Po sporym sukcesie, jaki był
udziałem The Black Keys na wcześniejszym etapie historii duetu, można śmiało
założyć, że każde nowe studyjne wydawnictwo formacji ze stanu Ohio będzie
sporym wydarzeniem w branży muzycznej. Ale Dan Auerbach i Patrick Carney swoich
fanów ostatnimi czasy nie rozpieszczają. Ja po raz pierwszy zetknąłem się z
nazwą The Black Keys w okolicach premiery siódmego krążka grupy – El Camino. Był to rok 2011, może 2012,
zespół był wtedy na scenie już dekadę i – jak wspomniałem – wydawał już swój
siódmy album. Na następny trzeba było czekać aż trzy lata, a na ten najnowszy
aż pięć kolejnych. Znudzenie? Zmęczenie? Zwykła przezorność, żeby nie „przedobrzyć”?
Pewnie wszystko po trochu plus zmiany w życiu osobistym. W sumie trzyletnia
przerwa w jakiejkolwiek aktywności The Black Keys nie wyszła im chyba na złe.
