Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the heavy minds. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the heavy minds. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 września 2019

The Heavy Minds - Second Mind [2019]


The Heavy Minds poznałem cztery lata temu przy okazji premiery ich pierwszego albumu. Przyznam, że wtedy jeszcze moja orientacja w rejonach europejskiej retro-psychodelii była o wiele mniejsza, o czym najlepiej świadczy to, że w zasadzie nie kojarzyłem niemal żadnych innych współczesnych zespołów austriackich. Przez te cztery lata sporo się zmieniło, nie zmienia się natomiast to, że The Heavy Minds wydają dobrą muzykę. 

Choć produkcja płyty sprawia, że brzmienie jest momentami dość hmm… ostre, same kompozycje kontrastują to uczucie przyjemnymi dla ucha motywami i przystępnością. To oczywiście nie są czterominutowe kawałki ze schematem zwrotka-refren, ale panowie brak prostej, radiowej struktury utworów nadrabiają melodyjnością i odwołaniami do klasycznych, często blues-rockowych patentów z lekko stonerową polewą. A zaczynają od beatlesowskiego utworu tytułowego. Czy tak właśnie brzmieliby chłopcy z Liverpoolu, gdyby nagle zeszli do podziemia i zaczęli grać w XXI wieku w małych, piwnicznych klubach? Trochę więcej kosmicznych, psychodelicznych odlotów i zapętleń mamy w Footpath to Fortress. Niby numer trwa niewiele ponad pięć minut, ale zespołowi udało się zorganizować w tym czasie całkiem niezłego muzycznego tripa.

czwartek, 3 września 2015

The Heavy Minds - Treasure Coast [2015]

W moich muzycznych poszukiwaniach zdarzyło mi się zawędrować już w wiele różnych miejsc, ale przyznam, że do Austrii w poszukiwaniu dźwięków docierałem wyjątkowo rzadko. Niby żadna egzotyka, kraj w środku Europy, nawet niedaleko Polski, ale jakby tak się zastanowić, to ile znamy rockowych zespołów z Austrii? Kojarzę całkiem dobre Mother’s Cake, nieobce jest mi nazwisko Thomasa Langa, pamiętam oczywiście Falco, ale jego trudno nazwać muzykiem rockowym. No właśnie, ja znam od tego tygodnia jeszcze jeden zespół i jest to udane zacieśnienie moich kontaktów z austriacką sceną muzyczną. Takie, które sprawia, że prawie zapomniałem o innym dziecku tamtejszej branży muzycznej – grupie Opus, której przebój Live Is Life i tragiczny image muzyków do dzisiaj wywołują u mnie koszmary. Trio The Heavy Minds powstało ledwie dwa lata temu i właśnie zaprezentowało światu swój pierwszy album, trzydziestosześciominutowe Treasure Coast. Na swoim facebookowym profilu panowie określają swoją muzykę jako heavy-psychedelic-blues-rock i chwalą się dzieleniem sceny z takimi kapelami jak Red Fang, Stoned Jesus czy The Vintage Caravan. To powinno mniej więcej dać wam pojęcie na temat tego, co The Heavy Minds grają. A ja dodam, że robią to bardzo dobrze.