Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siena root. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siena root. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 marca 2024

Siena Root - Przeciszów [Dom Kultury], 10 III 2024 [galeria zdjęć]

Muzyka, zwłaszcza ta dobra, potrafi sprawić, że człowiek przeniesie się w miejsce, w którym raczej nigdy nie spodziewał się przebywać. W tym przypadku do Przeciszowa. Wiecie, gdzie jest Przeciszów? Ja też do niedawna nie wiedziałem, ale okazało się, że mają tam całkiem przyjemną, dobrze wyposażoną salę, w której panują naprawdę fajne warunki do organizowania koncertów. Bliskość Wadowic, Oświęcimia, Krakowa czy aglomeracji Śląskiej sprawia, że do malutkiego Przeciszowa ma kto przyjeżdżać na koncerty. Przyjeżdżają też ciekawi wykonawcy, w tym jeden z moich ulubionych współczesnych zespołów - Siena Root.

wtorek, 28 lutego 2023

Siena Root - Revelation [2023]

Muzyka zespołu Siena Root towarzyszy mi już od ponad dekady. To jedna z moich ulubionych współczesnych (choć grających zupełnie niewspółczesną muzykę) grup. Na każdej kolejnej płycie czymś zaskoczą, czymś zachwycą. Co tu dużo mówić – trzymają poziom i robią to w świetnym stylu, pozostając wierni swojemu uwielbieniu dla wszystkiego, co w muzyce ma przyjemny posmak vintage’u. I nie ma znaczenia, że skład formacji jest mocno płynny, a poza sekcją rytmiczną pozostali członkowie grupy co kilka lat się zmieniają. Nazwa Siena Root jest gwarancją poziomu. Płyta Revelation, najnowszy krążek grupy, nie jest wyjątkiem.

poniedziałek, 19 września 2022

Siena Root [support: Carson] - Piekary Śląskie [Andaluzja], 17 IX 2022 [relacja / galeria zdjęć]

Po raz kolejny nasz kraj odwiedził jeden z najlepszych i najbardziej zasłużonych przedstawicieli szwedzkiej sceny retro - formacja Siena Root. Jeszcze dekadę temu nieliczni pewnie wówczas polscy fani tego zespołu mogli pomarzyć o zobaczeniu formacji na żywo. Obecnie nie ma z tym już większego problemu, grupa od kilku lat regularnie do nas zagląda, a i wspomnianych fanów w ostatnich latach przybyło, bo mimo wszechobecnego kryzysu i ogólnego znacznego spadku frekwencji na małych koncertach w ostatnich miesiącach, na występy zespołu jednak w sumie pofatygowało się kilkaset osób. To cieszy, choć oczywiście zespół ten zasługuje na znacznie więcej. Nie mieszajmy jednak idealistycznych wizji z realiami... Tym razem formacja zagrała trzy koncerty, a ja miałem okazję być na drugim z nich i... najdziwniejszym, o czym jednak za chwilę.

czwartek, 31 grudnia 2020

Bizon's Best of 2020 - płytowe podsumowanie roku

Rok ulgowy okazał się mniej ulgowy, niż zakładałem, choć i tak zdecydowanie najspokojniejszy w historii bloga. Ten trend zamierzam utrzymać. Ponad 60 opisanych płyt to i tak znacznie więcej, niż opisać zamierzałem. Albumów wybitnych według mnie w tym roku nie było, ale całkiem sporo wyszło płyt dobrych i bardzo dobrych. Przez to wybór czołówki i ustalenie kolejności było dość problematyczne. W przyszłym roku nowe teksty będą pojawiać się raczej sporadycznie, chyba że nagle coś się zmieni w moim nastawieniu.


