Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 czerwca 2024

Riverside - Warszawa [Torwar], 1 VI 2024 [galeria zdjęć]

Z okazji dnia dziecka oraz zakończenia trasy koncertowej ID.Entity Tour grupa Riverside zagrała kapitalny, świetnie zrealizowany nie tylko muzycznie, ale także wizualnie i - o dziwo, jak na kapryśmy Torwar - brzmieniowo koncert. Nie będę się rozpisywał o samym występie, bo jeśli chodzi o program, był on niemal identyczny z tym zagranym nieco ponad pół roku temu w hali OSiR Bemowo. Warto jednak zaznaczyć, że tym razem zespołowi i fanom towarzyszyła ekipa filmowa, bo całość była rejestrowana z myślą o albumie koncertowym w formacie zarówno audio, jak i video. Byłem obecny kilkanaście lat temu na koncercie w Łodzi wydanym jako Reality Dream, czyli podsumowującym pierwsze trzy albumy grupy, miałem szczęście być i na tym, który podsumowywał w pewnym sensie ostatnie lata działalności zespołu. Co się wiąże z tym, że było to - według zapowiedzi samego zespołu - podsumowanie? Hmm zobaczymy. Dowiemy się pewnie za jakiś czas. Swoje domysły zachowam dla siebie. Teraz wypada tylko czekać na wydawnictwo z tego wieczora. Jeśli ekipa filmująca spisała się tak dobrze, jak zespół, o efekty nie musimy się obawiać.

Poniżej zestaw zdjęć. Za photo passa jak zawsze dziękuję organizatorowi, klubowi Progresja. Druga, w większości inna galeria pojawi się po weekendzie na stronie radia Rockserwis.fm.

poniedziałek, 30 października 2023

Riverside - Warszawa [OSiR Bemowo], 29 X 2023 [galeria zdjęć]

To był mój 35. koncert Riverside. Na pierwszym byłem w kwietniu 2006 roku w łódzkim Lizard Kingu. Nie piszę tego po to, żeby się chwalić. No dobra, oczywiście po to też... Chodzi jednak o coś innego. Widziałem ten zespół w dziewięciu czy dziesięciu różnych miastach, w klubach, gdzie musieli się przeciskać przez tłum, żeby wejść na scenę, ale też w Spodku czy na Przystanku Woodstock. Widziałem ich w czasach, gdy grali dla 200, może 300 osób. Widziałem ich, zanim zaczęli wyprzedawać już nie tylko największe kluby koncertowe w tym kraju, ale i mniejsze hale sportowe. Tamte koncerty sprzed kilkunastu lat miały świetny klimat. Gdyby nie były znakomite, pewnie nie chodziłbym ciągle na kolejne. A mimo to z pełnym przekonaniem mogę napisać, że to, co ten zespół robi obecnie na żywo, jest ze dwie klasy wyżej od tamtych występów. Pod każdym względem. Otoczki (oświetlenie), luzu i swobody na scenie, polotu, odwagi w zmienianiu znanych od lat utworów... To już nie jest czwórka poważnych gości grających mroczne, smutne, klimatyczne kompozycje w pełnym skupieniu. To jest światowa produkcja, w której absolutnie wszystko się zgadza.

poniedziałek, 23 maja 2022

Schiller / Michał Łapaj - Warszawa [Progresja], 21 V 2022 [galeria zdjęć]

Sobotni wieczór w Progresji upłynął pod znakiem brzmień klawiszowych. Do Warszawy pojechałem przede wszystkim na koncert Michała Łapaja, bo to dopiero jego trzeci solowy występ (drugi miał miejsce dzień wcześniej), więc okazja rzadka, by posłuchać solowego materiału klawiszowca Riverside. A tego już się trochę nazbierało, bo mamy przecież i instrumentalne, ambientowo-elektroniczne Sessions, i znakomicie przyjęty album Are You There, na którym muzyka instrumentalna przeplata się z kompozycjami, w których pojawia się wokal. I to kolejny powód mojej obecności w Warszawie - na scenie z Michałem oraz perkusistą Arturem Szolcem pojawili się także oboje wokaliści, którzy śpiewają na Are You There - Mick Moss z zespołu Antimatter oraz Bela Komoszyńska z formacji Sorry Boys. Nietrudno było zatem natknąć się na znajomych fanów Riverside czy solowej twórczości Michała.

niedziela, 20 marca 2022

Steve Hackett - Warszawa [Progresja], 17 III 2022 [galeria zdjęć]

