Low Hums to kwartet z Seattle.
Seattle kojarzy nam się muzycznie dość jednoznacznie, a jeśli dodamy do tego
nazwisko producenta płyty – Jacka Endino, który pracował m. in. z Soundgarden
czy Nirvaną – to szybko możemy sobie wyrobić oczekiwania. Zbyt szybko. Muzyka
Low Hums nie ma wiele wspólnego z rockową sceną Seattle przełomu lat 80. i 90.,
a raczej ze słonecznym kalifornijskim rockiem i klimatycznym, psychodelicznym, mrocznym,
bagnistym bluesem południa Stanów. Night
Magic Wine to 10 numerów trwających zaledwie 27 minut (zdaje się, że grupa
woli taką „epkową” długość swoich wydawnictw). Znajdziemy na niej mieszankę
rock alternatywnego lat 90., może nawet trochę brit-popu, ale z drugiej strony
rocka garażowego końca lat 60. i psychodelicznego pop-rocka z podobnego okresu.
Wszystko razem tworzy niezwykle przebojową, bardzo przyjemną mieszankę, która
szybko wpada w ucho i przez nie zagnieżdża się wygodnie w głowie, z której
wcale nie chce wychodzić.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 2 lipca 2018
czwartek, 1 marca 2018
Sisare - Leaving the Land [2018]
Przyznam, że zupełnie nie
zarejestrowałem wydania pierwszej płyty formacji Sisare. Album Nature’s Despair ukazał się w 2013 roku,
ale jest spora szansa, że nawet o oczy mi się ta nazwa nie obiła. Pewności nie
mam, wszak przy tylu nowych płytach nie da się zapamiętać absolutnie
wszystkich, ale w roku 2013 dopiero zaczynałem intensywniejsze muzyczne wykopki
i być może akurat nasze drogi w żadnym momencie się nie zeszły. Przechodzimy do
roku 2018 i oto pojawia się album numer dwa – Leaving the Land. Długa przerwa, ale nikt nie mówił, że trzeba
obowiązkowo wydawać nową muzykę co maksimum dwa lata. Ja to nawet czasem lubię,
jak zespoły nie zabierają się zbyt szybko za nowe nagrania, bo gdyby tak
wszyscy koniecznie chcieli nas uszczęśliwiać co kilkanaście miesięcy, nie
dałoby się tego wszystkiego ogarnąć. No ale wracając do nowej płyty – zdobi ją
bardzo przyjemna okładka w klimatach bliskich miłośnikom natury, a na nieco
ponad 41 minut składa się sześć kompozycji trwających od sześciu do niespełna
ośmiu minut. Klasycznie.
poniedziałek, 15 stycznia 2018
His Masters Voice - The Devil's Blues - s/t [2017]
O tym, że australijska scena
rockowa – zwłaszcza rejony stonerowe, doomowe i psychodeliczne – ma się
świetnie, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Na blogu wielokrotnie opisywałem
płyty zespołów z tamtego rejonu świata i trzeba przyznać, że tamtejsi muzycy
znaleźli swoją niszę, w której starają się robić ciekawe rzeczy. Ale po
sąsiedzku także nie próżnują. Grupa His Masters Voice – The Devil’s Blues (w
dalszej części będę używał pierwszego członu) pochodzi z Nowej Zelandii. W 2014
roku wypuściła swoją pierwszą EP-kę zatytułowaną Possession. EP-ka numer dwa – Save
My Soul – ukazała się w 2016 roku. Końcówka zeszłego roku to z jednej
strony wydanie EP-ki numer trzy, z drugiej zaś pierwsze dłuższe wydawnictwo – His Masters Voice – The Devil’s Blues –
będące zbiorem nagrań z dwóch pierwszych małych płyt.
sobota, 13 stycznia 2018
Pontiak - Dialectic of Ignorance [2017]
Dużo w ostatnich miesiącach
mówiło się i pisało o trzech braciach o swojsko brzmiącym nazwisku Kiszka,
którzy wraz z kumplem podbijają świat jako Greta Van Fleet. Historia muzyki zna
sporo przypadków, gdy przynajmniej trójka rodzeństwa odnosiła spore sukcesy pod
wspólnym szyldem – Bee Gees, Beach Boys, Jackson 5, a współcześnie choćby
Anathema. Grupa Pontiak ze swoją muzyką do mainstreamu raczej nie ma szans się
przebić, ale bracia Jennings, Van i Lain Carneyowie ze stanu Virginia od
kilkunastu już lat grają naprawdę solidnego psychodelicznego stonera i mają już
na koncie osiem albumów oraz kilka EP-ek. Najnowsza płyta tria – Dialectic of Ignorance – ukazała się
wiosną 2017 roku i powinna zainteresować fanów lekko narkotycznych odlotów.
