Pokazywanie postów oznaczonych etykietą heavy metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą heavy metal. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 grudnia 2022

Skid Row - The Gang's All Here [2022]

Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem Skid Row, ale mam do tego zespołu spory sentyment. W końcu to kumple z jednej strony Gunsów, z drugiej Bon Jovi, i w pewnym sensie stanowili taki pomost między muzycznymi klimatami prezentowanymi przez oba te zespoły. Na przełomie lat 80. i 90. załapali się na swoją – dość długą nawet – chwilę sławy. Ich pierwsza płyta to rzecz naprawdę wyśmienita, druga wcale nie gorsza, choć już nieco cięższa. Później muzyka, którą grał zespół, popadła w mainstreamową niełaskę, a odejście obdarzonego niegdyś potężnym głosem oraz wciąż wielkim ego, charyzmatycznego Sebastiana Bacha przypieczętowało pożegnanie z wielkimi sukcesami. Przez lata grupa występowała z kolejnymi wokalistami, z rzadka decydując się na nowe nagrania studyjne. Można jednak śmiało powiedzieć, że poczynaniami zespołu od połowy lat 90. interesowała się już tylko garstka najbardziej zagorzałych fanów, a zespół w większych mediach muzycznych pojawiał się tylko przy okazji kolejnych utarczek z byłym wokalistą. Wygląda na to, że rok 2022 zmienił pod tym względem naprawdę sporo.

środa, 16 marca 2022

Ghost - Impera [2022]

Nie należę do osób, którym przeszkadza „pójście w popy” grupy Ghost. Trzeci album zespołu, Meliora – na którym Ghost zdecydowanie odważniej zaczął sięgać po chwytliwe melodie (choć one oczywiście pojawiały się już od pierwszej płyty) – to wciąż moje ulubione wydawnictwo zespołu. To się nie zmieni po premierze płyty Impera, choć muszę przyznać, że po lekkiej rezerwie i co najwyżej średnio-ciepłym przyjęciu przeze mnie tej płyty po pierwszych dwóch czy trzech odsłuchach, po kilku kolejnych moja opinia o niej jest znacznie bardziej pozytywna.

piątek, 10 września 2021

Iron Maiden - Senjutsu [2021]

Premiera nowej płyty Iron Maiden to zawsze spore wydarzenie. W końcu to wielka legenda heavy metalu. W dodatku Maideni nowe krążki ostatnimi czasy wypuszczają z dość sporą przerwą, co tylko zwiększa rangę wydarzenia i sprawia, że nowa płyta nie jest tylko kolejnym z wielu podobnych do siebie epizodów w dorobku zespołu. Ale czy oprócz samego faktu premiery tej płyty i związanego z nim rozgłosu jest faktycznie czym się emocjonować? Tu zdania są już mocno podzielone, co w sumie świadczy chyba dobrze o nowej płycie Maidenów. Bo najgorsze, co może się przytrafić zespołowi z tak wielkim dorobkiem, to absolutna obojętność słuchaczy.

czwartek, 2 lipca 2020

Horisont - Sudden Death [2020]


Szwedzką formację Horisont znam już od kilku lat. Zaciekawili mnie swoim czwartym albumem, Odyssey, bo choć było w tym wszystkim coś mocno kiczowatego, potrafiłem wczuć się w taką konwencję i w to hardrockowo-heavymetalowe granie z mocnym akcentem „ejtisowym”, choć nawiązujące też do późnych lat 70. Powalili mnie absolutnie płytą numer pięć – About Time – do której wciąż bardzo często wracam. Pomyślałem sobie wtedy, że w końcu weszli na wyższy poziom, że z ciekawostki nawiązującej do kiczowatych lat 80. (no i trochę też na pewno do końcówki poprzedniej dekady) przeobrazili się w naprawdę kapitalny rockowy band. I choćby dlatego nieco zaniepokoiły mnie pierwsze nagrania z nowej płyty, które zespół udostępniał jeszcze przed premierą całości. Niby wszystko było w porządku, ale nic nie powalało. Po premierze płyty niestety to odczucie się nie zmieniło – niby jest w porządku, ale Sudden Death nie powala.

