Zespół Sacri Monti poznałem
cztery lata temu, kiedy ukazała się ich debiutancka płyta. Płyta może nie z
gatunku tych zmieniających życie słuchacza, ale na pewno bardzo udana, jedna z
najlepszych w swoim roczniku, dająca podstawy do tego, by uważać Sacri Monti za
jednego z ciekawszych przedstawicieli amerykańskiej sceny psychodelicznego hard
rocka. Na album numer dwa przyszło nam nieco poczekać, ale jeśli kolejne płyty
kalifornijskiej formacji mają być tak udane, to ja chętnie będę na nie czekał
za każdym razem te cztery lata albo i dłużej. Oczywiście panowie tworzący ten
zespół nie są nowicjuszami. To, że grupa wydaje dopiero drugi album, może
niektórych zwieść, ale ci goście grają w wielu innych formacjach i zapewne
niejeden wzmacniacz już spalili. To zresztą też (w sensie gra w wielu
formacjach, a nie palenie wzmacniaczy) zapewne jest przyczyną aż czteroletniej
przerwy między płytami. Nic to jednak – w końcu wydali, a ja w końcu mogę znowu
o nich pisać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sacri monti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sacri monti. Pokaż wszystkie posty
sobota, 31 sierpnia 2019
czwartek, 31 grudnia 2015
Bizon's Best of 2015 - płytowe podsumowanie roku
PŁYTOWE PODSUMOWANIE ROKU 2015
Rock nie umarł. Rock nie ma nawet kataru ani rozwolnienia. Rock u schyłku 2015 roku ma się świetnie bez względu na to, co próbują wszystkim wmówić mainstreamowe media. Jeśli głoszą coś innego, to jest to tylko ich problem. Twierdzenie, że w 2015 roku wyszło mało ciekawych płyt rockowych, byłoby jak powierzenie Ministerstwa Obrony Narodowej psychopacie... a, sorry. Ale wróćmy do muzyki. Wielcy i weterani radzili sobie różnie. Jedni stanęli na wysokości zadania (Europe, Gilmour, Thunder, Cornell, Maideni), inni popadli w przeciętność (E.L.O., Knopfler, Whitesnake, UFO, Schenker, Black Star Riders) lub już chyba na dobre pogrążyli się w żenadzie (Scorpionsi, Bon Jovi). Zdecydowanie więcej radości przyniosły mi albumy mało znanych lub zupełnie anonimowych grup, głównie skandynawskich (co nie jest chyba żadnym zaskoczeniem). I to one stanowią większość poniżej listy - oczka, które wypadło mi po przejrzeniu grubo ponad stu poznanych w tym roku albumów. To był świetny rok dla rocka! Kto twierdzi inaczej, mało słyszał lub jest muzycznym ignorantem. Bez względu na to, czy kręci cię muzyka progresywna, rock symfoniczny, stoner, psychodelia czy wreszcie klasyczny hard rock, nie ma takiej możliwości, żebyś nie znalazł(a) wśród tegorocznych wydawnictw mnóstwa muzyki dla siebie. Chyba że od 20 (40, 50...) lat słuchasz w kółko tych samych zespołów, ale po co byś tu wtedy wchodził(a)? Jestem przekonany, że rok 2016 będzie pod względem wydawnictw płytowych równie udany.
Etykiety:
agusa,
best of 2015,
chris cornell,
europe,
ghost,
gin lady,
grusom,
hair of the dog,
lion shepherd,
mondo drag,
old man's will,
podsumowanie roku,
riverside,
sacri monti,
thunder,
vintage trouble,
welshly arms
poniedziałek, 14 września 2015
Sacri Monti - Sacri Monti [2015]
Rezydują w Encinitas w stanie
Kalifornia, grają w różnych mniej lub bardziej znanych miejscowych kapelach,
także takich, które trafiały już na tę stronę. Na swoim profilu facebookowym
muzycy Sacri Monti piszą, że inspirują się hard rockiem wczesnych lat 70.,
krautrockiem, rockiem psychodelicznym i progresywnym. Czyli jak miliard
współczesnych zespołów. Co zatem sprawia, że ta grupa, która powstała w 2012
roku i właśnie wypuściła swój duży debiut, wyróżnia się z tej olbrzymiej masy
nowych rockowych zespołów? Odpowiedź jest najprostsza pod (kalifornijskim)
słońcem – to, co robią, robią wyśmienicie! Płytowy debiut Sacri Monti – wydany
nakładem małej nowojorskiej wytwórni Tee Pee Records współpracującej w
przeszłości między innymi z Kadavar i Graveyard, a ostatnio z Ruby the Hatchet
– to jedno z najlepszych wydawnictw ostatnich miesięcy. Nic dziwnego – niech
nie zwiedzie was status debiutantów – ci goście nie są świeżakami w branży i
doskonale wiedzą, jak obchodzić się z instrumentami muzycznymi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