piątek, 12 stycznia 2018
Sundus Abdulghani & Trunk - Sundus Abdulghani & Trunk [2017]
Przyznam, że nie wiem wiele o
formacji Sundus Abdulghani & Trunk poza tym, że są ze Szwecji, w ich
składzie jest gitarzysta uwielbianego przeze mnie Gin Lady i że grają
kapitalnego, oldschoolowego rocka. Zresztą czego innego spodziewać się po
zespole, w którym gra muzyk Gin Lady? Tym razem sprawa jest o tyle inna niż we
wspomnianej grupie, że głosem tej formacji jest pani – Sundus Abdulghani. Pani,
która zdecydowanie śpiewać umie i brzmi niezwykle przyjemnie, co jest sporym
ułatwieniem, gdyby ktoś na przykład chciał polubić twórczość tego zespołu. Ja
chciałem i udało się nad wyraz szybko.
wtorek, 9 stycznia 2018
Three Seasons - Things Change [2017]
Na szwedzką formację Three
Seasons trafiłem ładnych już kilka lat temu – w dużej mierze przypadkiem, choć
nie do końca. W znalezieniu ich pomogły personalne „łączniki”. Tak to często
bywa, że odkrywasz jakiś zespół, potem się okazuje, że ten zespół w przeszłości
grał w zupełnie innym składzie, więc szukasz informacji o byłych muzykach i
czasem trafiasz na nazwę ich obecnego bandu. Przy odrobinie szczęścia jest na
czym zawiesić ucho. Sartez Faraj był przez jakiś czas wokalistą uwielbianej
przeze mnie formacji Siena Root. Po rozstaniu z tą grupą obdarzony dość
charakterystycznym, wysokim głosem wokalista założył trio Three Seasons. Przez
jakiś czas panowie regularnie wydawali nowe albumy, jednak od czasu płyty numer
trzy – wydanego w 2014 roku krążka zatytułowanego Grow – mijało coraz więcej czasu, a informacji o kolejnym krążku
jakoś nie było. Sądziłem już nawet, że być może to koniec tego zespołu, ale
kilka miesięcy temu zespół nieoczekiwanie obwieścił, że pracuje nad czwartym
albumem. Płyta Things Change ukazała
się pod koniec roku. Czy faktycznie – zgodnie z tytułem – zaszły jakieś zmiany?
Jedna na pewno – na stanowisku perkusisty. A muzycznie? I tak, i nie.
czwartek, 4 stycznia 2018
Supersonic Blues Machine - Californisoul [2017]
Przyznam, że nazwa Supersonic
Blues Machine nie mówiła mi kompletnie nic. Tym bardziej zdziwiony byłem, gdy
zobaczyłem listę gości na drugim albumie tej formacji – wydanej pod koniec
października płycie Californisoul.
Sprawdziłem następnie, kto ukrywa się za tą przydługą nazwą, bo przecież było
wiadomo, że na pewno nie jest to zespół złożony z nieznanych muzyków. No i
szybko się wyjaśniło. Gitara i wokal – Lance Lopez, czyli dość znany, ceniony
bluesrockowy wymiatacz ze sporym doświadczeniem. Bas – chyba najmniej rozpoznawalny
w tym towarzystwie w naszym kraju włoski basista, organista i producent
Fabrizio Grossi. Za perkusją zaś jeden z najbardziej cenionych „sesyjnych” w
branży, Kenny Aronoff, który nagrywał i koncertował z takimi sławami jak Tony
Iommi, Glenn Hughes, Chickenfoot, John Mellencamp, Jon Bon Jovi, Bob Dylan,
Belinda Carlisle, John Fogerty czy Iggy Pop. Czyli skład zdecydowanie
niegwiazdorski, ale na poziomie i ze znajomościami.
