Aleeeee jaaak tooooo? Rok bez
wydawnictwa Joego Bonamassy? No już, już, spokojnie. Bonamassa zlitował się nad
fanami i pod koniec roku jednak coś wydał – tym czymś jest co prawda album
koncertowy i to wcale nie z ostatniej trasy, ale czy ma to znaczenie? No w
zasadzie to ma – i wcale nie jest złym pomysłem. Album Live at the Sydney Opera House został zarejestrowany w 2016 roku w…
niespodzianka – Sydney. Joe był wtedy w trakcie trasy promocyjnej albumu Blues of Desperation, a podkreślam to
dlatego, że był to świetny album, według mnie o wiele ciekawszy od
zeszłorocznej płyty Redemption, więc
i zawartość koncertówki zdecydowanie odpowiada mojemu zapotrzebowaniu na dobrą
muzykę od Bonamassy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blues of desperation. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blues of desperation. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 11 listopada 2019
czwartek, 31 marca 2016
Joe Bonamassa - Blues of Desperation [2016]
Nowy krążek Joego Bonamassy to płyta,
na którą z jednej strony czekałem, a z drugiej bałem się jej. Poprzedni studyjny
album gitarzysty – Different Shades of Blue, który zresztą opisywałem po jego premierze na tym blogu – straszliwie
mnie wynudził. Niby brzmiał w porządku, ale nie było tam nic, co jakoś przyciągałoby
uwagę, a przede wszystkim zachęcało do tego, żeby sięgać po to wydawnictwo
ponownie. Przyznam, że nie słuchałem tamtej płyty od czasu napisania tamtego
tekstu i ani przez chwilę nie było mi z tego powodu źle. Była jednowymiarowa,
przewidywalna i po prostu nudna. Intrygująca, klimatyczna okładka Blues of Desperation oraz ciekawy
pierwszy singiel w postaci Drive
dawały jednak sporą nadzieję na to, że nowy krążek wywoła zupełnie inne reakcje
mojego organizmu. I faktycznie – od ładnych kilku lat żadna nowa solowa płyta
Bonamassy nie podobała mi się tak bardzo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

