Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 lipca 2018

Low Hums - Night Magic Wine / Shine Rock [2017/2018]


Low Hums to kwartet z Seattle. Seattle kojarzy nam się muzycznie dość jednoznacznie, a jeśli dodamy do tego nazwisko producenta płyty – Jacka Endino, który pracował m. in. z Soundgarden czy Nirvaną – to szybko możemy sobie wyrobić oczekiwania. Zbyt szybko. Muzyka Low Hums nie ma wiele wspólnego z rockową sceną Seattle przełomu lat 80. i 90., a raczej ze słonecznym kalifornijskim rockiem i klimatycznym, psychodelicznym, mrocznym, bagnistym bluesem południa Stanów. Night Magic Wine to 10 numerów trwających zaledwie 27 minut (zdaje się, że grupa woli taką „epkową” długość swoich wydawnictw). Znajdziemy na niej mieszankę rock alternatywnego lat 90., może nawet trochę brit-popu, ale z drugiej strony rocka garażowego końca lat 60. i psychodelicznego pop-rocka z podobnego okresu. Wszystko razem tworzy niezwykle przebojową, bardzo przyjemną mieszankę, która szybko wpada w ucho i przez nie zagnieżdża się wygodnie w głowie, z której wcale nie chce wychodzić.

czwartek, 1 marca 2018

Sisare - Leaving the Land [2018]



Przyznam, że zupełnie nie zarejestrowałem wydania pierwszej płyty formacji Sisare. Album Nature’s Despair ukazał się w 2013 roku, ale jest spora szansa, że nawet o oczy mi się ta nazwa nie obiła. Pewności nie mam, wszak przy tylu nowych płytach nie da się zapamiętać absolutnie wszystkich, ale w roku 2013 dopiero zaczynałem intensywniejsze muzyczne wykopki i być może akurat nasze drogi w żadnym momencie się nie zeszły. Przechodzimy do roku 2018 i oto pojawia się album numer dwa – Leaving the Land. Długa przerwa, ale nikt nie mówił, że trzeba obowiązkowo wydawać nową muzykę co maksimum dwa lata. Ja to nawet czasem lubię, jak zespoły nie zabierają się zbyt szybko za nowe nagrania, bo gdyby tak wszyscy koniecznie chcieli nas uszczęśliwiać co kilkanaście miesięcy, nie dałoby się tego wszystkiego ogarnąć. No ale wracając do nowej płyty – zdobi ją bardzo przyjemna okładka w klimatach bliskich miłośnikom natury, a na nieco ponad 41 minut składa się sześć kompozycji trwających od sześciu do niespełna ośmiu minut. Klasycznie.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

His Masters Voice - The Devil's Blues - s/t [2017]



O tym, że australijska scena rockowa – zwłaszcza rejony stonerowe, doomowe i psychodeliczne – ma się świetnie, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Na blogu wielokrotnie opisywałem płyty zespołów z tamtego rejonu świata i trzeba przyznać, że tamtejsi muzycy znaleźli swoją niszę, w której starają się robić ciekawe rzeczy. Ale po sąsiedzku także nie próżnują. Grupa His Masters Voice – The Devil’s Blues (w dalszej części będę używał pierwszego członu) pochodzi z Nowej Zelandii. W 2014 roku wypuściła swoją pierwszą EP-kę zatytułowaną Possession. EP-ka numer dwa – Save My Soul – ukazała się w 2016 roku. Końcówka zeszłego roku to z jednej strony wydanie EP-ki numer trzy, z drugiej zaś pierwsze dłuższe wydawnictwo – His Masters Voice – The Devil’s Blues – będące zbiorem nagrań z dwóch pierwszych małych płyt.

sobota, 13 stycznia 2018

Pontiak - Dialectic of Ignorance [2017]



Dużo w ostatnich miesiącach mówiło się i pisało o trzech braciach o swojsko brzmiącym nazwisku Kiszka, którzy wraz z kumplem podbijają świat jako Greta Van Fleet. Historia muzyki zna sporo przypadków, gdy przynajmniej trójka rodzeństwa odnosiła spore sukcesy pod wspólnym szyldem – Bee Gees, Beach Boys, Jackson 5, a współcześnie choćby Anathema. Grupa Pontiak ze swoją muzyką do mainstreamu raczej nie ma szans się przebić, ale bracia Jennings, Van i Lain Carneyowie ze stanu Virginia od kilkunastu już lat grają naprawdę solidnego psychodelicznego stonera i mają już na koncie osiem albumów oraz kilka EP-ek. Najnowsza płyta tria – Dialectic of Ignorance – ukazała się wiosną 2017 roku i powinna zainteresować fanów lekko narkotycznych odlotów.