piątek, 29 grudnia 2017
Bizon's Best of 2017 - płytowe podsumowanie roku
I znowu nie udało się tak po prostu wybrać czołowej 10
mojego tegorocznego rankingu, ani nawet tego tradycyjnego „oczka”, czyli 21
moich ulubionych płyt wydanych w tym roku. Gdy lista w zasadzie była już
gotowa, pojawiło się jeszcze kilka „zaległości”, których po ich odsłuchaniu
absolutnie pominąć nie mogłem. A jak już lista z 21 sztuk rozrosła się do 30,
to okazało się, że w sumie to szkoda mi pominąć jeszcze tego… i tego… i tamtego
też. Wybrałem zatem 55 moich ulubionych płyt 2017 roku (czyli to mniej więcej najlepsze 30% z odsłuchanych w tym roku nowych płyt). To wszystko są płyty,
które już na nośniku fizycznym mam lub mieć chcę. Top 10 rozrosło się do
tuzina, płyty z przedziałów 13-30 oraz 31-55 są posortowane alfabetycznie, bo
już ułożenie tej czołowej dwunastki było wystarczająco trudne. Oczywiście jak zwykle wszystko jest sprawą dość umowną. Już nawet w trakcie tworzenia tego wpisu kilka płyt awansowało lub spadło do innej grupy. Uznajmy zatem, że jeśli album znalazł się w którejkolwiek z poniższych grup, jest to płyta, którą zdecydowanie polecam. Zachęcam przy
okazji do głosowania na wasz ulubiony album roku w plebiscycie rockserwis.fm
– poniższa lista może wam posłużyć za ściągę ;) Głosowanie kończy się wraz z
końcem roku, więc czasu jest bardzo niewiele.
The Weight - The Weight [2017]
Austriacki kwartet The Weight
zadebiutował trzy lata temu bardzo udaną EP-ką Keep Turning. Potem to samo wydawnictwo ukazało się w wersji
rozszerzonej z nagraniami koncertowymi, ale na nową muzykę w wersji studyjnej
od muzyków z Wiednia trochę się naczekaliśmy. Ale jest! W połowie listopada
panowie w końcu zaprezentowali światu swojego pierwszego długograja. I było na
co czekać, oj było! The Weight udowadniają tu, że są jednym z najbardziej
obiecujących zespołów rockowych w Europie. Poważnie!
czwartek, 28 grudnia 2017
Radio Moscow - New Beginnings [2017]
Poznałem ich trzy lata temu. Ich poprzednia płyta, Magical Dirt, była
jednym z pierwszych albumów opisywanych na tym blogu. Trochę przyszło czekać na
krążek kolejny, ale po trzech latach w końcu jest – New Beginnings, piąty album amerykańskiego tria Radio Moscow. Tym
razem bez niezbyt jadalnego grzybka na okładce, ale klimat psychodeliczny w
oprawie wizualnej nowego wydawnictwa wciąż w pewnym sensie zachowany. Czy jest
tytułowy nowy początek? Trudno powiedzieć, bo skład od poprzedniego albumu się
nie zmienił, kierunek muzyczny też jakoś nieszczególnie. Czy ma to jakieś
znaczenie? W zasadzie nie. Najważniejsze, że panowie znowu wydali kilkadziesiąt
minut kapitalnej, rockowej muzyki.
środa, 27 grudnia 2017
Carpet - Secret Box [2017]
Druga płyta niemieckiego kwartetu
Carpet, wydana w 2013 roku Elysian
Pleasures, mignęła mi przed oczami przez moment, bo pamiętam i nazwę, i
tytuł, i okładkę. Ale mam wrażenie, że był to jeden z tych albumów, na które po
prostu nie wystarczyło czasu. Nie ukrywajmy – nie da się przesłuchać wszystkich
płyt godnych uwagi, które ukazują się każdego roku. Kilka lat upłynęło od
premiery tego wydawnictwa i zespół w końcu wypuścił płytę numer trzy – Secret Box. Mało brakło, a historia by
się powtórzyła. Tym razem jednak udało mi się za ten album zabrać, choć ze
sporym opóźnieniem, bo krążek ukazał się wiosną, a ja poznałem go niemal na sam
koniec roku. Zazwyczaj pod koniec grudnia i na początku stycznia nadrabiam na
blogu zaległości, ale jednak rzadko sięgam po płyty wydane w pierwszych
miesiącach roku. Wyjątek robię tylko dla albumów, które – choć odkryte późno –
trafiają do grupy moich ulubionych wydawnictw z danego rocznika. Tak właśnie jest
w przypadku Secret Box.
