Z muzyką grupy Kadavar to u mnie
jest tak, że niby odbieram ją pozytywnie, ale „zawsze coś”. Pierwsze dwie płyty
były zacne, ale w sumie kompletnie się od siebie nie różniły i można było
utwory z obu włączać w trybie losowym. Płyta trzecia niby przynosiła jakąś
zmianę, zwłaszcza w kwestii produkcji, ale była jednak zbyt monotonna, a
najciekawszy z niej numer był coverem i to w dodatku dodanym tylko w niektórych
wersjach. Album ostatni – Rough Times
– to z kolei Kadavar próbujący odejść od utartych schematów, ale miałem
wrażenie, że nie wszystkie pomysły na to odejście się sprawdziły, i że sam
zespół nie do końca wiedział, jak konkretnie chce to zrobić. Ze skrajności w
skrajność. I może z tego właśnie powodu nie miałem jakichś wielkich oczekiwań
odnośnie do nowej płyty niemieckiego tria. Uznałem, że jeśli coś mi się na niej
spodoba, to fajnie, ale jeśli jakoś nie zatrybi, to wielkiej afery z tego
powodu robił nie będę. I teraz nie wiem, czy to zasługa takiego właśnie
nastawienia, czy może po prostu faktycznie jest to płyta o wiele ciekawsza od
przynajmniej dwóch poprzednich, ale albumu For
the Dead Travel Fast słucha mi się bardzo dobrze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kadavar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kadavar. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 listopada 2019
sobota, 4 listopada 2017
Kadavar - Warszawa [Progresja], 2 XI 2017 [relacja / galeria zdjęć]
Z moimi kontaktami koncertowymi z
grupą Kadavar wiąże się ciekawa historia. Podobno byłem na ich koncercie w
grudniu 2015 roku, gdy jako support występował przed nimi bardzo lubiany przeze
mnie Horisont. Podobno, bo kompletnie tego nie pamiętam. Nie mam w zwyczaju
upijać się przed koncertem, generalnie w ogóle nie mam w zwyczaju upijać się,
więc opcja zalania pały i zaniku świadomości odpada. Już nawet pogodziłem się
jakiś czas temu z tym, że zapewne miałem jechać, ale w ostatniej chwili coś nie
wyszło. Ale potem pojawiły się mocne dowody na to, że jednak na tym koncercie
być musiałem. Czarna plama – jeśli przy okazji kogoś wtedy zamordowałem albo
przyczyniłem się do upadku jakiegoś państwa, to przepraszam, ale kompletnie tego
nie pamiętam. Pamiętam natomiast, że widziałem panów brodaczy na tegorocznym
Red Smoke Festival, gdzie dali bardzo dobry koncert. Od tamtej pory zdążyli
wydać swoją czwartą płytę, więc wiadomo było, że trochę się pozmienia w secie.czwartek, 12 października 2017
Kadavar - Rough Times [2017]
Czas zap… w sensie, że leci
niezwykle szybko. Ciągle wydaje mi się czasem, że Kadavar to jeden z tych „nowych,
ciekawych” zespołów. Tymczasem brodacze z Niemiec prezentujący dość specyficzny
gust odzieżowy właśnie wydali swój czwarty studyjny album. No to już nie tacy
początkujący. O ile dwa pierwsze krążki były do siebie muzycznie mocno podobne,
to Berlin przynosił już pewną zmianę,
choć był według mnie nieco monotonny w sensie charakterystyki utworów. Jeśli ktoś
miał podstawową wersję, bez kapitalnego Reich
der Träume, mógł się czuć jak podczas odsłuchu jednego, długiego, kopiącego
cztery litery mocnego numeru. Domagałem się wtedy większej różnorodności na
kolejnym albumie zespołu. Jest takie przysłowie – uważaj, o co prosisz, bo
możesz to dostać.
sobota, 2 września 2017
Zapowiedzi płytowe - część 3
Ciekawych nowości płytowych mieliśmy już w tym roku naprawdę sporo, ale i tak wygląda na to, że była to ledwie rozgrzewka. Trzeci trymestr zapowiada się kapitalnie! Poniżej znajdziecie pierwsze muzyczne zapowiedzi kilkunastu krążków, o których na pewno będę pisał w kolejnych tygodniach.
Gin Lady – Rolling Thunder [Electric Earth] (premiera 15 września)
Etykiety:
2017,
black country communion,
europe,
foo fighters,
gin lady,
hard rock,
kadavar,
lunatic soul,
premiera,
prog rock,
robert plant,
sons of apollo,
stoner rock,
wucan,
zapowiedź
wtorek, 8 września 2015
Kadavar - Berlin [2015]
Jedną z rockowych prawd
powtarzanych przez wiele kapel jest to, że trzecia płyta jest prawdziwym testem
dla zespołu, któremu udało się zaistnieć na początku przygody z muzyką. Po
udanym debiucie, który narobi sporo hałasu, często grupa jest na fali i na tej
fali nagrywa album numer dwa, który z automatu zaciekawi wszystkich, którzy
zainteresowali się płytą poprzednią. Często zresztą bywa tak, że zanim wyjdzie
debiut, zespół ma już materiał na dwa krążki. Trzecią płytę trzeba nagrywać od
podstaw, a do tego pojawia się presja nie tylko, by zrejestrować dobrą muzykę,
ale także by ta muzyka nie powielała schematów poprzednich płyt oraz by była po
prostu jeszcze lepsza niż wcześniej. Zespół z trzema albumami na koncie to już
nie nowicjusze, tu już pewnych błędów czy niedoskonałości wynikających z
mniejszego doświadczenia się nie wybacza. Grupa Kadavar stanęła przed takim
właśnie trudnym zadaniem przy okazji wydania płyty Berlin. Albumami Kadavar
i Abra Kadavar zrobili prawdziwą furorę
na europejskiej scenie retro-rockowej. Berlin
to zatem test – czy ten zespół stać na coś więcej niż bycie kolejną ciekawostką
nawiązującą do klimatów dawnych mistrzów gatunku? I mam wrażenie, że ten album
do końca nie daje jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