piątek, 8 listopada 2019

War Cloud - State of Shock [2019]


War Cloud to kalifornijskie power trio, które od kilku lat młóci zgrabnie w klimatach łączących NWOBHM, kalifornijską scenę thrashową i tradycyjnego hard rocka. Czyli kompletnie nic odkrywczego, ale umówmy się – niektóre zespoły z tej muzycznej bajki po prostu mają „to coś” i brzmią naprawdę solidnie, a inne próbują, ale coś nie gra. Mam wrażenie, że War Cloud można zaliczyć do tej pierwszej grupy. Warsztat jest, produkcja stoi na dobrym poziomie, w zasadzie wszystko się tu zgadza i nic nie zgrzyta, a to już dobry początek.

niedziela, 13 października 2019

Palace in Thunderland - The King of the Empty Aeon [2019]


Palace in Thunderland (kapitalna nazwa) to ciekawostka na scenie muzycznej. Podobno grupa powstała w 1998 roku, ale próżno szukać jakichkolwiek wydawnictw tego zespołu starszych niż EP-ka Into the Maelstrom z 2007 roku, a pierwszą dużą płytę panowie wydali zaledwie cztery lata temu. No nic, wnikać nie będę w prawdziwość dat. Trzymajmy się pewnych faktów, a do tych należy premiera albumu numer dwa – The King of the Empty Aeon – która miała miejsce w lutym tego roku. Co muzycznie ma do zaoferowania kwartet (choć obecnie właściwie trio, bo perkusista odszedł tuż po nagraniu płyty, a następcy na razie nie ma) ze wschodnich rejonów Stanów Zjednoczonych? To całkiem ciekawa mieszanka stonera, ciężkiej psychodelii i heavy metalu.

poniedziałek, 27 maja 2019

Glitter Wizard - Opera Villains [2019]


Formacja Glitter Wizard pochodzi z Kalifornii, a muzykę wydaje od dekady. Nie znałem ich wcześniej, trafiłem na tę formację dopiero przy okazji premiery najnowszej jej płyty – Opera Villains. Spojrzałem na zdjęcie zespołu na rateyourmusic, będące jednocześnie okładką jednego z poprzednich krążków. Monty Python na całego. Dodajmy do tego tytuł najnowszego krążka oraz opisy internetowe, głoszące, że zespół gra mieszankę stonera i ciężkiej psychodelii. Spodziewałem się… hmm nie mam pojęcia, czego ja się tak właściwie spodziewałem. Chyba tego, że będzie dziwnie. I jest. Ale też całkiem przyjemnie.

środa, 15 maja 2019

Märvel - Guilty Pleasures [2019]

Märvel to założone w 2002 roku szwedzkie trio, które jednak – jeśli ufać wszechwiedzącym internetom – powstało w Stanach Zjednoczonych. Mają na koncie pięć płyt i kilka EP-ek, a niedawno wpadli na pomysł nagrania kilku lubianych przez siebie mniej lub bardziej znanych numerów i wydania ich na płycie. Tak powstał album Guilty Pleasures, na którym grupa łojąca niezwykle przyjemne, czerpiące dość mocno z lat 80. hard n’ heavy, dokłada solidnie do pieca, prezentując swoje własne zwariowane nieraz spojrzenie na te często już mocno wiekowe i nie zawsze rockowe kompozycje. Jak wyszło? Jak to zwykle bywa z płytami coverowymi. Puryści będą oburzeni niektórymi wersjami klasyków, ale ci, którzy są nieco bardziej otwarci na całą koncepcję przerabiania cudzych utworów po swojemu i w dodatku na hardrockowo-heavymetalową modłę, zdecydowanie powinni znaleźć tu coś dla siebie.