niedziela, 24 grudnia 2017
Hollow Earth - Out of Atlantis [2017]
Dobrze, że czasem to nie tylko ja
wam coś polecam, ale wy coś podrzucacie w komentarzach. W innym przypadku
trudno byłoby trafić na grupę Hollow Earth. RYM milczy w ich temacie, konta na
Facebooku o dziwo chyba nie mają (ma je za to kilka innych zespołów o tej
nazwie), więc w zasadzie jedynym śladem ich istnienia jest Bandcamp. Szczątkowe
informacje dostępne w internecie sugerują, są ze Szwecji, a płyta Out of Atlantis jest ich debiutem. Tyle
wiem… chyba. W zasadzie wiem jeszcze jedno – dużo ważniejsze. Są świetni! Ta
płyta to 40 minut fantastycznego rockowego grania łączącego klimaty progresywne
i psychodeliczne.
sobota, 23 grudnia 2017
Grande Royale - Breaking News [2017]
Grande Royale to rockowa formacja
ze Szwecji. Lubię rockowe formacje ze Szwecji. Wy chyba też, bo w przeciwnym
razie nie zaglądalibyście regularnie na bloga, na którym takie właśnie zespoły
pojawiają się jak żule pod Żabką. Breaking News to trzeci album tej grupy, choć
pierwszy, który poznałem. Po kilku odsłuchach całości jestem niemal przekonany, że wiem
jak brzmią wcześniejsze dwa i pewnie jak już postanowię po nie sięgnąć, to nie
będzie absolutnie żadnego zaskoczenia. Bo to taka muzyka – kompletnie niezaskakująca,
ale cholernie przyjemna. Melodyjny, wpadający w ucho luzacki rock.
piątek, 22 grudnia 2017
The Black Noodle Project - Divided We Fall [2017]
Divided We Fall to już ósmy album studyjny francuskiego projektu
The Black Noodle Project, ale dopiero pierwszy, który poznałem w całości. Czemu
tak się stało? No cóż – płyta poprzednia, Ghost
& Memories, wyszła w 2013 roku, czyli kiedy nie miałem jeszcze nawet
planów prowadzenia bloga czy audycji w rockserwis.fm (ba, nie było jeszcze
rockserwis.fm). Znałem więc jedynie kilka utworów z wcześniejszych albumów tego
zespołu, które – choć bardzo mi się podobały – jakoś nigdy nie skłoniły mnie do
rzucenia wszystkiego i zapoznania się z całą dyskografią formacji. Aż tu
wychodzi Divided We Fall i nie ma już
wymówki – trzeba przesłuchać, bo blog i audycja… Okładka bardzo zachęca, czas
trwania także – dawaj pan! No to włączam. A 41 minut później od nowa. „Chwilunia,
to jest naprawdę świetne”, myślę sobie. Dobrych kilka odsłuchów później zdania
nie zmieniłem.
czwartek, 21 grudnia 2017
Toads of the Short Forest - Mindmower [2017]
Szwedzka formacja Toads of the
Short Forest debiutuje w tym roku albumem, który zwraca uwagę już swoją
kapitalną okładką, utrzymaną w klimatach psychodelii przełomu lat 60. i 70. Po
pierwszych odsłuchach staje się jasne, że taki wybór absolutnie nie był
przypadkowy, bo i muzyka zawarta na płycie jest hołdem dla pop-rockowej
psychodelii tamtych czasów. Nazwa zespołu została zaczerpnięta z jednego z
utworów Franka Zappy. Czy ma to jakikolwiek wpływ na muzykę szwedzkiej grupy? Raczej
nie, choć Zappę znam – wstyd się przyznać – mocno pobieżnie, ale jest cholernie
melodyjnie, cholernie psychodelicznie i cholernie w klimacie epoki, w którą
panowie celują.
środa, 20 grudnia 2017
KONKURS: Bruce Dickinson - Do czego służy ten przycisk?
Niedawno ukazała się autobiografia Bruce'a Dickinsona - Do czego służy ten przycisk? Dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN, które tę książkę wydało, mam dla Was jeden egzemplarz tej autobiografii do wygrania w konkursie. Pytanie konkursowe padnie w trakcie mojej audycji LEPSZY PUNKT SŁYSZENIA na antenie rockserwis.fm w najbliższy piątek (21-23). Powtórka audycji w niedzielę (wyjątkowo wcześniej niż zwykle, od 12 do 14). Więcej informacji o audycji w zakładce "Lepszy Punkt Słyszenia" w górnym panelu bloga. Konkurs potrwa do końca świąt, żeby słuchający powtórki i podcastów także mieli szansę załapać się na konkurs.
