Czas zap… w sensie, że leci
niezwykle szybko. Ciągle wydaje mi się czasem, że Kadavar to jeden z tych „nowych,
ciekawych” zespołów. Tymczasem brodacze z Niemiec prezentujący dość specyficzny
gust odzieżowy właśnie wydali swój czwarty studyjny album. No to już nie tacy
początkujący. O ile dwa pierwsze krążki były do siebie muzycznie mocno podobne,
to Berlin przynosił już pewną zmianę,
choć był według mnie nieco monotonny w sensie charakterystyki utworów. Jeśli ktoś
miał podstawową wersję, bez kapitalnego Reich
der Träume, mógł się czuć jak podczas odsłuchu jednego, długiego, kopiącego
cztery litery mocnego numeru. Domagałem się wtedy większej różnorodności na
kolejnym albumie zespołu. Jest takie przysłowie – uważaj, o co prosisz, bo
możesz to dostać.
