Debiutancka płyta projektu
Futuropaco to typowy przykład albumu, który czekał na liście rzeczy do poznania
ładnych kilka miesięcy, a pewnie nie czekałby wcale, gdybym od razu przesłuchał
choćby fragment tej płyty. Czasem jednak nie da się ze wszystkim wyrobić i
człowiek sobie odsuwa w czasie poznanie pewnych wydawnictw, a jak już pozna, to
okazuje się, że to kapitalne płyty, które będą się biły o czołówkę w rankingu
ulubionych krążków wydanych w danym roczniku. Tak właśnie jest tutaj. Moją
uwagę przyciągnęła bardzo ciekawa okładka, typowa dla płyt wypuszczanych przez duński
label El Paraiso. Okazało się, że muzyka jest równie klimatyczna, jak zdobiąca
krążek grafika.
