużej płycie bardzo stara się przywołać ducha hipisowskiego rocka z folkowymi naleciałościami. Do klimatu granej przez nich muzyki pasują też niewątpliwie stylizacje na zdjęciach promocyjnych czy okładka albumu Flowers. Co ciekawe, w grupie jest aż sześć kobiet, co – przyznajmy – w muzyce rockowej wciąż jest raczej rzadkością. Muzycy otwarcie przyznają się do inspiracji wykonawcami, którzy występowali na legendarnym festiwalu Woodstock, choć na swoim profilu facebookowym jako jedną z inspiracji wymieniają także uwielbiany przeze mnie zespół Rival Sons. Wiadomo, że nie mogłem takich sygnałów zignorować – wszystko świadczyło o tym, że ta płyta musi mi się spodobać.

środa, 7 sierpnia 2019

Roadsaw - Tinnitus the Night [2019]


Amerykańska formacja Roadsaw istnieje już ponad ćwierć wieku i w latach 1995-2011 wydała sześć krążków wypełnionych treściwym rockowym graniem w stylu typowego amerykańskiego stonera. Ale od wydania albumu Roadsaw w 2011 roku grupa milczała w temacie nowej muzyki. W czerwcu tego roku powróciła wydawnictwem Tinnitus the Night, które faktycznie przy zbyt głośnym słuchaniu może u niejednego wywołać tytułowe dzwonienie w uszach. Na szczęście słuchając tego krążka przy rozsądniejszym poziomie głośności, doświadczymy głównie całkiem przyjemnych muzycznych doznań.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

The Raconteurs - Help Us Stranger [2019]


Jack White to jedna z najciekawszych, najbarwniejszych i najważniejszych postaci we współczesnej muzyce rockowej. Można go nie lubić, można nie słuchać jego muzyki, ale zaprzeczanie temu to strzał we własną stopę, jeśli chce się być traktowanym poważnie w jakiejkolwiek dyskusji na temat współczesnej sceny rockowej. Nigdy nie byłem fanem The White Stripes – zespołu, który pozwolił mu wypłynąć i stać się gwiazdą. Znacznie bardziej wolałem to, co tworzył solo lub z formacją The Raconteurs. Ale ostatni solowy krążek White’a jakoś nie przypadł mi do gustu. Jeszcze na początku próbowałem się do niego przekonać nieco na siłę, ale z perspektywy kilkunastu miesięcy wiem już, że raczej nie będę do tej płyty wracał. Zgoła inaczej ma się sprawa z nowym albumem Gawędziarzy – pierwszym od ponad 11 lat.

czwartek, 1 sierpnia 2019

The Ivory Elephant - Stoneface [2019]


Australijską formację The Ivory Elephant poznałem w 2017 roku, krótko po premierze pierwszego albumu tria – dość przewrotnie zatytułowanego Number 1 Pop Hit. Zachwyciłem się nagraniem Like a Dog, spodobała mi się też cała płyta, bo choć może nie był to album z mojej ścisłej czołówki ulubionych płyt w swoim roczniku, to jednak ta niezwykle przyjemna mieszanka blues-rocka i psychodelii sprawdzała się naprawdę bardzo dobrze. Nic dziwnego zatem, że czekałem na udany ciąg dalszy. I doczekałem się. Oj, doczekałem… Stoneface to nie krok, a przynajmniej ze dwa kroki naprzód w rozwoju tej grupy.

poniedziałek, 29 lipca 2019

Summer Fog Festival - Warszawa [Torwar], 27 VII 2019 [relacja / galeria zdjęć]

Jakiś czas temu zaczął funkcjonować u nas mit, że w Polsce jest mnóstwo fanów Pink Floyd. No cóż, wychodzi na to, że większość to raczej fani 'przebojów Pink Floyd', bo o ile koncerty Watersa i Gilmoura czy co popularniejszych cover bandów, grających najbardziej znane numery zespołu, sprzedają się u nas znakomicie, o tyle zainteresowanie występem perkusisty grupy, który gra kompozycje z wczesnych płyt Pink Floyd, było dużo mniejsze, niż można się było spodziewać. Szkoda organizatora, który sprowadził na pierwszą edycję Summer Fog Festival znakomity line-up, szkoda trochę zespołów, zwłaszcza tych rozpoczynających festiwal, bo grały dla niemal pustego Torwaru. Szkoda też Masona, który z kolegami prezentuje tak kapitalne występy, że zasługują na coś więcej niż jakieś półtora tysiąca słuchaczy w mogącej pomieścić cztery razy tyle hali. Szkoda tych, którzy z jakiegoś ważnego powodu być nie mogli, bo przegapili prawdopodobnie jedyną okazję, by to psychodeliczne show zobaczyć na własne oczy. Nie jest mi szkoda tych, którzy mogli być, ale odpuścili. Sami są sobie winni.

piątek, 26 lipca 2019

Nebula - Holy Shit [2019]