Rok 2022 pod wieloma względami rozpieszcza nas tak samo jak poprzednie dwa - czyli wcale - ale akurat fani Genesis mają w pewnym sensie swoje święto. Trasę kontynuuje sam zespół  (w składzie trzyosobowym+), tradycyjnie z programem największych przebojów z "rodziny" Genesis Europę objeżdża nasz własny Ray Wilson, a do tego kolejną wspominkową, genesisową trasę gra w końcu (po dwóch latach jej przekładania) Steve Hackett. Skład - jak to w przypadku grupy Hacketta - zacny: Nad Sylvan, Jonas Reingold, Craig Blundell, Roger King i Rob Townsend. Koncert podzielony był na dwa sety. Krótszy, który występ otwierał, to wybór kilku solowych nagrań Hacketta z różnych płyt. Po przerwie rozpoczął się set dłuższy i - śmiem twierdzić - ten, na który przede wszystkim czekali fani, czyli program z koncertówki Seconds Out grupy Genesis. To tuż po jej nagraniu, gdy album był miksowany, Hackett opuścił zespół. Jest to zatem w pewnym sensie zwieńczenie jego wspólnej drogi z tą formacją, nic więc dziwnego, że gitarzysta postanowił uhonorować ten album właśnie taką wspominkową trasą.

poniedziałek, 29 lipca 2019

Summer Fog Festival - Warszawa [Torwar], 27 VII 2019 [relacja / galeria zdjęć]

Jakiś czas temu zaczął funkcjonować u nas mit, że w Polsce jest mnóstwo fanów Pink Floyd. No cóż, wychodzi na to, że większość to raczej fani 'przebojów Pink Floyd', bo o ile koncerty Watersa i Gilmoura czy co popularniejszych cover bandów, grających najbardziej znane numery zespołu, sprzedają się u nas znakomicie, o tyle zainteresowanie występem perkusisty grupy, który gra kompozycje z wczesnych płyt Pink Floyd, było dużo mniejsze, niż można się było spodziewać. Szkoda organizatora, który sprowadził na pierwszą edycję Summer Fog Festival znakomity line-up, szkoda trochę zespołów, zwłaszcza tych rozpoczynających festiwal, bo grały dla niemal pustego Torwaru. Szkoda też Masona, który z kolegami prezentuje tak kapitalne występy, że zasługują na coś więcej niż jakieś półtora tysiąca słuchaczy w mogącej pomieścić cztery razy tyle hali. Szkoda tych, którzy z jakiegoś ważnego powodu być nie mogli, bo przegapili prawdopodobnie jedyną okazję, by to psychodeliczne show zobaczyć na własne oczy. Nie jest mi szkoda tych, którzy mogli być, ale odpuścili. Sami są sobie winni.

poniedziałek, 25 lutego 2019

Caravan [support: Fren] - Warszawa [Progresja], 23 II 2019 [galeria zdjęć]

Zespół Caravan po raz pierwszy widziałem na żywo na małej scenie High Voltage Festival w Londynie, latem 2011 roku. Skład festiwalu był niezwykle mocny, ale udało się dotrzeć na występ legendy, którą jednak znałem w zasadzie jedynie z nazwy i ogólnego pojęcia o tym, jaki rodzaj muzyki zespół wykonuje. No cóż, nie będę kłamał, że przez te siedem i pół roku wiele się w tym temacie zmieniło. Rock progresywny nie jest gatunkiem, który w ostatnich latach jakoś mocno do mnie przemawia, a i poznawać ostatnio wolałem nowe zespoły, a nie te, które być może poznać należało już wieki temu. Więc po dziś dzień oprócz ogólnego zarysu historycznego i paru motywów z płyty In the Land of Grey and Pink nie mam o Caravan większej wiedzy. Postanowiłem jednak pojawić się w warszawskiej Progresji na jednym z dwóch polskich koncertów zespołu, bo... no cóż... legenda to legenda. Nawet w nieco przetrzebionym upływem czasu składzie.

sobota, 23 lutego 2019

Rival Sons [support: The Sheepdogs] - Warszawa [Stodoła], 21 II 2019 [relacja / galeria zdjęć]

