Trzeci album norweskiej grupy
Pristine zatytułowany Reboot to jedna
z tych płyt, które trochę mi umknęły. Wydawnictwo ukazało się pod koniec
stycznia i choć byłem świadomy jego istnienia, a na nazwę zespołu i
charakterystyczną okładkę płyty trafiałem w różnych zakamarkach Internetu, to
jakoś nie zebrałem się do posłuchania muzyki. W zasadzie nie wiem czemu, bo już
ta okładka była zachęcająca – utrzymana w klimatach retro. Tłumaczę to sobie
tym, że sporo w tym roku ciekawych płyt i nie wszystko można ogarnąć
odpowiednio szybko. Błąd jednak nadrabiam i jest to tym bardziej potrzebne i
jednocześnie przyjemne, że płyta Reboot
to trzy kwadranse kapitalnego, przeważnie niezwykle żywiołowego rocka
śpiewanego przez niezwykle dynamiczną i żywiołową panią wokalistkę.