Kalifornia Skandynawią Ameryki Północnej! Nie wiem czy to kwestia klimatu, krajobrazów pustynnych, trzęsień ziemi czy może po prostu gęstości zaludnienia i popularności regionu, ale wydaje się, że złoża stonerowo-psychodeliczne są w tym stanie tak bogate, że chyba nigdy się nie skończą. Co więcej, jak człowiek dokładniej przestudiuje składy tych wszystkich zespołów, okazuje się, że to istna Moda na sukces – każdy gra lub grał z każdym. Podobnie jest z formacją Nebula. Zespół powstał w 1997 roku, a pierwszy skład tworzyli w dużej części muzycy znani z grupy Fu Manchu. Z biegiem lat skład ten zmieniał się i dziś jedynym muzykiem, który gra w Nebula od początku, jest wokalista i gitarzysta Eddie Glass. Zespół zresztą miał dość długie okresy nic nierobienia, co nie jest specjalnie zaskakujące, skoro każdy z muzyków gra w kilku grupach. Apollo – czwarta i do niedawna ostatnia studyjna płyta tej formacji – ukazała się w 2006 roku. Jednak w końcu fani dynamicznego pustynnego stonera doczekali się albumu numer pięć – wydawnictwo o uroczym tytule Holy Shit ukazało się w czerwcu.

środa, 24 lipca 2019

Yawning Man - Macedonian Lines [2019]


Jeśli wierzyć internetom, kalifornijska formacja Yawning Man powstała w 1986 roku. Czemu akurat w tym przypadku miałbym to kwestionować? No cóż – zespół swój pierwszy album wydał w roku 2005. To co robił przez pierwszych 19 lat istnienia? Według wspomnianych już internetów grał długie jamy na kalifornijskich imprezach, zdobywając coraz liczniejszych fanów i inspirując wielu muzyków, którzy w późniejszych latach stanęli na czele kalifornijskiej sceny pustynnego stonera i psychodelii. OK, można i tak. Ale żeby przez 19 lat nie wydać ani jednej płyty? Na szczęście panowie w ostatnich kilkunastu latach trochę się pod tym względem ogarnęli, czego efektem jest już piąty studyjny album – Macedonian Lines. Wydawnictwo ukazało się w czerwcu i zawiera nieco ponad pół godziny bardzo przyjemnego instrumentalnego grania w klimatach melodyjnej, sennej psychodelii.

wtorek, 23 lipca 2019

Her Name Is Calla - Animal Choir [2019]

Her Name Is Calla to angielska formacja, która niedawno wypuściła swój szósty (lub piąty – zależy jak kto liczy) album studyjny i powinna go właśnie promować na koncertach. Problem w tym, że zespół… nie istnieje. Poprzednia płyta formacji ukazała się w 2015 roku. Ta nowa – Animal Choir – powstawała w wielkich bólach i w trakcie jej tworzenia grupa uznała, że dalsze wspólne granie przynajmniej na razie nie ma sensu. Wydała więc swój ostatni krążek i jeszcze przed jego premierą ogłosiła, że zwija interes. To nie zdarza się często, musicie przyznać. Całkiem nieźle pasuje to wszystko do równie nietuzinkowej muzyki zawartej na Animal Choir.

czwartek, 18 lipca 2019

Budos Band - V [2019]


The Budos Band (a od tej płyty w zasadzie już tylko Budos Band) to nowojorski nonet, który istnieje już od 14 lat i właśnie wydał swój piąty album. Przyznam, że wolę trafiać na zespoły w nieco wcześniejszym stadium ich działalności, żeby móc obserwować ich rozwój. Zresztą często zbyt bogata dyskografia staje się dla mnie dobrą wymówką, by nie zagłębiać się w przeszłość odkrywanej przeze mnie formacji. Jakim cudem nie trafiłem na nich wcześniej? No cóż, byś może przy okazji premiery poprzednich płyt nie zwracałem uwagi na albumy z tej muzycznej bajki. W dodatku od wydania płyty numer cztery minęło już pięć lat. Ale tym razem trochę przez przypadek udało się na nich trafić i okazało się, że to zaskakująco „moja” muzyka. To stało się dla mnie oczywiste w zasadzie już przy pierwszym odsłuchu.

wtorek, 16 lipca 2019

Hollywood Vampires - Rise [2019]


Gdyby przeprowadzić profesjonalną ankietę na temat tego, czy słuchacze muzyki rockowej odbierają Hollywood Vampires jako „prawdziwy” zespół, czy raczej ciekawostkę muzyczną, wyniki mogłyby nie być dla tego tworu zbyt pozytywne. Mam wrażenie, że reakcje na nagrania i koncerty tej formacji wciąż są mniej więcej takie same: „Hyhy, patrzcie, Johnny Deep Depp gra na gitarze, o i jest Alice Cooper i ten gość z Aerosmith.”. Jakby na to nie patrzeć, zespół działa już kilka lat i właśnie wydał swoją drugą płytę i nawet jeśli jest o nim głośno głównie ze względu na nazwiska jego członków, a nie wybitne osiągniecia na polu muzycznym, nazwa Hollywood Vampires nie jest już obecnie zupełnie nieznana. Rise to drugi krążek formacji.