Słabo to wyszło. Mam oczywiście na myśli to, że w czwartkowy wieczór fani świetnego rocka musieli wybierać między koncertem Uriah Heep w Progresji a Rival Sons w Stodole. Ja wiem, że od przybytku głowa nie boli, ale jednak dobrze byłoby mieć możliwość bycia na obu koncertach. No trudno. Oba stołeczne kluby wypełniły się w tym samym czasie w bardzo dużym stopniu. Podobno koncert Uriah Heep był świetny i ja w to wierzę, bo widziałem ten zespół na żywo tyle razy, że nie mam podstaw, by w takie opinie wątpić. Wiem na pewno, że niemal wyprzedany występ Rival Sons był absolutnie znakomity. Co do tego w zasadzie już przed koncertem też wątpliwości nie miałem, bo w Stodole widziałem ich na scenie po raz ósmy, ale nawet ja byłem nieco zaskoczony tym, jak bardzo mi się podobało. Jak bardzo podobało się chyba wszystkim w klubie. Lubię nową płytę zespołu, ale nie jestem jakimś jej wielkim entuzjastą. Marne raczej szanse, by ten krążek wdarł się do mojego top 3 w dyskografii Rival Sons, a przecież to właśnie nagrania z Feral Roots stanowiły podstawę setlisty w Warszawie. Usłyszeliśmy aż dziewięć z 11 kompozycji z płyty i większość zabrzmiała znakomicie. Too Bad wyrasta na mój ulubiony jak na razie utwór tego roku i warszawski koncert tylko to potwierdził. Moc w tym numerze jest niesamowita, podobnie jak i w granym do tej pory rzadziej, ale chyba już na stałe przebijającym się do setu Look Away. Ale podobne wrażenie zrobiło zagrane na bis Shooting Stars. Chóru gospel co prawda u nas nie było (pojawił się w Londynie), ale nic nie szkodzi - co trzeba, dośpiewaliśmy sobie sami, zresztą publiczność przez cały wieczór korzystała z głosów niezwykle często i entuzjastycznie. Nowe numery przeplatane były Rivalsowymi klasykami takimi jak Open My Eyes, Pressure and Time, Electric Man, Torture, Jordan czy Face of Light. Miłą niespodzianką było wplecenie w ten ostatni utwór kompozycji Sacred Tongue z wydanej osiem lat temu EP-ki. Całość tradycyjnie już zamknęło Keep on Swinging.

poniedziałek, 11 lutego 2019

The Sonic Dawn [support: Fren] - Warszawa [Chmury], 9 II 2019 [galeria zdjęć]

Duńska formacja The Sonic Dawn już od jakiegoś czasu należała do grona zespołów, które chciałem zobaczyć na żywo w naszym kraju. Przymiarki były już jakiś czas temu, jednak ostatecznie zespół przyjechał do nas dopiero  na początku 2019 roku. Trio przywiozło ze sobą swoją świeżą, trzecią płytę Eclipse, która ukazała się ledwie tydzień wcześniej. Wszystkie trzy płyty formacji to udane wydawnictwa, które śmiało nawiązują do stylistyki lekkiego psychodelicznego pop-rocka końca lat 60. Byłem ciekaw, jak się to przełoży na koncert. Przełożyło się naprawdę bardzo sympatycznie, tym bardziej, że zespół kilka razy pozwolił sobie na trochę dłuższe instrumentalne odloty, co bardzo dobrze zrobiło temu przeważnie dość prostemu w wersji studyjnej materiałowi. Choć chciałbym, żeby w półtoragodzinnym secie znalazło się trochę więcej miejsca na takie zabawy z psychodelią i może też dźwiękowymi orientalizmami, bo nie zawsze to, co sprawdza się przez 40 minut na płycie, będzie sprawdzało się przez 90 minut na scenie, ale ogólnie nie da się ukryć, że był to niezwykle udany debiut grupy przed polską publicznością. Publicznością niestety dużo mniej liczną, niż bym chciał, zwłaszcza we Wrocławiu. Na szczęście w Warszawie frekwencja dopisała nieco bardziej i w niewielkich, ale jednak pojemniejszych niż mogłoby się wydawać Chmurach, stawiło się na oko z 80 osób. Nie sądzę, żeby w tym gronie ktoś poczuł się zawiedziony koncertem, co zresztą potwierdza entuzjastyczne przyjęcie formacji, liczmy więc, że zespół wróci do nas szybko i z każdą kolejną wizytą będzie przyciągał na swoje występy stopniowo coraz więcej osób.

wtorek, 30 października 2018

Glenn Hughes - Warszawa [Progresja], 29 X 2018 [relacja / galeria zdjęć]

