Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aerosmith. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aerosmith. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 lipca 2019

Hollywood Vampires - Rise [2019]


Gdyby przeprowadzić profesjonalną ankietę na temat tego, czy słuchacze muzyki rockowej odbierają Hollywood Vampires jako „prawdziwy” zespół, czy raczej ciekawostkę muzyczną, wyniki mogłyby nie być dla tego tworu zbyt pozytywne. Mam wrażenie, że reakcje na nagrania i koncerty tej formacji wciąż są mniej więcej takie same: „Hyhy, patrzcie, Johnny Deep Depp gra na gitarze, o i jest Alice Cooper i ten gość z Aerosmith.”. Jakby na to nie patrzeć, zespół działa już kilka lat i właśnie wydał swoją drugą płytę i nawet jeśli jest o nim głośno głównie ze względu na nazwiska jego członków, a nie wybitne osiągniecia na polu muzycznym, nazwa Hollywood Vampires nie jest już obecnie zupełnie nieznana. Rise to drugi krążek formacji.

czwartek, 22 lutego 2018

Joe Perry - Sweetzerland Manifesto [2018]



Szanse na kolejny studyjny album Aerosmith maleją z każdym rokiem, zresztą jedyne dwie płyty „chłopców z Bostonu” z ich własnym materiałem wydane w XXI wieku są albo słabiutkie (Just Push Play), albo bardzo nierówne (Music from Another Dimension). Nic dziwnego, że panowie jakoś chętniej nagrywają na boku i z dala od siebie. W lipcu 2016 roku Steven Tyler wydał przyzwoity debiutancki album solowy We’re All Somebody from Somewhere, na którym flirtował z modern country, pop-rockiem czy americaną. Solowa kariera Joego Perry’ego jest znacznie bogatsza, bo oprócz trzech albumów wydanych w latach 80. pod szyldem The Joe Perry Project, mamy także już trzy płyty wypuszczone „bezprojektowo” pod własnym nazwiskiem. Ale czy nawet większość fanów Aerosmith jest w stanie wymienić choć jeden tytuł solowego utworu gitarzysty, może poza Let the Music Do the Talking, które trafiło także po jakimś czasie na jedną z płyt Aerosmith? No właśnie…

czwartek, 28 lipca 2016

Steven Tyler - We're All Somebody from Somewhere [2016]

We’re Somebody from Somewhere to pierwszy solowy album w dorobku tego młodego artysty. A nie, wróć – gość, który właśnie wydał swoją pierwszą solową płytę ma 68 lat i jest jednym z największych wokalistów i frontmanów w historii muzyki rockowej. Czemu nagle w wieku emerytalnym wpadł na pomysł, żeby spróbować swoich sił bez wsparcia reszty członków Aerosmith? No cóż, zespół zwolnił mocno tempo jeśli chodzi o twórczość studyjną, zresztą solo Steven Tyler może sobie pozwolić na więcej, bo nie stoi nad nim komisja kontroli zawartości rocka w rocku, mierząca go podejrzliwie i groźnie wzrokiem i przypominająca, że jednak nazwa Aerosmith do czegoś zobowiązuje. Tu Tyler mógł nagrać od początku do końca to, co chciał. A straszono, że chciał nagrać album country. Ba, w opisach tej płyty w mediach internetowych album jest właśnie tak określany, trafił nawet na szczyt listy najlepiej sprzedających się płyt country w Stanach. To pięknie, tylko… to nie jest płyta country. W porządku – elementy nowoczesnego country są, podobnie jak trochę muzyki folk, bluesa, americany czy popu a nawet lekkiego rocka. Przede wszystkim jest jednak sporo niezłego materiału, których faktycznie na płycie Aerosmith nie brzmiałby zbyt przekonująco, ale w takim wydaniu sprawdza się całkiem nieźle.

sobota, 17 października 2015

Aerosmith - Aerosmith Rocks Donington 2014 [2015]

Muzyka hardrockowa od zawsze była kojarzona z energią, dynamiką, wściekłością i bezczelnością, a także z brudem, luzem i brakiem kontroli. Tym bardziej dziwi, że jeden z symboli tego gatunku – grupa Aerosmith – na wydawanie płyt koncertowych decyduje się zadziwiająco rzadko, przynajmniej w porównaniu z równie sławnymi kolegami z branży, jak Deep Purple czy The Rolling Stones. Jest to bym dziwniejsze, że panowie rzadko nagrywają nowe studyjne płyty, a w trasie są niemal bez przerwy. Ale może po prostu granie na żywo jest bardziej opłacalne niż dzielenie się tymi występami w formie płytowej, a nie od dziś wiadomo, że Aerosmith to obecnie bardziej przedsiębiorstwo muzyczne niż grupa rockowa. Wizerunek przede wszystkim! To że panowie średnio się lubią, a niektórzy z nich są zwykłymi palantami, tak w stosunku do siebie nawzajem, jak i do swoich fanów, jest powszechnie znanym faktem. Robienie kasy na kretyńsko drogich spotkaniach z fanami, mało eleganckie uciszanie w mediach społecznościowych tych, którzy ośmielają się zadawać pytania o dość oczywiste wspomaganie się na koncertach nagranymi wcześniej partiami, czy w końcu doniesienia o słabej silnej woli Stevena Tylera, który miał rzekomo być czysty od kilku lat – w dodatku pochodzące z obozu zespołu, bo od pomagającego Aerosmith klawiszowca, który nagle przestał być ich kolegą… Ekipa z Bostonu (to zabawne, bo żaden z nich nie jest tak naprawdę z tego miasta) od lat nie jest już zespołem kumpli kopiących dupy wszystkim fanom bezczelnego hard rocka, a grupą biznesmenów, którzy są ze sobą, bo kasa jest zbyt wielka, żeby z tego zrezygnować. Tylko wiecie co? Wszystko to nie ma większego znaczenia, kiedy wchodzą na scenę, bo wydanej właśnie koncertówki z zeszłorocznego festiwalu Download odbywającego się w sławnym Donington Park słucha się po prostu wybornie.