środa, 10 lipca 2019

Salem's Bend - Supercluster [2019]


Salem’s Bend to kalifornijska grupa, która obiła mi się o oczy i uszy pod koniec zeszłego roku. Wtedy to trafiłem na ich nazwę w internecie, posłuchałem paru rzeczy z pierwszej płyty i załapałem się akurat na wydanie niealbumowego singla. Wrażenia były na tyle pozytywne, że dodałem profil grupy na Bandcampie do obserwowanych, żeby nie przegapić wydania zapowiadanego już wtedy krążka numer dwa. Ten jest zatytułowany Supercluster i ukazał się pod koniec maja nakładem bardzo prężnie działającej firmy Ripple Music. Oldskulowa okładka płyty całkiem nieźle pasuje do jej zawartości, bo i muzyka też brzmieniem nawiązuje do lat świetności wczesnego hard rocka. Ale jeśli spodziewacie się muzycznych klonów jakiegoś konkretnego zespołu, to przyjemnie się zaskoczycie, bo triu daleko do bezmyślnego kopiowania wielkich.

piątek, 5 lipca 2019

The Comet Is Coming - Trust in the Lifeforce of the Deep Mystery [2019]


Zaczęło się od przeglądania rankingu najlepszych tegorocznych płyt według średniej na rateyourmusic.com. Czasem tak robię, żeby sprawdzić, czy nie umknął mi jakiś świetny album z gatunków, które mnie interesują. Potem następuje częściowo losowy odsłuch obcych mi rzeczy, z wyborem w dużej mierze opartym na tym, czy okładka przyciągnie moją uwagę. Może to niesprawiedliwe, ale wszystkiego odsłuchać się nie da, więc jakimś kryterium kierować się muszę. A wspomnianą uwagę najskuteczniej przyciągnęła kapitalna, niezwykle kolorowa, nieco psychodeliczna grafika autorstwa Nat Girsberger. Zdobiła płytę zespołu The Comet Is Coming. Spojrzałem na tagi: nu-jazz, jazz fusion… Rzuciłem okiem na opis wspominający o elektronice i psychodelii. Pomyślałem, że to może być coś dla mnie. Tak właśnie trafiłem na album o długim i trudnym do zapamiętania tytule Trust in the Lifeforce of the Deep Mystery – drugą płytę wspomnianego londyńskiego projektu. Jakże trafna była decyzja o wyborze do odsłuchu właśnie tej płyty!

środa, 3 lipca 2019

Duff McKagan - Tenderness [2019]


Duff McKagan to muzyk znacznie bardziej wszechstronny niż mogłoby się wydawać. Kojarzymy go przede wszystkim jako basistę Guns n’ Roses – tego członka zespołu, który zawsze wnosił do muzyki formacji nieco punkowego chaosu i zadziorności. Nic dziwnego – gdy dołączał do powstających Gunsów, miał już na koncie grę w kilkudziesięciu głównie punkowych formacjach, w których bywał wedle potrzeb basistą, gitarzystą lub perkusistą. Ale przecież Duff pochodzi z Seattle, gdzie – zanim przeniósł się do Kalifornii – należał do tamtejszej rockowej sceny i jego ścieżki prywatne i muzyczne często krzyżowały się z wykonawcami, których obecnie znamy jako legendy grunge’u. To wszystko oraz brzmienie poprzednich płyt Duffa wydawanych solo lub pod szyldem Loaded wskazywałoby, że nowy album muzyka będzie utrzymany w stylistyce dynamicznego, prostego rocka. A tu niespodzianka!

czwartek, 20 czerwca 2019

Black Mountain - Destroyer [2019]


Oczekiwania musiały być ogromne. IV – wydany w 2016 roku ostatni do niedawna album kanadyjskiej formacji Black Mountain – to jedna z moich dwóch ulubionych płyt tamtego rocznika, o czym zresztą pisałem na blogu. Ba, to w ogóle jedna z moich ulubionych współczesnych płyt. Co prawda od wydania tego krążka z obozu zespołu nie dochodziły zbyt pozytywne wieści, ale nawet zmiana basisty (wrócił dawny), perkusisty i wokalistki (spowodowana odejściem perkusisty) – jednego z dwóch głównych głosów w zespole – nie osłabiły mojej wiary w to, że nowy materiał ponownie mnie zachwyci. I faktycznie zachwycił. Momentami.

środa, 19 czerwca 2019

Prysma - Closer to Utopia [2019]


Closer to Utopia to debiutancki album greckiej formacji Prysma. Kwartet z Salonik powstał w 2014 roku, miał więc okazję pograć nieco razem przed nagraniem debiutu, które zresztą nie zajęło zbyt dużo czasu, bo główna sesja trwała podobno trzy dni. Efektem jest album trwający 42 minuty i zawierający pięć numerów. Muzyka, którą proponuje nam grecki zespół, to generalnie rock progresywny, choć momentami zahaczający o psychodelię, a czasami oferujący nieco mocniejsze granie. Efekt jest… hmm trudny do jednoznacznej oceny.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Shotgun Sawyer - Bury the Hatchet [2019]