Sytuacja, w której muzyk jedzie w trasę, żeby pograć kawałki wielkiego zespołu, w którym występował przez jakiś czas milion lat temu, jest stara jak... hmm, no po prostu stara. Znamy to doskonale i doskonale też wiemy, że częściej jest to wirus nostalgiozy niż treściwy koncert na sensownym poziomie. Tak mogłoby być także w tym przypadku, gdyby nie to, że za utwory Deep Purple na obecnej trasie wziął się członek Rock and Roll Hall of Fame, jeden z najwybitniejszych wokalistów w historii rocka, tytan pracy i Głos Rocka - Glenn Hughes.

Glenn sam przyznaje się do tego, że dawno nie powinien żyć. Od połowy lat 70., czyli okresu, w którym grał w Deep Purple, do końca kolejnej dekady prowadził mocno rockandrollowy tryb życia, który dla tak wielu skończył się tragicznie, że wspomnimy choćby jego kolegę (czy, jak woli Glenn, brata) z Purpli, Tommy'ego Bolina. A potem w końcu stwierdził, że skoro los daje mu kolejne szanse, to wypadałoby zacząć je wykorzystywać. Wziął się w garść, zaczął znowu nagrywać kapitalną muzykę, a teraz postanowił pojechać w trasę, podczas której wykonuje wyłącznie utwory Deep Purple. Co więcej, wymyślił sobie koncert, w trakcie którego przenosi nas bardzo skutecznie do czasu, gdy był basistą i wokalistą tej grupy - z dużą dbałością o szczegóły.

wtorek, 23 października 2018

Riverside [support: Walfad, Spiral] - Warszawa [Hala Koło], 21 X 2018 [galeria zdjęć]

Polski odcinek trasy Wasteland zamknął koncert w Hali Koło, na który na oko pofatygowało się ponad dwa tysiące ludzi. Grupa prezentowała podczas koncertów cały nowy album Wasteland, choć nie w jednym bloku i nie w kolejności płytowej. Nowe nagrania były przeplatane kompozycjami z niemal wszystkich płyt zespołu, a szczególne powody do zadowolenia mieli fani płytowego debiutu Riverside, który był reprezentowany przez trzy kompozycje, w tym dawno niesłyszane Loose Heart. Warto też wspomnieć, że na fanów, którzy pojawili się w Warszawie, czekała niespodzianka w postaci występu Michała Jelonka, który zagrał na żywo swoją partię skrzypiec w kompozycji Lament. Trzeba także zwrócić uwagę na zaskakująco dobrą jakość dźwięku w hali. Podczas polskiej części trasy w roli supportów na scenie pojawiały się polskie formacje Walfad i Spiral.



niedziela, 29 kwietnia 2018

Ugly Kid Joe [support: Yellow Cake / The Heavy Clouds] - Warszawa [Proxima], 25 IV 2018 [galeria zdjęć]

W zeszłym roku płyta America's Least Wanted grupy Ugly Kid Joe skończyła 25 lat. Tak, 25 lat! Z tej okazji panowie grają ją niemal w całości na koncertach, dodając co nieco z innych swoich wydawnictw. Tak właśnie było w Proximie. Relację słowną oraz inny zestaw zdjęć znajdziecie na stronie rockserwis.fm

Supportami były: polska formacja The Heavy Clouds oraz międzynarodowy zespół Yellow Cake, w którym śpiewa... wokalista Ugly Kid Joe.

Podziękowania dla Go Ahead za photo passa.







wtorek, 14 listopada 2017

Alcest - Warszawa [Progresja], 12 XI 2017 [galeria zdjęć]

Francuska formacja Alcest wystąpiła jako support przed Anathemą podczas tegorocznych koncertów Angielskiego zespołu w Polsce. Choć "support" jest w zasadzie nie najtrafniejszym określeniem, bo jestem przekonany, że bardzo dużo osób czekało na występ Alcest równie mocno, co na koncert Anathemy. To zresztą było widać bo fantastycznej frekwencji już od początku występu Francuzów.

