Wielokrotnie pisałem, że jednym
ze sposobów na zainteresowanie mnie swoją muzyką jest ozdobienie jej ciekawą
okładką. Nawet w tym roku zdarzało się kilka razy, że po jakiś album sięgnąłem
tylko dlatego, że spodobała mi się szata graficzna. Rzadko przeżywam w takiej
sytuacji zawód warstwą brzmieniową. Francuskie trio Karkara wydało w tym roku
swój pierwszy album, którego okładka sugerowała klimat folkowo-psychodeliczny. W
pewnym sensie to się sprawdziło, jeśli przyjmiemy, że pojawiające się tu dość
często klimaty bliskowschodnie kwalifikują się do folku (bo niby czemu nie?). Psychodelii
też nie brakuje, choć nie spodziewajcie się raczej kosmicznych odlotów. Grupa
serwuje niezwykle ciekawą mieszankę różnych odcieni rocka, od rocka garażowego
czy nawet surf rocka przez psychodelię i klimaty bliskowschodnie po gęste
postrockowe łojenie.