Shotgun Sawyer to kalifornijska formacja, która zadebiutowała trzy lata temu krążkiem Thunderchief, a w 2017 roku wydała singiel z dwoma kolejnymi nowymi nagraniami. W 2019 roku dorzuciła do tych dwóch numerów siedem kolejnych i w ten sposób powstała płyta numer dwa – Bury the Hatchet. Przyznam, że wcześniej nie miałem żadnego kontaktu z muzyką tej grupy, więc gdy zobaczyłem okładkę, byłem przekonany, że będę miał do czynienia z ciężkim, wgniatającym wręcz w fotel materiałem, w którym pewnie niewiele będzie miejsca na różnorodność. Pozory czasem mylą.

sobota, 15 czerwca 2019

Glenn Hughes [wywiad]

Przy okazji zeszłorocznego koncertu Glenna Hughesa w Polsce, który odbył się w ramach trasy Glenn Hughes Performs Classic Deep Purple Live, miałem okazję odbyć z artystą krótką rozmowę. Fragmenty tego wywiadu pojawiły się w jednej z moich audycji, całość zaś postanowiłem opublikować tutaj w formie pisemnej.

 
 
 
 

Octopussy - Ep [2019]

Nazwa Octopussy nie była mi obca. Gdzieś tam o nich słyszałem, część składu jest na polskiej scenie bardzo dobrze znana, okładki ich poprzednich wydawnictw obijały mi się o oczy, istnieje nawet spore prawdopodobieństwo, że kilka lat temu widziałem zespół na żywo – tak przynajmniej twierdzi mój kalendarz koncertowy, bo ja kompletnie tego nie pamiętam. Coś też słyszałem i choć wrażenie ogólnie było niezłe, chyba jednak nie na tyle, żebym jakoś bardzo chciał zainteresować się tematem bliżej. A może po prostu trafiłem na nich w nie do końca odpowiednim momencie… Tymczasem w tym roku trójmiejski sekstet wydał nowy krążek – Ep – i nagle trafił idealnie w moje aktualne muzyczne potrzeby.

czwartek, 13 czerwca 2019

Bjørn Riis - A Storm Is Coming [2019]


Solowe płyty norweskiego gitarzysty Bjørna Riisa to ciekawa sprawa. Przyznaję, że na początku nie do końca wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi. Fanem grupy Airbag, w której Riis gra na gitarze i jest głównym kompozytorem, jestem już od jakichś dziewięciu lat, bo ich muzykę poznałem wkrótce po premierze debiutanckiego albumu formacji. Siłą rzeczy śledziłem też solowe dokonania Riisa od samego początku i nie do końca rozumiałem, dlaczego zdecydował się na takie muzyczne rozdwojenie jaźni, bo przecież muzyka na jego albumach utrzymana jest w tym samym klimacie, co płyty Airbag, do tego dość solidnie wspomagają go na nich muzycznie jego koledzy z zespołu, a przecież to i tak przede wszystkim on odpowiada za muzyczny kierunek Airbag. Niby Bjørn tłumaczył przy okazji jednego ze swoich pierwszych wydawnictw, że zebrał na nim kompozycje, które nie do końca pasowały do Airbag, ale ja, szczerze mówiąc, kompletnie nie słyszałem różnicy między tym jego solowym materiałem, a dorobkiem jego macierzystej formacji. O ile jeszcze w przypadku pierwszej solowej płyty inne wytłumaczenie było dość sensowne – Asle, wokalista Airbag, wybrał się w roczną podróż dookoła świata, więc nuda, bezczynność i takie tam… Ale później? Trochę żałowałem, że Riis nie wybiera po prostu najlepszych pomysłów i nie wydaje ich pod szyldem Airbag, zamiast rozdzielać je na dwa zespoły. Przyznaję jednak, że z nowym albumem jest nieco inaczej.

środa, 12 czerwca 2019

The Pilgrim - Walking into the Forest [2019]


The Pilgrim to zupełnie nowa nazwa na europejskiej scenie muzyki zacnej i przyjemnej. To włoski duet, w skład którego wchodzi Gabriele Fiori – wokalista i gitarzysta kojarzonego być może przez część z was zespołu Black Rainbows, lider innej być może kojarzonej przez was grupy Killer Boogie, której muzykę prezentowałem w swojej audycji, oraz szef wytwórni Heavy Psych Sounds – oraz jego kolega z Black Rainbows, perkusista Filippo Ragazzoni. Panowie pod nowym szyldem postanowili stworzyć płytę opartą na brzmieniach akustycznych, osadzoną w klimatach szeroko pojętego psychodelicznego folk-rocka. Efektem jest album Walking into the Forest.

poniedziałek, 10 czerwca 2019

High Brian - Brian Air [2019]



Austriacka formacja High Brian zwróciła na siebie moją uwagę dwa lata temu udanym debiutem, na którym sprawnie łączyła klasyczne rockowe granie w starym stylu z silnymi naleciałościami psychodelicznymi. Oczywiście natychmiast trafili na listę grup, których poczynania obserwuję. Zawsze staram się wracać do muzyki takich zespołów i sprawdzać, czy czasem nie umknęły mi wieści o nowym wydawnictwie. Tu akurat bardzo nie musiałem się starać, bo reklamy nowej płyty High Brian zdecydowanie rzucały się w oczy na Facebooku. W 2019 roku kwartet z Grazu serwuje nam kolejną czterdziestokilkuminutową dawkę podobnych muzycznych klimatów, choć tym razem z urozmaiceniem w postaci pewnego motywu spajającego całość.

