Pokazywanie postów oznaczonych etykietą black country communion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą black country communion. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 czerwca 2019

Glenn Hughes [wywiad]

Przy okazji zeszłorocznego koncertu Glenna Hughesa w Polsce, który odbył się w ramach trasy Glenn Hughes Performs Classic Deep Purple Live, miałem okazję odbyć z artystą krótką rozmowę. Fragmenty tego wywiadu pojawiły się w jednej z moich audycji, całość zaś postanowiłem opublikować tutaj w formie pisemnej.

 
 
 
 

czwartek, 21 września 2017

Black Country Communion - BCCIV [2017]



Przeczytałem kiedyś, że wielkości talentu muzyków Black Country Communion dorównuje jedynie ego każdego z nich. Coś w tym pewnie jest, bo po nagraniu dwóch kapitalnych i jednej hmm mniej kapitalnej, choć wciąż bardzo solidnej rockowej płyty, drogi panów czasowo się rozeszły. Na początku było nawet dość niemiło, kiedy Glenn Hughes i Joe Bonamassa podszczypywali się publicznie, przerzucając na siebie nawzajem winę za rozpad grupy. Potem jednak dali sobie buzi na zgodę i zapanowała cisza w eterze. Aż tu nagle w zeszłym roku pojawia się informacja, że BCC wraca, i to w dodatku po sugestii Bonamassy, który miał z całej czwórki najmniej czasu dla tego zespołu kilka lat temu. Skład ten sam, producent także, poziom talentu niewątpliwie też nie spadł, więc oczekiwania musiały być spore. I to może jest największy problem tej płyty. Jest naprawdę całkiem dobra sama w sobie, ale chyba jednak nie wytrzymuje naporu oczekiwań. Przynajmniej moich.

sobota, 2 września 2017

Zapowiedzi płytowe - część 3

Ciekawych nowości płytowych mieliśmy już w tym roku naprawdę sporo, ale i tak wygląda na to, że była to ledwie rozgrzewka. Trzeci trymestr zapowiada się kapitalnie! Poniżej znajdziecie pierwsze muzyczne zapowiedzi kilkunastu krążków, o których na pewno będę pisał w kolejnych tygodniach.



Gin Lady – Rolling Thunder [Electric Earth] (premiera 15 września)


środa, 9 listopada 2016

Glenn Hughes - Resonate [2016]



No kazał chłop czekać na swój nowy solowy album kawał czasu! Nie żebyśmy od 2008 roku mogli narzekać na brak nowych wydawnictw od Glenna Hughesa. Było znakomite Black Country Communion czy tylko trochę mniej znakomite California Breed. Wieści o planowanym zejściu się pierwszej z tych formacji na początku przyszłego roku ucieszyły zresztą bardzo dużo osób, w tym niżej podpisanego. Ale niespodziewanie okazało się, że przed planowanym czwartym albumem BCC Glenn postanowił wydać jeszcze pierwszy od ośmiu lat krążek solowy. W dodatku miała to być jego najcięższa z solowych płyt. Ściemy nie było – album się ukazał i faktycznie jest ciężki. Co jednak ważniejsze – jest też dobry.

czwartek, 31 marca 2016

Joe Bonamassa - Blues of Desperation [2016]

Nowy krążek Joego Bonamassy to płyta, na którą z jednej strony czekałem, a z drugiej bałem się jej. Poprzedni studyjny album gitarzysty – Different Shades of Blue, który zresztą opisywałem po jego premierze na tym blogu – straszliwie mnie wynudził. Niby brzmiał w porządku, ale nie było tam nic, co jakoś przyciągałoby uwagę, a przede wszystkim zachęcało do tego, żeby sięgać po to wydawnictwo ponownie. Przyznam, że nie słuchałem tamtej płyty od czasu napisania tamtego tekstu i ani przez chwilę nie było mi z tego powodu źle. Była jednowymiarowa, przewidywalna i po prostu nudna. Intrygująca, klimatyczna okładka Blues of Desperation oraz ciekawy pierwszy singiel w postaci Drive dawały jednak sporą nadzieję na to, że nowy krążek wywoła zupełnie inne reakcje mojego organizmu. I faktycznie – od ładnych kilku lat żadna nowa solowa płyta Bonamassy nie podobała mi się tak bardzo.