Nie wszyscy lubią Glenna Hughesa. No trudno. Nawet jestem
w stanie to w pewnym sensie zrozumieć, bo przyjmuję do wiadomości, że jego
„oversinging” może czasami drażnić. Nawet ci, którzy za nim nie przepadają,
muszą jednak przyznać, że to legenda rocka i gość, który odcisnął swoje piętno
na tej muzyce, a przede wszystkim facet, który mimo niemal siedemdziesiątki na
karku wciąż jest w znakomitej formie. W zeszłym roku dołączył do supergrupy The
Dead Daisies i z miejsca zmienił nieco charakter wykonywanej przez ten zespół
muzyki. Słychać to doskonale na ich nowej płycie – Holy Ground.
