Miała być płyta i trasa
pożegnalna, wyszło, że będzie (a raczej już jest) tylko trasa, bo płyty to
chyba jednak się nie doczekamy, za to jest… EP-ka, właściwie to podwójna, bo
niemal godzinna – w połowie studyjna, w połowie koncertowa, zatytułowana
wymownie The End. Czy to faktycznie
ostatnie wydawnictwo (częściowo) studyjne Black Sabbath? Wydaje się, że to
całkiem prawdopodobne. Co prawda zakończenie działalności grupy trzeba raczej
rozpatrywać w kontekście tras koncertowych, bo sami muzycy raczej nie
twierdzili kategorycznie, że już nigdy więcej nic wspólnie nie nagrają (choć i
w tym aspekcie co wywiad to innych rzeczy się dowiadujemy), ale takie „czyszczenie
magazynów” może sugerować, że faktycznie porzucili myśl o pełnowymiarowym
następcy Trzynastki. Dostajemy zatem
8 kompozycji – cztery odrzuty z ostatniej płyty oraz tyle samo nagrań
koncertowych z ostatniej trasy, przy czym są to głównie (choć niestety nie
tylko) zagrane „na żywo” utwory także z najświeższej płyty Black Sabbath.
