Kiedy z cztery czy pięć lat temu
po raz pierwszy zainteresowałem się przebogatym szwedzkim „rynkiem”
retrorockowym, grupa Siena Root była jedną z tych, które natychmiast przykuły
moją uwagę. Zespół z miejsca stał się jedną z moich ulubionych „szwedzkości”, a
przy każdej kolejnej poznawanej płycie zastanawiałem się, jakim cudem nigdy
wcześniej o nich nie słyszałem. Ale lata mijały, a z obozu grupy nie było
słychać żadnych wieści o nowym albumie. Dochodziły natomiast słuchy o
przetasowaniach personalnych, ale to akurat nie nowość – działalność Siena Root
jest w dużej mierze oparta na rotacji w składzie i sporej liczbie gości,
zarówno na płytach, jak i podczas występów na żywo. Ale w końcu pojawiły się
pozytywne informacje: posucha płytowa dobiegła końca w tym tygodniu. W
poniedziałek ukazał się piąty studyjny krążek Szwedów – Pioneers.

Wspomniane In My Kitchen to zresztą – jak nietrudno zgadnąć – jedyny numer, w
którym panowie „odjeżdżają” trochę i w swoim starym dobrym stylu dają się
ponieść nieco psychodelicznemu klimatowi opartemu na bluesowych zagrywkach i
znakomitych wstawkach gitary odzywającej się ponad spokojnym basowo-klawiszowym
tłem. Jednak siedem wcześniejszych kompozycji to utwory nieco bardziej zwarte w
formie, choć oczywiście daleko im do radiowego formatu i schematu
zwrotkowo-refrenowego. Ciekawie jest od samego początku. Otwierające płytę Between the Lines momentami nawiązuje
klimatem do Black Sabbath z okresu Sabbath
Bloody Sabbath, choć to tylko chwilowe wrażenie. Umiejętne przechodzenie z
fragmentów spokojnych do bardziej intensywnych gwarantuje utrzymanie
zainteresowania słuchaczy i pokazuje, że przy oszczędniejszym aranżu i bardziej
stonowanym klimacie muzycy radzą sobie równie sprawnie, co przy gęstym,
wielowarstwowym tle dźwiękowym. 7 Years
to pierwsza z kilku kompozycji na Pioneers,
w której organy wychodzą na pewien czas na pierwszy plan, a my słyszymy solo,
które równie dobrze mógłby zagrać Jon Lord. To jedna z cech charakterystycznych
tego krążka – purpurowo-tęczowo-wężowe
klawisze. Muzycy nie starają się ukrywać swojej miłości do muzycznej rodziny Deep Purple. Teoretycznie można
by narzekać, że The Way You Turn
trochę zbyt mocno w strukturze i klimacie przypomina utwór Lazy (i przy okazji kilka innych kompozycji wiadomej grupy…), ale
skoro brzmi świetnie, to czemu właściwie miałbym wybrzydzać? Tym bardziej, że
po dwóch purpurowych numerach w Keep on Climbing mamy zmianę klimatu –
jest wolniej, ciężej, z jednej strony trochę bluesowo, z drugiej z elementami
doom rocka. Doom blues? Jak zwał, tak zwał – brzmi wyśmienicie! Jeszcze
bardziej bluesowo (tym razem tradycyjnie bluesowo) jest w najkrótszej kompozycji
na albumie – Going Down. Głowę
dałbym, że ten numer został nagrany gdzieś w okolicach 1972 roku, ale jak bez
głowy słuchałbym tych świetnych kawałków z Pioneers?
Tego typu płyty to odwieczny
problem recenzentów. Z jednej strony to wszystko gdzieś już było i brzmi bardzo
znajomo. Niejeden słuchacz oburzy się – „mam już wszystkie płyty Deep Purple,
Rainbow, Wishbone Ash, Trapeze i każdego innego zespołu z lat 70. Po cholerę mi
jeszcze jakiś band ze Szwecji, który gra tak samo?” Ano może po to, że ten band
brzmi absolutnie fantastycznie i bardzo się cieszę, że istnieją dziś takie
zespoły. Ja wiem, że najłatwiej jest marudzić, że „nikt już dzisiaj tak nie
gra”, a jak się okaże, że jednak gra, to wtedy jęczy się, że „to wszystko już
przecież było”. Zamknijcie dzioby i po prostu odpalcie nową płytę Siena Root.
Wmówcie sobie, ze to krążek z 1972 roku – nie będzie to trudne. Gwarantuje, że
będziecie zachwyceni.
---
Zapraszam na współprowadzoną przeze mnie audycję Nie Dla Singli w każdą sobotę o 20
http://zak.lodz.pl - tu można nas słuchać
http://facebook.com/niedlasingli - a tu z nami porozmawiać w trakcie audycji
---
Zapraszam na współprowadzoną przeze mnie audycję Nie Dla Singli w każdą sobotę o 20
http://zak.lodz.pl - tu można nas słuchać
http://facebook.com/niedlasingli - a tu z nami porozmawiać w trakcie audycji
Poprzedni był niezły, najnowszy jest naprawdę zaskakująco dobry, mimo, że faktycznie "gdzieś już to słyszałem". Skoro mowa o skandynawskich pionierach, to zaiste Siena Root ani żadna inna grupa retrorockowa nimi obecnie nie jest, ale może warto wspomnieć, że swoich pionierów takiego grania Skandynawia miała już w latach 70! Grupa nazywała się Bla Vardag i bodajże w 1971 roku wydała jeden znakomity album studyjny "Atlas", po czym słuch o niej zaginął. Muzycy mieli po dwadzieścia lat, a sama płyta nadal robi ogromne wrażenie.
OdpowiedzUsuńo, musze przyznać, że o bla vardag chyba nie słyszałem. ale doedukuję sie zatem w najblizszym czasie ;)
UsuńPłyta została wydana w 1979 roku, nosiła tytuł Bla Vardag, a zespół występował pod nazwą Atlas. To tak dla porządku - dobrze byłoby sprawdzić informacje, a potem publikować. Ale to tak na marginesie ...:)
OdpowiedzUsuń