środa, 14 listopada 2018

Michael Schenker Fest - Łódź [Wytwórnia], 13 XI 2018 [relacja / galeria zdjęć]

Przyznam, że Michael Schenker nigdy nie należał do moich absolutnie ulubionych muzyków. Owszem - bardzo lubię pierwszą płytę Scorpions, chyba jeszcze bardziej klasyczne albumy UFO właśnie z Schenkerem w składzie, ale już jego twórczość pod szyldem MSG (oraz kolejnymi wariacjami tej nazwy) nigdy mnie nie porywała. Uwielbiam pojedyncze rzeczy, natomiast niekoniecznie potrafię zachwycać się całością. Ale jednak koncert, na który gitarzysta ściąga aż czterech wokalistów, z którymi współpracował w trakcie swojej solowej kariery, musi być godny uwagi. Wspomnianych czterech muszkieterów to Doogie White, Graham Bonnet (obaj niegdyś w Rainbow), Gary Barden i Robin McAuley.

poniedziałek, 5 listopada 2018

Hypnos - Set Fire to the Sky [2018]


Hypnos to szwedzka formacja, która specjalizuje się w odtwarzaniu klimatu muzyki z czasów NWOBHM. Taki kierunek zespół obiera już po raz trzeci, bo Set Fire to the Sky to właśnie trzeci album zespołu. To pierwsza płyta z nowym materiałem, na której śpiewa nowy wokalista – Linus Johansson, który zadebiutował w szeregach grupy wydanym kilka miesięcy temu krążkiem GBG Sessions, płytą typu „na żywo, ale w studiu” zawierającą w większości nowe wersje kompozycji z pierwszych dwóch albumów. Gość jest obdarzony dość klasyczną, rockową barwą. Nie jest wokalistą wybitnym, ale radzi sobie w tym niełatwym przecież repertuarze bardzo przywoicie, prezentując solidny, wysoki, choć nieco zbyt histeryczny dla mnie zaśpiew, gdy wymaga tego sytuacja, ale także niższy rejestr w niektórych numerach, co zresztą chyba sprawdza się lepiej. Solidni są też jego koledzy, którzy potrafią bardzo przyjemnie łoić i zabierać nas w coraz odleglejsze z perspektywy współczesności czasy, gdy taka muzyka święciła triumfy.

poniedziałek, 15 października 2018

Uriah Heep - Living the Dream [2018]


O historii Uriah Heep nie ma sensu się rozpisywać. Jeśli ktoś o nich nie słyszał, to najwyraźniej pomylił blogi. Jeszcze dekadę temu można było pytać „czy oni jeszcze żyją?”, ale od wydania płyty Wake the Sleeper los znowu uśmiechnął się do doświadczonej formacji, ponownie pozwalając Uriah Heep na zapełnianie sporych klubów i na występy na dużych scenach największych europejskich festiwalach rockowych. Płyty Into the Wild i Outsider pomogły podtrzymać dobrą passę, podobnie jak udane (liczne) koncertówki i dwa albumy autocoverowe wydane w ostatnich latach. Grupa nie boi się grać na żywo nowych numerów, wymieszanych w koncertowych setach z klasykami sprzed 40 czy niemal 50 lat, co też na pewno wpływa korzystnie na znajomość nowego materiału wśród często dość konserwatywnych fanów starego rocka. Living the Dream z pewnością tej dobrej passie nie zaszkodzi.

środa, 5 września 2018

Alice in Chains - Rainier Fog [2018]


Muzycy Alice in Chains nigdy nie należeli do tych, co to ledwo wrócą z trasy promującej jedną płytę, a już siedzą w studiu, nagrywając kolejną. Od samego początku fani tego zespołu musieli znajdować w sobie olbrzymie pokłady cierpliwości i zaufania, że jednak w końcu kiedyś kolejna płyta się ukaże. Tego podejścia nie zmieniła nawet wymuszona zmiana na stanowisku wokalisty. Choć William DuVall śpiewa w grupie od 2006 roku, Rainier Fog to dopiero trzeci krążek z jego udziałem. Ale to nie wyścigi, a grupy, które są w takiej sytuacji, jak Alice in Chains, na pewno nieco ostrożniej stawiają kolejne kroki. Dlatego nikt nosem nie kręcił i wszyscy fani cierpliwie czekali(śmy) na następcę kapitalnego Black Gives Way to Blue (2009) i bardzo solidnego The Devil Put Dinosaurs Here (2013). Zniecierpliwienie pojawiło się dopiero w ostatnich miesiącach, gdy grupa zaczęła prezentować kolejne single zwiastujące album, i okazało się, że spodziewać możemy się krążka naprawdę znakomitego. Po takich zapowiedziach poprzeczka powędrowała wysoko, co oczywiście stworzyło konkretny klimat podekscytowania fanów, ale też mogło zakończyć się sporym rozczarowaniem.