Dla odmiany były też jakieś światła...





poniedziałek, 13 listopada 2017

Anathema - Warszawa [Progresja], 12 XI 2017 [galeria zdjęć]

Angielska formacja po raz kolejny odwiedza w tym roku Polskę. Tym razem w nieco okrojonym składzie, bo klawiszowiec/perkusista John Douglas został tym razem w domu ze swoją rodziną. Pierwszym z trzech koncertów był występ w wyprzedanej warszawskiej Progresji. Zespół uraczył fanów dłuższą niż zwykle na tej trasie setlistą, w której znalazło się miejsce zarówno na sporą reprezentację tegorocznego albumu The Optimist, jak i na kilka klasyków (Flying, Closer, niegrane na ostatnich koncertach A Natural Disaster, A Simple Mistake, Universal czy Fragile Dreams zagrane z intrem w postaci fragmentów Shine on You Crazy Diamond i See Emily Play). Dwie i pół godziny solidnego grania, które zdecydowanie rozkręciło się, gdy grupa sięgnęła po repertuar z lat 1998-2003. Pod koniec można wręcz było odnieść wrażenie, że zespół nie chce schodzić ze sceny, mimo późnej już pory.

Zdjęcia są, jakie są. Widocznie zespół nie chce, by ktokolwiek robił zdjęcia na tej trasie, bo trudno znaleźć inne wytłumaczenie na brak jakichkolwiek przednich świateł przez 99% czasu trwania koncertu. Galeria z występu grupy Alcest (tam, dla odmiany, trochę światła jednak było) w osobnym wpisie.



sobota, 4 listopada 2017

Kadavar - Warszawa [Progresja], 2 XI 2017 [relacja / galeria zdjęć]



Z moimi kontaktami koncertowymi z grupą Kadavar wiąże się ciekawa historia. Podobno byłem na ich koncercie w grudniu 2015 roku, gdy jako support występował przed nimi bardzo lubiany przeze mnie Horisont. Podobno, bo kompletnie tego nie pamiętam. Nie mam w zwyczaju upijać się przed koncertem, generalnie w ogóle nie mam w zwyczaju upijać się, więc opcja zalania pały i zaniku świadomości odpada. Już nawet pogodziłem się jakiś czas temu z tym, że zapewne miałem jechać, ale w ostatniej chwili coś nie wyszło. Ale potem pojawiły się mocne dowody na to, że jednak na tym koncercie być musiałem. Czarna plama – jeśli przy okazji kogoś wtedy zamordowałem albo przyczyniłem się do upadku jakiegoś państwa, to przepraszam, ale kompletnie tego nie pamiętam. Pamiętam natomiast, że widziałem panów brodaczy na tegorocznym Red Smoke Festival, gdzie dali bardzo dobry koncert. Od tamtej pory zdążyli wydać swoją czwartą płytę, więc wiadomo było, że trochę się pozmienia w secie.

piątek, 27 października 2017

VI Memoriał Jona Lorda - Warszawa [Proxima], 26 X 2017 [relacja / galeria zdjęć]

Po raz szósty międzypokoleniowa czołówka polskiego rocka uczciła pamięć Jona Lorda - legendy hard rocka, współzałożyciela i wielokrotnego klawiszowca i organisty Deep Purple, a także członka choćby Whitesnake czy grupy Paice, Ashton, Lord. Jak co roku nie zabrakło bardzo interesujących gości oraz ciekawych kompozycji, których nie ma szans usłyszeć podczas koncertów Deep Purple. Nad wszystkim czuwał organizator Łukasz Jakubowicz oraz jego koledzy z grupy Made in Warsaw, którzy trzymali wszystko w ryzach i pilnowali, żeby przygotowane kompozycje, w których kolejno występowali zaproszeni goście, wypadły jak najlepiej. A zadanie to oczywiście niełatwe, kiedy nie ma się tyle czasu, ile by się chciało, by wszystko z każdym dostatecznie przećwiczyć. Jednak nawet jeśli czasem tekst umykał albo coś się lekko rozjechało tu i tam instrumentalnie, całość wypadła naprawdę okazale.

środa, 23 sierpnia 2017

Prog in Park - Warszawa [Park Sowińskiego], 20 VIII 2017 [relacja / galeria zdjęć]

Pierwsza edycja imprezy pod nazwą Prog in Park odbyła się w amfiteatrze warszawskiego Parku im. gen. Józefa Sowińskiego. Line-up prezentował się następująco:

