Szwedzka formacja Toads of the
Short Forest debiutuje w tym roku albumem, który zwraca uwagę już swoją
kapitalną okładką, utrzymaną w klimatach psychodelii przełomu lat 60. i 70. Po
pierwszych odsłuchach staje się jasne, że taki wybór absolutnie nie był
przypadkowy, bo i muzyka zawarta na płycie jest hołdem dla pop-rockowej
psychodelii tamtych czasów. Nazwa zespołu została zaczerpnięta z jednego z
utworów Franka Zappy. Czy ma to jakikolwiek wpływ na muzykę szwedzkiej grupy? Raczej
nie, choć Zappę znam – wstyd się przyznać – mocno pobieżnie, ale jest cholernie
melodyjnie, cholernie psychodelicznie i cholernie w klimacie epoki, w którą
panowie celują.
