Eindhoven do tej pory kojarzyło mi się głównie ze sławnym
klubem piłkarskim oraz z firmą Philips, która jest w tym mieście obecna w
zasadzie na każdym kroku. Od teraz będę to miasto kojarzył także z zespołem
Komatsu, który poznałem dzięki nowej, czwartej płycie formacji, zatytułowanej Rose
of Jericho. Nie miałem wcześniej okazji natknąć się na muzykę grupy, choć w
powiązanych osobowo zespołach znalazłem jeden czy dwa, które już słyszałem
(jeden z nich nawet pojawił się dawno temu na tym blogu). Mieli zresztą okazję
koncertować z paroma sporymi nazwami/nazwiskami, jak choćby John Garcia z grupy
Kyuss, a ich kumplem (zaśpiewał także z nimi na jednej z poprzednich płyt) jest
kolejny muzyk związany m.in. z Kyuss, Nick Oliveri – gość, którego fanom
stoner/desert rocka przedstawiać nie trzeba. To jednak ma drugorzędne
znaczenie. Najważniejsze jest to, że uwagę przyciąga sama muzyka, a ta może nie
od razu, ale stopniowo coraz bardziej mnie do siebie przekonywała.
