Kiepskie to lata dla Scotta
Weilanda. Kłopoty osobiste, powracające problemy z narkotykami, przykre
rozstanie z Velvet Revolver, wreszcie wyrzucenie z kapeli Stone Temple Pilots,
która zeszła się po kilku latach przerwy. Scott Weiland nieprzerwanie zajmuje
wysokie miejsce w niezbyt chwalebnych rankingach artystów, którzy mają
największe szansę zaćpać się zanim dożyją wieku emerytalnego. Ale nie poddaje
się całkiem – nagrywa. Najnowsze efekty jego pracy ukazały się w tym roku na
solowej płycie Blaster, sygnowanej
nazwą Scott Weilands & The Wildabouts. Tytułowy i okładkowy sprzęt grający
kojarzy się ze sporym natężeniem dźwięku i faktycznie – na nowej płycie
Weilanda jest głośno.
