Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychedelic folk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychedelic folk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 stycznia 2023

Orkan - Livsgaranti [2022]

Orkan to kolejny ze szwedzkich zespołów tej wspaniałej skandynawskiej fali retro, która tak zawzięcie i z tak fantastycznymi skutkami zalewa nas od wielu już lat. Ponieważ jestem realistą, wiem doskonale, że nigdy nie poznam nawet połowy zespołów z tego nurtu, które poznać warto, ale ciesze się, że z każdym rokiem udaje się jednak dotrzeć do muzyki kolejnych kilkunastu czy kilkudziesięciu. Grupę Orkan odkryłem na swoje potrzeby dość wcześnie, bo przy okazji wydania jej drugiej płyty. Tak jest znacznie łatwiej, niż kiedy wpadam na zespół z bogatym dorobkiem. Może nie ma to wielkiego wpływu na znajomość z tą konkretną płytą, ale już poznawanie poprzednich jest, co zrozumiałe, dużo prostsze i łatwiej się za to zabrać.

środa, 27 października 2021

Fuzzy Lights - Burials [2021]

Cambridge to miasto o bogatych tradycjach nie tylko akademickich, ale także muzycznych. Do grupy zacnych zespołów z tych okolic, które zdołałem już poznać, dołącza formacja Fuzzy Lights. Zespół nie jest nowy, ale dopiero przy okazji ich nowej płyty, Burials, trafiłem na tę nazwę i muzykę. Istnieją od 17 lat, mieli już na koncie trzy albumy studyjne, lecz ostatni z nich ukazał się w 2013 roku, więc mają za sobą sporą przerwę. Dużo się wydarzyło przez ten czas. Niektóre historie miały wpływ na zawartość materiału na nowej płycie. A płyta to niezwykła, przepełniona klimatyczną muzyką i mrocznymi tekstami.

wtorek, 21 września 2021

Agusa - En Annan Värld [2021]

Dla żadnego stałego czytelnika tego bloga oraz słuchacza moich audycji tajemnicą nie jest, że Agusa to jeden z moich ulubionych współczesnych zespołów. Kupili mnie całkowicie już swoim pierwszym albumem, a kolejne płyty studyjne i koncertowe oraz koncert na Ino-Rock Festival tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że to zjawisko wyjątkowe na muzycznej mapie. W ostatnim czasie zespół nieco zwolnił. Poprzedni album studyjny ukazał się w 2017 roku i choć brzmiał niezwykle przyjemnie, zaczynałem odnosić wrażenie, że muzycy jednak jakby krążyli cały czas w tych samych rejonach. Od tamtej pory dostawaliśmy tylko nagrania koncertowe, na których zespół pięknie rozwijał studyjne motywy. Trafiło się też kilka znaczących zmian w składzie. Jednego z założycieli grupy, basistę Tobiasa Pettersona, zastąpił Simon Ström, zaś kolejnego z członków-założycieli, klawiszowca Jonasa Berge, najpierw czasowo zastępował Jeppe Juul, a już na stałe od niedawna Roman Andrén. Inne elementy tej układanki pozostają od czasów drugiej płyty niezmienne – Mikael Ödesjö na gitarze (jako jedyny z obecnego składu gra w grupie od jej początków), Jenny Puertas na flecie i Tim Wallander na perkusji. Efektem ostatnich działań tej piątki jest album En Annan Värld.

wtorek, 6 kwietnia 2021

Nepal Death - s/t [2021]

Na zespół Nepal Death i jego pierwszą płytę trafiłem przypadkowo, docierając do ich muzyki nieco w ciemno, tylko na podstawie klimatycznej okładki i nazwy grupy. Ta okładka, logo zespołu oraz ogólny opis muzyki sprawiły, że uznałem to za coś potencjalnie ciekawego dla mnie, choć nie słyszałem wtedy jeszcze ani jednego dźwięku z tej płyty. Już po tym, jak przesłuchałem album po raz pierwszy (wrażenia były bardzo pozytywne), dowiedziałem się, że jest to nowa formacja założona przez Tobiasa Pettersona, byłego basistę uwielbianej przeze mnie grupy Agusa (tu Tobias jest gitarzystą). No to w sumie wszystko jasne.

