Szalona załoga dowodzona przez
wokalistę i gitarzystę Brata Billa Fishera powraca całkiem niespodziewanie z
trzecim albumem. Jakoś głośno się nie chwalili postępami w pracach, aż tu nagle
kilka tygodni temu zaprosili fanów do wspólnego, stopniowego (i
przedpremierowego) odsłuchu swojego nowego materiału. W dzisiejszych czasach
trzeba najczęściej jakoś zaskakiwać, by wieści o nowej płycie nie przepadły na
facebookowych ścianach i trzeba przyznać, że pomysł, by dzień po dniu odkrywać
przed fanami zapisanymi do tajemnej sekty listy mailingowej kolejne
numery, był ciekawy. Choć naturalnie dopiero, gdy pozna się całość, płyta brzmi
tak, jak powinna, zwłaszcza jeśli jest to album tak skonstruowany jak Everybody’s Going to Die – czyli złożony
z większości bardzo krótkich numerów, które w dodatku często łączą się ze sobą.
Jako że pojedyncze kompozycje, przez swoją krótkość, nie mają najczęściej
szansy porządnie się rozwinąć, zdecydowanie lepiej słuchać albumu w całości i
traktować to jako jedną, nieco ponad półgodzinną szaloną opowieść. No bo
przecież nic w świecie Church of the Cosmic Skull nie jest normalne.