piątek, 7 czerwca 2019

Heavy Feather - Débris & Rubble [2019]


Heavy Feather to nowopowstały szwedzki kwartet, choć złożony z muzyków, którzy działają już od dawna w innych zespołach. Niewątpliwie najbardziej znaną z tych formacji jest Siena Root – to w niej na co dzień gra Matte (gitara), z nią od kilkunastu miesięcy na gościnnych zasadach koncertuje (a obecnie także nagrywa) Lisa (wokal i harmonijka), to w końcu w niej gra też tu udzielający się gościnnie w paru miejscach Erik (klawisze, organy). Wiecie już, czemu nie mogłem przejść obok tego albumu obojętnie. Dodam tylko, że skład uzupełniają Morgan (bas) i Ola (perkusja).

czwartek, 6 czerwca 2019

Lucy in Blue - In Flight [2019]


Dawno już minęły czasy, gdy muzycznie Islandię kojarzyliśmy tylko z Bjӧrk i jej osobliwą elektro-pop-awangardą. Ostatnie lata przyniosły nam całkiem spore grono tamtejszych wykonawców, którzy znakomicie radzą sobie zarówno na scenie pop-rockowej, jak i w klimatach hard rocka, psychodelii czy stonera. To, że ktoś gra tam właśnie tak jak Lucy in Blue, absolutnie mnie nie dziwi. Zdziwiło mnie trochę, że aż tak bardzo polubiłem ich drugą płytę, choć w zasadzie nie powinno, bo to przecież znakomita muzyka, w dodatku mocno trafiająca w mój gust. A jednak miałem pewne obawy przed pierwszym odsłuchem. Niepotrzebnie.

wtorek, 4 czerwca 2019

Mythopoeic Mind - Mythopoetry [2019]


Mythopoeic Mind to debiutujący projekt Steinara Børve – norweskiego multiinstrumentalisty i lidera bardzo ciekawej formacji Panzerpappa. Z tą grupą Steinar wydaje płyty od niemal dwóch dekad, a ciekawe połączenie progresji, jazzu i awangardy z pewnością przyciąga do zespołu fanów intrygującej, ambitnej muzyki. Czasem jednak Børve wpada na takie pomysły, które – według niego samego – nie do końca pasują do stylistyki Panzerpappy. Teraz postanowił takie właśnie pomysły wydać pod innym szyldem i stąd narodziny projektu Mythopoeic Mind. Do udziału w nagraniach saksofonista i klawiszowiec zaprosił znajomych z różnych norweskich grup, także swoich kolegów z macierzystej formacji. Efekt jest niezwykle ciekawy i faktycznie odbiega od stylistyki twórczości Panzerpappy.

środa, 29 maja 2019

Monkey3 - Sphere [2019]


Monkey3 to kwartet ze Szwajcarii, który już od kilku lat mocno aspiruje do czołówki europejskiej sceny mocnej, instrumentalnej psychodelii. Zespół powstał na początku wieku i 13 lat temu wypuścił swój pierwszy album. Początkowo przerwy między kolejnymi płytami było dość spore, toteż dyskografia grupy nie jest aż tak bogata, jak moglibyśmy podejrzewać, biorąc pod uwagę małpi staż. Ale w ostatnich latach panowie przyspieszyli. Ja poznałem ich w 2015 roku, gdy mieli na koncie trzy płyty. Od tamtej pory dołożyli dwie kolejne, w tym tę najnowszą, wydaną w kwietniu tego roku – Sphere. Śmiem twierdzić, że najlepszą w ich dotychczasowym dorobku.

poniedziałek, 27 maja 2019

Glitter Wizard - Opera Villains [2019]


Formacja Glitter Wizard pochodzi z Kalifornii, a muzykę wydaje od dekady. Nie znałem ich wcześniej, trafiłem na tę formację dopiero przy okazji premiery najnowszej jej płyty – Opera Villains. Spojrzałem na zdjęcie zespołu na rateyourmusic, będące jednocześnie okładką jednego z poprzednich krążków. Monty Python na całego. Dodajmy do tego tytuł najnowszego krążka oraz opisy internetowe, głoszące, że zespół gra mieszankę stonera i ciężkiej psychodelii. Spodziewałem się… hmm nie mam pojęcia, czego ja się tak właściwie spodziewałem. Chyba tego, że będzie dziwnie. I jest. Ale też całkiem przyjemnie.

piątek, 24 maja 2019

Cavem3n - The Stalefield Incident [2019]


Cavem3n to nieznana mi do tej pory formacja ze Szwecji, która muzykę wydaje już od niemal dekady. Ich nowa płyta zatytułowana The Stalefield Incident zainteresowała mnie najpierw opisem, który wraz z okładką tworzył całkiem intrygujące pierwsze wrażenie. Okazało się, że decyzja, by poznać muzykę Cavem3n, to strzał w dziesiątkę. Album zachwycił mnie od pierwszego odsłuchu, po którym szybko dodałem go do przygotowywanego zamówienia w pewnym sklepie płytowym. Nasza znajomość rozwija się w szybkim tempie i na razie przebiega bez zgrzytów.

