Gdybym miał dawać tekstom na
blogu jakieś tytuły, ten pewnie należałoby zatytułować: „Zaskakująca supergrupa”.
Powstawanie tej płyty trzymano w tajemnicy, a gdy w końcu wszystko wyszło na
jaw, zrobił się wokół tego projektu spory hałas. No bo jakżeby inaczej?
Legendarny Iggy Pop komponuje i nagrywa z jednym z bardziej rozchwytywanych
muzyków rockowych ostatniego ćwierćwiecza – Joshem Hommem. W dodatku do składu
zespołu dołącza kolega Homme’a z Queens of the Stone Age Dean Fertita oraz
perkusista Arctic Monkeys Matt Helders. Pewnie niewielu spodziewałoby się
takiego składu osobowego nowej grupy i choć kwartet ten nagrał płytę, która
wydana zostaje jako solowy krążek Popa, to niepostrzeżenie powstała na naszych
oczach w pewnym sensie supergrupa rockowa, o czym świadczy także to, że na
okładce płyty widzimy nie tylko całą czwórkę muzyków, ale i ich nazwiska. Nigdy
nie byłem wielkim fanem Popa. Bardziej go cenię, niż lubię. Queens of the Stone
Age i inne projekty Homme’a to też nie moja bajka, nie mówiąc o Arctic Monkeys,
ale taki skład zwraca uwagę i pomyślałem, że ta mieszanka może zaowocować
całkiem niezłą muzyką. Oczywiście mogło się skończyć jak w przypadku Lulu Metalliki i Lou Reeda… Na szczęście
wyszło zupełnie inaczej.