środa, 1 kwietnia 2020

Siena Root - The Secret of Our Time [2020]


Siena Root to jeden z moich ulubionych zespołów. Nie ostatnich lat, nie XXI wieku. Po prostu – jeden z moich ulubionych zespołów. To od nich jakąś dekadę temu zaczęło się moje poszukiwanie grup, które obecnie grają w stylu lat 60. czy 70., a wtedy wcale nie było ich aż tak dużo. To oni pokazali mi, że warto przyjrzeć się bliżej skandynawskiej scenie rockowej. To wreszcie oni byli pierwszym (i niestety tylko jednym z dwóch) zespołem, którego koncert współorganizowałem. Są ich płyty, które uwielbiam, są takie, które po prostu lubię. Jestem raczej zwolennikiem brzmienia z takich albumów jak Different Realities czy Kaleidoscope, czyli mocno opartego na sitarze, długich improwizacjach w klimacie rasowych jam bandów, ale nie ma w ich dyskografii płyty, której bym nie lubił, mimo wyraźnej zmiany kierunku w ostatnich latach i powrotu do bardziej tradycyjnych rockowych i blues-rockowych form znanych choćby z pierwszej płyty. The Secret of Our Time również absolutnie mnie nie zawiodła, a momentami nawet przyjemnie zaskoczyła.

piątek, 7 czerwca 2019

Heavy Feather - Débris & Rubble [2019]


Heavy Feather to nowopowstały szwedzki kwartet, choć złożony z muzyków, którzy działają już od dawna w innych zespołach. Niewątpliwie najbardziej znaną z tych formacji jest Siena Root – to w niej na co dzień gra Matte (gitara), z nią od kilkunastu miesięcy na gościnnych zasadach koncertuje (a obecnie także nagrywa) Lisa (wokal i harmonijka), to w końcu w niej gra też tu udzielający się gościnnie w paru miejscach Erik (klawisze, organy). Wiecie już, czemu nie mogłem przejść obok tego albumu obojętnie. Dodam tylko, że skład uzupełniają Morgan (bas) i Ola (perkusja).

piątek, 15 marca 2019

Siena Root - Piekary Śląskie [Andaluzja], 14 III 2019 [galeria zdjęć]

Pomieszczenie przypominające świetlicę szkolną to chyba ostatnie miejsce, gdzie spodziewałbym się zobaczyć zespół Siena Root. A jednak właśnie w takim miejscu - w OK Andaluzja w Piekarach Śląskich - grupa zainaugurowała swoją trzecią wizytę w Polsce. Niby blisko chorzowskiej Leśniczówki, w której grali dwukrotnie w ostatnich dwóch latach, a jakże daleko jeśli chodzi o klimat miejsca. Ale dobre zespoły poznać można na przykład po tym, że wszędzie zaprezentują się świetnie. Nawet na świetlicy. Poznać można je też po tym, że potrafią błyskawicznie przystosować się do sytuacji awaryjnych. W połowie jednej z kompozycji padła część zasilania - scena pogrążyła się w ciemnościach, straciliśmy też nagle część mocy odsłuchowej. Wystarczyły jedno czy dwa szybkie spojrzenia i gesty pomiędzy muzykami i nagle w środku utworu dostaliśmy solo na perkusji, które szybko przerodziło się w improwizację muzyków szwedzkiej grupy. Równie gładko poszło, gdy po kilku minutach w trakcie tego samego utworu moc wróciła. Gdybyśmy słuchali bootlegu audio z tego koncertu, osoba, która na występie nie była, nie zauważyłaby nawet, że cokolwiek się stało. Chyba że po entuzjastycznej reakcji publiczności, która doceniła ten nagły zwrot akcji i sposób, w jaki artyści wyszli z opresji. Takie sytuacje pokazują, czy na scenie mamy prawdziwych muzyków, czy chałturników jadących po tych samych wyuczonych schematach.

wtorek, 9 stycznia 2018

Three Seasons - Things Change [2017]



