poniedziałek, 6 lipca 2026

Onségen Ensemble - A Tale [2026]

Niełatwo w obecnych czasach wyłowić na rynku wydawnictw muzycznych prawdziwą perełkę. Z jednej strony komercyjne media zupełnie tego nie ułatwiają, rzucając w nas zazwyczaj chłamem, z drugiej zaś strony internet ułatwił nam dostęp do wszystkiego, przez co bez trudu możemy słuchać kilkuset nowych płyt rocznie, a i tak zaledwie nadgryziemy temat w interesującym nas gatunku. Słuchamy masy nowych rzeczy, często bardzo dobrych, ale i tak nie ma szans, by nie przegapić czegoś naprawdę znakomitego. Bywa nawet i tak, że trafi się na taki wyjątkowy zespół, ale brak czasu, by naprawdę skupić się na jego muzyce, i to wszystko gdzieś umyka. Tym bardziej cenię sobie to, że kiedyś jednak moje oko i ucho zatrzymało się na dłużej na płycie fińskiego muzycznego kolektywu Onségen Ensemble, bo po latach mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że to jeden z moich ulubionych zespołów XXI wieku. Nowa płyta jest tego znakomitym potwierdzeniem.

Choć grupa powstała w 2004 roku, pierwsze duże wydawnictwo to dopiero rok 2016 – wtedy ukazał się fantastyczny debiut zatytułowany Awalaï. Ja poznałem ich dwa lata później, przy okazji premiery płyty Duel. Także świetnej, choć to poznany też wówczas debiut częściej ma styczność z igłą mojego gramofonu. Wydany w 2020 roku album Fear potwierdził, że mamy do czynienia z wyjątkowo intrygującym zjawiskiem na scenie muzyki nietuzinkowej i klimatycznej. Płyta Realms z roku 2022 wygrała mój ranking ulubionych albumów rocznika, więc chyba jasne, że niecierpliwie czekałem na ciąg dalszy. A ten jakoś nie następował. Tym razem dwuletni cykl został złamany. Płyta A Tale ukazuje się po czterech latach od poprzedniczki i – jak wszystkie wcześniejsze – z jednej strony nawiązuje muzycznie do tego, z czego zespół dał się nam poznać, ale z drugiej wprowadza nowe elementy. Onségen Ensemble to nigdy nie był zespół ze stałym składem. Jest tam kilka osób, które pojawiają się na każdej płycie, ale cała reszta dołącza w miarę czasu i potrzeb. Na Realms mieliśmy choćby didgeridoo czy okarynę, tym razem mamy skrzypce i… główny żeński wokal. Wokale – męskie i żeńskie – co prawda pojawiały się już wcześniej na płytach kolektywu, ale najczęściej w formie monumentalnych, chóralnych zaśpiewów i wokaliz, sporadycznie w bardziej tradycyjnej formie solowego śpiewu. Główną wokalistką na A Tale jest Vilma Pesola i warto o tym wspomnieć, bo mamy tu więcej niż zwykle kompozycji z całkiem rozbudowanymi tekstami, co niewątpliwie stanowi pewną nowość. Śpiewa także, co miało już miejsce wcześniej, basista i jeden z liderów grupy, Esa Juujärvi.

Nowa opowieść Finów składa się z siedmiu utworów. Rozpoczynają ją kościelne dzwony oraz odgłosy palącego się ogniska. Garden of Celestials to jedno z nagrań zapowiadających płytę jeszcze przed jej premierą. Nie powiem, żebym miał jakiekolwiek obawy co do nowego wydawnictwa zespołu, ale nawet jeśli takie by się pojawiały, zostałyby przez ten utwór natychmiast rozwiane. Pięknie to płynie, unosi się wręcz, z jednej strony kołysząc ogniskową folkowością, z drugiej zapewniając nieco rockowego mroku i ciężaru. Choć pierwsze wydawnictwa grupy były nieco cięższe, bardziej rockowe, ten element z muzyki grupy nie zniknął. W To Be Led by the Lost ten tajemniczy, prog/psychrockowy klimat muzyki kolektywu pięknie uzupełniają instrumenty dęte. Tekstowo mamy tu odniesienia do jedności z naturą, do podążania za jej głosem. Na mojego faworyta z całej płyty już po pierwszym odsłuchu wyrosła trzecia kompozycja – A Thought. Kolejna już z tekstem i wokalem. Wiedziona niepokojącym brzmieniem basu i klimatycznym, melancholijnym śpiewem. Choć tekst jest o (s)pokoju, odnoszę wrażenie, że jest w tym przewrotnie jakiś niepokój, tajemnica.