The Re-Stoned - Chronoclasm [2017]
Muzykę The Re-Stoned poznałem latem
zeszłego roku. I cóż to był za początek znajomości! Absolutnie zmietli mnie
swoją zeszłoroczną płytą Reptiles Return,
która składała się w części z nowych utworów, w części zaś z kompozycji
wydanych już wcześniej na jednej z EP-ek grupy. Trio z Moskwy zaczarowało mnie
klimatem swojej muzyki i zachwyciło jej różnorodnością, choć od razu
najbardziej spodobały mi się kompozycje nowsze, bardziej psychodeliczne i
spokojniejsze. Te starsze prezentowały nieco inne oblicze grupy – były cięższe,
nieco surowsze, bardziej w klimatach stoner rocka niż psychodelii. Kilka
miesięcy temu udało mi się zobaczyć grupę na żywo na Red Smoke Festival, gdzie
panowie potwierdzili, że drzemie w nich spory potencjał. Przyszła pora na zapowiadany
od jakiegoś czasu nowy album studyjny (zarejestrowany w składzie zupełnie innym
niż poprzednie wydawnictwo – oprócz, rzecz jasna, lidera grupy Ilii Lipkina).
Okładka kapitalna, apetyt spory i… jednak zawód po pierwszym odsłuchu. Po kilku
kolejnych sytuacja nieco się poprawiła, choć uczucia pewnego rozczarowania
dalej nie mogę od siebie odpędzić.
wtorek, 19 grudnia 2017
Band of Spice - Shadows Remain [2017]
Spice to wokalista, który
kojarzony jest przede wszystkim z tego, że śpiewał na pierwszych kilku albumach
bardzo zacnej formacji Spiritual Beggars. Ten zespół pojawiał się już na blogu,
a znany jest najbardziej z tego, że grupka na co dzień wrzask-metalowych
muzyków gra w nim sobie kapitalnego hard rocka ze stonerowym posmakiem. Spice
już od dawna w Spiritual Beggars co prawda nie śpiewa, ale od jakiegoś czasu
wydaje płyty z grupą, której – jak sugeruje nazwa – jest liderem: Band of
Spice. Shadows Remain to trzeci album
tego szwedzkiego bandu (choć tak naprawdę piąty, jeśli weźmiemy pod uwagę
wcześniejsze inkarnacje zespołu pod innymi nazwami) i jeśli jesteście fanami
Spiritual Beggars, to muzyka, którą oferuje były głos tej formacji ze swoim
obecnym zespołem, też pewnie przypadnie wam do gustu.
piątek, 15 grudnia 2017
Himmellegeme - Myth of Earth [2017]
Trafianie na kolejne świetne
formacje ze Skandynawii jest obecnie tak zaskakujące, jak przerywanie meczów
Legii ze względu na zadymienie stadionu po odpalaniu rac. Zatem istnienie
takiej grupy jak Himmellegeme i fakt wydania przez ten zespół naprawdę udanej
debiutanckiej płyty przyjmuję ze stoickim spokojem. Co nie znaczy, że nie mogę
się trochę nimi pozachwycać. No może nie tak całkiem i bezgranicznie, ale
jednak choć odrobinę zachwycić się wypada. A wszystko dlatego, że Myth of Earth to naprawdę udany debiut w
wykonaniu kwintetu z norweskiego Bergen. Nie mam pojęcia jaka jest muzyczna
przeszłość gości tworzących ten zespół, ale szczerze wątpię, że są to
debiutanci w branży. Ta płyta jest po prostu zbyt dobra, żeby mogła być dziełem
muzyków bez doświadczenia.
wtorek, 12 grudnia 2017
Diablo Swing Orchestra - Pacifisticuffs [2017]
Nie jest to z pewnością
najszybciej wydana płyta w historii ludzkości. Ostatnie dzieło szwedzkich
pacjentów zakładu psychiatrycznego sprytnie udających muzyków (na pewno tak jest!)
ukazało się w 2012 roku i odnosiłem już nawet wrażenie, że dalszego ciągu
możemy się nie doczekać (przenieśli ich na oddział o większym rygorze?). A
jednak jakiś czas temu grupa zaczęła wspominać, że może pod koniec roku… Mamy
koniec roku i jest też płyta (uczcie się, Toole!). Pacifisticuffs to jak zwykle porąbany tytuł, porąbana okładka (no
dobrze, mniej niż poprzednia) i porąbana muzyka. 44 minuty muzycznego
szaleństwa, do którego ekipa ze Sztokholmu dawno już przyzwyczaiła swoich
słuchaczy.
Etykiety:
2017,
acid metal,
avant-garde metal,
chamber metal,
diablo swing orchestra,
pacifisticuffs,
psychedelic metal,
psychedelic rock,
recenzja,
swing metal
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