piątek, 12 stycznia 2018

Sundus Abdulghani & Trunk - Sundus Abdulghani & Trunk [2017]



Przyznam, że nie wiem wiele o formacji Sundus Abdulghani & Trunk poza tym, że są ze Szwecji, w ich składzie jest gitarzysta uwielbianego przeze mnie Gin Lady i że grają kapitalnego, oldschoolowego rocka. Zresztą czego innego spodziewać się po zespole, w którym gra muzyk Gin Lady? Tym razem sprawa jest o tyle inna niż we wspomnianej grupie, że głosem tej formacji jest pani – Sundus Abdulghani. Pani, która zdecydowanie śpiewać umie i brzmi niezwykle przyjemnie, co jest sporym ułatwieniem, gdyby ktoś na przykład chciał polubić twórczość tego zespołu. Ja chciałem i udało się nad wyraz szybko.

wtorek, 9 stycznia 2018

Three Seasons - Things Change [2017]



Na szwedzką formację Three Seasons trafiłem ładnych już kilka lat temu – w dużej mierze przypadkiem, choć nie do końca. W znalezieniu ich pomogły personalne „łączniki”. Tak to często bywa, że odkrywasz jakiś zespół, potem się okazuje, że ten zespół w przeszłości grał w zupełnie innym składzie, więc szukasz informacji o byłych muzykach i czasem trafiasz na nazwę ich obecnego bandu. Przy odrobinie szczęścia jest na czym zawiesić ucho. Sartez Faraj był przez jakiś czas wokalistą uwielbianej przeze mnie formacji Siena Root. Po rozstaniu z tą grupą obdarzony dość charakterystycznym, wysokim głosem wokalista założył trio Three Seasons. Przez jakiś czas panowie regularnie wydawali nowe albumy, jednak od czasu płyty numer trzy – wydanego w 2014 roku krążka zatytułowanego Grow – mijało coraz więcej czasu, a informacji o kolejnym krążku jakoś nie było. Sądziłem już nawet, że być może to koniec tego zespołu, ale kilka miesięcy temu zespół nieoczekiwanie obwieścił, że pracuje nad czwartym albumem. Płyta Things Change ukazała się pod koniec roku. Czy faktycznie – zgodnie z tytułem – zaszły jakieś zmiany? Jedna na pewno – na stanowisku perkusisty. A muzycznie? I tak, i nie.

czwartek, 4 stycznia 2018

Supersonic Blues Machine - Californisoul [2017]



Przyznam, że nazwa Supersonic Blues Machine nie mówiła mi kompletnie nic. Tym bardziej zdziwiony byłem, gdy zobaczyłem listę gości na drugim albumie tej formacji – wydanej pod koniec października płycie Californisoul. Sprawdziłem następnie, kto ukrywa się za tą przydługą nazwą, bo przecież było wiadomo, że na pewno nie jest to zespół złożony z nieznanych muzyków. No i szybko się wyjaśniło. Gitara i wokal – Lance Lopez, czyli dość znany, ceniony bluesrockowy wymiatacz ze sporym doświadczeniem. Bas – chyba najmniej rozpoznawalny w tym towarzystwie w naszym kraju włoski basista, organista i producent Fabrizio Grossi. Za perkusją zaś jeden z najbardziej cenionych „sesyjnych” w branży, Kenny Aronoff, który nagrywał i koncertował z takimi sławami jak Tony Iommi, Glenn Hughes, Chickenfoot, John Mellencamp, Jon Bon Jovi, Bob Dylan, Belinda Carlisle, John Fogerty czy Iggy Pop. Czyli skład zdecydowanie niegwiazdorski, ale na poziomie i ze znajomościami.