Opeth
Riverside
Sólstafir
Blindead
Lion Shepherd

Druga (całkowicie inna) galeria zdjęć wkrótce na stronie rockserwis.fm




Pierwszą edycję imprezy o nazwie Prog in Park należy uznać za niezwykle udaną. Ale czy z takim składem mogło być inaczej? Pięć zespołów, pięć zupełnie różnych podejść do tematu muzyki progresywnej, pięć naprawdę udanych występów. Na pierwszy ogień dwie polskie formacje, które jednak śmiało wychylają się koncertowo poza nasze podwórko. Lion Shepherd są świeżo po wydaniu fantastycznej drugiej płyty zatytułowanej Heat. Nie dostali wiele czasu, ale przez te pół godziny pokazali, że nawet zaczynając koncert przed 17, można szybko wprowadzić słuchaczy w odpowiedni klimat. Ludzi zresztą dość szybko przybywało pod sceną, czemu sprzyjał także wielki dach nad amfiteatrem w parku im. gen. Józefa Sowińskiego, bo do późnych godzin popołudniowych lało w Warszawie niemiłosiernie. Lion Shepherd zaprezentowali to, z czego są już całkiem nieźle u nas znani – kapitalną mieszankę ciężkiego, ale melodyjnego rocka i klimatów Bliskiego Wschodu. Życzę im, żeby już wkrótce występowali pod koniec tego typu imprez, bo zasługują. Ubrani zgodnie na czarno panowie z Blindead zaprezentowali tradycyjne dla siebie ciężkie, ale niezwykle klimatyczne brzmienia, w które świetnie wpasowała się dość przytłaczająca oprawa świetlna. W również niezbyt długim secie dominowały utwory z zeszłorocznej płyty Ascension. Obie formacje pełniły w zasadzie funkcję supportów, co sugerowała także długość ich setów, ale śmiem twierdzić, że każdy festiwal chciałby mieć taką rozgrzewkę.

poniedziałek, 22 maja 2017

Airbag - Warszawa [Progresja], 20 V 2017 [galeria zdjęć]

Polska to szczególne miejsce dla norweskiej formacji Airbag. To tu jeszcze w początkach swojej działalności zupełnie nieznani wtedy muzycy spotkali się z niesamowicie ciepłym przyjęciem na jednej z pierwszych edycji Ino-Rock Festival. Nic dziwnego, że grupa wraca do nas przy każdej nadarzającej się okazji, a tych - trzeba przyznać - nie ma zbyt wielu, bo muzycy Airbag są aktywni zawodowo i koncertują niezwykle sporadycznie. Tym razem wizyta w naszym kraju (przełożona o kilka miesięcy ze względu na nagłe problemy zdrowotne jednego z muzyków w dniu, gdy formacja wybierała się początkowo do Polski) zbiegła się w czasie z premierą drugiej solowej płyty głównego kompozytora i gitarzysty Airbag, Bjørna Riisa. Miałem cichą nadzieję, że może skoro w nagrywaniu jego solowych płyt i tak biorą udział pozostali dwaj stali członkowie grupy, to do koncertowej setlisty zespół przemyci coś także z tego krążka, panowie pozostali jednak przy materiale sygnowanym nazwą zespołu. Wspomniałem o trzech członkach. Od ostatniej wizyty skład grupy uległ zmianie. Kilka miesięcy temu odszedł basista, a jakiś czas wcześniej z zespołem pożegnał się także klawiszowiec. Obaj zostali zastąpieni przez muzyków koncertowych, towarzyszących stałemu triu, przy czym zamiast klawiszy, mamy teraz w zespole trzy gitary. I tu nie jestem do końca pewny czy takie rozwiązanie mi odpowiada, bo choć nowy gitarzysta formacji starał się momentami bardzo mocno wydobywać ze swojego instrumentu dźwięki nawiązujące do klawiszowego tła niektórych kompozycji zespołu, to jednak brak partii klawiszowych i tak zdecydowane przechylenie balansu brzmienia na stronę gitar nie do końca mi odpowiada.

piątek, 3 marca 2017

Blues Pills - Warszawa [Progresja], 2 III 2017 [galeria zdjęć]