Na szwedzką formację Three Seasons trafiłem ładnych już kilka lat temu – w dużej mierze przypadkiem, choć nie do końca. W znalezieniu ich pomogły personalne „łączniki”. Tak to często bywa, że odkrywasz jakiś zespół, potem się okazuje, że ten zespół w przeszłości grał w zupełnie innym składzie, więc szukasz informacji o byłych muzykach i czasem trafiasz na nazwę ich obecnego bandu. Przy odrobinie szczęścia jest na czym zawiesić ucho. Sartez Faraj był przez jakiś czas wokalistą uwielbianej przeze mnie formacji Siena Root. Po rozstaniu z tą grupą obdarzony dość charakterystycznym, wysokim głosem wokalista założył trio Three Seasons. Przez jakiś czas panowie regularnie wydawali nowe albumy, jednak od czasu płyty numer trzy – wydanego w 2014 roku krążka zatytułowanego Grow – mijało coraz więcej czasu, a informacji o kolejnym krążku jakoś nie było. Sądziłem już nawet, że być może to koniec tego zespołu, ale kilka miesięcy temu zespół nieoczekiwanie obwieścił, że pracuje nad czwartym albumem. Płyta Things Change ukazała się pod koniec roku. Czy faktycznie – zgodnie z tytułem – zaszły jakieś zmiany? Jedna na pewno – na stanowisku perkusisty. A muzycznie? I tak, i nie.

czwartek, 8 czerwca 2017

The Sonic Dawn - Into the Long Night [2017]



The Sonic Dawn to młoda duńska formacja, która pod tą nazwą zadebiutowała w 2015 roku krążkiem Perception. Po kilkunastu miesiącach ukazuje się drugi album w dorobku formacji i z całą pewnością mogę oświadczyć, że wyrasta nam kolejny ciekawy skandynawski zespół. Trio z Kopenhagi kapitalnie czuje się w klimatach wczesnej psychodelii, serwując słuchaczom muzykę, w której znajdziemy fantastyczne rytmy, świetne, nieco senne wokale, porywające partie gitar oraz – jak to często w muzyce retro-psychodelicznej – przyjemne brzmienia sitaru. Z nie zawsze przyjaznej pogodowo Danii panowie przenoszą nas z niezwykłą łatwością do londyńskiego klubu UFO bądź na plażę w kalifornijskim Venice.

poniedziałek, 29 maja 2017

Siena Root - A Dream of Lasting Peace [2017]



Bez najmniejszych wątpliwości A Dream of Lasting Peace to jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie albumów zapowiedzianych na ten rok. Śledzę poczynania Siena Root od dobrych siedmiu lat i to jest jeden z tych zespołów, które nigdy nie zawodzą, a jednocześnie nigdy też do końca nie wiadomo, czego spodziewać się po nowym wydawnictwie (oprócz – rzecz jasna – tego, że będzie bardzo dobre). Grali już mocno psychodelicznie, grali w stylu długich hardrockowych improwizacji, grali też z mocnym posmakiem muzyki azjatyckiej. Ich poprzedni album, Pioneers, był głębokim ukłonem w kierunku klasyków hard rocka, takich jak Deep Purple. Biorąc pod uwagę pewną stabilizację składu grupy (w porównaniu do poprzedniego krążka zaszła zmiana jedynie na stanowisku wokalisty, choć obaj panowie śpiewający w ostatnich latach w zespole dysponują dość zbliżoną barwą głosu), można było spodziewać się kontynuacji tego kierunku. Tak po części jest, ale A Dream of Lasting Peace, szósty studyjny krążek grupy, z pewnością nie jest kopią Pioneers.

czwartek, 30 marca 2017

Zapowiedzi płytowe - część 1

Kilka interesujących płyt już w tym roku zdążyło się ukazać, ale wciąż pojawiają się zapowiedzi kolejnych albumów, które mogą was zainteresować. Niektóre z tych płyt wyjdą na dniach, na inne przyjdzie nam poczekać jeszcze kilka miesięcy. Poniżej krótki przegląd zapowiedzi:



