Londyńska formacja The Lunar Effect obiła mi się o oczy i
uszy przy okazji premiery wydanej w 2019 roku pierwszej dużej płyty – Calm
Before the Calm. Zaprezentowałem nawet kilka rzeczy z tamtego albumu w
mojej audycji (przy wrzucaniu tego tekstu na bloga okazało się, że nawet napisałem tu o ich debiucie...) i ogólnie bardzo pozytywnie odebrałem to wydawnictwo, ale jakoś
potem zupełnie nie śledziłem, czy coś u nich słychać, nie wypatrywałem też nowej
płyty. Mówiąc wprost – trafili do bardzo obszernego zbioru zespołów, których
muzyka podoba mi się, ale jakoś nie mam czasu, żeby do niej wracać. Tymczasem
kilka miesięcy temu zauważyłem, że jest nowa płyta tej formacji. Co więcej –
zdobi ją bardzo ciekawa okładka. Uznałem, że to wystarczy, żeby przypomnieć
sobie, co to za jedni, skoro gdzieś tam w zakamarkach pamięci tkwili, choć
niezbyt wyraźnie. Kilka miesięcy później z pewnym zdziwieniem stwierdzam, że
album Sounds of Green & Blue to jedna z najczęściej słuchanych
przeze mnie tegorocznych płyt.