czwartek, 23 maja 2019

Gin Lady - Tall Sun Crooked Moon [2019]


Gin Lady to jeden z kilku moich ulubionych współczesnych zespołów przywołujących ducha muzyki z lat 60. i 70. Kilka lat temu śledziłem przeobrażenie Black Bonzo w Gin Lady i choć początkowo trochę brakowało mi elementów progresywnych, z których znana była ta pierwsza formacja, bardzo szybko polubiłem też dużo prostszą, bardziej rockandrollową i amerykańską muzykę prezentowaną przez nowy skład pod zmienioną nazwą. Każda z czterech pierwszych płyt Gin Lady zawierała przynajmniej jeden lub dwa numery, które powalały mnie już od pierwszego odsłuchu, każda też po tym pierwszym odsłuchu stawała się niemal pewniakiem do czołówki listy moich ulubionych płyt roku, w którym się ukazywała. Możecie więc zrozumieć, że gdy dwa tygodnie temu odpalałem Tall Sun Crooked Moon po raz pierwszy, miałem dokładnie takie oczekiwania.

piątek, 17 maja 2019

Whitesnake - Flesh & Blood [2019]


Latka lecą i aktywność studyjna Davida Coverdale’a, jednego z moich absolutnie najbardziej ulubionych wokalistów w historii rocka, drastycznie spada. Zupełnie jak jego forma wokalna… Cholera, miałem się powstrzymywać jak najdłużej od złośliwości, a tu pierwsza już w drugim zdaniu… No nic. David jaki jest każdy słyszy. Po dawnej głębi głosu, którą czarował w czasach Deep Purple, na pierwszych płytach Whitesnake czy nawet jeszcze na magicznej koncertówce Starkers in Tokyo, nie ma śladu. Jest jakaś taka dziwna szorstkość i mocno siłowe śpiewanie. Ale wciąż nie ma zamiaru się poddawać i jednak od czasu do czasu wypuszcza coś nowego ze swoimi pracownikami występującymi jako Whitesnake. O płycie auto-coverowej z utworami Deep Purple lepiej sobie nie przypominać, bo niewiele tam się udało. Własny materiał to jednak zawsze nieco inna bajka. Lubię ostatnią autorską płytę Whitesnake – Forevermore. Absolutnie nie zamierzam twierdzić, że zbliża się do poziomu albumów tego prawdziwego Whitesnake z pierwszej połowy lat 80., ale wracam do niej o wiele częściej niż do takiego Slip of the Tongue. Ale mimo wszystko miałem nie najlepsze przeczucia co do Flesh & Blood. Sytuacji nie poprawiały pierwsze single. W końcu płyta wyszła i… no cóż… przeczucia mnie nie zawiodły.

środa, 15 maja 2019

Märvel - Guilty Pleasures [2019]

Märvel to założone w 2002 roku szwedzkie trio, które jednak – jeśli ufać wszechwiedzącym internetom – powstało w Stanach Zjednoczonych. Mają na koncie pięć płyt i kilka EP-ek, a niedawno wpadli na pomysł nagrania kilku lubianych przez siebie mniej lub bardziej znanych numerów i wydania ich na płycie. Tak powstał album Guilty Pleasures, na którym grupa łojąca niezwykle przyjemne, czerpiące dość mocno z lat 80. hard n’ heavy, dokłada solidnie do pieca, prezentując swoje własne zwariowane nieraz spojrzenie na te często już mocno wiekowe i nie zawsze rockowe kompozycje. Jak wyszło? Jak to zwykle bywa z płytami coverowymi. Puryści będą oburzeni niektórymi wersjami klasyków, ale ci, którzy są nieco bardziej otwarci na całą koncepcję przerabiania cudzych utworów po swojemu i w dodatku na hardrockowo-heavymetalową modłę, zdecydowanie powinni znaleźć tu coś dla siebie.

poniedziałek, 13 maja 2019

Pristine - Road Back to Ruin [2019]


Road Back to Ruin to już piąty studyjny krążek w dorobku norweskiego zespołu Pristine. Poznałem ich dwie płyty temu i muszę przyznać, że formacja z Tromsø na razie nie dała mi żadnych podstaw do wątpienia w nią. Poziom w studiu utrzymują naprawdę wysoki, na koncertach prezentują się świetnie, o czym można się było przekonać w naszym kraju niespełna dwa lata temu. To po prostu bardzo solidna firma. Najnowszy album w pełni to potwierdza.

wtorek, 7 maja 2019

No Man's Valley - Outside the Dream [2019]