Wight – Atlas [Atlas SP - termin i tytuł płyty jeszcze nieznane]



wtorek, 14 marca 2017

Siena Root [support: Brain Connect] - Chorzów [Leśniczówka], 12 III 2017 [relacja/galeria zdjęć]



O szwedzkiej formacji Siena Root można powiedzieć, że grali retro-rocka, zanim to było modne. Od ładnych kilkunastu lat tworzą muzykę, która czerpie pełnymi garściami z dokonań wielkich sceny hardrockowej i psychodelicznej przełomu lat 60. i 70., występują na najbardziej znanych festiwalach promujących taką właśnie muzykę, a do tego nie boją się od czasu do czasu zapuszczać w rejony nieco odleglejsze od tradycyjnych gitarowo-organowych, hardrockowych brzmień. Choć skład grupy przez tych kilkanaście lat był bardzo płynny, nazwa Siena Root niezmiennie gwarantuje wysoki poziom, zarówno na płytach studyjnych, jak i podczas koncertów. O tym pierwszym przekonamy się zapewne już niedługo, bo za kilka tygodni ukaże się nowy album zatytułowany A Dream of Lasting Peace. O tym drugim polscy fani Siena Root po raz pierwszy w naszym kraju przekonali się dopiero teraz, gdy grupa przyjechała na trzy koncerty, które odbyły się w Gdańsku, Warszawie i Chorzowie. Ten ostatni miał miejsce w kultowej Leśniczówce – klimatycznym klubie położonym pośród drzew w środku Parku Śląskiego.

środa, 1 marca 2017

Zapowiedź: Siena Root i Brain Connect - Chorzów [Leśniczówka], 12 III 2017






































12 marca w chorzowskim klubie Leśniczówka szykuje się prawdziwa uczta dla fanów brzmień rockowych. Po raz pierwszy do Polski przyjedzie kultowa w kręgach retrorockowych formacja Siena Root i jeden z trzech polskich koncertów odbędzie się właśnie w Leśniczówce. Występ będzie miał miejsce tuż przed premierą nowej płyty formacji - następczyni wydanego w 2014 roku albumu Pioneers. Dodatkową atrakcją niewątpliwie będzie występ kapitalnej polskiej grupy Brain Connect, która znakomicie pokazała się w 2015 roku krążkiem Think Different.

Bilety w cenie zaledwie 49 złotych (w dniu koncertu 59 złotych) dostępne są w:
- klubie Leśniczówka (al. Muzyków 1, Park Śląski, Chorzów, lesniczowka.art.pl),
- w Komisie Płytowym w Katowicach (ul. 3 Maja 19),
- w Hard Rock Pub (ul. Jagiellońska 4, Chorzów),

Jeśli marzy wam się wieczór z fantastyczną mieszanką klasycznego hard rocka, rocka progresywnego i psychodelii, to 12 marca nie może was zabraknąć w Leśniczówce.

Patronat medialny nad koncertem objęło radio rockserwis.fm.

sobota, 15 listopada 2014

Three Seasons - Grow [2014]


Całkiem niedawno pisałem o tegorocznej płycie szwedzkiej formacji Siena Root. Tymczasem były muzyk tej grupy – Sartez Faraj – od kilku lat nagrywa z nowym zespołem, Three Seasons. Grow to trzeci krążek formacji i – co nie jest niespodzianką dla tych, którzy zetknęli się z dwiema poprzednimi propozycjami tego tria – panowie oferują słuchaczom kilkadziesiąt minut bardzo klimatycznego, gitarowo-organowego prog rocka w klimatach przełomu lat 60. i 70. Podobnie jak większość moich ulubionych szwedzkości, płyta ukazała się nakładem Transubstans Records, co czyni ją trudną, choć nie niemożliwą do zdobycia w naszym pięknym kraju. A jednak jeśli jesteś, czytaczu, fanem nieco archaicznego, lecz bardzo urokliwego progresywnego grania z Hammondami w roli głównej, powinieneś zdobyć się na wysiłek odszukania Grow w polskich sklepach stacjonarnych lub internetowych, albowiem powiadam ci – album ten to 49 minut wielkiej muzycznej przyjemności.

