Historia powstania i wydania
piątego studyjnego albumu grupy Tool jest tak znana i wałkowana na wszystkie
strony od wielu lat, a szczególnie teraz, gdy płyta ta w końcu się ukazała, że
nie czuję nawet najmniejszej potrzeby, by przypominać wam, ile czasu minęło od
ukazania się wydawnictwa poprzedniego, albo wspominać o tym, jak panowie bawili
się uczuciami biednych fanów w ostatnich latach. Moimi się nie bawili. Nigdy
nie byłem fanem zespołu Tool. Raczej obserwatorem doceniającym pewne elementy
ich twórczości. Mają w dorobku rzeczy, które naprawdę mi się podobają i intrygują
mnie za każdym razem, gdy po nie sięgnę (a nie dzieje się to zbyt często).
Natomiast kłamałbym, gdybym twierdził, że kiedykolwiek wpadałem w zachwyt nad
ich twórczością. Nowa płyta tego nie zmieni, ale choćby ze względu na ten tekst
przesłuchałem ją w całości już więcej razy niż którąkolwiek z poprzednich.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternative metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alternative metal. Pokaż wszystkie posty
piątek, 18 października 2019
środa, 5 września 2018
Alice in Chains - Rainier Fog [2018]
Muzycy Alice in Chains nigdy nie
należeli do tych, co to ledwo wrócą z trasy promującej jedną płytę, a już
siedzą w studiu, nagrywając kolejną. Od samego początku fani tego zespołu
musieli znajdować w sobie olbrzymie pokłady cierpliwości i zaufania, że jednak
w końcu kiedyś kolejna płyta się ukaże. Tego podejścia nie zmieniła nawet
wymuszona zmiana na stanowisku wokalisty. Choć William DuVall śpiewa w grupie
od 2006 roku, Rainier Fog to dopiero
trzeci krążek z jego udziałem. Ale to nie wyścigi, a grupy, które są w takiej
sytuacji, jak Alice in Chains, na pewno nieco ostrożniej stawiają kolejne
kroki. Dlatego nikt nosem nie kręcił i wszyscy fani cierpliwie czekali(śmy) na
następcę kapitalnego Black Gives Way to
Blue (2009) i bardzo solidnego The
Devil Put Dinosaurs Here (2013). Zniecierpliwienie pojawiło się dopiero w
ostatnich miesiącach, gdy grupa zaczęła prezentować kolejne single zwiastujące
album, i okazało się, że spodziewać możemy się krążka naprawdę znakomitego. Po
takich zapowiedziach poprzeczka powędrowała wysoko, co oczywiście stworzyło
konkretny klimat podekscytowania fanów, ale też mogło zakończyć się sporym
rozczarowaniem.
środa, 12 lipca 2017
Adrenaline Mob - We the People [2017]
Przyznaję, że formacją Adrenaline
Mob w dużej mierze przestałem się interesować po odejściu z niej Mike’a
Portnoya. Ani słaba druga płyta, ani seria zmian w składzie (w niektórych
przypadkach wymuszonych) nie sprzyjały zmianie tej sytuacji. Być może debiut
tego zespołu – Omertá – nie zawierał
muzyki przesadnie wyszukanej, ale było tam sporo dobrych, mocnych rockowych
kawałków, do których dobrze machało się różnymi częściami ciała. Takich, przy
których kapitalnie krzyczy się na koncercie, co zresztą sprawdziłem osobiście w
2012 roku w krakowskim klubie Studio. Mówiąc szczerze, do nowego krążka
podszedłem bez jakichkolwiek oczekiwań – na zasadzie: włączę, może coś mi się
spodoba. To chyba najlepsze możliwe nastawienie w przypadku tej grupy. Ale i
ono niestety nie przyniosło zbyt pozytywnych efektów.
piątek, 18 listopada 2016
Life of Agony [support: Pyogenesis] - Warszawa [Progresja], 16 XI 2016 [galeria zdjęć]
To był wieczór naładowany rockową energią w warszawskiej Progresji. Było mocno, intensywnie i... zaskakująco krótko. Przybywającą powoli do klubu (w przyzwoitej liczbie) publiczność rozgrzała niemiecka ekipa (z angielskim wspomaganiem) Pyogenesis, która w zeszłym roku wydała pierwszy od kilkunastu lat album studyjny, a teraz wpadła do nas w odmienionym składzie. Life of Agony jakiś czas temu zarzekali się, że więcej nowej muzyki nagranej przez ten zespół nie usłyszymy. Ale wrócili jakiś czas temu po raz kolejny (oni z kolei w najbardziej znanym składzie) i zmienili zdanie, bo za kilka miesięcy mamy poznać nowy, pierwszy od 11 lat krążek grupy, A Place Where There's No More Pain. W trakcie warszawskiego koncertu zespół zagrał jeden nowy numer, ale zdecydowaną większość setu stanowiły utwory z wydanej w 1993 roku płyty River Runs Red. Grupa dowodzona przez Minę Caputo zagrała z kopem, bardzo treściwie, choć... niezwykle krótko. 65 minut to licho jak na główną gwiazdę koncertu. Pozostał więc niedosyt, choć intensywność występu częściowo zrekompensowała krótki set.
Podziękowania dla klubu Progresja za zaproszenie.
Life of Agony
Subskrybuj:
Posty (Atom)



