Pokazywanie postów oznaczonych etykietą syreregn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą syreregn. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Syreregn - Cogito Ergo Sum [2019]


Poprzedni, drugi krążek Syreregn – duńskiej grupy psychodelicznej – poznałem nieco po czasie, na początku 2015 roku, gdy już miałem gotową listę ulubionych albumów roku 2014. Listę oczywiście trzeba było uaktualnić, bo album natychmiast przypadł mi do gustu. Od tamtej pory miałem oko na to, co się dzieje w ich obozie, a… no cóż, nie działo się zbyt dużo jeśli chodzi o nowości wydawnicze. Więcej wydarzyło się w kwestii zmian personalnych. Ale ten czas nie był stracony, bo – jak się okazało – grupa zdołała przygotować bardzo ciekawy materiał na kolejny album.

wtorek, 20 stycznia 2015

Syreregn - Skabt Værk Består [2014]


Duńska grupa Syreregn i ich zeszłoroczny, drugi w karierze krążek – Skabt Værk Består – to odkrycie już tegoroczne. Jak to zwykle bywa, jak tylko człowiek zrobi jakieś podsumowania, to od razu trafiają do niego masowo tytuły płyt, które należałoby jeszcze sprawdzić i można być absolutnie pewnym, że wśród tych tytułów znajdą się pozycje, o których nie wspomnieć po prostu nie wypada. Płyta duńskiego tria to właśnie jeden z takich albumów, bowiem Skabt Værk Består to wydawnictwo niezwykle wciągające, intrygujące i przede wszystkim znakomicie brzmiące.

To, co rzuca się w uszy od pierwszego odsłuchu płyty, to spora różnorodność stylistyczna. Czterdziestominutowy krążek zawiera ledwie sześć kompozycji, co już dość dobitnie sugeruje, że mamy do czynienia z artystami, którzy nie boją się „odjeżdżać” w improwizacjach i cierpliwie budować atmosferę. Słychać to szczególnie w dwóch numerach. Utwór tytułowy, który otwiera album, łączy w sobie tajemniczość The End grupy The Doors z lekkością i finezją numerów Wishbone Ash (choć już niekoniecznie z brzmieniem, bo zamiast podwójnej gitary prowadzącej mamy tu gościnny udział instrumentów klawiszowych). Sporo tu przestrzeni, wspaniale słychać każdą nutę graną przez basistę i wokalistę Thora Bodinga. Muzycy nigdzie się nie spieszą, wciągają słuchaczy w swoją opowieść. To jednak dopiero przedsmak tego, co dostajemy w dwunastominutowym Marana Tha. Tu już mamy do czynienia z odjazdem w pełnym wymiarze. Wokali brak, lecz nie ma to żadnego znaczenia, gdyż swoją własną opowieść snują instrumenty. Rock psychodeliczny w starym dobrym stylu ze znakomitą polewą azjatycką. Z jednej strony klimat Indii, który natychmiast wciąga i hipnotyzuje coraz bardziej z każdą minutą, z drugiej znakomita, pełna rockowego ognia solówka gitarowa. Te dwie kompozycje – trwające w sumie dwadzieścia minut – to już wystarczający powód, by sięgnąć po Skabt Værk Består, ale ten krążek zasługuje na uwagę także dlatego, że oprócz wspomnianych utworów, w których zespół śmiało zapuszcza się w psychodeliczno-improwizacyjne rejony, znajdziemy tu także numery o bardziej tradycyjnej rockowej konstrukcji, niewątpliwie przystępniejsze, bardziej zwarte i stanowiące znakomitą przeciwwagę dla wspomnianych „odjazdów”.

Przypadkowo lub nie – te nieco bardziej „piosenkowe” kompozycje to jedyne numery o angielskich tytułach, śpiewane właśnie w tym języku. Psychedelic Baby to bardzo śmiałe nawiązanie do stylistyki późnych lat 60. Coś dla tych, którzy z chęcią wracają do pierwszych trzech płyt Deep Purple lub wczesnej twórczości Pink Floyd. Struktura i melodia to po prostu chwytliwy pop z dawnych czasów, ale ubrany w ciężkie organy i przybrudzoną gitarę. To typ kompozycji, która w 1968 roku podbijałaby listy przebojów – brzmi absolutnie bosko! Oczami wyobraźni widzę Duńczyków w londyńskim klubie UFO, na jednej imprezie z Pink Floyd czy Soft Machine. Going Under to z kolei dość tradycyjny hard rock w klasycznym wydaniu. Jest szybko, dynamicznie i bardzo… BARDZO gitarowo. Casper Gyldensøe wymiata aż miło, chwilami mam wrażenie, jakbym słuchał nieznanych nagrań Tommy’ego Bolina. Jak ci goście uchowali się poza rockowym mainstreamem? A, tak – teraz za rock uznaje się Coldplay (wybaczcie, musiałem…). No przecież nie można grać tak dobrze i być tak nieznanym. To zbrodnia! Dzieła całkowitego znisz zauroczenia dopełnia HypnoKogen, które wyróżnia się dynamiką, nieco kosmicznym klimatem i znakomitą robotą sekcji rytmicznej Boding / Rasmus Kurdahl.

Skabt Værk Består to nieodkryty (przynajmniej do tej pory…) klejnot wśród płyt wydanych w 2014 roku. To album, który czaruje, wciąga i powala od pierwszej do ostatniej sekundy. To czterdzieści minut spędzonych w towarzystwie muzyków, którzy nie idą na łatwiznę – znaleźli na siebie interesujący pomysł, starają się nie być jednowymiarowi i jestem przekonany, że będą stopniowo zdobywali coraz liczniejsze grono słuchaczy. Oczywiście trudno im będzie przebić się do świadomości przeciętnego odbiorcy tego typu muzyki, ale sukces porównywalny z tym, który stał się udziałem kapel takich jak Graveyard, a przynajmniej Siena Root, zdecydowanie jest możliwy przy pewnej dawce szczęścia.



---
Zapraszam na współprowadzoną przeze mnie audycję Nie Dla Singli w każdą sobotę o 20
http://zak.lodz.pl - tu można nas słuchać
http://facebook.com/niedlasingli - a tu z nami porozmawiać w trakcie audycji