Podobnie jak Rival Sons grupa Blues Pills przebyła w ostatnich latach dla niektórych bardzo długą, lecz dla nich zaskakująco mało wyboistą drogę z warszawskiej ciemnej Hydrozagadki do największego koncertowego klubu w Polsce, czyli stołecznej Progresji. Choć koncert szwedzko-francusko-amerykańskiego zespołu miał miejsce na Noise Stage, a nie na scenie głównej (to samo pomieszczenie tylko nieco inny układ miejsca, przystosowany do mniejszych koncertów) zgromadził tym razem nieco mniej widzów niż poprzednio, to i tak na miejscu stawiło się niemal pół tysiąca fanów starego dobrego rock n’ rolla w nowym, świeżym wydaniu. A pamiętać trzeba także, że tym razem formacja zaczęła trasę europejską od aż trzech koncertów w naszym kraju, więc i fani w tym przypadku podzielili się na trzy różne miasta. Program występu nie różnił się znacząco od sierpnia zeszłego roku, kiedy to Blues Pills prezentowali się na scenie katowickiego Mega Clubu, choć znacznie zmieniła się kolejność prezentowanych kompozycji. Wciąż set koncertowy dzielony jest mniej więcej po równo między obie duże płyty studyjne formacji, wciąż jest miejsce na kilka coverów (dwa „płytowe” plus tradycyjne Somebody to Love z repertuaru Jefferson Airplane), wciąż też na scenie niepodzielnie rządzi wokalistka Elin Larsson, która z trasy na trasę przywdziewa coraz odważniejsze stroje, lecz niezmienna pozostaje jej olbrzymia sceniczna energia i dobry humor, połączone na szczęście także niezmiennie z kapitalnym głosem. Reszta muzyków trzyma się nieco na uboczu i pozwala wyszaleć się jasnowłosej Elin.


poniedziałek, 23 maja 2016

Skaldowie - Warszawa [Progresja Music Zone], 22 V 2016 [galeria zdjęć]

- Zaraz, moment. Skaldowie? Bizon, serio?
- No jak najbardziej. Ale o co chodzi?
- No stary - Kuligi, wiolonczelistki, króliczki, festiwal w Opolu...
- Raczej Krywań, Od wschodu do zachodu słońca, Stworzenia świata część druga.

Taka rozmowa nie miała miejsca, ale mogłaby mieć. Nie ukrywajmy – większości ludzi w naszym kraju ta wchodząca w drugie półwiecze działalności grupa kojarzy się z wielkimi przebojami sprzed lat przypominanymi niemal co roku przez organizatorów Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Nie żeby było z nimi cokolwiek nie tak – po prostu nie jest to twórczość, która miałaby większą szansę przemówić do fanów muzyki rockowej, zwłaszcza nieco młodszych. Wielu z tych fanów nie ma jednak pojęcia, że Skaldowie zwłaszcza w latach 70. nie tyle flirtowali z muzyką progresywną, co byli po prostu kapitalnym progresywnym zespołem pełną gębą. Publiczność, która szczelnie wypełniła warszawską Progresję, wiedziała oczywiście o tym doskonale. To nie byli przypadkowi fani radiowych hitów, a zapaleńcy, którzy przyszli na koncert z całymi stosami oryginalnych winylowych wydań płyt Skaldów z nadzieją na zebranie podpisów. A podpisywać te stare krążki miał kto, bo Skaldowie wystąpili w swoim klasycznym składzie z lat 70. wzmocnionym drugim klawiszowcem Grzegorzem Górkiewiczem (w grupie od niemal 30 lat) oraz córką (wokal) i zięciem (instrumenty perkusyjne) wokalisty Jacka Zielińskiego. Do tego w zapowiedziach w prasie podawano, że dla Andrzeja Zielińskiego specjalnie ściągnięto klasyczne organy Hammonda. Brzmi, jakby przewędrowały na ten koncert przez pół świata, a trzeba je było tylko przenieść z sali prób Riverside, niemniej ich brzmienie stanowiło niezwykle ważny element tego koncertu.

No to były te hity opolskie czy ich nie było? Były... choć w dość skromnej liczbie. Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał i Medytacje wiejskiego listonosza otworzyły drugą część koncertu, później usłyszeliśmy jeszcze piękne W żółtych płomieniach liści i już na sam koniec występu zagraną na bis Wiosnę. Jednak zdecydowaną większość wieczora wypełniły dłuższe formy, utwory progresywne i bardziej wymagające (zarówno dla grających jak i dla słuchających). Najważniejszym punktem programu było oczywiście wykonanie całości płyty Krywań, Krywań – jednego z największych dzieł w historii polskiego progresywnego rocka. To właśnie na zakończenie 17-minutowego utworu tytułowego, który wieńczył pierwszą część koncertu, publiczność po raz pierwszy wstała z miejsc i nagrodziła grupę owacją na stojąco. Taka reakcja miała miejsce jeszcze dwa razy: po wykonaniu Nie widzę ciebie w swych marzeniach z gościnnym udziałem Stanisława Wenglorza, którzy przyjechał specjalnie z zagranicy i pokazał wszystkim, że wciąż ma niesamowitą moc w głosie, oraz na zakończenie części drugiej, gdy zespół wykonał porywająco kolejną długą suitę – Stworzenia świata część druga. W trakcie bisów (Wiosna) nikt już nie siadał.

