Pokazywanie postów oznaczonych etykietą symphonic rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą symphonic rock. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 maja 2023

Def Leppard - Drastic Symphonies [2023]

Jeśli chodzi o zespół Def Leppard, to sądziłem, że niczym mnie już w życiu nie zaskoczą. Znam ich muzykę od ponad 30 lat, mam niemal wszystko, co kiedykolwiek wydali (wliczając w to single na winylach i kompaktach), słyszałem zapewne wszystko, co nagrali, mógłbym wdawać się w wielogodzinne dyskusje na temat każdej płyty oraz strony B singla (tylko z kim?). A jednak udało im się sprawić pewną niespodziankę, gdy niedawno ogłosili, że w maju ukaże się album Drastic Symphonies. To coś na kształt płyty „best of”, tyle że po pierwsze… wcale nie z samymi przebojami, a po drugie w wersjach nagranych z Royal Philharmonic Orchestra. Nie są to jednak do końca ani zupełnie nowe wersje utworów, ani tylko dogrywki partii orkiestry do istniejących i znanych od dawna śladów. To… mieszanka tych opcji. Mogło wyjść świetnie, mogło wyjść strasznie. Wyszło… całkiem nieźle, choć nierówno.

niedziela, 21 listopada 2021

Soup - Visions [2021]

Wstępem do tego tekstu musi być małe tło historyczne. Wiosną 2017 roku zobaczyłem w internecie niezwykle intrygującą pracę, której autorem jest Lasse Hoile – jeden z najbardziej cenionych współczesnych twórców okładek. Praca ta kojarzyła się natychmiast z projektem, który zdobił jedno z wydawnictw Stevena Wilsona (autorstwa tegoż samego Hoile). Była tak piękna, że zapamiętałem sobie nazwę zespołu, bo płyty, której ta okładka miała towarzyszyć, jeszcze na rynku nie było. Soup – Remedies. Hmm, no dobrze, pożyjemy – zobaczymy. Na początku maja przypomniałem sobie o tym albumie, który zdążył się już w kwietniu ukazać. Odsłuchałem płytę i… całkowicie mnie zmiotło z planszy. Nie mogłem się wręcz doczekać, aż zaprezentuję muzykę z tego albumu w audycji, bo czułem, że właśnie trafiłem na coś wyjątkowego, coś, co absolutnie zaczaruje słuchaczy. Można powiedzieć, że reszta to już historia (na naszą małą skalę), bo szybko się okazało, że album ten równie mocno spodobał się także innym osobom w redakcji Rockserwis FM, co zaowocowało numerem 1 na naszym Czarcie, licznymi zachwytami słuchaczy, wałkowaniem płyty w chyba połowie naszych audycji, miejscem w pierwszej piątce w głosowaniu na Ulubiony album roku naszych słuchaczy (tuż za samymi rockserwisowymi tuzami – Lunatic Soul, Stevenem Wilsonem i Rogerem Watersem) oraz pięknym koncertem na Ino-Rock Festival rok później. A, zapomniałbym. To moja ulubiona płyta 2017 roku. Rozumiecie więc, że moje oczekiwania wobec Visions były ogromne, i stres, czy aby sam nie zabiję nimi swojego odbioru tej płyty, równie wielki.

poniedziałek, 4 listopada 2019

Opeth - In Cauda Venenum [2019]

Opeth to jeden z tych zespołów, które zawsze będą wzbudzały ostre dyskusje przy okazji premiery kolejnych płyt. Choćby nie wiem, co robili, zawsze będzie spore grono niezadowolonych. Bo albo nie grają już tak jak na pierwszych płytach, albo nie grają już tak jak na ostatnich płytach, albo… No zawsze, kurwa, coś – jak w sławnym filmiku z muchą z internetowej prehistorii. Lider zespołu – Mikael Åkerfeldt – ma zdaje się na to wszystko mocno… no, że spływa po nim. To zresztą gość obdarzony ogromnym, mocno (auto)ironicznym poczuciem humoru, co niewątpliwie pomaga mu w zachowaniu odpowiedniego dystansu. Zespół maszeruje więc dalej, nie przejmując się narzekaniami. I tak domaszerował do płyty numer 13 – In Cauda Venenum.