piątek, 29 grudnia 2017

Bizon's Best of 2017 - płytowe podsumowanie roku



I znowu nie udało się tak po prostu wybrać czołowej 10 mojego tegorocznego rankingu, ani nawet tego tradycyjnego „oczka”, czyli 21 moich ulubionych płyt wydanych w tym roku. Gdy lista w zasadzie była już gotowa, pojawiło się jeszcze kilka „zaległości”, których po ich odsłuchaniu absolutnie pominąć nie mogłem. A jak już lista z 21 sztuk rozrosła się do 30, to okazało się, że w sumie to szkoda mi pominąć jeszcze tego… i tego… i tamtego też. Wybrałem zatem 55 moich ulubionych płyt 2017 roku (czyli to mniej więcej najlepsze 30% z odsłuchanych w tym roku nowych płyt). To wszystko są płyty, które już na nośniku fizycznym mam lub mieć chcę. Top 10 rozrosło się do tuzina, płyty z przedziałów 13-30 oraz 31-55 są posortowane alfabetycznie, bo już ułożenie tej czołowej dwunastki było wystarczająco trudne. Oczywiście jak zwykle wszystko jest sprawą dość umowną. Już nawet w trakcie tworzenia tego wpisu kilka płyt awansowało lub spadło do innej grupy. Uznajmy zatem, że jeśli album znalazł się w którejkolwiek z poniższych grup, jest to płyta, którą zdecydowanie polecam. Zachęcam przy okazji do głosowania na wasz ulubiony album roku w plebiscycie rockserwis.fm – poniższa lista może wam posłużyć za ściągę ;) Głosowanie kończy się wraz z końcem roku, więc czasu jest bardzo niewiele.





The Weight - The Weight [2017]



Austriacki kwartet The Weight zadebiutował trzy lata temu bardzo udaną EP-ką Keep Turning. Potem to samo wydawnictwo ukazało się w wersji rozszerzonej z nagraniami koncertowymi, ale na nową muzykę w wersji studyjnej od muzyków z Wiednia trochę się naczekaliśmy. Ale jest! W połowie listopada panowie w końcu zaprezentowali światu swojego pierwszego długograja. I było na co czekać, oj było! The Weight udowadniają tu, że są jednym z najbardziej obiecujących zespołów rockowych w Europie. Poważnie!

czwartek, 28 grudnia 2017

Radio Moscow - New Beginnings [2017]



Poznałem ich trzy lata temu. Ich poprzednia płyta, Magical Dirt, była jednym z pierwszych albumów opisywanych na tym blogu. Trochę przyszło czekać na krążek kolejny, ale po trzech latach w końcu jest – New Beginnings, piąty album amerykańskiego tria Radio Moscow. Tym razem bez niezbyt jadalnego grzybka na okładce, ale klimat psychodeliczny w oprawie wizualnej nowego wydawnictwa wciąż w pewnym sensie zachowany. Czy jest tytułowy nowy początek? Trudno powiedzieć, bo skład od poprzedniego albumu się nie zmienił, kierunek muzyczny też jakoś nieszczególnie. Czy ma to jakieś znaczenie? W zasadzie nie. Najważniejsze, że panowie znowu wydali kilkadziesiąt minut kapitalnej, rockowej muzyki.

środa, 27 grudnia 2017

Carpet - Secret Box [2017]



Druga płyta niemieckiego kwartetu Carpet, wydana w 2013 roku Elysian Pleasures, mignęła mi przed oczami przez moment, bo pamiętam i nazwę, i tytuł, i okładkę. Ale mam wrażenie, że był to jeden z tych albumów, na które po prostu nie wystarczyło czasu. Nie ukrywajmy – nie da się przesłuchać wszystkich płyt godnych uwagi, które ukazują się każdego roku. Kilka lat upłynęło od premiery tego wydawnictwa i zespół w końcu wypuścił płytę numer trzy – Secret Box. Mało brakło, a historia by się powtórzyła. Tym razem jednak udało mi się za ten album zabrać, choć ze sporym opóźnieniem, bo krążek ukazał się wiosną, a ja poznałem go niemal na sam koniec roku. Zazwyczaj pod koniec grudnia i na początku stycznia nadrabiam na blogu zaległości, ale jednak rzadko sięgam po płyty wydane w pierwszych miesiącach roku. Wyjątek robię tylko dla albumów, które – choć odkryte późno – trafiają do grupy moich ulubionych wydawnictw z danego rocznika. Tak właśnie jest w przypadku Secret Box.

niedziela, 24 grudnia 2017

Hollow Earth - Out of Atlantis [2017]