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Death Alley - Superbia [2018]


Holenderską formację Death Alley poznałem w zeszłym roku, gdy panowie grali jako support przed warszawskim występem grupy Kadavar. Musze przyznać, że jakiegoś wielkiego wrażenia na mnie nie zrobili, miałem wrażenie, że było trochę zbyt hałaśliwie i chaotycznie, ale jednocześnie wyraziłem opinię, że dostrzegam szansę na to, że w wersji studyjnej ich muzyka może się prezentować lepiej niż tamtego dnia na scenie Progresji. Nie sprawdziłem tego przy okazji jedynej dostępnej wtedy płyty tej grupy, sprawdzam za to teraz, gdy pojawił się album numer dwa amsterdamskiego kwartetu – Superbia.

sobota, 10 marca 2018

Michael Schenker Fest - Resurrection [2018]



Michael Schenker nie musi już niczym zaskakiwać muzycznego świata. Podbił go już jako członek UFO w latach 70., a wcześniej miał olbrzymi wkład w nagranie jednej z najlepszych (i najmniej znanych) płyt grupy Scorpions, choć był to zupełnie inny zespół od tego, który znamy obecnie. I nie oszukujmy się – Michael w dużej mierze „jedzie” na swojej sławie sprzed 40 lat, nagrywając co jakiś czas płyty pod kolejnymi szyldami zawierającymi jego imię i nazwisko. Tym razem nowa grupa nazywa się Michael Schenker Fest, bo to faktycznie prawdziwe święto dla fanów dokonań niemieckiego gitarzysty z czasów po UFO – na płycie Resurrection usłyszymy bowiem muzyków i (przede wszystkim) wokalistów, z którymi Michael współpracował od lat 80.

środa, 20 grudnia 2017

KONKURS: Bruce Dickinson - Do czego służy ten przycisk?

Niedawno ukazała się autobiografia Bruce'a Dickinsona - Do czego służy ten przycisk? Dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN, które tę książkę wydało, mam dla Was jeden egzemplarz tej autobiografii do wygrania w konkursie. Pytanie konkursowe padnie w trakcie mojej audycji LEPSZY PUNKT SŁYSZENIA na antenie rockserwis.fm w najbliższy piątek (21-23). Powtórka audycji w niedzielę (wyjątkowo wcześniej niż zwykle, od 12 do 14). Więcej informacji o audycji w zakładce "Lepszy Punkt Słyszenia" w górnym panelu bloga. Konkurs potrwa do końca świąt, żeby słuchający powtórki i podcastów także mieli szansę załapać się na konkurs.






sobota, 16 września 2017

Dead Lord - In Ignorance We Trust [2017]

Szwedzka formacja Dead Lord pod dowództwem wokalisty i gitarzysty Hakima Krima wydaje płyty niemal jak w szwedzkim szwajcarskim zegarku. Co dwa lata ukazuje się nowa, nic więc dziwnego, że niemal co do dnia dwa lata po kapitalnym krążku Heads Held High – drugim w ich dorobku – przyszła pora na album numer trzy. In Ignorance We Trust trwa 41 minut, składa się z 10 niezbyt skomplikowanych rockowych numerów i w zasadzie nie oferuje niczego więcej niż dwa wcześniejsze albumy – tyle, że to w zupełności wystarcza.

czwartek, 27 lipca 2017

Bell - Tidecaller [2017]



Bell to formacja ze Szwecji, z którą po raz pierwszy zetknąłem się kilka tygodni temu. Nic dziwnego akurat w tym przypadku, bo Tidecaller to pierwsze wydawnictwo zespołu. Mocno psychodeliczna, kolorowa (choć jednak trochę zbyt kiczowata jak na mój gust) okładka, do tego sam zespół określa swoją muzykę jako mieszankę stonera, heavy metalu i ciężkiego rocka. Z grubsza temat klaruje się jeszcze przed odsłuchem, choć i ten od razu wyjaśnia, z czym mamy do czynienia. Takich grup jest obecnie mnóstwo, a całkiem spory ich procent działa w Skandynawii. Trzeba zatem solidnie się postarać, żeby w tym oceanie grających ciężko formacji jakoś się wybijać. Nazwa taka jak Bell raczej w szybkim zaistnieniu nie pomoże, ale może muzyka będzie w tym aspekcie skuteczniejsza?

