Stali czytelnicy tego bloga oraz
słuchacze moich audycji wiedzą już chyba doskonale, że znacznie bardziej lubię
klimaty rockowe od metalowych, a już growl czy generalnie cokolwiek
podchodzącego bardziej pod wrzask niż śpiew najczęściej z miejsca pozbawia płytę
szans na zaistnienie na dłużej w mojej świadomości. Doceniam, ale nie lubię. Są
wyjątki, ale naprawdę nieliczne. Więc gdy wypatrzyłem u jednego ze znajomych na
Spotify płytę grupy Dola, zobaczyłem okładkę i zestawiłem to jeszcze z opisami twórczości grupy na Bandcampie, wśród których znalazłem black metal, nie sądziłem,
że moja przygoda z muzyką tego zespołu potrwa dłużej niż kilka minut. Ale mnie wciągnęła. Z każdym numerem podobało mi się coraz bardziej i nie
zmieniał tego nawet wrzask pojawiający się w kilku kompozycjach. A po wszystkim
odsłuchałem ponownie. I jeszcze raz. A potem kupiłem sobie tę płytę – jako
pierwszą z wydanych w tym roku.