Dymiące kominy, skały, droga, ośmiornice, ryby, oko, planeta mknąca ku zagładzie, ocean… czego nie ma na okładce tej płyty? Przyznam, że gdy ją zobaczyłem, pierwsze wrażenie było mocno średnie. Czułem, że po prostu jest na niej za dużo wszystkiego i bałem się, że podobnie będzie muzycznie. I nagle po rozpoczęciu pierwszego odsłuchu wielka ulga – muzyka jest kapitalna! Tak wyglądały pierwsze chwile mojej znajomości z twórczością holenderskiej formacji No Man’s Valley. Album Outside the Dream porwał mnie od pierwszego odsłuchu i szturmem wszedł do ścisłej czołówki moich ulubionych płyt 2019 roku.

czwartek, 2 maja 2019

On the Raw - Climbing the Air [2019]


Katalońska formacja On the Raw wychodzi nieco poza obszar, którym najczęściej zajmuję się na tym blogu. Zespół istnieje od 2015 roku i 1 marca wydal swój drugi album – Climbing the Air. Muzyka grupy w niektórych miejscach wszechinternetów bardzo ogólnie określana jest jako rock progresywny, co według mnie jest w ich przypadku pojęciem mocno mylącym, bo w mojej opinii znacznie więcej jest tu elementów jazzu czy fusion niż klasycznego rocka progresywnego. To zresztą znajdziemy na profilach samego zespołu w mediach społecznościowych. Nie to, żeby zespoły zawsze najlepiej wiedziały, co grają, ale w tym przypadku można muzykom zaufać. Jest to jednak jednocześnie muzyka na tyle od klasycznego jazzu czy nawet fusion odbiegająca, że może zainteresować słuchaczy szeroko pojętego rocka.

sobota, 20 kwietnia 2019

Crypt Trip - Haze County [2019]

Pochodzącą z Dallas formację Crypt Trip poznałem przy okazji wydanej na początku zeszłego roku płyty Rootstock. Spodobało mi się ich luzackie granie czerpiące śmiało z bogatego dorobku amerykańskiego rocka. To był ich drugi album. Na trzeci nie musieliśmy czekać zbyt długo. Płyta Haze County wyszła w marcu i niespodzianek w brzmieniu i muzycznym kierunku obranym przez zespół nie przynosi, przynosi za to po raz kolejny trzydzieści kilka minut bardzo przyjemnego klimatu muzycznego.

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Marillion Weekend 2019 - Łódź [Wytwórnia], 12-14 IV 2019 [galeria zdjęć]

Po raz drugi w historii Marillion Weekend odbył się w Polsce i - podobnie jak dwa lata temu - przyciągnął do łódzkiej Wytwórni pokaźną liczbę fanów przede wszystkim z zagranicy, choć nie brakowało oczywiście osób, które przyjechały z różnych zakątków naszego kraju. Tradycyjnie też zespół zaprezentował trzy kompletnie różne koncertowe sety, w trakcie których nie powtórzyła się ani jedna kompozycja. W związku z trzydziestoleciem dołączenia do grupy wokalisty Steve'a Hogartha formacja zagrała przekrojowy set podsumowujący dokonania właśnie ostatnich 30 lat. Pierwszego dnia przed Marillion zagrał ze swoim solowym zespołem pianista iamthemorning Gleb Kolyadin, drugiego dnia przed gwiazdą wystąpiła lubiana u nas norweska formacja Gazpacho, zaś ostatniego dnia zamiast supportu na scenie pojawili się muzycy Marillion, którzy przez kilkadziesiąt minut opowiadali o sobie i odpowiadali na pytania nadsyłane wcześniej przez swoich fanów. Atmosfera była tradycyjnie rodzinno-rozrywkowa, a jak pokazała rockoteka, która odbyła się po sobotnich koncertach, fani Marillion są w stanie bawić się przy bardzo różnej muzyce, także przy klasykach ery disco.

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Sweven - Red Giant to White Dwarf [2019]


Sweven to francuski kwintet, o którym mieliście wszelkie prawo do tej pory nie słyszeć, bo powstali trzy lata temu, niedawno ukazała się dopiero ich pierwsza płyta, a w dodatku jest to zespół na razie mocno anonimowy (choć muszę zaznaczyć, ze wszyscy instrumentaliści grali wcześniej razem w innej formacji i wydali z nią dwie płyty, nie są to zatem kompletni debiutanci). Dość powiedzieć, że na Facebooku polubiło ich jak na razie niecałe 400 osób, co w obecnych czasach jest pewnym wyznacznikiem popularności lub jej braku. Próżno szukać o nich wzmianki na RateYourMusic czy Discogs, a wspomniany profil na FB oferuje informacje jedynie w języku francuskim. To wszystko tworzy wrażenie, że zespół jest mocno niszowy i znany niezwykle wąskiej grupie słuchaczy. Tyle że oczywiście nijak się to ma do jakości muzycznej. Ba, pójdę dalej – stosunek liczby polubień do muzycznej jakości debiutanckiej płyty tego zespołu to jedna z największych niesprawiedliwości w świecie muzyki w 2019 roku. Trafiłem na nich zupełnie przypadkowo, naprowadzony przez jednego z czytelników tego bloga, za co jestem mu niesamowicie wdzięczny, bo z pełną odpowiedzialnością i przekonaniem stwierdzam, że to jedna z najlepszych płyt, jakie ukazały się i jeszcze ukażą w 2019 roku.