Dobrze, że czasem to nie tylko ja wam coś polecam, ale wy coś podrzucacie w komentarzach. W innym przypadku trudno byłoby trafić na grupę Hollow Earth. RYM milczy w ich temacie, konta na Facebooku o dziwo chyba nie mają (ma je za to kilka innych zespołów o tej nazwie), więc w zasadzie jedynym śladem ich istnienia jest Bandcamp. Szczątkowe informacje dostępne w internecie sugerują, są ze Szwecji, a płyta Out of Atlantis jest ich debiutem. Tyle wiem… chyba. W zasadzie wiem jeszcze jedno – dużo ważniejsze. Są świetni! Ta płyta to 40 minut fantastycznego rockowego grania łączącego klimaty progresywne i psychodeliczne.

sobota, 23 grudnia 2017

Grande Royale - Breaking News [2017]



Grande Royale to rockowa formacja ze Szwecji. Lubię rockowe formacje ze Szwecji. Wy chyba też, bo w przeciwnym razie nie zaglądalibyście regularnie na bloga, na którym takie właśnie zespoły pojawiają się jak żule pod Żabką. Breaking News to trzeci album tej grupy, choć pierwszy, który poznałem. Po kilku odsłuchach całości jestem niemal przekonany, że wiem jak brzmią wcześniejsze dwa i pewnie jak już postanowię po nie sięgnąć, to nie będzie absolutnie żadnego zaskoczenia. Bo to taka muzyka – kompletnie niezaskakująca, ale cholernie przyjemna. Melodyjny, wpadający w ucho luzacki rock.

piątek, 22 grudnia 2017

The Black Noodle Project - Divided We Fall [2017]



Divided We Fall to już ósmy album studyjny francuskiego projektu The Black Noodle Project, ale dopiero pierwszy, który poznałem w całości. Czemu tak się stało? No cóż – płyta poprzednia, Ghost & Memories, wyszła w 2013 roku, czyli kiedy nie miałem jeszcze nawet planów prowadzenia bloga czy audycji w rockserwis.fm (ba, nie było jeszcze rockserwis.fm). Znałem więc jedynie kilka utworów z wcześniejszych albumów tego zespołu, które – choć bardzo mi się podobały – jakoś nigdy nie skłoniły mnie do rzucenia wszystkiego i zapoznania się z całą dyskografią formacji. Aż tu wychodzi Divided We Fall i nie ma już wymówki – trzeba przesłuchać, bo blog i audycja… Okładka bardzo zachęca, czas trwania także – dawaj pan! No to włączam. A 41 minut później od nowa. „Chwilunia, to jest naprawdę świetne”, myślę sobie. Dobrych kilka odsłuchów później zdania nie zmieniłem.

czwartek, 21 grudnia 2017

Toads of the Short Forest - Mindmower [2017]



Szwedzka formacja Toads of the Short Forest debiutuje w tym roku albumem, który zwraca uwagę już swoją kapitalną okładką, utrzymaną w klimatach psychodelii przełomu lat 60. i 70. Po pierwszych odsłuchach staje się jasne, że taki wybór absolutnie nie był przypadkowy, bo i muzyka zawarta na płycie jest hołdem dla pop-rockowej psychodelii tamtych czasów. Nazwa zespołu została zaczerpnięta z jednego z utworów Franka Zappy. Czy ma to jakikolwiek wpływ na muzykę szwedzkiej grupy? Raczej nie, choć Zappę znam – wstyd się przyznać – mocno pobieżnie, ale jest cholernie melodyjnie, cholernie psychodelicznie i cholernie w klimacie epoki, w którą panowie celują.

środa, 20 grudnia 2017

KONKURS: Bruce Dickinson - Do czego służy ten przycisk?

Niedawno ukazała się autobiografia Bruce'a Dickinsona - Do czego służy ten przycisk? Dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN, które tę książkę wydało, mam dla Was jeden egzemplarz tej autobiografii do wygrania w konkursie. Pytanie konkursowe padnie w trakcie mojej audycji LEPSZY PUNKT SŁYSZENIA na antenie rockserwis.fm w najbliższy piątek (21-23). Powtórka audycji w niedzielę (wyjątkowo wcześniej niż zwykle, od 12 do 14). Więcej informacji o audycji w zakładce "Lepszy Punkt Słyszenia" w górnym panelu bloga. Konkurs potrwa do końca świąt, żeby słuchający powtórki i podcastów także mieli szansę załapać się na konkurs.