środa, 30 grudnia 2020

Arcadian Child - Protopsycho [2020]

Po dwóch bardzo udanych (choć niezbyt długich) płytach, utrzymanych w klimatach lekkiej, melodyjnej kosmicznej psychodelii, ekipa z Limassol powróciła z albumem, na którym z jednej strony przypomina to, co robiła na płytach Afterglow i Superfonica, z drugiej jednak strony dodaje nowe elementy, stawiając odważniej na dźwięki, które mogą się kojarzyć z rejonem pochodzenia muzyków. Wyszło bardzo interesująco. Cypryjski kwartet, który miałem okazję widzieć na żywo podczas zeszłorocznego Soulstone Gathering w Krakowie, tym razem wplótł do swojej muzyki trochę klimatów śródziemnomorskich.

sobota, 22 lutego 2020

Dany Placard - J’connais rien à l’astronomie [2020]


Dany Placard to dla mnie całkowita tajemnica. Nigdy wcześniej nie zetknąłem się z tym nazwiskiem, tymczasem ten urodzony w 1975 roku w Quebecu (jako Dany Gauthier) wokalista, gitarzysta i producent ma już na koncie całkiem pokaźny dorobek i około dziesięciu albumów wydanych pod różnymi szyldami, choć głównie po prostu pod własnym nazwiskiem. Jego najnowsza płyta – J’connais rien à l’astronomie – trafiła do mnie trochę przypadkiem, wraz z kilkudziesięcioma innymi albumami wydanymi w styczniu tego roku i dorwanymi trochę na chybił-trafił. Po szybkim odsiewie rzeczy, które absolutnie nie pokrywały się z obszarem moich muzycznych zainteresowań, zostało z tej sporej grupy mniej więcej siedem lub osiem albumów. Płyta Placarda niewątpliwie wyróżniała się spośród tego grona nie tylko nieco zwariowaną, mocno bijącą po oczach psychodeliczną okładką, ale też samym muzycznym klimatem.

poniedziałek, 9 września 2019

Monarch - Beyond the Blue Sky [2019]


Monarch to formacja z Kalifornii. Zespołom z tamtych okolic jest z jednej strony łatwo, z drugiej niezmiernie trudno. Łatwo, no bo wskażcie mi lepsze miejsce do uprawiania muzyki niż ten najsłynniejszy z amerykańskich stanów – chyba tylko Nowy Jork i Londyn są na porównywalnym poziomie. Wszystko pod ręką, możliwości nieograniczone, nic tylko tworzyć, nagrywać, koncertować… Tyle że taki pomysł mają tysiące ludzi na niezbyt wielkim obszarze. I tu zaczyna się problem. Przebiją się najlepsi lub ci, którzy mają najwięcej szczęścia albo umiejętności sprzedania się (w tym dobrym znaczeniu tego słowa). Trudno mi w tej chwili stwierdzić, czy Monarch należy do którejś z tych grup, ale ich druga płyta – wydany w sierpniu album Beyond the Blue Sky – udowadnia, że mają na siebie pomysł i dysponują sporym muzycznym potencjałem.

środa, 12 czerwca 2019

The Pilgrim - Walking into the Forest [2019]


The Pilgrim to zupełnie nowa nazwa na europejskiej scenie muzyki zacnej i przyjemnej. To włoski duet, w skład którego wchodzi Gabriele Fiori – wokalista i gitarzysta kojarzonego być może przez część z was zespołu Black Rainbows, lider innej być może kojarzonej przez was grupy Killer Boogie, której muzykę prezentowałem w swojej audycji, oraz szef wytwórni Heavy Psych Sounds – oraz jego kolega z Black Rainbows, perkusista Filippo Ragazzoni. Panowie pod nowym szyldem postanowili stworzyć płytę opartą na brzmieniach akustycznych, osadzoną w klimatach szeroko pojętego psychodelicznego folk-rocka. Efektem jest album Walking into the Forest.

czwartek, 14 lutego 2019

Ouzo Bazooka - Transporter [2019]


Dwa lata temu, gdy poznawałem dopiero izraelską formację Ouzo Bazooka, grupa zaskoczyła mnie swoją muzyką – niezwykle lekką, bardzo melodyjną, przesiąkniętą wpływami klimatów śródziemnomorskich, orientalnych i arabskich. Dzisiaj – dwie płyty i dwa koncerty później – nie jest to już dla mnie żadną niespodzianką, ale jedno pozostaje niezmienne: wciąż odsłuch kolejnych albumów tego zespołu sprawia mi wiele frajdy. Dokładnie tak jest też w przypadku trzeciej dużej płyty Ouzo Bazooka zatytułowanej Transporter, którą zespół wydał w styczniu tego roku.