Zarówno w wydaniu kompaktowym, jak i winylowym (podobnie zresztą jak na Bandcampie) mamy teksty wyłącznie do trzech pierwszych utworów, co trochę mnie zmyliło, bo sądziłem, że druga strona pozbawiona będzie tradycyjnego wokalu. Moje domysły zdawała się zresztą potwierdzać pierwsza kompozycja na stronie B. Muzyka Onségen Ensemble często przywodzi na myśl ścieżki dźwiękowe do filmów. The Word niewątpliwie spokojnie mogłoby ozdobić jakiś klasyczny western. A właściwie northern, biorąc pod uwagę geograficzne położenie ojczyzny muzyków, choć takiego gatunku filmowego chyba nie wymyślono. A może po prostu ja go nie znam? I tu mamy typowe dla tej formacji chóralne zaśpiewy. Zresztą cały numer skutecznie ożywia album po jednak stonowanej, melancholijnej stronie A. Tymczasem niespodziewanie (przy pierwszym odsłuchu, rzecz jasna) wokal pojawia się jeszcze w Oldest Father. To przyjemna, podniosła pieśń, jakby stworzona do tego, by z wielkim rozmachem wykonywały ją jakieś spore, zawodowe chóry. The First Casualty powraca do klimatów westernowych, choć w bardziej stonowanym wariancie. O ile w The Word muzyka pasowała do sceny konnego pościgu czy górskiej zasadzki, o tyle tu mamy raczej tło do zakończenia, gdy bohater(owie) odjeżdża(ją) przed siebie, ku zachodzącemu słońcu. Całość wieńczy najdłuższy utwór w zestawie, Crystal Waters of Spring. Rozpoczyna się tak, że faktycznie możemy poczuć się, jakbyśmy obserwowali spadające krople krystalicznie czystej wody. Zaskoczyć może nieco wykorzystanie karaibskich bębnów, które kojarzą nam się raczej z calypso czy pokrewnymi, „gorącymi” klimatami, a nie z melancholijną, filmową muzyką tworzoną na północy Finlandii, ale o dziwo instrument ten całkiem dobrze współgra tu z fletem czy perkusją i basem, które „przejmują” po jakimś czasie prowadzenie kompozycji. Druga część utworu to już folk-rockowe szaleństwo, ale spokojnie – w stylu hipnotycznych, dzikich, pogańskich tańców przy ogniu, a nie melodyjnych, przaśnych zaśpiewów.

Są płyty Onségen Ensemble, które włączam częściej, są takie, po które sięgam nieco rzadziej, ale o żadnej nie mogę powiedzieć, że była rozczarowaniem, że jest wydawnictwem poniżej wysokiego poziomu, do którego od lat przyzwyczaja nas ten zespół. A Tale to piąty mocny strzał w ich dorobku. To znowu płyta, która czaruje, wciąga, pochłania przez te 42 minuty. A momentami naprawdę mocno porusza. Jest w tej muzyce coś dzikiego, pierwotnego, tajemniczego, a jednocześnie melancholijnego, ciepłego, sentymentalnego. To muzyka, która w zasadzie nawet nie wymaga tekstów i wokali, bo na podstawie samych partii instrumentów łatwo stworzyć w głowie opowieść, która będzie nam towarzyszyła podczas słuchania, ale gdy już ten śpiewa się pojawia, nadaje tym utworom kolejny nowy wymiar. Nie mam wątpliwości, że i ten album będzie się bił o ścisłą czołówkę mojego rankingu najlepszych tegorocznych płyt.

Premiera: 26 VI 2026 r.

Płyty można posłuchać na profilu grupy na Bandcampie.

1. Garden of Celestials (6:19)
2. To Be Led by the Lost (7:09)
3. A Thought (5:46)
4. The Word (5:11)
5. Oldest Father (4:49)
6. The First Casualty (4:25)
7. Crystal Waters of Spring (8:32)

 

Poprzednie wpisy o zespole:

---

Zapraszam na prowadzone przeze mnie w radiu Rockserwis FM audycje: Lepszy Punkt Słyszenia w każdy piątek o 21 oraz Scand-all (latem Zona Bizona) w środy o 18. W poniedziałki o 23 nalewam też muzyczne drinki w klubie jazzowym Pod Osłoną Nocy.
http://rockserwis.fm
http://facebook.com/lepszypunktslyszenia - profil audycji
http://facebook.com/groups/rockserwisfm - tu można porozmawiać ze mną oraz z innymi słuchaczami w trakcie audycji
W pierwszą sobotę miesiąca (oraz okazjonalnie w inne soboty) o 20 współprowadzę audycję Nie Dla Singli w Studenckim Radiu Żak Politechniki Łódzkiej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz