Przyznam, że zupełnie nie
zarejestrowałem wydania pierwszej płyty formacji Sisare. Album Nature’s Despair ukazał się w 2013 roku,
ale jest spora szansa, że nawet o oczy mi się ta nazwa nie obiła. Pewności nie
mam, wszak przy tylu nowych płytach nie da się zapamiętać absolutnie
wszystkich, ale w roku 2013 dopiero zaczynałem intensywniejsze muzyczne wykopki
i być może akurat nasze drogi w żadnym momencie się nie zeszły. Przechodzimy do
roku 2018 i oto pojawia się album numer dwa – Leaving the Land. Długa przerwa, ale nikt nie mówił, że trzeba
obowiązkowo wydawać nową muzykę co maksimum dwa lata. Ja to nawet czasem lubię,
jak zespoły nie zabierają się zbyt szybko za nowe nagrania, bo gdyby tak
wszyscy koniecznie chcieli nas uszczęśliwiać co kilkanaście miesięcy, nie
dałoby się tego wszystkiego ogarnąć. No ale wracając do nowej płyty – zdobi ją
bardzo przyjemna okładka w klimatach bliskich miłośnikom natury, a na nieco
ponad 41 minut składa się sześć kompozycji trwających od sześciu do niespełna
ośmiu minut. Klasycznie.