środa, 11 lipca 2018

Dead Man's Eyes - Words of Prey [2018]


Words of Prey to pierwszy album długogrający niemieckiej formacji Dead Man’s Eyes, która wydawniczo zadebiutowała EP-ką Meet Me in the Desert wydaną w 2013 roku. Choć tak długo to znowu ta płyta nam nie gra, bo ledwie o kilka minut przekracza pół godziny. Taka jednak teraz moda wśród grup obracających się w klimatach retro/psych i ja w zasadzie nie mam nic przeciwko tej modzie. Lepszy lekki niedosyt niż absolutny przesyt. Ważne, żeby muzycznie i brzmieniowo wszystko się zgadzało. A tu się zgadza – byłem o tym przekonany już od pierwszego odsłuchu Words of Prey.

wtorek, 19 czerwca 2018

All Them Witches - Lost and Found [2018]


Amerykańska formacja All Them Witches zdążyła już przyzwyczaić swoich fanów, że duże płyty przeplata EP-kami. A EP-ki mają swoje wady i zalety. Niewątpliwie jedną z zalet jest to, że często zespoły pozwalają sobie na nich na nieco więcej – mówiąc inaczej, umieszczają tam czasem rzeczy, które być może nie miałyby szans trafić na duże płyty. I choćby z tego powodu warto sięgnąć po Lost and Found – ten materiał po prostu brzmi zupełnie inaczej niż to, co grupa prezentowała na bardzo udanym, zeszłorocznym albumie Sleeping Through the War.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Ouzo Bazooka - Songs from 1001 Nights [2018]



Moja znajomość z grupą Ouzo Bazooka nie jest zbyt długa, ale dość intensywna. Poznałem tę nazwę wiosną zeszłego roku, kiedy pojawił się temat potencjalnego zorganizowania koncertu tego zespołu w jednym z polskich miast. Posłuchałem kilku nagrań, obejrzałem do tego kilka teledysków i przy każdym z nich czułem, że mózg mi się topi. Absolutne szaleństwo – kwintesencja grzybkowych odlotów tak w kwestii fonii jak i wizji. Z koncertu nic nie wyszło, ale poznane wkrótce dwie pierwsze płyty tego zespołu przesłuchane w całości naprawdę zrobiły spore wrażenie. A potem do kompletu absolutnie fantastyczny koncert na Red Smoke Festival w Pleszewie. Pośród stonerowych brodaczy łaskoczących publiczność po jelitach niskimi basami, grupa kolorowych wariatów z Izraela wyglądała i brzmiała jak przybysze z innej planety. Zarówno okładka jak i muzyczna zawartość nowej EP-ki kwartetu z Tel Awiwu tylko potęgują te odczucia z pierwszych kontaktów z grupą.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Hadal Sherpa - Hadal Sherpa [2017]



Już sama okładka powinna mi dać do myślenia. Kapitalna grafika, lekko w stylu niektórych prac duetu Hipgnosis, od razu rzuciła mi się w oczy. A jednak nim posłuchałem w końcu płyty, która kryje się za tą okładką, minęło sporo tygodni. Nie jestem w stanie stwierdzi, jaki był tego powód. Pewnie najłatwiej zwalić winę na kolejny mocno urodzajny w płyty rok, ale gdy ma się przeczucie, najczęściej słucha się takich rzeczy poza wszelką kolejnością. Tym razem tak nie zrobiłem i już po kilkudziesięciu sekundach pierwszego odsłuchu wiedziałem, że był to błąd. Odsłuch debiutanckiego albumu fińskiej formacji Hadal Sherpa to obowiązek jeśli chcecie, by wasza lista najlepszych płyt 2017 roku miała jakikolwiek sens. Tak zwyczajnie – niewiele znajdziecie równie dobrych płyt wydanych w tym roku.

niedziela, 29 października 2017

Agusa - Agusa [2017]



Szwedzki kwintet Agusa nie kazał długo czekać na swoje kolejne wydawnictwo. Po dwóch znakomitych albumach studyjnych i wydanej w zeszłym roku koncertówce, Szwedzi wracają z płytą numer trzy zatytułowaną po prostu Agusa. W ostatnich miesiącach nastąpiła zmiana na „stanowisku” klawiszowca, ale płytę nagrywał jeszcze ten skład, który odpowiedzialny był za albumy Två oraz Katarsis. Czego można się spodziewać po tej nowej płycie? Tego co zawsze – folkowo-progresywno-psychodelicznych czarów z mnóstwem uroku i lekkości.