środa, 12 lipca 2017

Adrenaline Mob - We the People [2017]



Przyznaję, że formacją Adrenaline Mob w dużej mierze przestałem się interesować po odejściu z niej Mike’a Portnoya. Ani słaba druga płyta, ani seria zmian w składzie (w niektórych przypadkach wymuszonych) nie sprzyjały zmianie tej sytuacji. Być może debiut tego zespołu – Omertá – nie zawierał muzyki przesadnie wyszukanej, ale było tam sporo dobrych, mocnych rockowych kawałków, do których dobrze machało się różnymi częściami ciała. Takich, przy których kapitalnie krzyczy się na koncercie, co zresztą sprawdziłem osobiście w 2012 roku w krakowskim klubie Studio. Mówiąc szczerze, do nowego krążka podszedłem bez jakichkolwiek oczekiwań – na zasadzie: włączę, może coś mi się spodoba. To chyba najlepsze możliwe nastawienie w przypadku tej grupy. Ale i ono niestety nie przyniosło zbyt pozytywnych efektów.

poniedziałek, 6 marca 2017

Confess - Haunters [2017]



Zespół Confess pochodzi ze Szwecji, ale akurat z tymi panami nigdy wcześniej przyjemności nie miałem. Nie da się też ukryć, że obecna retrorockowa fala bardzo mi odpowiada głównie dlatego, że większość grup odwołuje się w swojej muzyce przede wszystkim do lat 60. i 70. A tymczasem tu pojawiają się tacy goście, co to są zakochani w latach 80. – najbardziej kiczowatej muzycznie dekadzie wszech czasów. Okładka zresztą nie sugerowała nic innego. To mogła być wspaniała katastrofa! Ale wiecie co? Wyszło kapitalnie! Tak, to może wydawać się wręcz niemożliwe, ale zachwyciłem się megakiczowatym albumem jawnie hołdującym rockowej sztampie lat 80. I jest mi z tym coraz lepiej.

niedziela, 20 listopada 2016

Metallica - Hardwired... to Self-Destruct [2016]



Ci to potrafią narobić wokół siebie hałasu wtedy, kiedy trzeba. I pomyśleć, że nieco ponad ćwierć wieku temu o Metallice słyszeli głównie fani muzyki metalowej. Teraz trudno byłoby znaleźć osobę zainteresowaną jakąkolwiek muzyką, która nie kojarzyłaby choćby nazwy grupy, charakterystycznego logotypu i przynajmniej z jednego czy dwóch utworów. Metallica stała się prawdziwym przedsiębiorstwem – jedną z największych marek na rynku muzycznym. To olbrzymi sukces, o którym kilkadziesiąt lat temu jakikolwiek zespół grający tak ciężko i głośno mógł tylko pomarzyć. Czy zatem tak sławna formacja, która osiągnęła już w zasadzie wszystko, co było do osiągnięcia, coś jeszcze musi? Nie – i może w tym właśnie problem. Stan ten sprawia, że nowa muzyka od zespołu ukazuje się coraz rzadziej, a gdy już się pojawi, to choć oczywiście wzbudza sensację, wywołuje także skrajne emocje. Za każdym razem. Ale album zatytułowany Hardwired… to Self-Destruct był potrzebny. Choćby po to, żeby ostatnim dużym krążkiem, przy którym paluchy maczali muzycy Metalliki, nie było koszmarne Lulu, wydane jako wspólny projekt z nieżyjącym już Lou Reedem. Czy po coś jeszcze? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie (głupia sprawa – zadawać sobie samemu pytanie i nie znać odpowiedzi…), ale będę ostatnią osobą, która przyczepi się do sławnego zespołu o to, że wydaje nowe numery, zamiast jechać wyłącznie na osiągnięciach z przeszłości.