Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sludge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sludge. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 marca 2021

Komatsu - Rose of Jericho [2021]

Eindhoven do tej pory kojarzyło mi się głównie ze sławnym klubem piłkarskim oraz z firmą Philips, która jest w tym mieście obecna w zasadzie na każdym kroku. Od teraz będę to miasto kojarzył także z zespołem Komatsu, który poznałem dzięki nowej, czwartej płycie formacji, zatytułowanej Rose of Jericho. Nie miałem wcześniej okazji natknąć się na muzykę grupy, choć w powiązanych osobowo zespołach znalazłem jeden czy dwa, które już słyszałem (jeden z nich nawet pojawił się dawno temu na tym blogu). Mieli zresztą okazję koncertować z paroma sporymi nazwami/nazwiskami, jak choćby John Garcia z grupy Kyuss, a ich kumplem (zaśpiewał także z nimi na jednej z poprzednich płyt) jest kolejny muzyk związany m.in. z Kyuss, Nick Oliveri – gość, którego fanom stoner/desert rocka przedstawiać nie trzeba. To jednak ma drugorzędne znaczenie. Najważniejsze jest to, że uwagę przyciąga sama muzyka, a ta może nie od razu, ale stopniowo coraz bardziej mnie do siebie przekonywała.

niedziela, 21 czerwca 2020

Dola - s/t [2020]


Stali czytelnicy tego bloga oraz słuchacze moich audycji wiedzą już chyba doskonale, że znacznie bardziej lubię klimaty rockowe od metalowych, a już growl czy generalnie cokolwiek podchodzącego bardziej pod wrzask niż śpiew najczęściej z miejsca pozbawia płytę szans na zaistnienie na dłużej w mojej świadomości. Doceniam, ale nie lubię. Są wyjątki, ale naprawdę nieliczne. Więc gdy wypatrzyłem u jednego ze znajomych na Spotify płytę grupy Dola, zobaczyłem okładkę i zestawiłem to jeszcze z opisami twórczości grupy na Bandcampie, wśród których znalazłem black metal, nie sądziłem, że moja przygoda z muzyką tego zespołu potrwa dłużej niż kilka minut. Ale mnie wciągnęła. Z każdym numerem podobało mi się coraz bardziej i nie zmieniał tego nawet wrzask pojawiający się w kilku kompozycjach. A po wszystkim odsłuchałem ponownie. I jeszcze raz. A potem kupiłem sobie tę płytę – jako pierwszą z wydanych w tym roku.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Sunnata - Outlands [2018]


Polska scena psychodeliczna we wszelkich tej psychodelii odcieniach ma się całkiem nie najgorzej. Oczywiście to wciąż podziemie, ale popularność koncertów z tego typu muzyką w dużych miastach czy prawdziwy sukces festiwalu Red Smoke wskazują na to, że jest głód takich dźwięków. A że psychodelia to bardzo szerokie pojęcie, wiele osób znajdzie na tym polu coś dla siebie. Warszawska Sunnata łoi aż miło, serwując mocne riffy, opętańcze zaśpiewy, szczyptę bliskowschodnich motywów i trochę transowych, hipnotycznych klimatów. Z jednej strony gitary atakują jak walec, z drugiej ponury klimat w połączeniu z charakterystycznym wokalem prowadzą nas w kierunku północno-zachodnich Stanów początku lat 90. Na ich trzecim krążku – płycie Outlands – nie będzie ani łatwo, ani ładnie, ani tym bardziej przyjemnie. Będzie za to klimatycznie, trochę strasznie i brzydko, a czasem i przytłaczająco. Nie brzmi zachęcająco? A powinno!

sobota, 24 czerwca 2017

Junius - Eternal Rituals for the Accretion of Light [2017]



Junius to grupa z Bostonu, która wydała niedawno swój trzeci duży album. Ich muzyka łączy post-rocka, post-metal, metal progresywny, psychodelię i sludge. Mieszanka to dość osobliwa i niełatwa w odbiorze. Doświadczenie muzyków jest jednak znacznie większe, niż wskazywałaby liczba wydanych dużych płyt. Mają na koncie sporo EP-ek i splitów, choć zdecydowana większość pojawiła się w poprzedniej dekadzie. Od albumu numer dwa też już trochę minęło, bo krążek Reports from the Threshold of Death ukazał się w 2011 roku. Lubujący się w długich, trudnych do zapamiętania tytułach albumów panowie wracają wydawnictwem zatytułowanym Eternal Rituals for the Accretion of Light.

piątek, 16 czerwca 2017

Sólstafir - Berdreyminn [2017]



Niedawno grupa Ulver wydała swój nowy album, na którym wykonała kolejną stylistyczną woltę, tym razem czerpiąc garściami z muzyki elektronicznej, nowofalowej, a nawet synthpopowej lat 80. Teoretycznie krok dość zaskakujący jak na formację, która zaczynała od naprawdę ciężkiego metalu, ale fani tego zespołu już od dawna wiedzą, że z grupą Ulver nie ma sensu do czegokolwiek się przyzwyczajać, bo panowie lubią mieszać mocno i często. Sólstafir to kolejna formacja z północy Europy, która z biegiem lat stopniowo zmieniała swoje brzmienie, tracąc niewątpliwie po drodze część fanów, ale zdobywając jednocześnie wielu nowych, którym wcześniejsze brzmienie niekoniecznie musiało odpowiadać. Przeszli długą drogę od black metalu i viking metalu przez progresję i post-rock/post-metal, aż dotarli do chwili obecnej – płyta Berdreyminn to mieszanka brzmień zawartych na poprzednich kilku albumach formacji, ale także – jak w przypadku zespołu Ulver – zahaczająca momentami o przebojową muzykę nowofalową czy nawet synthpopową. Czy to się przyjmie? Mam wrażenie, że wśród sporego procenta fanów już się przyjęło, choć nie do końca przekłada się to na moją opinię o tym albumie.

piątek, 23 grudnia 2016

Gorilla Pulp - Peyote Queen [2016]



Niegdyś włoska scena rockowa kojarzyła mi się przede wszystkim z klimatycznym art rockiem będącym świetną ilustracją do filmów grozy. Później Włosi zaczęli specjalizować się w heavy i power metalu, co znacznie mniej pasowało do mojego muzycznego gustu. Ale ponieważ w ostatnich latach cichaczem do łask wraca stoner i ciężka psychodelia, również na Półwyspie Apenińskim takie brzmienia zyskują na popularności. Jednym z przedstawicieli tej nowej fali europejskiej sceny heavy psych jest grupa Gorilla Pulp, która w 2016 roku wydała swoją debiutancką płytę zatytułowaną Peyote Queen. Nie da się ukryć, że moją uwagę zwrócili przede wszystkim klimatyczną okładką z niekompletnie ubraną (lub raczej całkiem nagą) panią. Czasami po samym charakterze okładki spodziewam się konkretnego rodzaju dźwięków i najczęściej to się sprawdza. Sprawdziło się i w przypadku debiutantów z Viterbo, choć nie miało to nic wspólnego z rzeczoną niewiastą.