Powiedzmy sobie szczerze – nie jest to jakaś wielce odkrywcza muzyka. Panowie absolutnie nie bawią się w bezczelne kopiowanie wielkich, ale przecież z kombinacji gitary, basu, perkusji i organów Hammonda nic nowego się już w zasadzie nie wymyśli. Tyle że, mimo cudownego brzmienia takiej mieszanki, można całkowicie sknocić płytę, nie mając pomysłu na dobre numery i chwytliwe melodie. Sartez i spółka na szczęście umiejętność tworzenia kompozycji opanowali w stopniu bardzo zadowalającym, dzięki czemu moje odczucia po wielokrotnym wysłuchaniu trzeciego krążka Three Seasons są niezwykle pozytywne. Z pewnością coś dla siebie znajdą tu fani bluesrockowych grup pokroju Cream czy Free. Zamykający krążek utwór Familiar Song (czyżby sarkazm?) oferuje wspaniałe brzmienie gitary i świetną podbudowę rytmiczną, choć oczywiście podparcie aranżu organami sprawia, że całość może rozwijać się w nieco innym kierunku niż typowe kompozycje wspomnianego tria z Londynu. Heavy blues rock dominuje także w kompozycjach takich jak Drowning (utwór promujący płytę) czy Fool for the Day. To bardziej zwarte numery, z odrobinę bardziej tradycyjną strukturą, choć niepozbawione uroku, bo czy można nie lubić połączenia przesterowanej gitary i Hammondów? Ale ta płyta to także psychodeliczne, progrockowe improwizacje, choć nieco bardziej wyważone niż w przypadku odjazdów znanych z dwóch poprzednich albumów. W No Shame panowie odpływają w swoich muzycznych podróżach, choć nigdy nie cierpi na tym struktura utworu. Za to mamy bardzo przyjemne solo organowe, chyba po raz pierwszy na tym albumie.

Moim faworytem na krążku jest jedyny instrumentalny utwór w zestawie – Tablas of Bahar. Na początek jest spokojnie i dostojnie: delikatne tło organowe i spokojne wejście gitary elektrycznej z delikatnymi wstawkami gitary akustycznej. Szybko jednak robi się ciężej dzięki dobremu, „brudnemu” riffowi, a z każdą kolejną sekundą Sartez tnie na swojej gitarze coraz przyjemniej. Całość jednak nawiązuje raczej do brzmienia grup typu Procol Harum, niż Deep Purple czy Uriah Heep, z którymi mieszanka hammondowo-gitarowa jest najczęściej utożsamiana. Chwilowe przerwy w dostawie prądu (czyt. wyciszenia) tylko dodają uroku tej kompozycji. No i to brzmienie – wspaniała, brudna gitara, bardzo sprawna i świetnie współpracująca sekcja rytmiczna, a to wszystko polane hammondowym sosem. W dodatku muzycy nie silą się na nowoczesne brzmienie. Gdyby ktoś próbował wmówić mi, że ten krążek powstał 40 lat temu, uwierzyłbym bez cienia wątpliwości, bo tak faktycznie brzmi. Ma to jednak pewne minusy. Wokale Sarteza czasami giną w miksie przykryte gęstą warstwą instrumentalnej przyjemności (Which Way). Bywa też tak, że lider grupy przesadza trochę z ekspresją i wczuciem się w swoją robotę, a w połączeniu z jego wysokim głosem daje to nie do końca przyjemny efekt (kilka momentów w Familiar Song). To jednak drobiazgi nie wpływające znacząco na odbiór całości.