środa, 13 września 2017

Wucan - Reap the Storm [2017]



Dwa lata temu ekipa z Drezna zasiała wiatr, dziś przyszedł czas na zebranie burzy. Swoim debiutanckim albumem Sow the Wind zespół Wucan zwrócił na siebie uwagę całkiem sporego grona słuchaczy, co nie powinno dziwić, bo płyta zawierała solidną dawkę kapitalnego prog-folku w stylu lat 70., a częste wykorzystanie fletu wielu dość jednoznacznie musiało kojarzyć się z klimatami Jethro Tull czy Focus. Z drugiej strony riffy często bardziej nawiązywały do Judas Priest czy wczesnych Maidenów, a do tego jeszcze w zespole mamy wokalistkę – i to obdarzoną całkiem niezłym, rockowym głosem. Taka mieszanka musiała zaciekawić. Po dwóch latach zespół wydaje album numer dwa – Reap the Storm. Znowu jest dynamicznie, lecz z drugiej strony niezwykle klimatycznie. Jest też… podwójnie, bo materiał liczy grubo powyżej 70 minut podzielonych na dwie części. Czyli wyzwanie dla kogoś, kto zdecydowanie woli płyty o połowę krótsze.

piątek, 14 lipca 2017

The Myrrors - Hasta la Victoria [2017]



Do posłuchania płyty Hasta la Victoria skłoniła mnie kapitalna, bardzo klimatyczna okładka tego albumu. Nie znałem wcześniej formacji The Myrrors, choć zespół z Arizony ma już na koncie kilka krążków i panowie na pewno nowicjuszami nie są. Po raz kolejny okazało się, że jeśli okładka zwraca moją uwagę tak bardzo, że postanawiam słuchać w ciemno płyty kompletnie nieznanej mi formacji, to i sama muzyka ma wszelkie szanse mnie oczarować. Oczarowała, o rany, oczarowała! Na Hasta la Victoria jest absolutnie wszystko, czego szukam w muzyce z pogranicza psychodelii i brzmień folkowych. Ale może po kolei…

sobota, 10 czerwca 2017

Galley Beggar - Heathen Hymns [2017]



Galley Beggar to brytyjska formacja, która właśnie wydała swój trzeci album – Heathen Hymns. Według źródeł internetowych grają brytyjskiego folk rocka, tytuł oraz okładka nowej płyty także sugerują taki właśnie klimat, nie mogłem więc zignorować pojawienia się takiego albumu w mojej muzycznej przestrzeni, bo choć absolutnie nie uważam się za konesera muzyki folkowej, to jednak pewną jej dawkę co jakiś czas przyjmuję z niekłamaną przyjemnością. Pod warunkiem, że podana jest w sposób interesujący. Na szczęście w tym przypadku tak właśnie jest. Nie znałem grupy Galley Beggar przed pierwszym odsłuchem tego krążka, było to zatem dla mnie premierowe spotkanie z ich muzyką. Brak oczekiwań, ale też brak jakiegokolwiek bagażu doświadczeń w spotkaniach między słuchaczem a artystą czy też przywiązania do twórczości grupy. Jednak od pierwszych sekund płyty czułem, że źle nie będzie.

piątek, 16 września 2016

The Re-Stoned - Reptiles Return [2016]


Przesyłka z Rosji – płyta CD domowej produkcji, gustowna, rozkładana koperta z wypukłym wzorem, bardzo minimalistycznie, ale ze smakiem. Numer 28 z 33. Tak, stałem się jednym z 33 posiadaczy kompaktu z najnowszym albumem moskiewskiej grupy The Re-Stoned. To już szósta duża płyta grupy, w dodatku wszystkie wyszły w ostatnich siedmiu latach. Systematyczność godna podziwu. Co więcej, mimo ewidentnej niszowości i podziemnego charakteru wydawnictwa, wszystkie ich płyty są bardzo wysoko oceniane przez portale internetowe zajmujące się muzyką stonerową i psychodelią. Przypadek? Nie sądzę! Nie znam jeszcze poprzednich dokonań formacji, ale jeśli są choć w połowie tak dobre jak Reptiles Return, to mamy do czynienia z prawdziwą perełką na europejskiej scenie rockowej.