Dziwny podział stosują muzycy King Buffalo. Granica między
EP-kami a płytami długogrającymi w przypadku ich dyskografii jest nie tyle
cienka, ile niezwykle zawiła, pokręcona i trudna do ogarnięcia. Oficjalnie
zatem ich nowe wydawnictwo – Dead Star – to piątka EP-ka w dorobku
formacji (a może czwarta, jeśli nie liczyć dema lub splitu z nieistniejącym już
niestety szwedzkim Le Bétre?), który uzupełniają też dwie duże płyty. Ale co to
za EP-ka, skoro nawet bez dodatkowego utworu – okrojonej mocno wersji najdłuższej
kompozycji z krążka – wydawnictwo trwa ponad 35 minut? To jednak w zasadzie
niezbyt istotne szczegóły. Najważniejsze, że te 35 minut to po raz kolejny
kapitalna muzyka od kwartetu ze stanu Nowy Jork.