Urok tej płyty leży w dużej mierze w szczegółach – nie tylko stricte muzycznych. W wewnętrznej części okładki wydawnictwa znajdujemy tradycyjne informacje o twórcach krążka, autorach grafiki i zdjęć, jednak nie otrzymujemy ich w postaci suchych danych w rubrykach, a w formie opisowej. Może to drobnostka, ale sprawia, że jakoś więcej w tym człowieczeństwa i bezpośredniej relacji muzyków z fanami. Dowiadujemy się też przy okazji, że całość powstała w wyniku improwizacji w studio i została zarejestrowana na żywo, na analogowym sprzęcie „z epoki”, by uzyskać pożądane brzmienie. Ktoś może powiedzieć, że to lekka przesada, ale jeśli są jeszcze zapaleńcy, którzy lubią się „bawić” w ten sposób, to czemu im tego zabraniać? Panowie świetnie czują się w takich klimatach i jeśli tylko są w stanie zainteresować nimi słuchaczy (mnie zainteresowali…), to wypada życzyć im stałego przypływu muzycznych inspiracji i dużo wytrwałości, bo niestety w dzisiejszych czasach graniem takiej muzyki fortuny się nie zarobi, ani wielkiej sławy się nie zdobędzie (choć 14. miejsce na liście sprzedaży w Szwecji to wynik bardzo dobry). Ale mój „wielki szacun” mają, jeśli to dla nich jakieś pocieszenie.

---
Zapraszam na współprowadzoną przeze mnie audycję Nie Dla Singli w każdą sobotę o 20
http://zak.lodz.pl - tu można nas słuchać
http://facebook.com/niedlasingli - a tu z nami porozmawiać w trakcie audycji

środa, 5 listopada 2014

Siena Root - Pioneers [2014]


Kiedy z cztery czy pięć lat temu po raz pierwszy zainteresowałem się przebogatym szwedzkim „rynkiem” retrorockowym, grupa Siena Root była jedną z tych, które natychmiast przykuły moją uwagę. Zespół z miejsca stał się jedną z moich ulubionych „szwedzkości”, a przy każdej kolejnej poznawanej płycie zastanawiałem się, jakim cudem nigdy wcześniej o nich nie słyszałem. Ale lata mijały, a z obozu grupy nie było słychać żadnych wieści o nowym albumie. Dochodziły natomiast słuchy o przetasowaniach personalnych, ale to akurat nie nowość – działalność Siena Root jest w dużej mierze oparta na rotacji w składzie i sporej liczbie gości, zarówno na płytach, jak i podczas występów na żywo. Ale w końcu pojawiły się pozytywne informacje: posucha płytowa dobiegła końca w tym tygodniu. W poniedziałek ukazał się piąty studyjny krążek Szwedów – Pioneers.

Do czego odnosi się tytuł płyty? Trudno powiedzieć – Szwedzi pionierami w swoim muzycznym gatunku nie zostaną, bo nagrywają dobre kilkadziesiąt lat za późno. Zatem może tytuł jest hołdem dla tych prawdziwych rockowych pionierów? To miałoby sens, bo ten album aż kipi od muzycznych hołdów dla klasycznego hardrockowego brzmienia. To w zasadzie żadna niespodzianka – Siena Root od początku sprawnie łączyli klasyczne gitarowo-organowe hardrockowe brzmienie z elementami rocka progresywnego, do tego wplatali dość obficie ścieżki instrumentów nieco bardziej egzotycznych, jak sitar, bansuri czy monochord. Jednak tym razem muzycy postawili mocno na brzmienie stricte hardrockowe, co ma swoje odbicie nie tylko w tradycyjnym rockowym instrumentarium, ale i w długości trwania kompozycji. Słuchacze zaznajomieni z twórczością Siena Root wiedzą doskonale, że grupa ta nigdy nie bała się kilkunastominutowych kompozycji, a muzycy w takich wielowarstwowych „długensach” czują się jak ryba w wodzie. Na Pioneers mamy zaledwie jeden dłuższy numer – zamykającą płytę kompozycję In My Kitchen, której ledwie kilku sekund brakuje do dziesięciu minut. Jednak pozostałe utwory mieszczą się w przedziale od trzech minut z groszami do nieco ponad pięciu, a to już jak na Siena Root rzecz niecodzienna.