piątek, 28 grudnia 2018

Gӧsta Berlings Saga - Et Ex [2018]


Szwedzki zespół Gӧsta Berlings Saga poznałem kilka miesięcy temu, gdy przez przypadek trafiłem na jedno z nagrań z ich czwartej płyty, wydanej w 2016 roku Sersophane. Widziałem też wtedy zapowiedź krążka numer pięć, więc spisałem sobie tę informację, ale jakoś tak zebranie się do odsłuchu tej nowej płyty zajmowało bardzo dużo czasu. Za dużo. Wiedziałem to już po pierwszych kilku minutach Et Ex. Błąd naprawiam także na blogu, bo nie wyobrażam sobie, by tekstu o tej płycie miało zabraknąć w tym miejscu. Wciąż nie znam zupełnie pierwszych trzech wydawnictw zespołu, ale i na nie na pewno przyjdzie czas, bo to, co grupa ze Szwecji prezentuje w 2018 roku, jest po prostu zbyt dobre, żeby te starsze nagrania ignorować.

sobota, 30 stycznia 2016

Dream Theater - The Astonishing [2016]

*uwaga*
Jeśli jesteś przewrażliwiony na punkcie swoich ulubionych zespołów i nie możesz znieść tego, że ktoś może mieć inne zdanie o ich nowych płytach, idź być wkurwiającym ćwokiem gdzieś indziej. Możemy podyskutować na temat muzyki, ale osobiste pojazdy i gówniarskie argumenty w stylu "sam zrób lepiej", zwłaszcza z klawiatury anonimów, będą wypieprzane.
Z pożywieniem,
Bizon.



Najpierw pojawiły się tajemnicze obrazy przedstawiające fragmenty postaci niczym z Assassin’s Creed, potem szczątki historii dziejącej się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, niby w przyszłości, ale mnie bardziej kojarzyło się to z jakimś fantasy osadzonym w dawnych czasach. Zapowiedziano, że nowa płyta będzie podwójnym wydawnictwem, najdłuższym w historii zespołu, w dodatku tzw. concept albumem opowiadającym jedną konkretną historię. W tym przypadku miała to być opowieść o buntownikach walczących z zakazem tworzenia muzyki przez ludzi. Te wszystkie znane już wcześniej fakty wskazywały jednoznacznie, że będzie to albo wielki album, albo kompletna klapa. Kiczowaty teaser upubliczniony jakiś czas temu niestety wskazywał na to drugie rozwiązanie, ale był jeszcze cień nadziei, że może nie – że może jednak to tylko tak strasznie się zapowiada, a w rzeczywistości będzie dużo lepiej. Nie. Nie jest.

wtorek, 29 grudnia 2015

Jeff Lynne's E.L.O. - Alone in the Universe [2015]

„O, jakiś kawałek, który brzmi jak The Beatles – pomyślałem, gdy po raz pierwszy usłyszałem When I Was a Boy. – Pewnie Lynne”, dopowiedziałem w myślach po chwili. Nie myliłem się. Ten właśnie numer otwiera nowy krążek szefa (a obecnie chyba także jedynego oficjalnego członka) Electric Light Orchestra. Krążek, który stawia wiele pytań – zaskakująco wiele jak na album, który ma 32 minuty i kompletnie niczym nie zaskakuje. Pierwsze z nich to „po co?”. Kolejne to „czemu tak krótko, skoro od ostatniej płyty minęło tyle lat?”. Potem „czemu w zasadzie Jeff Lynne’s E.L.O., a nie po prostu E.L.O., skoro i tak Lynne ma pełnię praw do nazwy?”. Czy znam odpowiedź na którekolwiek z nich? Nie, obawiam się, że nie zna jej nawet do końca sam twórca. Ale nie znaczy to wcale, że to płyta zupełnie nieudana, choć nie wiem, czy bardzo potrzebna.