środa, 3 kwietnia 2019

The Last Internationale - Soul on Fire [2019]


The Last Internationale to grupa z Nowego Jorku, która zadebiutowała dobrą dekadę temu i zdążyła już wypuścić kilka interesujących wydawnictw, choć mam wrażenie, że pewien rozpęd, który był udziałem zespołu, gdy dołączył do niego Brad Wilk z Rage Against the Machine, a potem udało się dostać jako support na trasy kilku legend rocka, jakoś stracił w ostatnim czasie na mocy. Zastanawiałem się nawet, czy to aby nie koniec zespołu. Tak to jakoś jest ostatnimi czasy, że te nowe, wyskakujące z różnych miejsc dwu i trzyosobowe formacje grające nowoczesną wersją garażowego rocka, często pojawiają się nagle i równie nagle znikają po jednej czy dwóch płytach. Na szczęście The Last Internationale nie zniknęli. Duet Delili Paz (wokale, bas, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe) i Edgeya Piresa (gitara) – tym razem wspomagany przez Joeya Castillo (większość płyty) i Claudia Tavaresa (trzy utwory) na perkusji – powrócił bardzo udanie albumem Soul on Fire, na którym znajdziemy dziesięć raczej niezbyt skomplikowanych, ale bardzo przyjemnych i wpadających w ucho, przeważnie niezwykle dynamicznych i efektownych rockowych numerów.

niedziela, 31 marca 2019

Lion Shepherd - III [2019]


Gdy w 2015 roku zespół Lion Shepherd – formacja stworzona niejako na gruzach grupy Maqama – wydawał swój debiutancki album, narobił sporo zamieszania na rodzimej scenie rockowej. O płycie Hiraeth szybko zrobiło się głośno, bo zespół proponował muzycznie coś, czego za dużo w polskim rocku nie ma – znakomite połączenie mocy i intensywności z wplecionymi niezwykle sprawnie elementami muzyki bliskowschodniej. I być może niemal cztery lata później, przy okazji trzeciego studyjnego krążka formacji, takie połączenie już nie zaskakuje, ale w niczym nie traci na jakości. III – bo taki tytuł nosi album – to także w pewnym sensie świeży start, bo po raz pierwszy do wokalisty Kamila Haidara i gitarzysty Mateusza Owczarka dołączył trzeci stały muzyk formacji – perkusista Maciej Gołyźniak.

piątek, 22 marca 2019

J.D. Simo - Off at 11 [2019]


Po kilku świetnych płytach wydanych pod szyldem Simo, wokalista i gitarzysta tej formacji – J.D. Simo – postanowił wypuścić album solowy. Może to wyglądać nieco dziwnie, wszak zespół też przecież firmował własnym nazwiskiem, ale może tym razem, po rozwiązaniu tria, potrzebował podkreślić jeszcze bardziej, że te kompozycje to jego osobiste dzieło? Choć w sumie autorstwo poszczególnych numerów tej tezy nie potwierdza. Przyznam, że nie do końca wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Grunt, że muzyczny klimat w zasadzie się nie zmienił, nie zmieniła się też stale wysoka jakość kompozycji i ich wykonania, a to w tym wszystkim najważniejsze. Nagrany w nowym, własnym studiu w Nashville album Off at 11 to zatem oficjalnie pierwszy prawdziwie solowy studyjny krążek amerykańskiego muzyka.

piątek, 15 marca 2019

Siena Root - Piekary Śląskie [Andaluzja], 14 III 2019 [galeria zdjęć]

Pomieszczenie przypominające świetlicę szkolną to chyba ostatnie miejsce, gdzie spodziewałbym się zobaczyć zespół Siena Root. A jednak właśnie w takim miejscu - w OK Andaluzja w Piekarach Śląskich - grupa zainaugurowała swoją trzecią wizytę w Polsce. Niby blisko chorzowskiej Leśniczówki, w której grali dwukrotnie w ostatnich dwóch latach, a jakże daleko jeśli chodzi o klimat miejsca. Ale dobre zespoły poznać można na przykład po tym, że wszędzie zaprezentują się świetnie. Nawet na świetlicy. Poznać można je też po tym, że potrafią błyskawicznie przystosować się do sytuacji awaryjnych. W połowie jednej z kompozycji padła część zasilania - scena pogrążyła się w ciemnościach, straciliśmy też nagle część mocy odsłuchowej. Wystarczyły jedno czy dwa szybkie spojrzenia i gesty pomiędzy muzykami i nagle w środku utworu dostaliśmy solo na perkusji, które szybko przerodziło się w improwizację muzyków szwedzkiej grupy. Równie gładko poszło, gdy po kilku minutach w trakcie tego samego utworu moc wróciła. Gdybyśmy słuchali bootlegu audio z tego koncertu, osoba, która na występie nie była, nie zauważyłaby nawet, że cokolwiek się stało. Chyba że po entuzjastycznej reakcji publiczności, która doceniła ten nagły zwrot akcji i sposób, w jaki artyści wyszli z opresji. Takie sytuacje pokazują, czy na scenie mamy prawdziwych muzyków, czy chałturników jadących po tych samych wyuczonych schematach.