Wspomniane In My Kitchen to zresztą – jak nietrudno zgadnąć – jedyny numer, w którym panowie „odjeżdżają” trochę i w swoim starym dobrym stylu dają się ponieść nieco psychodelicznemu klimatowi opartemu na bluesowych zagrywkach i znakomitych wstawkach gitary odzywającej się ponad spokojnym basowo-klawiszowym tłem. Jednak siedem wcześniejszych kompozycji to utwory nieco bardziej zwarte w formie, choć oczywiście daleko im do radiowego formatu i schematu zwrotkowo-refrenowego. Ciekawie jest od samego początku. Otwierające płytę Between the Lines momentami nawiązuje klimatem do Black Sabbath z okresu Sabbath Bloody Sabbath, choć to tylko chwilowe wrażenie. Umiejętne przechodzenie z fragmentów spokojnych do bardziej intensywnych gwarantuje utrzymanie zainteresowania słuchaczy i pokazuje, że przy oszczędniejszym aranżu i bardziej stonowanym klimacie muzycy radzą sobie równie sprawnie, co przy gęstym, wielowarstwowym tle dźwiękowym. 7 Years to pierwsza z kilku kompozycji na Pioneers, w której organy wychodzą na pewien czas na pierwszy plan, a my słyszymy solo, które równie dobrze mógłby zagrać Jon Lord. To jedna z cech charakterystycznych tego krążka – purpurowo-tęczowo-wężowe klawisze. Muzycy nie starają się ukrywać swojej miłości do muzycznej rodziny Deep Purple. Teoretycznie można by narzekać, że The Way You Turn trochę zbyt mocno w strukturze i klimacie przypomina utwór Lazy (i przy okazji kilka innych kompozycji wiadomej grupy…), ale skoro brzmi świetnie, to czemu właściwie miałbym wybrzydzać? Tym bardziej, że po dwóch purpurowych numerach w Keep on Climbing mamy zmianę klimatu – jest wolniej, ciężej, z jednej strony trochę bluesowo, z drugiej z elementami doom rocka. Doom blues? Jak zwał, tak zwał – brzmi wyśmienicie! Jeszcze bardziej bluesowo (tym razem tradycyjnie bluesowo) jest w najkrótszej kompozycji na albumie – Going Down. Głowę dałbym, że ten numer został nagrany gdzieś w okolicach 1972 roku, ale jak bez głowy słuchałbym tych świetnych kawałków z Pioneers?



Tego typu płyty to odwieczny problem recenzentów. Z jednej strony to wszystko gdzieś już było i brzmi bardzo znajomo. Niejeden słuchacz oburzy się – „mam już wszystkie płyty Deep Purple, Rainbow, Wishbone Ash, Trapeze i każdego innego zespołu z lat 70. Po cholerę mi jeszcze jakiś band ze Szwecji, który gra tak samo?” Ano może po to, że ten band brzmi absolutnie fantastycznie i bardzo się cieszę, że istnieją dziś takie zespoły. Ja wiem, że najłatwiej jest marudzić, że „nikt już dzisiaj tak nie gra”, a jak się okaże, że jednak gra, to wtedy jęczy się, że „to wszystko już przecież było”. Zamknijcie dzioby i po prostu odpalcie nową płytę Siena Root. Wmówcie sobie, ze to krążek z 1972 roku – nie będzie to trudne. Gwarantuje, że będziecie zachwyceni.

---
Zapraszam na współprowadzoną przeze mnie audycję Nie Dla Singli w każdą sobotę o 20
http://zak.lodz.pl - tu można nas słuchać
http://facebook.com/niedlasingli - a tu z nami porozmawiać w trakcie audycji