Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sacri monti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sacri monti. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 sierpnia 2019

Sacri Monti - Waiting Room for the Magic Hour [2019]


Zespół Sacri Monti poznałem cztery lata temu, kiedy ukazała się ich debiutancka płyta. Płyta może nie z gatunku tych zmieniających życie słuchacza, ale na pewno bardzo udana, jedna z najlepszych w swoim roczniku, dająca podstawy do tego, by uważać Sacri Monti za jednego z ciekawszych przedstawicieli amerykańskiej sceny psychodelicznego hard rocka. Na album numer dwa przyszło nam nieco poczekać, ale jeśli kolejne płyty kalifornijskiej formacji mają być tak udane, to ja chętnie będę na nie czekał za każdym razem te cztery lata albo i dłużej. Oczywiście panowie tworzący ten zespół nie są nowicjuszami. To, że grupa wydaje dopiero drugi album, może niektórych zwieść, ale ci goście grają w wielu innych formacjach i zapewne niejeden wzmacniacz już spalili. To zresztą też (w sensie gra w wielu formacjach, a nie palenie wzmacniaczy) zapewne jest przyczyną aż czteroletniej przerwy między płytami. Nic to jednak – w końcu wydali, a ja w końcu mogę znowu o nich pisać.

czwartek, 31 grudnia 2015

Bizon's Best of 2015 - płytowe podsumowanie roku

PŁYTOWE PODSUMOWANIE ROKU 2015

Rock nie umarł. Rock nie ma nawet kataru ani rozwolnienia. Rock u schyłku 2015 roku ma się świetnie bez względu na to, co próbują wszystkim wmówić mainstreamowe media. Jeśli głoszą coś innego, to jest to tylko ich problem. Twierdzenie, że w 2015 roku wyszło mało ciekawych płyt rockowych, byłoby jak powierzenie Ministerstwa Obrony Narodowej psychopacie... a, sorry. Ale wróćmy do muzyki. Wielcy i weterani radzili sobie różnie. Jedni stanęli na wysokości zadania (Europe, Gilmour, Thunder, Cornell, Maideni), inni popadli w przeciętność (E.L.O., Knopfler, Whitesnake, UFO, Schenker, Black Star Riders) lub już chyba na dobre pogrążyli się w żenadzie (Scorpionsi, Bon Jovi). Zdecydowanie więcej radości przyniosły mi albumy mało znanych lub zupełnie anonimowych grup, głównie skandynawskich (co nie jest chyba żadnym zaskoczeniem). I to one stanowią większość poniżej listy - oczka, które wypadło mi po przejrzeniu grubo ponad stu poznanych w tym roku albumów. To był świetny rok dla rocka! Kto twierdzi inaczej, mało słyszał lub jest muzycznym ignorantem. Bez względu na to, czy kręci cię muzyka progresywna, rock symfoniczny, stoner, psychodelia czy wreszcie klasyczny hard rock, nie ma takiej możliwości, żebyś nie znalazł(a) wśród tegorocznych wydawnictw mnóstwa muzyki dla siebie. Chyba że od 20 (40, 50...) lat słuchasz w kółko tych samych zespołów, ale po co byś tu wtedy wchodził(a)? Jestem przekonany, że rok 2016 będzie pod względem wydawnictw płytowych równie udany.

poniedziałek, 14 września 2015

Sacri Monti - Sacri Monti [2015]


Rezydują w Encinitas w stanie Kalifornia, grają w różnych mniej lub bardziej znanych miejscowych kapelach, także takich, które trafiały już na tę stronę. Na swoim profilu facebookowym muzycy Sacri Monti piszą, że inspirują się hard rockiem wczesnych lat 70., krautrockiem, rockiem psychodelicznym i progresywnym. Czyli jak miliard współczesnych zespołów. Co zatem sprawia, że ta grupa, która powstała w 2012 roku i właśnie wypuściła swój duży debiut, wyróżnia się z tej olbrzymiej masy nowych rockowych zespołów? Odpowiedź jest najprostsza pod (kalifornijskim) słońcem – to, co robią, robią wyśmienicie! Płytowy debiut Sacri Monti – wydany nakładem małej nowojorskiej wytwórni Tee Pee Records współpracującej w przeszłości między innymi z Kadavar i Graveyard, a ostatnio z Ruby the Hatchet – to jedno z najlepszych wydawnictw ostatnich miesięcy. Nic dziwnego – niech nie zwiedzie was status debiutantów – ci goście nie są świeżakami w branży i doskonale wiedzą, jak obchodzić się z instrumentami muzycznymi.