The Re-Stoned - Chronoclasm [2017]



Muzykę The Re-Stoned poznałem latem zeszłego roku. I cóż to był za początek znajomości! Absolutnie zmietli mnie swoją zeszłoroczną płytą Reptiles Return, która składała się w części z nowych utworów, w części zaś z kompozycji wydanych już wcześniej na jednej z EP-ek grupy. Trio z Moskwy zaczarowało mnie klimatem swojej muzyki i zachwyciło jej różnorodnością, choć od razu najbardziej spodobały mi się kompozycje nowsze, bardziej psychodeliczne i spokojniejsze. Te starsze prezentowały nieco inne oblicze grupy – były cięższe, nieco surowsze, bardziej w klimatach stoner rocka niż psychodelii. Kilka miesięcy temu udało mi się zobaczyć grupę na żywo na Red Smoke Festival, gdzie panowie potwierdzili, że drzemie w nich spory potencjał. Przyszła pora na zapowiadany od jakiegoś czasu nowy album studyjny (zarejestrowany w składzie zupełnie innym niż poprzednie wydawnictwo – oprócz, rzecz jasna, lidera grupy Ilii Lipkina). Okładka kapitalna, apetyt spory i… jednak zawód po pierwszym odsłuchu. Po kilku kolejnych sytuacja nieco się poprawiła, choć uczucia pewnego rozczarowania dalej nie mogę od siebie odpędzić.

wtorek, 19 grudnia 2017

Band of Spice - Shadows Remain [2017]



Spice to wokalista, który kojarzony jest przede wszystkim z tego, że śpiewał na pierwszych kilku albumach bardzo zacnej formacji Spiritual Beggars. Ten zespół pojawiał się już na blogu, a znany jest najbardziej z tego, że grupka na co dzień wrzask-metalowych muzyków gra w nim sobie kapitalnego hard rocka ze stonerowym posmakiem. Spice już od dawna w Spiritual Beggars co prawda nie śpiewa, ale od jakiegoś czasu wydaje płyty z grupą, której – jak sugeruje nazwa – jest liderem: Band of Spice. Shadows Remain to trzeci album tego szwedzkiego bandu (choć tak naprawdę piąty, jeśli weźmiemy pod uwagę wcześniejsze inkarnacje zespołu pod innymi nazwami) i jeśli jesteście fanami Spiritual Beggars, to muzyka, którą oferuje były głos tej formacji ze swoim obecnym zespołem, też pewnie przypadnie wam do gustu.

piątek, 15 grudnia 2017

Himmellegeme - Myth of Earth [2017]



Trafianie na kolejne świetne formacje ze Skandynawii jest obecnie tak zaskakujące, jak przerywanie meczów Legii ze względu na zadymienie stadionu po odpalaniu rac. Zatem istnienie takiej grupy jak Himmellegeme i fakt wydania przez ten zespół naprawdę udanej debiutanckiej płyty przyjmuję ze stoickim spokojem. Co nie znaczy, że nie mogę się trochę nimi pozachwycać. No może nie tak całkiem i bezgranicznie, ale jednak choć odrobinę zachwycić się wypada. A wszystko dlatego, że Myth of Earth to naprawdę udany debiut w wykonaniu kwintetu z norweskiego Bergen. Nie mam pojęcia jaka jest muzyczna przeszłość gości tworzących ten zespół, ale szczerze wątpię, że są to debiutanci w branży. Ta płyta jest po prostu zbyt dobra, żeby mogła być dziełem muzyków bez doświadczenia.

wtorek, 12 grudnia 2017

Diablo Swing Orchestra - Pacifisticuffs [2017]



Nie jest to z pewnością najszybciej wydana płyta w historii ludzkości. Ostatnie dzieło szwedzkich pacjentów zakładu psychiatrycznego sprytnie udających muzyków (na pewno tak jest!) ukazało się w 2012 roku i odnosiłem już nawet wrażenie, że dalszego ciągu możemy się nie doczekać (przenieśli ich na oddział o większym rygorze?). A jednak jakiś czas temu grupa zaczęła wspominać, że może pod koniec roku… Mamy koniec roku i jest też płyta (uczcie się, Toole!). Pacifisticuffs to jak zwykle porąbany tytuł, porąbana okładka (no dobrze, mniej niż poprzednia) i porąbana muzyka. 44 minuty muzycznego szaleństwa, do którego ekipa ze Sztokholmu dawno już przyzwyczaiła swoich słuchaczy.