Jak już wspominałem, publiczność doskonale wiedziała, na jaki koncert przyszła. Wiedział to też zespół. W efekcie grupa zagrała znakomity, dwuipółgodzinny koncert, który nie zawiódł chyba nikogo na sali. Panowie mimo ponad 50 lat na scenie są w bardzo dobrej formie. Jacek Zieliński prezentuje nieobecny już w zasadzie w dzisiejszych czasach styl scenicznej konferansjerki, zapowiadając każdy kolejny utwór i wymieniając nazwiska twórców kolejnych kompozycji. To miła odmiana po „you're fuckin' great” czy „we fuckin' love you all” – elementach koncertowego kontaktu artysty z publicznością, do których jesteśmy przyzwyczajeni na koncertach rockowych w ostatnich latach. Klasa! Tak w słowie, jak i w muzyce. Po zejściu ze sceny muzycy przez niemal godzinę podpisywali płyty i pozowali do zdjęć z fanami.

Podziękowania dla Klubu Progresja za możliwość fotografowania.


piątek, 6 marca 2015

UFO - Warszawa [Stodoła], 4 III 2015 [galeria zdjęć]

46 lat istnienia, 21 płyt studyjnych na koncie i kilka wielkich klasyków rocka w katalogu. Być może od lat największej świetności i popularności grupy UFO minęło już sporo czasu, być może skład, w którym obecnie występuje zespół, to tylko połowa (no dobrze - przy bardzo korzystnym liczeniu 3/5) tego najbardziej znanego, klasycznego wcielenia UFO, ale panowie trzymają się całkiem nieźle. Udowadnia to nowy krążek zespołu - A Conspiracy of Stars - o którym więcej napiszę już wkrótce. Udowodnił to też koncert UFO w warszawskiej Stodole. Panowie pokazali, że wciąż bawią się całkiem nieźle, a młoda gwardia w zespole - gitarzysta Vinnie Moore (w UFO od 2003 roku) i basista Rob De Luca (pomagający zespołowi od 2008 roku) - wcale nie zamierzała kryć się w cieniu bardziej doświadczonych kolegów - członków oryginalnego składu, Phila Mogga i Andy'ego Parkera, oraz wieloletniego klawiszowca i drugiego gitarzysty Paula Raymonda. Muzycy są w dobrej formie, wykonawczo nie ma się w zasadzie do czego przyczepić. Dźwiękowiec też spisał się solidnie i zespół naprawdę zabrzmiał przyjemnie. Oczywiście nie zabrakło największych hitów grupy (choć wciąż nie mogę przeboleć braku Love to Love), były też kompozycje z późniejszych płyt, a także dwa numery ze wspomnianego nowego albumu. Jedynym poważniejszym minusem była długość koncertu. 80 minut to trochę mało jak na zespół z takim dorobkiem, chciałoby się chociaż z kwadrans więcej. Nie powalała też frekwencja. Nie wiem, jak to jest, że goście wyprzedają koncerty w Niemczech, grając tam po kilkanaście występów podczas trasy, a w Polsce na jeden z dwóch koncertów przychodzi na oko z 300 osób. Ludzie, to przecież legenda rocka! Zespół, który nagrywał tak legendarne numery, jak Doctor Doctor, Lights Out czy Rock Bottom. Naprawdę nie ma w tym kraju więcej chętnych na usłyszenie na żywo tak świetnych kompozycji?

Podziękowania dla Klubu Stodoła za zaproszenie i możliwość fotografowania podczas koncertu.
Więcej zdjęć tutaj / More photos here: https://www.flickr.com/photos/jakubbizonmichalski/sets/72157651177323871














































Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa. Nie bądź bucem, nie kradnij cudzej własności. Chcesz się nimi podzielić - podlinkuj ten wpis.
---
Zapraszam na współprowadzoną przeze mnie audycję Nie Dla Singli w każdą sobotę o 20
http://zak.lodz.pl - tu można nas słuchać
http://facebook.com/niedlasingli - a tu z nami porozmawiać w trakcie audycji